Emil Haecker

Początki ruchu robotniczego w Galicji

[1933]

Wprowadzenie w Austrii konstytucji w roku 1867 zastało Galicję jeszcze zupełnie nieuprzemysłowioną. Fabryk większych w kraju nie było. Klasa robotnicza składała się przeważnie z czeladzi rzemieślniczej. Jedyne większe i żywsze skupienia robotnicze stanowili robotnicy warsztatów kolei Karola Ludwika.

Najinteligentniejszą grupą robotniczą byli drukarze, którzy od dawna posiadali własne stowarzyszenia we Lwowie i w Krakowie. We Lwowie istniało od r. 1817 Stowarzyszenie wzajemnej pomocy członków sztuki drukarskiej; w r. 1834 powstało w drukarni rządowej drugie podobne stowarzyszenie. Od r. 1857 oba te stowarzyszenia zlały się w jedno, którego działalność stanowiło udzielanie zapomóg chorym, inwalidom, wdowom i sierotom. W Krakowie od r. 1850 istniało Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy drukarzy, dostarczające chorym członkom zapomóg, lekarzy i lekarstw; w r. 1868 wprowadziło ono fundusz pensyjny dla inwalidów, wdów i sierot, z którego w dziesięć lat później wytworzono osobne stowarzyszenie emerytalne drukarzy „Siła”; w roku 1868 powstało w Krakowie wskutek niesnasek wewnętrznych drugie stowarzyszenie drukarzy „Pomoc własna”, które się jednak już w roku 1872 zlało na powrót ze „Wzajemną pomocą”; ta od r. 1878, po wydzieleniu funduszu emerytalnego, była wyłącznie Kasą chorych. Poza działalnością zapomogową stowarzyszenia te żadnych innych celów sobie nie stawiały. Raz tylko w r. 1865 zajęła się krakowska „Wzajemna Pomoc” drukarzy kwestią uczniów i wybrana komisja opracowała projekt ustawy o uczniach. Zresztą żadnej działalności społeczno-politycznej stowarzyszenia te nie rozwijały, a członkowie ich wyznawali na ogół zasady patriotyczno-demokratyczne.

Inni robotnicy w Galicji w czasach przedkonstytucyjnych nie mieli żadnych stowarzyszeń, oprócz cechowych, których działalność wyczerpywała się przeważnie w obrzędach religijnych i wspólnych pijatykach.

Tylko we Lwowie powstało w r. 1856 ogólnorobotnicze stowarzyszenie, założone przez księdza Odelgiewicza pod nazwą Katolickiego stowarzyszenia czeladników; miało ono na celu nie interes robotników, lecz wychowanie ich w duchu klerykalnym i powstrzymywanie ich od udziału w spiskach patriotycznych, które poprzedziły powstanie 1863 r.; statut przepisywał, że prezesem może być tylko ksiądz katolicki, któremu „członkowie obowiązani są donosić o zdrożnościach swoich kolegów i to tylko na osobności”. Mimo że książę Leon Sapieha, księżne Jadwiga Sapieżyna i Marcelina Czartoryska, hr. Alfred Potocki i inni arystokraci i arystokratki wspomagali to stowarzyszenie subwencjami, jednak zawsze wiodło ono żywot suchotniczy i po 14 latach istnienia nie miało więcej jak 80 członków.

O socjalizmie nie było słychu. Wprawdzie bezzwłocznie z nastaniem ery konstytucyjnej, z końcem 1867 r., wyszła z druku we Lwowie jedna broszura socjalistyczna; była to: „Wiara socjalistów przez Ludwika Blanka przenarzeczył Mieczysław Romański”. Przekład ten popularnego katechizmu socjalistycznego, napisanego przez francuskiego utopistę minionej już epoki, był jednak czynem jednostki, który nie znalazł żadnego oddźwięku. Broszura ta wcale się nie rozeszła. Cały jej nakład spoczął w jednej z antykwarni lwowskich i dopiero w dziesięć lat później wykrył ją tam Bolesław Limanowski, wykupił i rozpowszechnił.

Pierwsze próby zorganizowania robotników wyszły z obozu demokratycznego. Po upadku powstania 1863-64 roku rozczarowanie, wywołane klęską, wytworzyło w społeczeństwie polskim powszechne przekonanie o bezowocności ruchów zbrojnych i spisków; na tym tle, po uwłaszczeniu chłopów w zaborze rosyjskim i wprowadzeniu konstytucji w austriackim, dokonujące się właśnie przeobrażenie gospodarcze i społeczne narodu, mianowicie rozwój przemysłowy Królestwa Polskiego i wytwarzanie się tam burżuazji, w Galicji rozpoczynający się jako tako rozwój miast, znalazły ogólny wyraz w hasłach „zgody z losem”, „pracy organicznej”, „pracy u podstaw”. Nie tylko młoda burżuazja w Królestwie głosiła „pracę organiczną”, nie tylko szlachta galicyjska, utworzywszy stronnictwo stańczykowskie, apostołowała „przystosowanie się do warunków”, lecz i demokracja galicyjska, mimo ciskania papierowych piorunów na „trójlojalność” stańczyków, przystosowała swą działalność do gruntu konstytucyjnego. Marzenia o niepodległości narodowej pozostawiała wyłącznie na użytek wieczorków i uroczystości patriotycznych, a dni powszednie przeznaczyła na organizowanie stronnictwa politycznego, pod którego sztandarem przede wszystkim chciała skupić ludność miejską. I dla ludności wiejskiej zaczęła demokracja wydawać książeczki patriotyczne, ale głównie działała w miastach. Zwróciła więc baczną uwagę na żywioł, z którego obiecywała sobie wychować przyszłe swoje zastępy, mianowicie na młodzież rękodzielniczą.

Zaraz tedy po wprowadzeniu w Austrii ustaw o zgromadzeniach i stowarzyszeniach i nadaniu konstytucji w r. 1867 zaczęła demokracja, której wodzem był wówczas Smolka, krzątać się około agitacji wśród robotników we Lwowie. Kraków opanowany był przez konserwatystów i klerykałów. We Lwowie mieszczaństwo i inteligencja były demokratyczne, tu więc wytworzyło się ognisko demokratycznych usiłowań zorganizowania robotników.

Stary demokrata, były spiskowiec, poczciwy, wolnomyślny szlachcic, Mieczysław Weryha Darowski, który już w r. 1848 założył był we Lwowie patriotyczno-demokratyczne towarzystwo czeladzi, uśmiercone po kilku miesiącach przez stan oblężenia i powrót absolutyzmu, teraz – po nadaniu konstytucji – założył we Lwowie w dniu 3 maja 1868 r. „stowarzyszenie młodzieży czeladniczej ku nauce i rozrywce” pod nazwą „Gwiazda”. Z pośród robotników najczynniej współdziałał przy założeniu „Gwiazdy” drukarz Antoni Mańkowski, były uczestnik powstania 1863-64 roku. Przez szereg lat stał na czele lwowskiej „Gwiazdy”, jako kurator, Darowski. Przy założeniu jej, następnie zaś w działalności oświatowej w łonie tego stowarzyszenia współdziałało z nim grono demokratów, do którego należeli: Alfred Młocki, człowiek starszy, bogaty, którego dom był ogniskiem ówczesnego ruchu postępowego we Lwowie, założyciel i kierownik patriotycznego „Wydawnictwa dzieł ludowych”, autor książki „Walka zasad w Europie” o tendencji republikańsko-demokratycznej, późniejszy poseł sejmowy z miasta Lwowa; dalej: dziennikarz Karol Widman, dawny redaktor „Postępu” z roku 1848, Karol Groman, właściciel drukarni; z młodych zaś, którzy byli duszą tego ruchu: dziennikarze Tadeusz Romanowicz, pierwszy sekretarz „Gwiazdy”, dr Władysław Kociatkiewicz i Piotr Zbrożek, oraz prawnik dr Tadeusz Skałkowski. W wydziale „Gwiazdy” reprezentowane były wszystkie zawody robotnicze, najruchliwszą i najwpływowszą jednak grupę stanowili w nim drukarze, jak stary Łukasz Skerl, syn jego August, Antoni Mańkowski, Leon Zubalewicz, którzy stali też na czele „Wzajemnej Pomocy” drukarskiej. Poza działalność oświatową, poza tendencję patriotyczno-demokratyczną „Gwiazda” nie wychodziła.

Wkrótce jednak zaczęły się w jej łonie objawiać, samorodne i z początku nieuświadomione klasowe tendencje robotnicze.

Z tego samego grona, które powołało do życia i prowadziło „Gwiazdę”, wyszła myśl założenia pisma, mającego oddziaływać na robotników. Pismo to, pod tytułem „Rękodzielnik”, zaczęło wychodzić we Lwowie od 3 stycznia 1869 r., jako dwutygodnik. Przez pierwszych 15 miesięcy miało w winiecie tytułowej godło: „Pracą i oszczędnością”, które odpadło, gdy klasowy charakter ruchu robotniczego i jego pisma zaczął się świadomiej przejawiać. Wydawcą „Rękodzielnika” był Alfred Młocki, który też, zostawszy posłem sejmowym w październiku 1869 r., zaczął od tego czasu podpisywać „Rękodzielnika”, jako nakładca. Redaktorem był przez pierwsze półrocze dr Władysław Kociatkiewicz, młodzieniec, gorąco oddany działalności społecznej; będąc jeszcze na uniwersytecie lwowskim, zaznaczył się jako jeden z założycieli Czytelni Akademickiej i Bratniej Pomocy; należał do założycieli „Gwiazdy” i był członkiem zarządu Towarzystwa Oświaty Ludowej, współpracownikiem demokratycznych dzienników „Kraju” krakowskiego i „Dziennika Lwowskiego”, oraz czynnym był w wydawnictwie dzieł ludowych Młockiego. Zmarł na suchoty w r. 1870, przeżywszy lat 26. Ale, powalony chorobą już w połowie 1869 r., ustąpił z redakcji „Rękodzielnika”, którą po nim objął Piotr Zbrożek. Ten był współpracownikiem w wydawnictwie Młockiego; później rozwój przekonań w kierunku klasowym robotniczym doprowadził go do socjalizmu.

„Rękodzielnik” uważał za swoje zadanie głoszenie robotnikom i majstrom potrzeby organizacji. Pod względem politycznym „Rękodzielnik” i „Gwiazda” szły za Smolką i Romanowiczem; w ideologię zaś zaopatrywały się u poety Kornela Ujejskiego, radykalnego demokraty i republikanina starego autoramentu, który sympatyzował z ruchem robotniczym i, mieszkając w Żubrzy pod Lwowem, przyjazne stosunki osobiste utrzymywał z „Gwiazdą” i z organizacją drukarzy lwowskich, ostro atakował konserwatystów w „Dzienniku Lwowskim” Smolki, redagowanym przez Romanowicza i Widmana, a później jako poseł do parlamentu wystąpił przeciw „solidarności” Koła, służącej konserwatystom do kneblowania wszelkiej opozycji w Kole.

Pod względem ekonomicznym nadawał ton „Rękodzielnikowi” dr Tadeusz Skałkowski, który w tym piśmie zamieścił szereg artykułów z dziedziny ekonomii. Głosił on w nich robotnikom i majstrom potrzebę zakładania stowarzyszeń wytwórczych i spożywczych, oraz towarzystw zaliczkowych: stał w zupełności na stanowisku ekonomii liberalnej i rozwijał gorliwie propagandę idei niemieckiego liberała Schulzego z Delitzsch o podniesieniu materialnym stanu rękodzielniczego i robotniczego przez „samopomoc” [1]. Te same zasady głosił w owym czasie dr Karol Libelt z Poznania, który bawił w kwietniu 1869 r. w Galicji, podejmowany uroczyście we Lwowie przez „Gwiazdę”, a następnie w Krakowie przez redakcję demokratycznego „Kraju”; wygłosił on w Krakowie trzy odczyty, z których jeden miał za temat „kapitał i pracę”! Libelt zalecał w tym odczycie „pomoc własną” w duchu Schulzego z Delitzsch, jako środek, za pomocą którego praca mogłaby się uwolnić od ucisku kapitału, a który polegał na zakładaniu spółek wytwórczych i kredytowych. „Rękodzielnik” donosił o tym, pisał o „pionierach w Rochdale” [2] i przy wszelkich sposobnościach zachęcał do organizacji spółdzielczej.

Jakkolwiek obliczony na warstwy drobnomieszczańskie, „Rękodzielnik” nie miał jednak ciasnej drobnomieszczańskiej tendencji. Zwalczał cechy i domagał się ich zniesienia, a narzekając na konkurencję fabryk zagranicznych, nie występował jednak przeciw przemysłowi fabrycznemu. Przeciwnie, dr Skałkowski w swych artykułach głosił potrzebę uprzemysłowienia Galicji i nie dążył do konserwowania drobnego rzemiosła, lecz do zrzeszenia go w wielkie przedsiębiorstwa i do wytworzenia przemysłu fabrycznego w kraju. Zachęcał gorąco robotników do zakładania stowarzyszeń oświatowych i spółek gospodarczych, wierząc, że w ten sposób klasa robotnicza podniesie swój dobrobyt i uchroni się od wyzysku, a kwestia społeczna zostanie pokojowo rozwiązana.

Jednakowoż z Wiednia i z Czech oraz z zagranicy dochodziły echa walk klasowych i socjalistycznego ruchu robotniczego. „Rękodzielnik”, począwszy od pierwszego numeru, objawiał sympatię do tych ruchów klasy robotniczej. Pisał o położeniu i ruchu robotniczym w krajach przemysłowych i donosił skrzętnie o zagranicznych strajkach, które wówczas zmowami nazywano, bo wyraz strajk dopiero później wprowadzili socjaliści do języka polskiego. „Rękodzielnik” gorąco popierał stawiane w parlamencie austriackim wnioski socjalno-polityczne niemieckiego posła dr. Rosera, sympatyka ruchu robotniczego; do jego wniosku o ustawowe ograniczenie dnia roboczego w przemyśle wielkim dodał obszerne wyjaśnienie, w którym dał rzut oka na dzieje walk pracy z kapitałem, wytłumaczył, co to są zmowy robotnicze, opowiedział, że w Austrii rozwija się ruch robotniczy, odkąd w r. 1867 została wprowadzona ustawa o zgromadzeniach i stowarzyszeniach, sam wniosek ocenił przychylnie, ale zauważył, że „dla naszej polskiej ludności robotniczej nie jest ten wniosek tak wielkiej wagi”, bo niestety, dotyczy tylko przedsiębiorstw zatrudniających ponad 20 robotników, a „takich fabryk w kraju naszym bardzo mało, zaledwie po kilka w Krakowie i we Lwowie”. Jeszcze goręcej poparł „Rękodzielnik” wniosek o zniesienie zakazu koalicji; na wniosek Rosera wybrał parlament komisję dla spraw ustawodawstwa robotniczego, której przekazano wniosek o zniesienie zakazu koalicji, jak i wniosek Rosera o ograniczenie dnia roboczego; „Rękodzielnik” wystąpił wtedy z całą stanowczością za wolnością zmowy, za prawem koalicji, domagając się zniesienia § 77 ustawy przemysłowej i § 481 ustawy karnej, które zakazywały strajków. Dr Skałkowski stale informował obszernie czytelników „Rękodzielnika” o rozwoju ruchu socjalistycznego robotników czeskich, stawiając tychże za wzór polskim, których zachęcał, by tak samo zwoływali zgromadzenia publiczne i zakładali podobne zgromadzenia spółdzielcze.

Obszerne sprawozdanie zamieścił „Rękodzielnik” z olbrzymiej demonstracji, którą w dniu otwarcia parlamentu 13 grudnia 1869 roku urządzili socjaliści wiedeńscy przy udziale 30 000 robotników; pochód masowy przed parlament, przemówienie przywódcy socjalistów wiedeńskich Hartunga, deputacja do prezydenta ministrów hr. Taaffego i wręczenie mu petycji złożyły się na tę pamiętną demonstrację, którą zakończyło wielkie zgromadzenie w piwiarni Zobla okrzykiem na cześć socjalnej demokracji; wszystko to opisał „Rękodzielnik” i zamieścił dosłownie całą petycję, żądającą prawa koalicji, wolności prasy, zniesienia cechów i wprowadzenia powszechnego prawa wyborczego.

W jednym z pierwszych swych numerów opowiedział też „Rękodzielnik” robotnikom polskim o istnieniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników; podał historię jego założenia na zgromadzeniu w Londynie, poświęconym sprawie polskiej, opisał dzieje i organizację Międzynarodówki, entuzjastycznie skreślił jej działalność, przesadnie przedstawiając jej potęgę. Do tego artykułu dodała redakcja uwagę, że zagranicą Stowarzyszenie to ludności robotniczej wielkie może przynieść usługi, „u nas jednak ludność robotnicza jest jeszcze wcale niewielką, fabryk, gdzie by pracowało po kilkadziesiąt lub kilkuset robotników, prawie nie mamy, toteż dla naszych robotników w obecnych warunkach wystarczają najzupełniej stowarzyszenia zaliczkowe i stowarzyszenia konsumpcyjne, te więc przede wszystkim należy zakładać i ich użyteczność ciągle wykazywać”.

Propaganda ta wydała owoce. Z inicjatywy Antoniego Mańkowskiego założono 14 marca 1869 r. Stowarzyszenie wzajemnej pomocy rękodzielników lwowskich, mające fundusz emerytalny dla inwalidów, wdów i sierot, oraz fundusz zaliczkowy. Stowarzyszenie to mieściło się we wspólnym lokalu z „Gwiazdą”, z którą po latach zupełnie się zlało.

„Rękodzielnik” stawał się coraz bardziej pismem wyłącznie robotniczym. Było to pierwsze polskie pismo robotnicze. Zamieszczało ono sprawozdania ze stowarzyszeń robotniczych polskich i korespondencje o położeniu robotników lwowskich, np. korespondencje z warsztatów kolejowych. Popierało dążenia robotników do poprawy doli, domagało się szkół dla terminatorów, a z klerykalizmem prowadziło walkę zaciętą; jezuitów nazywało „stowarzyszeniem zgubnym dla Polski” i nieustannie występowało przeciw katolickiemu stowarzyszeniu czeladników we Lwowie.

Z „Rękodzielnika” dowiadywali się robotnicy lwowscy o dotychczasowych dziejach ruchu socjalistycznego w Europie, o Międzynarodówce i o agitacji Lassalle’a, uczyli się używać nowych dla nich wyrazów: burżuazja i proletariat, a siebie wzajem zwać towarzyszami, która to nazwa przyjęła się odtąd i o tyle tylko w późniejszych czasach zmieniła znaczenie, że wyłączną się stała nazwą socjalistów w ich wewnętrznym życiu partyjnym. Dowiadywali się też z „Rękodzielnika” robotnicy lwowscy, że socjaliści „nie są złodziejami ani rozbójnikami”; cele socjalizmu znajdowali w tym piśmie bezstronnie wyłożone i przychylnie ocenione. Z tym wszystkim jednak nikomu nie przychodziło jeszcze na myśl przeszczepiać na grunt galicyjski socjalizm i organizować tu klasę robotniczą w partię polityczną.

Natomiast organizacja zawodowa robotników zaczęła we Lwowie puszczać pierwsze pędy. Strażą przednią byli oczywiście drukarze. W całej Austrii wówczas drukarze za przykładem wiedeńskich, zaczęli obok swych starych stowarzyszeń wzajemnej pomocy zakładać „towarzystwa postępowe”; był to owoc działalności elementów młodszych, socjalistycznych, między drukarzami, które parły do rozwinięcia akcji w obronie klasowo-zawodowych interesów społecznych, a więc do walki z pryncypałami o skrócenie czasu pracy, wprowadzenie cennika płac, unormowanie liczby uczniów itd. Drukarze lwowscy poszli za tym przykładem i 21 listopada 1869 r. powstało Towarzystwo Postępowe Drukarzy Lwowskich, które od razu wzięło się do przygotowania pierwszego cennika płac, mającego obejmować wszystkie drukarnie lwowskie.

Od 1 stycznia 1870 r. zaczął Antoni Mańkowski zamieszczać w „Rękodzielniku” korespondencje o ruchu cennikowym lwowskich drukarzy. Pierwszy zatarg w przemyśle drukarskim wypadł z dość dziwnego powodu. Mianowicie redakcje dzienników wprowadziły poranne numery poniedziałkowe, które prawie w całości składane były w sobotę, z pozostawieniem niewielkiego miejsca na świeże wiadomości, doskładywane w poniedziałek rano. Zecerzy musieli tedy składać w sobotę dwa numery, a więc pracować w tym dniu po 20 godzin; prosili tedy niejednokrotnie redaktorów, by numer poniedziałkowy składano w niedzielę, a nie w sobotę, ale redaktorzy odpowiadali na to, że redakcje chcą mieć niedziele wolne i z tego powodu odrzucali żądanie zecerów. Zecerzy zaczęli tedy w styczniu, nie pytając o pozwolenie, składać numery poniedziałkowe nie w soboty, lecz w niedziele.

Niezależnie od tego zatargu akcja cennikowa trwała dalej, napotykając na opór ze strony właścicieli drukarń, którzy powoływali się na to, że drukarze wiedeńscy nie mają takich warunków, jakich żądają lwowscy. Pisał o tym Mańkowski w „Rękodzielniku”: „Pryncypałowie tutejsi, przeważnie demokraci, wtenczas, gdy pracujący z korzyścią dla siebie biorą wzór z zagranicy, odwołują się do swojskości, a zaś dla własnej korzyści chętnie się obczyzny chwytają, nie zważając nawet na wręcz odmienne stosunki”.

Zarysowały się tedy, jak widzimy, już przy pierwszym starciu zupełnie jasno sprzeczności klasowe, których frazes demokratyczny nie był zdolny zatrzeć.

Wskutek odrzucenia przez właścicieli drukarń projektu cennika płac, przedłożonego im przez komisję robotników drukarskich, przyszło do strajku. Zmowa drukarzy lwowskich rozpoczęła się 24 stycznia 1870 r. i trwała przez tydzień do 30 stycznia. Kierował strajkiem, jak i całą poprzedzającą go akcją cennikową, Antoni Mańkowski. Strajkujący trzymali się solidarnie. Dzienniki lwowskie nie wychodziły wcale, albo w zmniejszonej objętości, nieudolnie składane i drukowane przez uczniów i napadały na strajkujących drukarzy; nawet najbardziej demokratyczny „Dziennik Polski”, redagowany wówczas przez Henryka Rewakowicza, napisał, że zmowa wybuchła „wskutek podbechtywań z Wiednia”. Robotnicy drukarscy wydali 27 stycznia list otwarty, zamieszczony następnie w „Rękodzielniku”, a zawierający odparcie niesłusznych zarzutów pracodawców. Ci widzieli się po tygodniu zmuszonymi do ustąpienia i w niedzielę 31 stycznia została zawarta ugoda. Była to pierwsza w Galicji umowa cennikowa między zorganizowanymi robotnikami a pracodawcami. Pierwszy strajk drukarzy lwowskich, który był pierwszym w ogóle strajkiem w Galicji, skończył się zwycięstwem robotników.

Podczas strajku wyłoniła się myśl założenia robotniczego stowarzyszenia produkcyjnego, czyli drukarni związkowej, dopiero w parę lat później wprowadzona w życie.

Zwycięska walka drukarzy wywarła wpływ na ogół robotniczy we Lwowie i dała silnego bodźca do zakładania stowarzyszeń zawodowych. Robotnicy warsztatów kolei Karola Ludwika we Lwowie jeszcze 12 grudnia 1869 r. założyli Towarzystwo Bratniej Pomocy; na pierwszym walnym zgromadzeniu obecnych było także 4 delegatów z warsztatów kolejowych w Przemyślu. Po strajku drukarzy ruch robotniczy we Lwowie zaczął ogarniać coraz to nowe zawody. Robotnicy budowlani 22 maja 1870 r. założyli Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Murarzy i Cieśli we Lwowie, które mieściło się w lokalu „Gwiazdy”.

Równocześnie lwowscy robotnicy piekarscy rozpoczęli ruch cennikowy. Odbyli szereg zgromadzeń poufnych i uchwalili przedstawić majstrom następujące żądania: 1) żeby ich traktowali majstrowie po ludzku i nie tytułowali „ty”, lecz „pan”; 2) żeby im pracę nocną płacili drożej niż dzienną; 3) żeby im dali sienniki, koce i poduszki do spania podczas godzin odpoczynku w piekarniach; 4) żeby im podwyższyli płace, bo licho są wynagradzani za mozolną pracę po kilkanaście godzin dziennie; 5) żeby im dali wolne w Zielone Święta, gdyż, nie mając odpoczynku niedzielnego, mają dotychczas tylko dwa razy do roku wolne, w Boże Narodzenie i Wielkanoc. Z tymi żądaniami wydali odezwę, przedrukowaną potem w „Rękodzielniku”, który z gorącą sympatią powitał ten ruch piekarzy, opisał ich ciężką dolę i poparł szczegółowym uzasadnieniem wszystkie ich żądania, przedstawiając je jako słuszne i bardzo skromne. Dnia 11 lipca odbyło się publiczne zgromadzenie robotników piekarskich, na które zaprosili majstrów. Towarzysz piekarski Pióro przedstawił żądania robotników. Wywiązała się długa dyskusja. Na wniosek dr. Skałkowskiego uchwalono wybrać z obu stron komisje do rokowań; robotnicy swoją komisję wybrali natychmiast. Majster Hilich dał zapewnienie, że majstrowie się zbiorą i załatwią sprawę do dwóch tygodni. Wielu robotników chciało zaraz pracę zawiesić, ale na przedstawienie Skałkowskiego i Zbrożka postanowili zdać się na wybraną komisję i czekać. Dzięki pojednawczemu stanowisku, zajętemu przez cechmistrza Mrazka, który jeszcze przed kilku tygodniami żądania robotników w swojej piekarni uwzględnił, akcja robotników piekarskich bez strajku została powodzeniem uwieńczona.

Czyniąc bilans ruchu stowarzyszeń w Galicji od chwili wprowadzenia wolności stowarzyszeń i zgromadzeń, dr Skałkowski pisał w „Rękodzielniku” z 5 czerwca 1870 r.: „Co się tyczy rękodzielników, podnieść musimy, iż, niestety, pomiędzy majstrami najwięcej objawia się tej ospałości, tej ociężałości i niedbalstwa o jutro… Daleko lepiej pojęli ważność tej chwili dawno oczekiwanej rękodzielnicy-towarzysze. Chociaż nie oświeceni, usłuchali głosu tych, co im wskazali potrzebę zawiązania stowarzyszeń, chociaż ubodzy, składają ochoczo wdowi grosz na utrzymanie instytucji utworzonych dla wspólnego dobra. Zjednoczeni zgodnym dążeniem ku lepszej przyszłości, stali się oni potęgą, oni, co dawniej jako jednostki żadnego nie mieli znaczenia. Uczuli godność własną, podnieśli się moralnie przez połączenie braterskie, przez zrozumienie, że pracują dla wielkiego celu, dla wyswobodzenia ludności pracującej z dzisiejszej zależności na stanowisko jej przynależne. Znikają dawne przesądy, wszyscy rękodzielnicy stowarzyszeni uważają się jako bracia, bez względu na zatrudnienie, religię, pochodzenie. Coraz szersze koła obejmuje ten ruch, a w tym widzimy główną pewność pomyślnego skutku”.

W następnym numerze „Rękodzielnika” tak pisał dalej: „Rękodzielnicy-towarzysze więcej daleko okazują przedsiębiorczości, solidarności i wiary w postęp, niż ich pryncypałowie. Zawiązali »Gwiazdę« we Lwowie i utrzymują ją jak najlepiej; »Gwiazda« stała się ogniskiem ruchu między rękodzielnikami nie tylko we Lwowie, ale i na prowincji; jej wpływom w znacznej części zawdzięczać należy, iż podobne towarzystwa powstały w Przemyślu, Tarnowie. Cieszynie, Stanisławowie. Między sobą utrzymują te stowarzyszenia przyjazne związki i udzielają sobie pomocy. W rok po założeniu »Gwiazdy« utworzyli towarzysze lwowscy stowarzyszenie wzajemnej pomocy, które obejmuje kasę zaliczkową, a oprócz tego fundusz inwalidów, wdów i sierot, fundusz zapomóg, teraz zaś jeszcze dodanym będzie fundusz szpitalny. Z pomocą Boską doprowadzimy jeszcze do towarzystwa konsumpcyjnego, które miałoby we Lwowie wielkie powodzenie wobec drożyzny żywności”.

Rozwijający się we Lwowie ruch robotniczy przybierał charakter klasowy. Ale pierwsze ognisko tego ruchu zaczęło równocześnie tracić ten charakter. Mianowicie „Gwiazda” lwowska na walnym zgromadzeniu, odbytym w niedzielę 23 stycznia 1870 r. właśnie w przeddzień wybuchu strajku drukarskiego, uchwaliła zmianę swego statutu w tym kierunku, że odtąd „każdy rękodzielnik, nie tylko towarzysz” mógł być jej członkiem. „Gwiazda” otworzyła więc swe wrota dla majstrów. Jest to zrozumiałe w ówczesnych drobnomieszczańskich stosunkach ekonomicznych; wielu członków „Gwiazdy” stawało się majstrami, a pragnęło w niej pozostać, więc chętnie „Gwiazda” uczyniła zadość ich życzeniu, bo stosunki nie były jeszcze zaostrzone i robotnicy, z których każdy inteligentniejszy był sam kandydatem na majstra, nie mieli jeszcze jasnego pojęcia o odrębności interesów klasy robotniczej. Zaczęła się tedy „Gwiazda” lwowska stawać coraz bardziej drobnomieszczańską i z biegiem czasu zapanował w niej zupełnie żywioł majsterski, a razem z nim duch nieprzychylny ruchowi robotniczemu. Na razie jednak jeszcze przez szereg lat „Gwiazda” stanowiła jedyne ognisko robotników lwowskich, nawet jeszcze w początkach ruchu socjalistycznego, który w pierwszych czasach był w niej pół życzliwie, pół niechętnie tolerowany. Przez długie lata stowarzyszenia drukarzy mieściły się w lokalu wspólnym z „Gwiazdą” lwowską.

Natomiast „Gwiazdy”, zakładane w tych latach w miastach prowincjonalnych, a w r. 1871 także i w Krakowie, były od początku opanowane przez miejscowe wielkości drobnomieszczańskie, dla ruchu robotniczego nie miały nigdy znaczenia, z czasem popadły zupełnie w ręce klerykałów i drobnomieszczańskich antysemitów i stały się czynnikiem wstecznym. Najwięcej charakteru robotniczego z tych stowarzyszeń ujawniało jeszcze stowarzyszenie polskie „Siła” w Wiedniu, w którym i socjaliści znajdowali później pole do pracy uświadamiającej wśród robotników polskich; ale i „Siła” uległa duchowemu wpływowi swych protektorów burżuazyjnych z wiedeńskiej kolonii polskiej i nie okazała się zdolną do rozwoju w kierunku klasowym; musiała więc po kilkunastu latach istnienia upaść i dopiero po długoletniej przerwie, w ćwierć wieku od założenia pierwszej „Siły”, zawiązało się w Wiedniu nowe stowarzyszenie polskie pod tą samą nazwą, ale już czysto robotnicze i socjalistyczne.

Ta różnica między Lwowem a prowincją odzwierciedlała się też w „Rękodzielniku”: dział jego ogólny i dział lwowski miały charakter robotniczy, korespondencje zaś z miast i „Gwiazd” prowincjonalnych miały piętno drobnomieszczańskie. Całe ówczesne zacofanie ekonomiczne i nędza umysłowa galicyjskiej prowincji zaznaczyły się wyraźnie.

Tymczasem jednak zaszły w Austrii i w Europie wielkie zdarzenia polityczne, które „Rękodzielnika” bardziej zbliżyły ku socjalizmowi. W Austrii pod rządami prezydenta ministrów hr. Alfreda Potockiego rozpoczęło się prześladowanie socjalnej demokracji. Od 4 do 8 lipca 1870 r. toczył się w Wiedniu wielki proces czternastu socjalistów; przywódcy ówcześni wiedeńskiej socjalnej demokracji Andrzej Scheu, Henryk Oberwinder, Jan Most i ich towarzysze, oskarżeni o rzekomo popełnione zbrodnie zdrady stanu i gwałtu publicznego, zostali drakońskim wyrokiem skazani na długoletnie więzienie, z którego jednak już w następnym roku, dzięki zmianie ministerstwa, wyswobodziła ich amnestia. Proces ten wywarł wielkie wrażenie wśród robotników, oskarżeni użyli bowiem sali sądowej jako trybuny do propagandy socjalizmu. „Rękodzielnik” w dwóch numerach podał obszerne sprawozdanie z tego procesu z sympatyczną charakterystyką osób oskarżonych i z przytoczeniem ich przemówień.

Równocześnie wybuchła wojna prusko-francuska, która wszystkie inne zdarzenia w cień usunęła. Detronizację Napoleona III i wprowadzenie republiki we Francji powitał „Rękodzielnik” z entuzjazmem i zamieścił równie entuzjastyczny artykuł o rewolucjach robotników paryskich. Co ważniejsza, wydrukował dosłownie dwa dokumenty socjalistycznej idei międzynarodowego zbratania: adres francuskiej sekcji Międzynarodówki do narodu niemieckiego o zaprzestanie wojny i odpowiedź niemieckiej socjalnej demokracji, protestującą przeciw zaborowi Alzacji i Lotaryngii.

Jednakowoż w owych czasach przerażającego analfabetyzmu i słabego rozwinięcia klasy robotniczej w Galicji, nie mogła jeszcze ta klasa utrzymać swego organu. „Rękodzielnik” miał zaledwie 500 prenumeratorów. Kilkakrotnie redakcja nawoływała robotników do energiczniejszego rozpowszechniania swego pisma, ostrzegając, że w przeciwnym razie „Rękodzielnik” upadnie. Jakoż w numerze z 15 grudnia 1870 r. zawiadomiła czytelników, że z powodu braku dostatecznej liczby abonentów zmuszona jest zawiesić wydawnictwo „Rękodzielnika”, obiecywała jednak, że podejmie je na nowo „w stosowniejszym czasie”. Obietnicy tej dotrzymała już po trzech miesiącach.

Na razie jednak robotnicy polscy pozostali bez własnego organu. Tym spośród nich, którzy się z tym pismem zżyli, żal się zrobiło. Świadczyła o tym zamieszczona we wspomnianym, pożegnalnym numerze „Rękodzielnika” „odezwa do robotników polskich i ich przyjaciół”, napisana przez J. Augustyna, robotnika krawieckiego w Gratzu. Dowiedziawszy się na obczyźnie, że „Rękodzielnik” ma przestać wychodzić, zmartwił się tym ogromnie. „Każde stronnictwo – pisał – każda partia obecnie powinna mieć swój organ i starać się ile możności nie tylko utrzymywać, ale rozpowszechniać go. My zaś robotnicy mamy swoje pismo, lecz czy pozwolimy naszemu organowi dać upaść? …Przez dwa lata istnienia swego »Rękodzielnik« wielkie oddal nam usługi i jemu zawdzięczać musimy, że robotnicy polscy znacznie postąpili, bo sami przyznacie, jaka zmiana przez te dwa lata między robotnikami się stała. Dwa lata się kończą, jak wydawcy tego pisma muszą walczyć z nieprzyjaciółmi robotników i do tego jeszcze z własnej kieszeni pieniądze łożyć”. Należy więc pismo podtrzymać, zwoływać w tym celu zgromadzenia ludowe: „Przypatrzmy się na sąsiednich robotników niemieckich, jak oni swój organ, tj. »Volkswille« wspierają. Nie dajmy się wyprzedzić sąsiednim robotnikom, tylko razem z nimi postępujmy naprzód, do oświaty, a przez oświatę do wolności, równości i braterstwa”.

Z odezwy powyższej widać, że ten robotnik polski, już wówczas zupełnie uświadomiony socjalista, ogromnie był do „Rękodzielnika” przywiązany, rozumiał jego epokowe dla polskiej klasy robotniczej znaczenie i uważał go wprost za swój organ partyjny. Za to samo uważali „Rękodzielnika” także wszyscy wrogowie ruchu robotniczego i darzyli to pismo zaciekłą nienawiścią, szykanując je, jak mogli. 1 tak na przykład marszałek krajowy, ks. Leon Sapieha jeszcze w roku 1869 Zbrożkowi, redaktorowi „Rękodzielnika”, odmówił dziennikarskiego biletu wstępu na galerię sejmową. Jezuici nie przestawali agitować przeciw „Rękodzielnikowi”. Majstrowie przeklinali to pismo „buntujące” robotnika, uczące go cenić godność własną, zachęcające go, by się nie dawał tytułować przez „ty” i traktować jak bydlę robocze.

Z powyżej przytoczonego listu Augustyna widać także, jakimi drogami socjalizm z wolna zaczął się dostawać do robotników polskich. Czeladnik, wędrując i pracując po obcych krajach, zapoznawał się tam z ruchem socjalistycznym, wstępował do tamtejszych organizacji robotniczych, czytywał tamtejsze pismo socjalistyczne, na przykład wiedeńską „Volkswille”, ówczesny organ partyjny austriackiej socjalnej demokracji – i wracał do Galicji już jako uświadomiony i wyrobiony socjalista. Tak i ów Augustyn odegrał wkrótce rolę w ruchu robotniczym we Lwowie i w Bielsku. Ale były to rzadkie wypadki.

Siejbę socjalizmu na galicyjskim gruncie rozpoczął naprawdę dopiero Bolesław Limanowski, który w jesieni 1870 r. przybył do Lwowa.

Emil Haecker

_________________________________

 Powyższy tekst jest podrozdziałem książki Emila Haeckera – „Historia socjalizmu w Galicji i na Śląsku Cieszyńskim”, tom I – 1846-1882, Nakładem Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego Oddział im. Adama Mickiewicza w Krakowie, Kraków 1933. Od tamtej pory nie wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.  

 

Przypisy redakcji Lewicowo.pl

1.  Schulze z Delitzsch – Franz Hermann Schulze (1808-1883), zwany od miejsca urodzenia Schulzem z Delitzsch. W 1850 r. w Eilenburgu oraz w swej rodzinnej miejscowości założył pierwsze spółdzielcze kasy kredytowe (zwane bankami ludowymi), które zapoczątkowały dynamiczny ruch spółdzielczy w tej dziedzinie.

2. W angielskim mieście Rochdale powstała w roku 1844 spółdzielnia spożywców, założona przez robotników i rzemieślników (jej początki sięgają jesieni 1843 r.). Jest ona uznawana za pierwszą w dziejach spółdzielnię nowoczesnego typu. Zasady, które przyjęli „pionierzy” (tak nazywani są zwyczajowo w historiografii ruchu spółdzielczego od swej oficjalnej nazwy: Roczdelskie Stowarzyszenie Sprawiedliwych Pionierów) z Rochdale stały się wzorcem dla kooperatystów na całym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *