Adam Próchnik

Podłoże faszyzmu

[1936]

Analiza podstaw współczesnego faszyzmu stanowi jedno z palących zadań stojących przed myślą socjalistyczną. Aby móc z ruchem tym skutecznie walczyć, trzeba znać bowiem dobrze jego istotę, trzeba wiedzieć, co on reprezentuje. Te wewnętrzne czynniki faszyzmu pozwalają dopiero wytworzyć sobie prawdziwy obraz jego siły i trwałości i umożliwiają ocenę perspektyw toczącej się walki.

Patrząc na faszyzm ze strony zewnętrznej, dekoracyjnej, zauważymy tylko rzecz najbardziej rzucającą się w oczy: jego oblicze polityczne. Faszyzm przedstawi się nam jako forma rządów jednostki, jako system takiej czy innej, mniej lub więcej bezwzględnej dyktatury, której podstawą jest teoria wodzostwa. Za tym jednak kryje się, kryć się musi, odpowiednia treść społeczna. Każdy ustrój polityczny jest wykładnikiem swego podłoża społecznego. Jest to zupełnie niezależne od subiektywnego stanowiska rządzących. Mogą oni, szczerze czy nieszczerze, uważać swój system rządów za strukturę wyłącznie polityczną, abstrahującą całkowicie od zadań społecznych, wyrzekającą się wszelkich aspiracji w tym kierunku, obiektywnie jednak odgrywa ten system rolę czynną w procesie kształtowania się stosunków ustrojowo-społecznych. Jeżeli więc np. nazwiemy dyktaturę faszystowską danego kraju dyktaturą burżuazyjną, nie oznacza to wcale, że odnośny „wódz” w tym celu stworzył swój system rządzenia, aby ratować upadający ustrój kapitalistyczny, że jest on świadomym wyrazicielem interesów klas posiadających, że jest może po prostu zwyczajnym narzędziem związków przemysłowców lub ziemian. Znanego powiedzenia, że rządy współczesnych państw są sztabami generalnymi burżuazji, nie należy traktować zbyt dosłownie ani zbyt symplicystycznie. Należy bowiem odróżnić subiektywną i obiektywną rolę, jaką dany czynnik odgrywa. Subiektywnie ten czy inny dyktator, Mussolini czy Hitler, nie stawia sobie bynajmniej jako celu głównego ratowanie ustroju społecznego. Jego naczelnym wskazaniem, punktem wyjścia każdego jego działania jest zdobycie władzy, jest potem utrzymanie i utrwalenie tej władzy. Ale obiektywnie jest on ostoją pewnej koncepcji społecznej. Tak bowiem jak każdy ustrój, tak i dyktatura nie rozwija się w próżni, ale na tle pewnych rozgrywających się procesów społecznych. Wobec tych procesów musi ona zająć stanowisko. Stanowisko to może być dwojakie – zachowawcze lub rewolucyjne. Albo procesy te starać się wstrzymać, albo dać im się rozwinąć.

O ile dyktator nie jest równocześnie wyrazicielem tej czy innej idei, ale reprezentuje jedynie tylko własne aspiracje do władzy, prawie z reguły odgrywa on tę pierwszą rolę, zachowawczą. Z punktu widzenia tych aspiracji bowiem rola rewolucyjna przedstawia znacznie większe niebezpieczeństwo niż zachowawcza. Lepszą ostoją władzy są warstwy społeczne, które tej władzy zawdzięczają swój chwilowy ratunek, zawdzięczają przedłużenie swego istnienia, niż te, których przyszłość więcej zależy od rozwoju warunków społecznych niż od woli danego rządu. Gdyby bowiem rząd faszystowski podjął się owej roli rewolucyjnej, gdyby miał aspiracje zostania rządem przewrotu społecznego, gdyby przyświecał mu, krótko mówiąc, ideał faszyzmu oświeconego, przyśpieszyłby tylko przebieg procesu i w rezultacie przyśpieszyłby również konsekwencje polityczne przewrotu społecznego, a więc naturalną i zrozumiałą dążność warstw społecznie wyzwolonych do rządzenia samymi sobą. Oświecony absolutyzm, który zresztą zatrzymał się u progu reform społecznych, wzmocnił tylko pęd zainteresowanych warstw społecznych do odegrania samodzielnej roli politycznej, przyśpieszył rewolucję. Nie leży w interesie rządu autokratycznego, który zazdrośnie strzeże nienaruszalności swej władzy, rozpętanie burzy, której przebiegu i skutków nie można przewidzieć. Burza ta może się bowiem okazać silniejsza od władzy. Faszyzm, który chciałby faktycznie spełnić swe obietnice radykalnych przeobrażeń społecznych, obietnice dane w okresie walki o zdobycie władzy, wzmocniłby tylko tendencje społeczeństwa zdążającego do bezpośredniego decydowania o swych sprawach i spowodowałby swój szybki upadek.

Natomiast historia obfituje w cały szereg pouczających przykładów, jak pewne warstwy społeczne, zagrożone przez przewrót społeczny w swych najistotniejszych interesach, chętnie wyrzekały się swej politycznej samodzielności, byle znaleźć u silnego, autokratycznego rządu zabezpieczenie swych przywilejów społecznych, a przynajmniej przedłużenie ich istnienia. Do takich faktów należy łatwe zwycięstwo absolutyzmu w większości krajów Europy zachodniej nad parlamentaryzmem stanowym, który był wyrazem samorządu warstw uprzywilejowanych. Bez wielkiego oporu wyrzekają się one tego samorządu, wyrzekają się bezpośredniego wpływu na rządy, byle zagwarantować sobie w silnym rządzie trwałość panujących stosunków społecznych. Do tej samej kategorii faktów należą zagadnienia związane z upadkiem Polski. Jeżeli np. w końcu XVIII w. szlachta polska tak łatwo pogodziła się z upadkiem państwowości polskiej, w której miała w swym ręku całkowitą władzę polityczną, jeżeli częściowo nawet współdziałała z zaborcami w dziele likwidowania swego państwa, jeżeli wyrzekła się swej wielkiej roli politycznej, to niemałą osłodą było to, że owe rządy zaborcze gwarantowały jej utrzymanie na pewien czas uprzywilejowanego stanowiska społecznego, które w owym okresie było poważnie zagrożone i podważone czynnikami rewolucyjnymi, tak międzynarodowymi (Wielka Rewolucja Francuska), jak i wewnętrznymi (powstanie kościuszkowskie). Zwycięstwo reakcyjnych, absolutnych potęg sąsiedzkich zahamowało dokonujący się w Polsce przewrót społeczny. Logika ówczesnej sytuacji była tego rodzaju, że utrzymanie niepodległości oznaczało dla szlachty utratę przynajmniej części przywilejów społecznych, utrata zaś niezależności politycznej zapewniała zachowanie nadal tych przywilejów. Dlatego to tak wesoło i beztrosko balowano na gruzach rozwalonej ojczyzny. Lepszy obcy pan niźli własny cham. Taka była psychika warstw posiadających upadającej Polski. Taka jest psychika wszystkich schyłkowych warstw społecznych, które bez wahania zaprzedają wolność polityczną każdemu, kto stworzy siłę zdolną do obrony ich stanowiska społecznego. Ta siła to ostatni atut ich obrony. Dyktatura, faszyzm, ta czy inna forma absolutyzmu są to z reguły okopy, które mają chronić przed zalewem wdzierających się fal nowych prądów społecznych. Dyktatura zaś nie chcąc ryzykować puszczenia się na niebezpieczne fluktuacje polityki rewolucyjnej, bez względu na swe bezpośrednie cele podejmuje się tej roli zachowawczej, roli wału ochronnego.

Przy ocenie społecznych podstaw współczesnego ruchu faszystowskiego pojawiają się zazwyczaj dwa poglądy. Wedle jednego z nich faszyzm jest kierunkiem reprezentującym dążności i interesy warstw tzw. pośrednich. Wedle drugiego – faszyzm jest wyrazem polityki sfer kapitalistycznych. Jeden i drugi pogląd może powołać się na fakty z współczesnej rzeczywistości.

Dwa fakty rzucają się niewątpliwie w oczy: 1) warstwy tzw. pośrednie stanowią materiał specjalnie podatny dla wszelkich prądów faszystowskich, łatwo zaciągają się do ich szeregów i wiążą z tym wszelkie nadzieje; 2) kierunki faszystowskie nie mniej chętnie drapują się w sztandary obrony interesów tych warstw.

Ale i z drugiej strony obserwujemy podobne zjawisko. Warstwy posiadające zajmują stanowisko bezwzględnie pozytywne w stosunku do ruchów faszystowskich. Czasem wchodzą z nimi w związki już w okresie, gdy faszyzm walczy o władzę, nawet finansują przewrót faszystowski, jak to miało miejsce we Włoszech, gdzie marsz czarnych koszul na Rzym odbył się na koszt i ryzyko finansowe kapitalistów. Czasem zaś warstwy te czekają, aż nowe warunki polityczne dojrzeją, i wtedy dopiero z mniejszym ryzykiem zaprzęgają się do zwycięskiego rydwanu. Tak było w Niemczech. Tak działo się w najbliższej nam znanej rzeczywistości. Akces tych warstw jest z reguły przyjmowany. Prądy faszystowskie wystrzegają się wprawdzie wywieszania sztandarów jawnie prokapitalistycznych, ale praktyka ich rządów nie pozostawia miejsca na wątpliwości.

Czymże jest więc faszyzm obiektywnie? Czy jest ruchem mas drobnomieszczańskich, czy też akcją ochronną klas posiadających? Czy też może jednym i drugim równocześnie? To ostatnie przypuszczenie należy jak najbardziej stanowczo odrzucić. Mogą się spotkać pod sztandarem faszyzmu sfery drobnomieszczańskie i kapitalistyczne, mogą znaleźć się w jednym obozie, ale obóz ten nie może, bo nie jest w stanie, reprezentować szczerze i z pomyślnym skutkiem interesów obu tych warstw.

Zajmowaliśmy się niedawno na tychże łamach sprawą tzw. warstw pośrednich [chodzi o artykuł Adama Próchnika pt. Zagadnienie tzw. warstw pośrednich – przyp. redakcji Lewicowo.pl]. Stwierdziliśmy fakt, że w świetle współczesnych warunków olbrzymią większość owych warstw stanowią zdeklasowane i tragicznie spauperyzowane grupy ludności. Warstwy te są jedną z najsmutniejszych ofiar dzisiejszego ustroju i jemu zawdzięczają swoją nędzę i swe położenie bez wyjścia. Znalazły się one na tej linii, na której nastąpiło załamanie się starego ustroju, i dlatego dźwigają na swych barkach główny ciężar okresu przejściowego między jedną a drugą formą życia społecznego. Warstwy te są zainteresowane w najszybszym przebiegu rozgrywającego się procesu przełomu społecznego.

Ale faszyzm, jak się już to powiedziało, zaprzeczyłby samemu sobie, gdyby podjął się misji rewolucyjnej. Może on głosić rewolucję polityczną lub narodową, nie może pod grozą własnej zguby ująć steru rewolucji społecznej. I dlatego też nie zna on ratunku dla warstw pośrednich. A gdyby się na to zdecydował, musiałby wyrzec się opieki nad klasami posiadającymi. Jedno z dwojga. A skoro nie ma możności pogodzenia obu tych misji społecznych, obrony warstw pośrednich i ochrony kapitału, dylemat musi zostać rozstrzygnięty przez faszyzm zgodnie z instynktem samozachowawczym w duchu prokapitalistycznym.

Ale pozostaje stwierdzony przez nas fakt skłonności owych zgnębionych nędzą warstw pośrednich do ulegania sugestiom faszystowskim. Jakże to zjawisko wytłumaczyć? Nie jest to przypadkiem, że klasa robotnicza, że proletariat jest warstwą ludności o najsilniej rozwiniętej świadomości klasowej. Właśnie dlatego jest proletariat strażą przednią w walce o nowy porządek społeczny, jest klasą najbardziej rewolucyjną. Te czynniki budzące ową świadomość klasową i rewolucjonizujące proletariat leżą u samych podstaw współczesnego ustroju. Żadna warstwa społeczna nie ma możności tak bezpośrednio obserwować struktury ustroju jak proletariat, żadna warstwa nie widzi tak wyraźnie źródeł swej niedoli jak proletariat. Przed żadną warstwą ustrój kapitalistyczny nie obnaża się tak bezwstydnie jak przed proletariatem. Proletariat ma otwarty widok na to, jak fala nadwartości przepływa z jego rąk do kas kapitalistycznych. Obraz, który roztwiera się przed innymi klasami społecznymi, nie jest tak jasny. Przyczyny ich niedoli nie są tak dla nich oczywiste. A sama nędza, której nie towarzyszy proces świadomości, należy to stwierdzić z naciskiem, nie jest czynnikiem dostatecznie rewolucjonizującym masy. Nędza rzuca w najbliższe objęcia. A najbliższe są objęcia faszyzmu. Nigdy może nie wykazała się tak dobitnie fałszywość zasady „im gorzej, tym lepiej” jak w dobie obecnej.

Ten powolniej rozwijający się proces uświadomienia warstw tzw. pośrednich w istocie rzeczy tłumaczy ich częściową obecność w obozie faszyzmu. Ale powolny proces jest niemniej procesem. Postępujący wciąż naprzód rozkład kapitalizmu przyśpiesza go z każdym dniem. A zawód sprawiony przez faszyzm otwiera coraz szerzej ludziom oczy. I dlatego nieunikniony jest moment, kiedy faszyzm straci swą pozorną bazę społeczną i zostanie ograniczony do swej prawdziwej podstawy społecznej. Wtedy poza sojuszem ze sferami kapitalistycznymi nic nie pozostanie.

Klasa robotnicza nie może czekać biernie tej chwili. Jej misją historyczną jest objęcie kierownictwa nad wszystkimi warstwami społeczeństwa, które są ofiarą dzisiejszego ustroju, i poprowadzenie ich do walki.

Adam Próchnik
__________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Lewy Tor”, nr 4/1936, 4 marca 1936 roku. Następnie wznowiono go w książce Adam Próchnik – „Wybór publicystyki”, Książka i Wiedza, Warszawa 1971. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem. Ilustracja wykorzystana w tekście pochodzi z PPS-owskiego pisma „Tydzień Robotnika” z lat 30.

 

Adam Próchnik (1892-1942) – działacz socjalistyczny i spółdzielczy, oficer Wojska Polskiego, poseł na Sejm RP, ideolog polskiego ruchu socjalistycznego, doktor nauk historycznych. Nieślubny syn wybitnego działacza socjalistycznego, Ignacego Daszyńskiego. W młodości działacz Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, członek Związku Walki Czynnej, w czasie I wojny światowej walczył w armii austriackiej, a następnie organizował we Lwowie niezależne polskie struktury wojskowe, za co został aresztowany, groziła mu kara śmierci. Brał bohaterski udział w walkach w obronie Lwowa, otrzymując stopień podporucznika. W niepodległej Polsce działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, pracował jako historyk-archiwista, szykanowany przez władze sanacyjne. W latach 1925-31 przewodniczący rady miejskiej Piotrkowa Trybunalskiego, w roku 1928 wybrany posłem na Sejm z listy PPS. Przez pewien okres członek władz Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 30. związał się z Warszawską Spółdzielnią Mieszkaniową, będąc jednym z liderów intelektualnych tego środowiska, m.in. sprawował funkcję przewodniczącego stowarzyszenia lokatorów WSM „Szklane Domy”. W roku 1939 wybrany radnym Warszawy. W latach 1934-39 członek Rady Naczelnej PPS. Początkowo zwolennik współpracy z komunistami, po procesach moskiewskich zmienił stanowisko w tej sprawie na negatywne. Uznany publicysta polityczny oraz badacz dziejów polskiego ruchu socjalistycznego i demokratycznego, autor m.in. książek „Demokracja kościuszkowska”, „Bunt łódzki w roku 1892”, „Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej”, „Ideologia spółdzielczości robotniczej”, „Idee i ludzie”. Po wybuchu wojny działał w konspiracji politycznej, najpierw w środowisku WSM, później w grupie związanej z pismem „Barykada Wolności”, następnie jako lider Polskich Socjalistów. Brał udział w pracach na rzecz zjednoczenia PS z PPS-WRN i krakowską grupą PPS Zygmunta Żuławskiego. Zmarł na zawał serca 22 maja 1942 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *