„Czarno na białym”

Pochyliły się żałobne sztandary (pogrzeb Andrzeja Struga)

[1937]

Czerwienią się sztandary, sztandary się kołyszą. Lasy sztandarów. Symbole walki… Legiony, P.O.W., PPS… Tysiące, tysiące ludzi…

Tyle ludzi bez rozkazu „z urzędu”, przybyłych bez zaleceń władz, „którym nie sposób się opierać”, jak bywa na manifestacjach „wszelakich czynów” lub na wszelakich galówkach hołdów i przepisanych entuzjazmów… Masy, masy od młota czy od wrzeciona, od kaszty czy nawet od pługa… Wielu może nawet Struga nie czytało…

Ludzie sercem tylko wiedzeni…

Bo wielkość Andrzeja Struga nie zamknęła się w kartach Jego książek, lecz czarem nieodpartym tchnie ona z świetlanych kart Jego żywota…

Wieńce, wieńce… Wieńce różnych narodowości bratnich w sąsiedzkim współżyciu na ziemiach Rzeczypospolitej bytujących… I dobrej woli, ze wspólnego żalu i smutku… Razem obok siebie Ukraińcy i Polacy, jak obok siebie chrześcijanie i Żydzi, złączeni Jagiellońską wspólnotą braterstwa w głębokiej Wierze Wolności…

 

***

Niosą olbrzymi wieniec Hiszpanii.

W trzech barwach republiki wielka wstęga o francuskim napisie „La Republique d’Espagne au grand écrivain polonais” – republika hiszpańska wielkiemu pisarzowi polskiemu.

Hiszpanio, Hiszpanio… krwawią się twoi synowie na twych halach, twych polach, twych brukach, jak krwawili się nasi „ludzie podziemni”, nasi rycerze „wiernej służby”, nasi żołnierze z pokolenia Marka Świdy. Jak ty na białych śniegach Sierry, krwawią się nasze serca…

A gdzie wieńce republiki polskiej?

***

Niosą przed żałobną lawetą odznaczenia bojowe Rzeczypospolitej – krzyż Virtuti, Niepodległości, Walecznych…

Nie przepasana wielką wstęgą trumna? Szemrają w tłumie: dlaczego, dlaczego?

Nie zabrakło wszak jej dla biskupów, dyrektorów, bankierów…

***

„Mogiła jego nie będzie mogiłą nieznanego żołnierza – będzie mogiłą żołnierską, ozdobioną krzyżem Virtuti Militari, a na straży, przy tej mogile Andrzeja Struga winna stać wdzięczna pamięć Narodu, jako najpiękniejsza odznaka ZA WIERNĄ SŁUŻBĘ…” – z żałobnej trybuny płyną słowa wiceministra oświaty Rzeczypospolitej, stojącego na straży kultury narodu i ducha.

***

Szkołom przyjść nie kazano. Jednak przyszli sztubacy, uczniowie, uczennice, przyszli studenci w wyszarzałych płaszczykach, nauczycielstwo, profesorowie. Przyszli żołnierze, legioniści, peowiacy, koledzy z więzień, z zesłania, inteligenci, robociarze, młodzi chłopcy i starzy już ludzie.

Nie miejmy żalu do tych, co nie przyszli. Przeciwnie, gdy odchodził Rycerz Twardego Obowiązku, wierny idei bez kompromisu w życiu, wdzięczni bądźmy dla tych, co nie zamącili szczerości ostatniego hołdu.

W ciszy słuchano na mrozie żałobnych przemówień. Były między nimi proste, szczere słowa, jak te w Nekrologu w „Ludziach podziemnych” piórem samego Struga skreślone „…Żegnaj, towarzyszu… Będziesz sławny… Czemużeś się śpieszył?… Najgorszy czas sobie wybrałeś… źle zrobiłeś…” – były między nimi i podniosłe, olimpijskie i urzędowe…

Przybyła złożyć sankcje nieśmiertelnych Polska Akademia Literatury. Temu, który do niej należeć nie chciał, a w sobie już za życia Nieśmiertelność nosił…

***

A gdzież są koledzy z pierwszego wolnego rządu Rzeczypospolitej, którego Andrzej Strug był współtwórcą i ministrem, rządu republiki lubelskiej, gdzie są jej hetmani…?

Czemu nad Senatem Rzeczypospolitej nie powiewała żałobna chorągiew w ostatnim hołdzie dla Tego, którego imię chlubę kart Senatu polskiego stanowić zawsze będzie?…

Raz po raz cisną się nowe pytania…

***

Głowa przy głowie, głowy odsłonięte, w gęstych szeregach wzdłuż trasy żałobnej po obu stronach jezdni. Kilometry, kilometry głów od Alei Niepodległości do bram cmentarnych w oczekiwaniu żałobnego pochodu.
Chylą się czoła w ostatnim hołdzie…

***

Kroczy wierzchowiec w czarnym czapraku przed lawetą Andrzeja Struga. Kary koń towarzyszy Ułanowi w jego ostatniej wędrówce.

Ongi, gdy w pierwszych bojach o Niepodległość jechał, ułan samotny w patrolu przednim na spotkanie wroga w nieznane, rozkaz pełniąc niedowarzonego dowódcy, na siwym wysłany był koniu, jakby śmierci na urągowisko ku nieśmiertelnym przeznaczeniom…

***

W księżycowej poświacie przystanęła laweta żałobna przed świętą mogiłą Żołnierza na placu Marszałka na ostatni już odpoczynek.

Przystanęła na pożegnanie.

Płonęły, trzepocąc pełnym ogniem znicze nowego mitu ludzkości – mitu Nieznanego Żołnierza.

„…Wyniesiono cię ponad wszystko i nie ma chwały nad Twoją, nikogo nie ma powyżej Ciebie, człowieka bez imienia. Tyś bóstwem naszych dni, ku Tobie modlą się wszyscy mali i wielcy i ci, co Boga nie mają…

Żołnierzu świętej legendy, ty najszczęśliwszy z umarłych! W Tobie nagroda dla wszystkich zapomnianych. Niech z pokolenia w pokoleniu trwa wielkość Twoja!..”.

Żegnał się Żołnierz Nieznany z Tym, co poznał całą prawdę Nieznanego Żołnierza. Żegnał się Andrzej Strug ze swymi towarzyszami wojennej doli i niedoli…

I zapłonęły od zniczy pochodnie w tej ostatniej żałobnej liturgii…

____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Czarno na białym. Tygodnik demokratyczny” nr 26/1937, 19 grudnia 1937 r. „Czarno na białym” było czasopismem wydawanym przez środowisko wywodzące się z lewicy piłsudczykowskiej, rozczarowane prawicowo-autorytarnym kursem obozu sanacyjnego i jego polityką gospodarczą. Tekst publikujemy w 77. rocznicę śmierci Andrzeja Struga. Jako grafikę wykorzystano pocztówkę z roku 1933.

 

Warto przeczytać także:

Jeden komentarz nt. “Pochyliły się żałobne sztandary (pogrzeb Andrzeja Struga)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *