Wojciech Szukiewicz

Obowiązki etyczne

[1907]

Obowiązki etyczne mężczyzny

Jak czysta atmosfera ziemska zapewnia zdrowie ciała, tak czysta atmosfera moralna zapewnia zdrowie duszy i wszystkich jej władz, szczególnie władz etycznych, w życiu współczesnego człowieka najenergiczniej na jaw występujących. Im bardziej życie nasze jest skomplikowane i zawiłe, tym większe znaczenie posiadają władze moralne, bez których o właściwych pomiędzy ludźmi stosunkach i mowy być nie może. Człowiek w stosunku do swych bliźnich ma nieustannie jakieś zagadnienie etyczne do rozwiązania, a w tym trudnym zadaniu jedynej pomocy udzielają nam władze moralne i rozwój oraz wydoskonalenie zmysłu etycznego.

Zawsze, a szczególniej przy dzisiejszym niedoskonałym pod względem etycznym stanie ludzkości istnieją pewne kategorie obowiązków etycznych, które szczegółowo rozważyć należy, zanim będziemy gotowi do wydawania sądów etycznych, których znaczenie dla życia ludzkości posiada tak doniosłe znaczenie. Jakkolwiek mężczyzna i kobieta są tylko dwiema połowami tego samego gatunku; człowiek, i z czasem poza różnicą płci innej pomiędzy zgoła nie będzie, to jednakże dzisiaj tego powiedzieć nie można, a stanowisko społeczne kobiety i mężczyzny tak jest zasadniczo różne, stosunek wzajemny tych dwóch połów tak odmienny, że istnieją też różne obowiązki etyczne mężczyzny wobec mężczyzny, a inne wobec kobiety i dziecka. Stąd też rzeczą całkowicie uzasadnioną będzie traktowanie obowiązków etycznych mężczyzny oddzielnie, a kobiety i dziecka oddzielnie, wszystkie bowiem dzisiaj zwłaszcza jako obowiązki ogólnoludzkie w jednej całości traktować się nie dadzą.

Omówmy tedy przede wszystkim obowiązki mężczyzny wobec mężczyzny; są one wielorakie jak wielorakie są wzajemne pomiędzy mężczyznami stosunki. Tutaj chciałbym poruszyć doniosłą kwestię stosunku mężczyzn-ojców do mężczyzn-synów, który wskutek licznych przeżytków średniowiecznych do dziś dnia u nas szczególniej zadowalającym wcale nie jest. Musimy zgodzić się na fakt, że specjalny autorytet rodzicielski, obowiązujący dziecko do pewnego wieku, nie posiada żadnego znaczenia dla dojrzalej już młodzieży, która może i powinna żywić odpowiednie uczucia synowskie wobec ojców, lecz nie ma obowiązku uznawać specjalnego autorytetu ojcowskiego w sprawach, w których ojcowie i synowie stają obok siebie jako ludzie zupełnie siebie równi i te same pełne prawa człowieka posiadający. Ani metryka, ani ojcostwo nie dają patentu na dojrzałość umysłową, na wszechwiedzę, na umoralnienie we właściwym tego słowa znaczeniu, które z należytego pojęcia ideału etycznego czerpiemy, nie dają prawa do lekceważenia drugiego człowieka dlatego tylko, że jest synem, do odmawiania mu szacunku i takiego sposobu traktowania, w jaki traktuje się każdego innego w tym samym wieku mężczyznę, który nie jest synem, lecz syna kolegą czy znajomym. Ojcowie powinni zrozumieć, że mają prawo domagać się od swych synów przywiązania, szacunku i poważania tylko na tej samej zasadzie, na jakiej mają prawo domagać się tego samego od każdego innego człowieka, lecz na żadnej innej; człowiek, który zasługuje na pogardę, brak szacunku i poważania w ogóle nie może spodziewać się czego innego od swego syna dlatego tylko, że dwóch tych ludzi łączy przypadkowy węzeł krwi coraz więcej znaczenie swoje tracący. W imię czego można by domagać się od syna szacunku, miłości i przywiązania dla ojca, który postępuje nieetycznie, który dopuszcza się licznych występków, który ściąga na siebie hańbę i pogardę współobywateli, który staje się zbrodniarzem i zakałą społeczeństwa? Wszak można sobie bardzo dobrze wyobrazić fakt, który często w życiu się przytrafia, że źli i niemoralni ojcowie wydają na świat dobrych, szlachetnych i etycznych synów; w imię jakiej zasady można żądać, aby syn, dlatego że jest synem, gwałcił w sobie poczucie etyczne i miłością darzył człowieka, dla którego czuje odrazę etyczną i pogardę obywatelską?

Albo wyobraźmy sobie ojca, człowieka o ciasnym mózgu, niewykształconego, albo co gorsza – nieinteligentnego, a przy tym oczywiście zarozumiałego, który wymaga od syna uznania dla swego zdania lekceważąc równocześnie zdanie syna, jakkolwiek właśnie ojciec jest notorycznym głupcem, a syn człowiekiem wysoce umysłowo uzdolnionym; można sobie doskonale przedstawić bardzo dobry stosunek pomiędzy ojcem, prostaczkiem umysłowym, a synem, wielkim nawet i genialnym uczonym, ale wtedy tylko, gdy ojciec nie będzie sobie rościł żadnych innych pretensji nad te, jakie z jego ojcostwa wypływają, cóż bowiem uczucie ma do wiedzy? Są to dziedziny tak odrębne, że wcale sobie w drogę nie wchodzą i wzajemnie tolerować się mogą; ale nie mogę sobie wyobrazić dobrego stosunku pomiędzy mężczyzną-ojcem a mężczyzną-synem przy wielkiej różnicy umysłowej i wielkich równocześnie pretensjach ze strony ojca w stosunku do syna.

Jeszcze większej delikatności wymaga stosunek ojca do syna wtedy, gdy obaj są ludźmi inteligentnymi i wykształconymi, lecz odmienne posiadają zapatrywania i przekonania, wtedy bowiem niższość umysłowa ojca nie może być wymówką jego niewłaściwego do syna stosunku, wtedy więcej niż w pierwszym razie ojciec powinien widzieć w synu równego sobie człowieka, z którym może się nie godzić, ale którego musi szanować i poważać.

Gdyby takie przekonanie powodowało wszystkimi ojcami, na pewno stosunki pomiędzy nimi a synami byłyby o wiele lepsze, niżeli są obecnie; wtedy ojcowie nie narzekaliby na to, że nie posiadają u synów zaufania, które nie jest darem nieba, ani osobliwszym przywilejem ojcostwa, lecz rzeczą, którą trzeba sobie zdobyć zarówno w stosunku do własnego syna, jak i do innych mężczyzn, nie mających tej niedogodności, że są do nas w stosunku synowskim. Jeżeli trudno być prorokiem we własnej ojczyźnie, to jeszcze trudniej być człowiekiem wobec własnego ojca, który nie może się pogodzić z myślą coraz większe zyskującą sobie uznanie, iż ojcostwo ciała nie jest jeszcze ojcostwem ducha, i że najczęściej ludzie bywają cielesnymi synami jednych, a duchowymi drugich ojców, i że ojciec duchowy pozostaje ze swym potomkiem w daleko bliższym związku aniżeli ojciec cielesny od chwili, gdy potomek zyskuje samodzielność życiową i stanowi dojrzałą już jednostkę społeczną.

Fałszywe i nieuzasadnione poczucie wyższości, odczuwane przez ojców wobec synów, charakteryzuje też stosunek przełożonych do podwładnych, zatrudniających do zatrudnionych; a pamiętać należy, że przyniesione ze sobą na świat większe zdolności, że większe w życiu szczęście, że większa bezwzględność w traktowaniu ludzi i życia, prowadząca w dzisiejszych zwłaszcza warunkach do wyższych stanowisk i zaszczytów, nie rozstrzyga wcale o większej godności ludzkiej, o większej sumie praw człowieka. Pomijam już ten fakt, że z etycznego punktu widzenia, o którym tutaj ciągle jest mowa, podwładny może stać o całe niebo wyżej od swego przełożonego i wcale autorytetu jego nie uznawać; ale weźmy fakt równości etycznej nawet, toć człowiek stając się podwładnym drugiego nie traci przez to ani cząstki swej godności ludzkiej, ani odrobiny swych praw indywidualnych, których żaden stosunek materialnej i czysto zawodowej zależności umniejszyć nie może. Podwładny posiada te same prawa obywatelskie, co i przełożony, i na sumienie jego obywatelskie, na jego postępowanie żadnej presji w imię swej rzekomej wyższości wywierać mu nie wolno. I nie o to tylko chodzi, aby stosunek tak prawnie unormować, iżby pretensje przełożonego nie znalazły gruntu dla siebie, lecz o to, aby wszyscy ludzie uznali, że są sobie jako ludzie równi, że się jednym ponad drugich wynosić nie wolno, i nie wolno zmierzać do krępowania ani sądów etycznych, ani sposobu życia i postępowania podwładnych jedynie dlatego, że się jest przełożonym w ciasnym niezmiernie zakresie pracy zarobkowej.

Te pretensje przełożonych stanowią poważną część zagadnienia społecznego, wpływają bowiem na stałą dążność jednych klas społecznych do wywierania nieprawnego wpływu na drugie, które w poczuciu swej krzywdy wszelkimi sposobami do emancypacji dążą. Każdy człowiek posiada przyrodzone prawo rozstrzygania o sobie samym stosownie do swych potrzeb i danych przyrodzonych i nikomu o potrzebach bliźniego ostatecznie i nieodwołalnie rozstrzygać nie wolno. Tym bardziej odnosi się to do tych wszystkich przypadków, gdzie pobudką jest nie troskliwość o tak zwanych „niższych braci”, lecz najciaśniejszy egoizm klasowy, będący obfitym źródłem wszystkich współczesnych nieporozumień społecznych.

Jeżeli atoli stosunek mężczyzn pomiędzy sobą jest z etycznego punktu widzenia niezadowalający, to już stosunek mężczyzny do kobiety jest wprost haniebny i z taką krzywdą kobiety połączony, na takim zaprzeczeniu godności ludzkiej w kobiecie oparty, że dziwić się należy, jak zjawisko podobne istnieć jeszcze może w wieku dwudziestym, szczycącym się wysoką kulturą humanitarną.

Mężczyzna może się starać o wywieranie wpływu na drugiego mężczyznę, na krępowanie jego woli i jego sądu, może starać się ograniczyć go w jego niezaprzeczonych prawach ludzkich, lecz właśnie praw tych teoretycznie mu nie zaprzecza, uważając wszystkich mężczyzn w zasadzie za równych i równe prawa posiadających; inaczej ma się rzecz z kobietą, tej bowiem odmawia się absolutnie wszystkich praw ludzkich, od najbłahszych zacząwszy, a na najważniejszych skończywszy. Mężczyzna, bodajby najmniej po temu danych posiadał, dojrzewa atoli w oznaczonym poprzez zwyczaj i prawo czasie, zdobywając prawną samodzielność, kobieta wszelako nie dojrzewa do siwego włosa, będąc zawsze nieletnią i niesamodzielną, chociażby duchem i doskonałością etyczną wzniosła się ponad swoje całe męskie otoczenie. W tej chwili, nie chcę mówić o prawnym stanowisku kobiety, jakkolwiek świadczy ono o stanowisku etycznym, lecz tylko o tym drugim wyłącznie, a to nie tylko dlatego, że jest ważniejsze, ale i dlatego, że zawiera w sobie rzeczy, które kodeksem cywilnym objąć się nie dadzą.

Głównie chodzi mi tu o dwie strony życia ludzkiego: duchową i uczuciową. Pod względem danych umysłowych kobieta nie jest wcale bardziej od mężczyzny upośledzoną, toteż na tej podstawie nie wolno zamykać kobiecie drogi do jak najszerszego wykształcenia, które w obecnych warunkach nie zapewnia kobiecie tego nawet, czego już w żaden sposób odmówić jej nie można, to znaczy wszechstronnego rozwoju tych bodaj danych, jakie niezaprzeczenie posiada i jakie w całej pełni rozwinąć powinna.

Przypuśćmy, że kobieta istotnie posiada mniejsze uzdolnienie umysłowe, niż mężczyzna, co atoli prawdą nie jest, toć mężczyzna powinien jej przyznać prawo wykształcenia tego przynajmniej uzdolnienia i wyciągnięcia z niego wszystkich korzyści w tym zakresie, na jaki wystarczą; tymczasem obecnie uniemożliwia się kobiecie tego rodzaju pracę nad sobą i swoim rozwojem, skazując ją na niedorozwój i wieczne upośledzenie umysłowe. Zdawałoby się, że doszliśmy do przeświadczenia, iż drogi do nauki i wiedzy nikomu zamykać się nie godzi, a jednakże czynimy to systematycznie wobec kobiety, zabijając ją intelektualne z tak lekkim sercem, jak gdyby nie było to zgoła zbrodnią.

Ale zbrodnia ta zabijania kobiety pod względem intelektualnym jest jeszcze niczym w porównaniu do niewypowiedzianej krzywdy, jaką wyrządzamy jej pod względem uczuciowym przez uprawianie tak zwanej podwójnej moralności, będącej wypływem bezprzykładnego zaiste egoizmu męskiego. Wszak najmarniejszy mężczyzna posiada przywileje na punkcie uczuciowym takie, o jakich najdzielniejsza kobieta i marzyć dzisiaj nie może. Każdy mężczyzna ma prawo żądać dla siebie żony o czystości niemowlęcia wtedy, kiedy sam przeszedł bodaj przez wszystkie kanały zepsucia moralnego i najwyuzdańszej rozpusty. Mężczyzna odczuwa więc w kobiecie potrzebę czystości i bezwzględnie jej wymaga od swej żony, lecz nie przyznaje kobiecie prawa odczuwania tego samego, jakkolwiek kobieta właśnie jest na tym punkcie o wiele od mężczyzny wrażliwsza.

Ale nie dość na tym, ponieważ już i po zawarciu małżeństwa mężczyzna przywłaszcza sobie prawo wierności lub niewierności – zależnie od własnego uznania i ochoty, kobieta wszelako przymuszona jest do bezwzględnej wierności nawet, gdyby była stale przez męża zdradzaną i zaniedbywaną, nawet gdyby wskutek tego, rozkoszy pożycia małżeńskiego wcale nie doznawała.

To wymaganie bezwzględnej czystości od jednych kobiet nie wyklucza sprowadzania na manowce największego zepsucia i zwyrodnienia drugich kobiet, potrzebnych w odmienny sposób do zaspokojenia krańcowego egoizmu męskiego; i nie wiadomo doprawdy, która z dwóch specjalnie męskich zbrodni, kobieta bowiem nigdy się ich nie dopuszcza, jest większa i bardziej o pomstę do nieba wołająca? Ale że obie na miano zbrodni zasługują, to żadnej wedle mnie nie ulega wątpliwości, i póty o umoralnieniu stosunku mężczyzny do kobiety mowy być nie może, póki te dwie zbrodnie nie zostaną wyplenione, póki kobiecie nie przyznamy prawa do pełnego rozwoju umysłowego, a pod względem moralności małżeńskiej nie postawimy jej na równi z mężczyzną. Aby uniknąć nieporozumienia wyraźnie zaznaczyć muszę, że nie domagam się dla kobiety uznania tej samej niemoralności, jaką obecnie odznacza się mężczyzna, lecz odwrotnie, pragnę, aby mężczyzna wziął przykład czystości z kobiety, i aby przynajmniej nie poniżał kobiety, czyniąc ją, jak obecnie, narzędziem swych zmysłów i namiętności.

Równocześnie ze zmianą stanowiska mężczyzny do kobiety, powinna odbywać się zmiana stanowiska mężczyzny wobec dziecka, które obecnie jest zasadniczo nieetyczne i gwałtownie domaga się reformy. Mam tu na myśli przede wszystkim rzecz niezmiernie prostą, a pedagogicznie bardzo ważną, to znaczy dawanie dzieciom dobrego przykładu. Wiem, że żądam rzeczy niezmiernie trudnej, daleko łatwiej bowiem jest wygłaszać najpiękniejsze nauki moralne, niżeli samemu do nich się stosować i wedle nich żyć, a jednak mimo wszystko, jest to minimum żądań, jakie w imię ideału etycznego mężczyźnie stawiać należy.

Mowa tu oczywiście o mężczyźnie-ojcu i wychowawcy, którego postępowanie na wrażliwe umysły dzieci silny i trwały zazwyczaj wpływ wywiera: w pierwszym okresie wychowawczym wykład teoretyczny jest bodaj nie tylko niepotrzebny, ale nawet wysoce szkodliwy, może bowiem wpoić dziecku najzgubniejsze przeświadczenie, że moralność na znajomości przepisów jedynie polega, gdy przeciwnie dobry przykład najzupełniej wystarczy i najdzielniej przyczyni się do wpojenia mocnych zasad etycznych w umysł i serce dziecka. Dążyć należy do tego, aby dziecko postępowało dobrze niejako automatycznie, aby nie potrzebowało się zastanawiać nad tym, dlaczego dobrze postępuje: dopiero gdy to zostanie już osiągnięte i w późniejszym nieco wieku, kiedy dziecko nad wszystkim zastanawiać się zaczyna i liczne ciągle zadaje pytania, następuje pora teoretycznego wykładu etycznego, mającego na celu już nie umoralnienie, a tylko uzasadnienie postępków moralnych i stworzenie pewnej całości etycznej.

Aby to osiągnąć, trzeba mieć się nieustannie na baczności, dziecko bowiem ciągle patrzy i słucha, ciągle rozumuje i wyciąga wnioski, a rozumuje bardzo trafnie i bardzo słuszne wyciąga wnioski, i ten mężczyzna tylko spełnia swoje względem dziecka obowiązki, który zawsze o tym pamięta, że jest żywym przykładem postępowania, że jest niejako wcieleniem ideału etycznego dla dziecka, i że od jego postępowania zależy w znacznej mierze życie etyczne całego młodego pokolenia.

 

~~~~~~~~

Obowiązki etyczne kobiety

Przystępując do omawianej kwestii kobiecej należałoby raczej zaczynać od praw, jakie się kobiecie należą, aniżeli od obowiązków, jakich od kobiety mamy prawo wymagać, kobieta bowiem do tej pory przeważnie ma wiele obowiązków do pełnienia, odpowiednich im praw nie posiadając. Niesprawiedliwość to z podwójnego punktu widzenia: zarówno czysto kobiecego, jak i ogólnoludzkiego. Jedyna słuszna i sprawiedliwa zasada opiewa, że nie powinno być żadnych obowiązków bez praw i na tej to zasadzie opiera się cała walka emancypacyjna tych wszystkich klas społecznych, które nałożone na siebie obowiązki obywatelskie sumiennie spełniając, żadnych praw ani ekonomicznych, ani społecznych, ani politycznych nie posiadają. Niełatwą przedstawia sztukę to, jednakże o wiele ważniejszą jest strona duchowa tego kontraktu, bez której małżeństwo istotne swoje cechy traci i staje się karykaturą oraz parodią związku pomiędzy ludźmi, a zamienia się na coś, czego nawet po imieniu nazwać nie chcę.

Obowiązkiem kobiety jest być prawdziwą towarzyszką życia swego męża, starać się rozumieć go, być pobłażliwą dla jego słabości, bezwzględnie potępiać zasadnicze wady i błędy oraz starać się wypełnić je i wyrwać z korzeniem, stosując metodę wychowawczą, o ile ta jeszcze jakiś skutek odnieść potrafi. Kobieta może mężczyznę złego nawet podnieść i uszlachetnić, dobrego zaś i szlachetnego poniżyć i w błocie unurzać; o tym niechaj kobieta nigdy nie zapomina, raczej niechaj zawsze pamięta, że zadanie jej polega na zreformowaniu dzisiejszych stosunków rodzinnych i na wprowadzeniu ich na tory odrodzenia etycznego, na uczynieniu z rodziny istotnej podwaliny pomyślnego, z zasadami moralności zgodnego rozwoju społecznego.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że żona powinna starać się o taki rozwój intelektualny, aby swego męża przynajmniej rozumieć i móc mu współczuć w jego pracy: ale nawet całkowita równość intelektualna nie uczyni z kobiety żony, jeżeli nie będzie ona posiadać odpowiedniego charakteru i mocy moralnej, tego najbardziej charakterystycznego rysu kobiecości. Niechaj więc kobieta stara się przede wszystkim dać mężczyźnie dzielny, czysty, podniosły i szlachetny charakter i czynić dom ostoją życia etycznego w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu, a wtedy stanie się prawdziwą królową ogniska domowego i jego kapłanką, a nie jej parodią i karykaturą, jak się to obecnie przeważnie dzieje wskutek fatalnego niedorozwoju kobiety pod każdym względem, a więc i pod względem charakteru, stanowiącego nie tylko obecnie, w braku innych praw, ale i zawsze – jedyne istotne dostojeństwo kobiety.

Nie łudźmy się: kobieta powiększając dochody materialne domu, lub pracując umysłowo i wznosząc się na wysoki nawet poziom intelektualny, nie będzie miała żadnej wartości dla mężczyzny jako towarzyszka życia bez charakteru, którym by mu wprost imponować mogła. Przeciwnie zaś, kobieta nie przymnażająca ani dochodów, ani splendoru intelektualnego, lecz za to charakterem obdarzona, jest dla męża ożywczym źródłem życiowym, jest skarbnicą odrodzenia moralnego i otuchą w ciężkiej i tak wysoce nieetycznej walce o byt, którą mężczyzna w swym zaślepieniu do tej pory ciągle jeszcze zajadle uprawia, zatruwając sobie nią życie i umniejszając znakomicie jego wartość.

Poza domem kobieta również powinna ubiegać się przede wszystkim o władzę moralną, o to, aby wszystkie stosunki ludzkie oprzeć na podwalinie rzetelnej moralności, która jest tak przeważnie dziedziną działalności kobiecej: wszędzie, gdziekolwiek w życiu publicznym znajdzie się kobieta, zadanie jej polega na apostołowaniu odrodzenia etycznego, na jego realizacji i na dążności do tego, aby wszystkie dziedziny działalności ludzkiej przesiąknęły na wskroś ideami etycznymi, stając się ich wyrazem i ucieleśnieniem.

Zacząć powinna kobieta od stosunku do innych kobiet, który wiele niestety pozostawia do życzenia, obniżając wysoce wartość emancypacyjnej walki, jaką kobiety obecnie prowadzą: jakąż podstawę posiadła pojedyncza kobieta do żądania praw dla siebie, jeżeli z góry zamierza je ograniczyć do siebie samej tylko, lub do szczupłej garstki równych sobie pod względem społecznym towarzyszek? Klasowy ustrój społeczeństwa, będący dzisiaj tak potężną przeszkodą do oparcia stosunków ludzkich na zasadzie sprawiedliwości, wyrządza niestety wielką krzywdę i ruchowi kobiecemu, który także nieraz charakter klasowy wykazuje; przede wszystkim tedy należy rzecznikom sprawy kobiecej dążyć do tego, aby los wszystkich kobiet bez wyjątku leżał im tak samo na sercu, aby ruch kobiecy celowo nie wykluczał ani jednej towarzyskiej lub społecznej warstwy kobiet, aby wszystkie kobiety przejęły się poczuciem siostrzanej miłości i wspólności interesów, kobieta bowiem wszędzie i zawsze posiada tę samą naturę, czy los wyniósł ją na stopnie tronu, czy też zaciągnął na najniższy stopień życia społecznego.

W domu powinna kobieta oprzeć na zasadach etycznych swój stosunek do służby domowej, a poza domem do całego szeregu siostrzyc, których usług nieustannie potrzebuje; mam tu na myśli szwaczki, modystki, w ogóle wszystkie kobiety pracujące w handlu, przemyśle i biurowości, nareszcie wyrobnice i robotnice fabryczne, które choć w dalszym i pośrednim pozostają stosunku, pozostają w nim atoli stale i stanowisko zajmowane wobec nich przez kobiety z innych sfer społecznych i towarzyskich bardzo poważnie na nich się odbija.

Jakkolwiek mężczyzna w charakterze przedsiębiorcy i kapitalisty kobietę ogromnie i bezczelnie nieraz wyzyskuje, pamiętajmy, że nie mógłby tego wielekroć razy czynić, gdyby kobieta jako klientka zwracała uwagę na sposób, w jaki dany towar się fabrykuje i domagała się oparcia tych gałęzi przemysłu i handlu, w których kobiety przeważnie są zatrudnione, na zasadach ekonomicznej, społecznej i etycznej sprawiedliwości.

Bez najszerzej pojętej solidarności, obejmującej wszystkie kobiety danego kraju i społeczeństwa, o prawdziwie etycznym charakterze emancypacyjnego ruchu kobiecego i mowy być nie może; więcej nawet, ruch taki może spotkać się, a nawet spotyka się z niechęcią uświadomionych i uczciwych mężczyzn, którzy pozbywszy się uprzedzeń klasowych wobec kobiety nie mogą zgodzić się na popieranie tych samych uprzedzeń wśród kobiet w sieć konwenansów, szablonów i formułek spowitych.

Pierwszą tedy zasadą ruchu kobiecego powinna być solidarność wszystkich kobiet w celu podniesienia własnego położenia jako też poziomu etycznego całego społeczeństwa, które tej usługi od kobiety ma prawo oczekiwać. Niechaj kobieta nie łudzi się, aby mogła liczyć na wielką pomoc ze strony mężczyzny jako takiego; cały ciężar tej pracy zaiste herkulesowej musi spaść na barki kobiety samej, a to jeszcze jedna pobudka więcej do solidarności całego rodzaju kobiecego, ponieważ dopiero w jedności jest siła nie tylko materialna, ale i moralna zarazem.

Kobieta posiada w swym ręku nadzwyczajnie potężną broń, której w interesie swojej sprawy i odrodzenia etycznego użyć może i powinna; tą bronią jest wychowanie młodego pokolenia, które wszak w wieku najmłodszym, czyli na wszelką naukę najwrażliwszym, wyłącznie prawie w ręku kobiety się znajduje. I tutaj to występują obowiązki kobiety wobec dziecka, którego strona etyczna od matki i piastunki zależy. Tutaj to jest największa odpowiedzialność jak i wobec kobiecego ruchu emancypacyjnego, ponieważ matka i wychowawczyni może w bardzo znacznej mierze ukształtować charaktery swego potomstwa i przygotować je do życia w kierunku wymagań odrodzenia etycznego.

Bez przesady powiedzieć można, że nieprzygotowane odpowiednio do swego zadania matki i wychowawczynie wyrządzają etycznemu odrodzeniu ludzkości ogromne szkody, opóźniając je nawet swymi praktykami; nie można się dziwić zarozumiałości i egoizmowi chłopców, jeżeli matki każą siostrom nieustanne czynić ustępstwa i ofiary na rzecz małych tyranów i samolubów, których próżności i ambicji taka konstytucja pożycia domowego bardzo odpowiada. Chłopcy i dziewczęta powinni posiadać w domu równe prawa ludzkie, równe prawa indywidualne, rodzeństwo powinno czynić sobie wzajemne ustępstwa na rzecz ogólnego dobra rodziny, nigdy zaś nie należy wymagać od dziewcząt większej ofiarności, a nawet ją do pewnego stopnia właśnie w imię ideałów wychowawczych i sprawiedliwości powstrzymywać i hamować.

Ogromną krzywdę dzieciom swoim czynią te matki, które od samego zarania ich życia wprowadzają różnice na korzyść synów, ich bowiem wprawiają do samolubstwa, jednej z największych i najzgubniejszych wad charakteru, córki zaś do zbytecznego i całkowicie niepotrzebnego zaparcia się, do pokornego znoszenia niesprawiedliwości niczym, jak tylko tradycją, nałogiem i zwyczajem nie uzasadnionej. Skutki takiego wyróżniania jednych od drugich występują najjaskrawiej wtedy, kiedy popełnia się tę zbrodnię w stosunku do dzieci tej samej płci, a więc kiedy wyróżnia się jednego syna na niekorzyść drugiego lub jedną córkę czy córki na niekorzyść innych; w ulubieńcu lub ulubienicy rozwija się samolubstwo i przeświadczenie, że istotnie są lepsi od rodzeństwa i że się im istotnie szczególniejsze przywileje należą; gdy w dzieciach upośledzonych wyrabia się sztuczne zupełnie poczucie upośledzenia i ciągłej, acz zgoła niezasłużonej krzywdy, a poczucie to jest najpewniejszym, nigdy nie wysychającym źródłem żalu do rodziców, jak i do rodzeństwa, żalu, którego ani czas ani zmiana wzajemnego stosunku osłabić i usunąć nie zdoła.

W imię ideału etycznego należy przede wszystkim stosunki domowe oprzeć na zasadzie bezwzględnej sprawiedliwości, nadając im konstytucję ściśle demokratyczną, wykluczającą czyjekolwiek sztuczne poniżenie i upośledzenie. Prawdziwy demokratyzm polega bowiem na tym, aby nie tworzyć żadnych sztucznych przywilejów i łagodzić przyrodzone, których uniknąć niepodobna, bo je przyroda i bez naszej pomocy w ogromnej obfitości wytwarza.

Wyżej naszkicowane obowiązki etyczne kobiety pokrywają sobą tak olbrzymie pole działalności, wymagają takich wysiłków, takiej pracy, takiego przygotowania, takiej organizacji, że na razie nie starczy bodaj sił kobiecych na to, aby zaznaczyć swój wpływ umoralniający i na innych polach pracy ludzkiej; z tego jednakże nie wynika, aby należało kobietę tylko do wyżej określonej pracy gwałtownie ograniczać, byłoby to bowiem dalszym ciągiem niesprawiedliwości. Kobiecie samej należy pozostawić wybór pola, na którym sił swych i zdolności próbować zechce, a że po przejściu właściwego doświadczenia, którego kobiecie obecnie zupełny brak, wybierze sobie działalność dla swych danych duchowych najodpowiedniejszą, to już można ufać zarówno zdrowemu instynktowi jak i intuicji kobiecej, którymi dzisiaj wyłącznie musi się powodować, a które z czasem staną się tylko władzami pomocniczymi przez rozum należycie kierowanymi.

W imię jak najszybszego odrodzenia etycznego ludzkości, które na siebie niestety długo jeszcze czekać każe, należy otworzyć kobiecie dostęp do wszelkiego rodzaju zajęć, aby dać jej możność spróbowania swych sił w kierunku umoralnienia stosunków ludzkich, dla mnie bowiem to jedno żadnej nie ulega wątpliwości, że jakkolwiek kobiety mogą się odznaczyć i na polu nauki, i sztuki, i polityki, i życia społecznego, to jednak odznaczenie to będzie przeważnie, jeżeli nie jedynie, polegało na potężnym wpływie pierwiastku etycznego, jaki kobieta razem ze sobą w kulturalne życie ludzkości wprowadzi. I dziwiłbym się nawet, gdyby kobieta współczesna uważała jakikolwiek inny cel swego życia za wyższy nad dążenie do etycznego odrodzenia ludzkości, nic bowiem wyższego w tej chwili przed rodzajem ludzkim nie istnieje.

Odrodzenie etyczne jest warunkiem już nie tylko dalszego rozwoju, ale nawet bodaj wprost dalszego bytu ludzkości, i jeżeli kobieta głównie do tego odrodzenia przyczyni się, to zyska i prawne uznanie dla tego swego niewysłowionego dostojeństwa, którego nie doceniać może tylko w błocie materializmu życiowego unurzany mężczyzna. Chwilowo w ruchu kobiecym panuje chaos przymieszką pierwiastków ekonomicznych wywołany; niestety okoliczność ta opóźnia znakomicie wejście kobiecego ruchu emancypacyjnego na właściwe tory i wpływa potężnie na pomieszanie pojęć w tym kierunku. Lecz okres ten przejściowy szybko już minie, dając możność kobiecie jasnego i nieomylnego zrozumienia swych obowiązków etycznych, mężczyźnie zaś roli, jaką kobieta w dążeniu do odrodzenia etycznego odgrywa. Wtedy nastąpi harmonia dążeń i celów, zjednoczenie sił i solidarność płci obojga w imię wspólnego ideału etycznego.

~~~~~~~~

Obowiązki etyczne dziecka

Poczucie obowiązku należy wpajać człowiekowi od lat najmłodszych, wdrażać go do jego spełniania ochotnie, a nawet radośnie z poczuciem wyższości, jaką daje człowiekowi pełnienie obowiązku, bez którego o moralnych pomiędzy ludźmi stosunkach mowy być nie może. Skoro tylko dziecko zacznie myśleć i rozumować, a zaczyna to czynić bardzo wcześnie, powinno zaznajomić się ze znaczeniem słowa i pojęcia obowiązek, powinno je rozumieć, jakkolwiek tylko w zakresie sobie właściwym, a więc ściśle z potrzebami i okolicznościami życia dziecięcego związanym.

Pierwsze obowiązki dziecka odnoszą się do rodziców, do piastunki, do opiekunów, do całego otoczenia starszych od niego i dojrzałych wiekiem ludzi. Obowiązki te nie powinny być ani liczne, ani bardzo skomplikowane, przeciwnie odznaczać się prostotą i jasnością tak, aby nie wprowadzały żadnego zamieszania w świeży i niewinny umysł dziecka, które szablonów, konwenansów i formułek nie zna i możliwie jak najdłużej znać nie powinno.
Mówi się częstokroć, że miłość dla rodziców jest pierwszym obowiązkiem dziecka; zdaje mi się, że zasada ta jest z gruntu fałszywa, a nawet wysoce nieetyczna, wprowadza bowiem pojęcie obowiązku tam, gdzie go nie tylko nie ma, ale nawet być nie może, uczucie bowiem nigdy z poczucia obowiązku nie wypływa, gdyż inne są źródła i pobudki uczucia niżeli obowiązek. Miłość dziecka powinni rodzice zjednywać sobie odpowiednim postępowaniem, lecz nigdy jej nie nakazywać, ponieważ nakaz taki nie może być skuteczny i dobrych wyników za sobą nie pociąga.

Czyż ludzie dorośli odczuwają kiedykolwiek miłość z poczucia obowiązku? Śmiem twierdzić, że nie dzieje się to nigdy, że się nigdy dziać nie będzie; miłość bowiem i obowiązek pozostają ze sobą w takim stosunku, że obowiązki wypływają z miłości, ale nigdy miłość z obowiązku. A ponieważ tak jest niezawodnie, przeto nie wolno wpajać dziecku pojęcia, iż należy się od niego komukolwiek miłość w imię obowiązku, rzecz taka bowiem zgoła nie istnieje i tak jest przyrodzonemu porządkowi przeciwna, że nigdy na pewno istnieć nie będzie.

Pozostawiając zatem rodzicom zadanie zjednania sobie miłości dziecka przez miłość z ich strony, o obowiązku miłości ze strony dziecka mówić nie będziemy; zaczniemy natomiast od obowiązku szacunku dla rodziców i w ogóle starszych, jako też wynikającego stąd posłuszeństwa, zastrzegając się atoli jak najuroczyściej, że zarówno posłuszeństwo, jak i szacunek, podobnie jak miłość, nie przychodzą nikomu darmo, że trzeba sobie na nie zasłużyć i zarobić u dziecka. W ogóle bowiem pamiętać należy, że tym tylko wolno domagać się od dziecka pełnienia jego tak zwanych przyrodzonych obowiązków, którzy sami o swych obowiązkach wobec dzieci sumiennie pamiętają i rzetelnie je pełnią.

Rodzice i wychowawcy winni w oczach dziecka posiadać wysoki autorytet, do pewnego wieku bezwzględny i krytyce nie podlegający, potem zaś uzasadniony wprawdzie, ale niemniej autorytet aż do wieku młodzieńczego, kiedy autorytet winien się zamienić na stosunek przyjaźni i wielkiej wzajemnej na zaufaniu opartej zażyłości. Dziecko posiada obowiązek uznawania tego autorytetu rodziców i wychowawców, ale nie należy mu tego mówić i ciągle powtarzać, lecz zniewolić dziecko do tego w sposób, który by mu sprawy wcale nie uświadamiał. Najlepiej będzie, gdy dziecko zdoła uznać autorytet rodziców i wychowawców całkiem nieświadomie, nie zastanawiając się nad tym wcale i nie analizując swego do starszych stosunku, tylko wtedy bowiem autorytet ten będzie zupełny i nigdy się nie zachwieje.

Od chwili, w której indywidualność dziecka zaczyna się zarysowywać, należy, jak powiedziałem, uzasadnić autorytet rodzicielski, ale wymagać posłuszeństwa dla niego, pilnie bacząc, aby nie żądać nigdy od dziecka rzeczy, do której ono nie jest obowiązane, której nie może spełnić lub której z całkiem słusznych przyczyn spełnić nie chce. W takich razach autorytet rodzicielski winien znać swoje granice i umieć usunąć się w porę na plan dalszy, jakkolwiek należy to czynić niepostrzeżenie i bez ujmy dla powagi rodziców oraz wychowawców.

Równocześnie z wpajaniem słusznych i rozumnych obowiązków wobec rodziców i wychowawców, winno się odbywać wpajanie obowiązków wobec rodzeństwa, przy czym i tutaj wielką ostrożność zachować należy, aby do wszystkich jedną miarę przykładać, aby nie faworyzować jednych na niekorzyść drugich i unormować pomiędzy dziećmi stosunki na jedynie słusznej zasadzie równości wobec rodziców i wszystkich spraw domowych. W imię wyżej wyłuszczonych zasad nowego ideału etycznego nie należy przede wszystkim upośledzać dziewczyn na korzyść chłopców, nie należy zawsze i wszędzie domagać się ustępstw ze strony pierwszych na korzyść drugich. A i o tym pamiętać trzeba, że metryka nie jest żadnym w sporach pomiędzy rodzeństwem argumentem, że więc dziecko do żadnych obowiązków wobec starszego rodzeństwa nawoływane być nie powinno. Wszystkie dzieci w domu należy wdrażać do obowiązku wzajemnego szanowania swych praw osobistych, a szczególniej indywidualnych, do wzajemnej daleko sięgającej pobłażliwości, do wzajemnego wspierania się i pomagania sobie, a są to wszystko rzeczy, które w sferę obowiązków dziecka wchodzą i pilnie przez rodziców oraz wychowawców przestrzegane być powinny.

Do najdrażliwszych rzeczy należy stosunek dzieci do rozmaitego rodzaju domowników a szczególniej do służby domowej, i tutaj to rzadko wpaja się w dzieci te obowiązki, jakie się z ich strony tym ludziom należą. Służba domowa nie powinna nigdy słuchać rozkazów dzieci, nie powinna być obowiązana do ich wykonywania; dzieci winne uważanie dla służby, należne ludziom ciężko na kawałek chleba pracującym, poszanowanie tej ich pracy, w wielu razach pomaganie nawet i to nie wtedy, kiedy dziecku przyjdzie ochota bawić się w „służącą”, lecz w pewnych razach, w których może się okazać rzeczą dla dziecka korzystną, zawsze z etycznego punktu widzenia, poznanie trudności i nieprzyjemności pracy domowej, poznanie, które wpoi dla tej pracy odpowiedni szacunek i uznanie. Dzieci wiedzą przeważnie o tym, czego mają prawo od służby wymagać, lecz nie znają prawie nigdy swoich względem służby obowiązków, a jednakże, przy realizacji ideału etycznego, na demokratyzacji stosunków pomiędzy ludźmi polegającego, obowiązki te znać i spełniać powinny.

Służący są to pierwsi bliźni, z jakimi dziecko w życiu swym się spotyka, i od nich to powinno się zaczynać poznawanie i spełnianie obowiązków wobec bliźnich w ogólności bez względu na klasę społeczną, sferę towarzyską, wiek, płeć, wyznanie, rasę i narodowość. Jak źle czynią ci rodzice i wychowawcy, którzy strasząc dzieci dziadem, Cyganem, kominiarzem lub Żydem, od samego zarania życia wpajają z gruntu fałszywe pojęcie o pewnych ludziach czy zawodach! Czyniąc tak, popełniają dwa ciężkie występki; po pierwsze używają wobec dziecka nieetycznej i zgubnej dla rozwoju charakteru metody straszenia, po drugie zaś wpajają pewne przesądy, które czasami z wiekiem mijają, czasami zaś pozostają na całe życie (i to najczęściej), wypaczając zupełnie najelementarniejsze pojęcia przyszłego człowieka. Liche wyobrażenie o jakości swego własnego charakteru dają ci rodzice, którzy w wychowaniu własnych czy cudzych dzieci metodę straszenia stosują; widocznie nimi samymi często w życiu obawa powoduje, uczucie równie niskie jak nieetyczne i godności ludzkiej uwłaczające.

Owszem, dziecko powinno mieć sobie wpojony obowiązek równego zupełnie poszanowania wszystkich na to zasługujących, a przede wszystkim obowiązek poszanowania wszelkiego rodzaju pożytecznej społecznie pracy i przekładania usmolonego kominiarza nad wyperfumowanego próżniaka i nicponia oraz pasożyta społecznego. Dziecko z wdrożonym sobie poczuciem obowiązku poszanowania każdej społecznie pożytecznej pracy wejdzie w życie z innymi, zupełnie różnymi od dzisiejszych pojęć arystokratycznych, zasadami demokratycznymi, które mu pozwolą stosunek swój do bliźnich na właściwej i racjonalnej oprzeć podstawie.

Jeżeli rodzina ma być rzeczywiście komórką społeczną, czym przy odpowiedniej konstytucji istotnie być może, to wszyscy jej członkowie winni rozumieć dokładnie ten jej charakter i postępowanie swoje do niego stosować; a przede wszystkim dzieci już w obrębie rodziny niechaj poznają prawa i obowiązki społeczne, które by ich do poznania i rozumienia, a szczególniej do pełnienia późniejszych obowiązków społecznych w życiu obywatelskim prowadziły.

Istnieje jedna strona wychowania, bez żadnej wątpliwości niezmiernie ważna, a mimo to nie tylko u nas, ale wszędzie sromotnie zaniedbywana, a mianowicie dziedzina obowiązków wobec zwierząt w ogólności, a zwierząt domowych w szczególności. Przedmiot to bardzo obszerny i właściwie w pracy o odrodzeniu etycznym należałoby mu osobny rozdział poświęcić. Jeżeli bowiem, jak się to wykazać starałem, nowy ideał etyczny wpływa nawet na zmianę stanowiska człowieka wobec całej natury nieożywionej, to tym bardziej musi wywrzeć poważny wpływ na stosunek do przyrody ożywionej poza rodzajem ludzkim pozostającej, a jednakże mimo to z nim tak blisko i tylu węzłami połączonej.

Bez względu na ogromne między ludźmi a zwierzętami różnice, łączy nas wszystkich wspólność uczucia i zdolność cierpienia, grającego i w życiu ludzkim tak przeważającą rolę; otóż dziecko powinno doskonale rozumieć, że co jemu sprawia cierpienie, sprawia cierpienie i zwierzęciu, a w imię zasady: nie czyń drugiemu, co tobie nie miło, nie powinno dziecko żadnemu zwierzęciu cierpienia zadawać.

Przykazanie to takie proste, takie jasne, a tak rzadko w życiu nawet wobec ludzi stosowane; a jednakże mieści się w nim bodaj cała i jedyna prawda etyczna, której realizacja zamieniłaby stosunki ludzkie na coś tak idealnego, że w dzisiejszym stanie ogólnego zdziczenia dobrze zgoła wyobrazić sobie tego niepodobna. Nie czyń drugiemu, co tobie nie miło – oto zasada postępowania zarówno wobec ludzi, jak i wobec zwierząt, które tak samo jak my czuciem i zdolnością do cierpienia są obdarzone.

Poszanowanie praw świata zwierzęcego z dwojakiego punktu widzenia rozpatrywać można; a mianowicie z punktu widzenia bezwzględnej etyki, domagającej się sprawiedliwości dla świata zwierzęcego, jako też z punktu widzenia korzyści moralnych dla samego człowieka z uszanowania praw zwierząt wypływających. Z braku miejsca jako też z chęci utrzymania się w ciaśniejszych ramach niniejszej pracy na inny raz odkładając omówienie kwestii poszanowania praw zwierzęcych ze stanowiska etyki bezwzględnej, obecnie zatrzymam się na stanowisku bardziej egoistycznym i postaram się zwrócić uwagę na korzyści, jakie dla ukształtowania się charakteru dziecka koniecznie z poszanowania praw świata zwierzęcego wypływają. Dziecko zdolne jest zadawać zwierzęciu cierpienie tylko dlatego, że jest ono bezbronne i że w odpowiedni sposób zaprotestować nie może; dziecko przyzwyczai się do zadawania cierpienia bezbronnemu i słabszemu od siebie zwierzęciu, zacznie tę samą metodę stosować wobec słabszych i mniejszych dzieci, a szczególniej niebezpieczeństwo to grozi chłopcom w stosunku do słabszych chłopców, zwłaszcza zaś w stosunku do dziewcząt. I oto w taki sposób dziecko zaczyna układać swe stosunki na zasadzie najwstrętniejszej i najmniej etycznej, to jest na zasadzie zwierzęcej siły brutalnej, a jakie to w życiu za sobą pociąga następstwa wiemy wszyscy aż nadto dobrze, wszyscy z tego powodu tak wiele cierpiąc.

Używania siły winno się zabraniać przede wszystkim chłopcom, którzy jako ludzie dorośli załatwiają na tej zasadzie spory pomiędzy sobą, na tej zasadzie katują nieraz dzieci, a zawsze krzywdzą kobiety; i każda matka, która pragnie, aby jej syn stał się prawdziwym człowiekiem, a nie brutalem, powinna wpajać weń poszanowanie praw istot słabych i bezbronnych, a nawet zaprawiać go do ich obrony wobec innych, na tak wysokim stopniu rozwoju etycznego jeszcze nie stojących.

W tych kilku słowach zamykam etyczne obowiązki dziecka, o których ze stanowiska nowego ideału etycznego tomy napisać by można.

Wojciech Szukiewicz
_______________________________
Powyższy tekst to trzy kolejne rozdziały (III, IV, V) z książki Wojciecha Szukiewicza „Odrodzenie etyczne (z rozmyślań idealisty o rzeczach realnych)”, Warszawa-Lwów 1907. Tytuł całego fragmentu pochodzi od redakcji Lewicowo.pl, tytuły poszczególnych części są takie, jak oryginalne tytuły rozdziałów. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, na potrzeby Lewicowo.pl tekst udostępnił i opracował Wojciech Goslar.

Publikowaliśmy już inny tekst tego autora: Etyczna strona kooperatyzmu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *