„Front Robotniczy”

O Stefanie Żeromskim

[1933]

Stefan Żeromski

Żeromski rozpoczyna literacką działalność nowelami pod zbiorowym tytułem: „Rozdziobią nas kruki, wrony…”. Nowele osnute są na tle powstania 1863 roku. Kartki tego niewielkiego zbioru są owiane tragizmem, goryczą i przejmującym bólem. Obrazy o zwartej, wstrząsającej ekspresji. Po nowelach idą szeregiem opowiadania: „Tabu”, „Ananke”, „Siłaczka”, „Zmierzch”, „O żołnierzu tułaczu”. Żeromski roztrząsa w nich etyczne bądź społeczne zagadnienia, ujmując w formę, jakby kutą w granicie, to znów rozlewną, nasiąkłą przejmującym do głębi liryzmem. Powstaje pierwsza powieść: „Syzyfowe prace”. Tło – wspomnienia z ławy szkolnej. Pisarz przepoił karty tej powieści uczuciem i nadał całości ton ciepły, serdeczny… Powstaje dzieło opromienione dziwnym czarem bohaterskiej, dziecięcej duszy, nie dającej się wziąć na lep rusyfikacyjnych metod zaborczej szkoły. Książka ta jest jakby zaczerpnięciem tchu przez Żeromskiego przed właściwym okresem twórczości, rozpoczynającym się powieścią pt. „Ludzie bezdomni”.

Objawia się właściwy Żeromski. Rozpoczyna namiętną walkę ze złem, które „przez wieki i na wieki między ludźmi ufundowane”, z nikczemnymi krzywdami, „które człowiek stwarza i nazywa cnotami”, z podłością i oszustwem „z których bezczelne, a wieczyste prawa są uknute”. Opisuje nieledwie skamlącym z bólu słowem świat krzywdy ludzkiej, wyzysku, fałszu, egoizmu i zbrodni społecznych. Kładzie jaskrawe barwy. Zrywa z kanonem oklepanego piękna, które uważa za wroga postępu, za truciznę niszczącą wolę człowieka.

Pod względem opracowania literackiego kompozycje powieści Żeromskiego nie są należycie obmyślane. Zawodowi krytycy znajdują szereg usterek, jak np. wadliwe rozplanowanie fabuły, niezbyt poprawne przeprowadzanie podziału ról głównych bohaterów utworu, złe naświetlenia i cieniowania akcji, dzięki czemu zatraconą zostaje wyrazistość konstrukcji powieści. Żeromski w utworach swych nie ozłaca brzydoty życia, nędzy, podłości, ani pomija milczeniem – przeciwnie, maluje najjaskrawszymi barwami, najsilniejszymi słowami. Znamienna cecha utworów Żeromskiego to – żywiołowość, nieokiełzana rozlewność i bujność życia, uchwyconego na taśmę powieści. Cała struktura utworów, rozłożenie światła i cieni na kanwie opowieści, oparte są na wewnętrznej logice uczuć pisarza, a nie na ortodoksyjnych formułach sztuki pisarskiej. Uczucie dyktuje – a nie litery martwego przepisu. Stąd – wykroczenia kompozycyjne przeciw uznanym kanonom literackiej techniki.

Czy jest to wadą?

Karol Irzykowski słuszne stwierdza: „Żeromski był zawsze poetą elektrykiem, zawsze wytykano mu wadliwą kompozycję, zapewne lepsza kompozycja byłaby mu się przydała. Ale gdy spojrzeć na całe jego dzieło, te wady nikną najprędzej. Wrażenie ogólne pozostaje takie: tutaj ustępy słabsze, tutaj zagęszczenia efektu (formy). Czytelnik uczy się kochać jego wady i odczuwać ich rację” – a to jest ważniejsze, niż rzeczowa, sucha ocena krytyki.

Uczuciowość jest cechą najbardziej charakterystyczną dla literackiej twórczości Żeromskiego. Wytwarza jego styl pisarski. Nie ma on tej przejrzystości, jasności układu, jaka cechuje np. Asnyka i jego epokę. Nadmiar uczucia wytwarza własną, pozbawioną prostolinijności, logikę i zabarwia rytm prozy pisarza dziwnym, jemu tylko właściwym czarem, charakterystyczną melodią całych zespołów zdań.

Uczuciowość jest podstawowym elementem psychiki Żeromskiego. Wilhelm Feldman w książce „Współczesna literatura Polska”, określa w następujący sposób strukturę duchową twórcy „Ludzi bezdomnych” – pisze: „Najgłębszym rysem tej organizacji duchowej: bezbrzeżna, wszechogarniająca tkliwość, do obłędu dochodząca wrażliwość na wszystko co żyje i cierpi. Instrument, to cudowny, drgający oddźwiękiem za lada wstrząśnieniem atmosfery, /…/ splot nerwów odsłoniętych, reagujących na najdelikatniejsze bodźce”. A jeśli Żeromski tak wyczulone miał nerwy i ze wszystkich instrumentów, najsilniejszym w nim był zmysł cierpienia – łatwo zrozumiemy jego zaciekłą walkę, prowadzoną ze złem rozkładającym społeczeństwo: nieustanną krzywdą bliźniego, będącą krwawym znakiem odwiecznego triumfu bestii w człowieku, a także jego szamotanie wewnętrzne z „chimerą” własnej duszy – tak wrażliwej na wszelkie przejawy piękna i tak słabej przez nie dającą się okiełzać uczuciowość. Piękno i uczuciowość – złowrogie moce łamiące hart, niezłomność ducha bojowców lepszej doli człowieka. Dzieje tych zmagań, tych walk pisarza – to cała jego twórczość. Wyraźnie zaznacza się w niej zagadnienie społeczne, ujęte pod kątem borykań się poety z „Szatanem” (tak określone zostaje przez niego zło społeczne) oraz zmagania się pisarza z chimerą własnej duszy przy wypracowywaniu psychiki człowieka przyszłości, zdolnego pokonać zło. Dzieje tych walk da się podzielić na trzy etapy. Pierwszy – to krwawa wiosna robotniczego ruchu, lata 1904-1906. Drugi – zwycięstwo reakcji i wydźwignięcie niepodległości Polski na ostrzach bagnetów strzeleckiej braci. Ostatni etap – twórczość w wolnym już państwie.

W pierwszym okresie, poza „Ludźmi bezdomnymi”, powstają utwory: „Aryman mści się”, „Popioły”, „Echa leśne”. Sprawy, o jakie poeta walczy, są jeszcze zespolone, za mało są skonkretyzowane, aby stanowiły każda z nich z osobna, główny wątek myślowy utworu. Są równorzędne, stwarzają pewnego rodzaju dwutorowość założeń myślowych. Zagadnienie społeczne i sprawa nowego człowieka – w utworach tego okresu – są na jednej płaszczyźnie negacji, bolesnego pesymizmu.

Bohaterowie utworów – to ludzie o romantycznym spojrzeniu na pracę społeczną, cierpiętnicy swej idealistycznej wiary, a przy tym wewnętrznie okaleczali. Zbyt słabi, aby zwalczyć chimerę własnej duszy i przezwyciężyć bagno życia. Z wolna pęta ich wolę rdza i brud, podcina siły, druzgocze hart, a z serc wyrywa wiarę w potęgę ducha. Tak poszczerbieni przez bestię społecznego życia, stają się „ludźmi bezdomnymi”. I pozostają do końca życia jako „sosna rozczepiona, straszna w swym kalectwie, stojąca ze swym nieszczęściem na szczerym polu, jak skarga Wieczysta”.

Takim jest odwet Arymana – symbolu zła, za chwilę triumfu sprawiedliwości, dobra – Ormuzda. Bo prawdą jest, że ciemność jest prawem życia, a nie światło, że prawem jest chwila bachicznego szału bądź zaspokojenie swej egoistycznej zachcianki, a nie odległy cel, dążenie do szczęścia ludzkości. Aryman mści się, bo jest jak przyroda – bezlitosny i tak jak ona, chwilowo zdeptany, natychmiast się odradza i krwawe rany zadaje zwycięzcy jednego momentu, ze zdwojoną siłą. Bohaterowie ówcześni Żeromskiego – to straceńcy, jakich mieliśmy mnóstwo w życiu codziennym z czasów niewoli. Czują – „jak z za świata spływa noc, rozpacz i śmierć”. Nie wierzą w możliwość zwycięstwa. Zatruci pesymizmem i wybujałym krytycyzmem, przekonani o względności wszelkich prawd – w pysze „polskiego szaleństwa” kładą swe życie na stos i idą w beznadziejny bój, na mękę nierzadko i na śmierć. Rozpaczliwie spalają za sobą wszystkie mosty, aby nie było powrotu, jeśliby zwyciężyła w duszy tęsknota za osobistym szczęściem. Idą – pchani przemożną siłą tak nieodpartą, jak los, jak konieczność. Siłą tą jest nieokiełzana chimera ich dusz. Zbyt potężnie działają w ich sercach wrażliwość i tkliwość na krzywdę bliźniego i nędzę… Chimera duszy przysłoni jasność oceny terenu walki, walczą odruchy, nie myśl, jak sztylet ostra, jak stal hartowna – o tę cechę człowieka w następnym okresie twórczości Żeromskiego.

Rok 1906. W więziennych kazamatach, w tajgach Sybiru, w ponurym poskrzypie szubienic skrwawiała się wiosna polskiego robociarza… lecz „dobrze myślące społeczeństwo” tego nie dostrzegło… Z wysokości szubienic rubinem płonęły słowa: za wolność Polski… szary robociarz podjął powstańczy trud… i tak jak oni ginął na szubienicy z imieniem Polski na ustach… Okrzeje, Mireccy, Barony – lecz „dobrze myślące społeczeństwo” tego nie słyszało – w ich mniemaniu byli to tylko – bandyci i kanalie. Piąty żywioł, odkryty w Polsce przez Napoleona – „błoto”, leje się strugą szampana, bachanaliami po knajpach, kabaretach – najpoważniejsi mężowie brali w tym udział. Hasłem dnia było: „Ogłupiajmy się”. W takiej atmosferze ostatni żołnierz polski, osuwając się „w krwawy skazańców rów, z sercem zestrzelonym od kul sołdackich – gdy dogasa powolnym straceniem w stepie Sybiru” ma przeciw sobie „za szeregami żołdaków – wszystko. Niechęć, trwoga, nienawiść, wrzaski dziedziców, bicie we dzwony fabrykantów, tajne intrygi tchórzów i ciemna niewiedza nędzarzy. Przerażone oczy narodowej samoniewoli spoglądają na ciebie ze szpar, zza węgłów i z dymników. Nienawiść wszystkich, komu niepotrzebna jest wspaniałomyślność duszy, moc, nieustraszoność”. W tym okresie powstają najsilniejsze dzieła Żeromskiego: „Róża”, „Dzieje grzechu”, „Sen o szpadzie”, „Promień”, „Słowo o bandosie”, „Duma o hetmanie”, „Powieść o udałym Walgierzu”, „Sułkowski”. Szczytowe utwory poety. Pisane krwią, nieraz okrutne w treści, dosadne w obrazach jak lancet wpiły się w wrzody społecznego życia… i rozjątrzyły społeczne błotko. Tłuszcza „dobrze myślących obywateli”, oburzona, dotknięta w świętości swych ideałów – kalumnią, oszczerstwem stara się go zwalczyć, złamać pióro niewygodnego pisarza…

Żeromski boryka się na dwa fronty. Walczy z „Szatanem”, piętnuje zbrodnie społecznego życia i łamie się z własną chimerą, wywalcza typ człowieka przyszłości… W samotni i bólu kryje swój czyn. Cierpienie jest jego mistrzem. Tak powstaje „Sułkowski” – typ nowego człowieka… który opanował swą własną chimerę. Wyzwolony ze słabostek, zdobywszy pełnię samowiedzy, tak określa typ ludzi nowych… „Bogini mądrości dawniej – była jeno obrazem natury istniejącej, wizerunku uczuć człowieka, posłusznego ustawom natury, a ja ukazałbym ci i polecił sądzić mękę, trudy, porażki i zwycięstwa człowieka, walczącego do ostatniego tchu z przepisami natury i walczącego z chimerami swej duszy o pokonanie ich i nakazanie służby”. Natężmy skrzydła, wzbijmy się jeszcze wyżej ponad mądrość wieków dotychczasowych. „Tego, co jest w nas, nie widziała. Człowieka, który zdobywa naturę bogów i to, co było ich dziedziną zabiera na swą własność – nie widziała… Człowiek taki, jak my przewyższa bogi tym, że jest śmiertelny, a nie lęka się śmierci, której bogowie nie znają wcale”. „Gdybym dziś przyszedł na sąd Ozyrysa, przyszedłbym śmiało. Niósłbym w ręku kwiat lotosu, symbol nieśmiertelności, gdyż wiecznym jestem bytem. Podałbym kwiaty Ozyrysowi /…/, gdyż współczuję wielkim jego pracom i twardej doli. Ale potem kazałbym bóstwu powstać, usunąć się, zstąpić ze schodów i sam zająłbym jego tron”…

Tak – poprzez mordy, poprzez zwycięstwa Szatana, poprzez zło – kształtuje się nowy typ człowieka…

Przełom w psychice Żeromskiego. Pokonał chimerę swej duszy. Twardo wziął w karby. Przełamał skorupę pesymizmu i poprzez bagno przedwojennego społeczeństwa – dojrzał świt nowych, wyzwoleńczych zórz. Jest przygotowany do pracy w nowej ojczyźnie.

Ostatni etap. Praca pisarza w nowej Polsce. Powstają: „Walka z Szatanem” – rzecz pisana w okresie wojennej zawieruchy, „Wisła”, „Wiatr od morza”, „Uciekła mi przepióreczka”, „Przedwiośnie”, szereg utworów pomniejszych i prac publicystycznych.

W twórczości literackiej pisarza dźwięczą nowe, nieznane dotąd struny. Detronizacja poprzednich zagadnień na rzecz nowych, związanych z ideą państwowości. Żeromski, przemógłszy pesymizm, pragnie w budującym się państwie ugruntować nowego, wolnego człowieka, zdolnego nowy zaprowadzić ład. Pragnie natchnąć go wiarą w możliwość lepszego jutra i zahartować jego wolę w okresie wstępnym walki o nowy ład, w okresie „Przedwiośnia” polskiej społeczności.

Polskie przedwiośnie – budowa państwa na gruzach trzech zaborów, trzech orientacji, trzech ekonomicznych systemów. Budowa w trzasku salw karabinowych. Pierwszy szereg grobów nieznanych żołnierzy, co bagnetami kreślili granice nowego państwa… Karnawał hulających partii. Walka wszystkich przeciwko wszystkim. Szał prywaty, warcholstwa. Płomienne deklamacje, programy i ideologie, szał wielkich, lecz beztreściwych zdań.

Praca nielicznych jednostek, praca oddana, wierna, a twórcza, nie pozwalająca w powodzi anarchii zgnić zrębom powstającego państwa. Bankructwo mesjanistycznej koncepcji Polski – anioła narodów. Powstaje taki sam twór, jak inne państwa – nie lepszy i nie gorszy.

Pokolenie z okresu niewoli, wychowane na mickiewiczowskiej księdze Pielgrzymstwa, zwiększa szeregi malkontentów z faktu wskrzeszenia państwa. Nie umie w nowej Polsce żyć, jest ona dla nich obcą, daleką – równie daleka jak dla tych, co w kształtującym się Państwie widzą nowego tylko upiora zamierającej epoki burżuazyjnego ładu. Przedwiośnie – kryzys człowieka i kryzys idei – motoru jego czynów. Wprawdzie powstała Polska, wprawdzie fizycznie potężnieje, krzepnie w zwarty jednolity twór – lecz społeczeństwo w Niej chore. Ziścił się cel, którym 150 lat żyło i zbrakło hasła, które porwałoby masy, energię wszystkich zogniskowało w jednym kierunku… powstało szereg idejek, mizernych kapliczek, a zbrakło jednej wielkiej, naczelnej idei. A to charakterystyczną jest cechą polskiego przedwiośnia… tęsknota mas za wielkim celem, ideałem…

Żeromski jak nikt zdawał sobie z tego sprawę. Stwierdzając istnienie przedwiośnia – wskazuje drogę ku polskiej wiośnie… Wysuwa postulat przyszłego, wolnego człowieka i nowej jego wiary, idei – celu, mającego się zmaterializować w nowym ustroju społecznym, nowej organizacji państwa.

Lecz nie doczekał owoców swej pracy… Zmarł w najbardziej beznadziejnym okresie przedwiośnia w listopadzie 1925 r.

Spojrzeliśmy na twórczość Żeromskiego ze strony zagadnień społecznych, z jakimi walczy pisarz prawie w każdym swoim utworze. To jest najistotniejsze w tej twórczości. Sprawa cudownych romansów, jakich nie miała dotąd nasza literatura, a nawet niewiele tego rodzaju kart, takim owianych czarem spotkać możemy w dorobku literackim innych ludów, sprawa mistrzostwa opisów przyrody – wszystko to jest z artystycznego punktu niezwykle ważne przy ocenie pisarza dla znalezienia dlań odpowiedniego miejsca wśród innych twórców.

Są to jednak rzeczy mniejszej wagi, choć dzięki geniuszowi pisarza, przy czytaniu jego dzieł, wysuwają się na pierwszy plan.

Interesował nas przede wszystkim Żeromski – społecznik, przywódca świata polskiej pracy, bojownik polskiej twórczej myśli społecznej – w okresie przedwiośnia – a to jest najważniejsze, jeśli chce się ocenić trud Żeromskiego nie z punktu literackiego, lecz wartości człowieka.

Turno

 

 ___________

20. XI. 1925 – 1933 r.

W listopadzie b. r. mija ósma rocznica zgonu twórcy „Przedwiośnia”. Odszedł w nieznane, w dżdżysty listopadowy dzień 1925 r.

Przewalił się nad jego grobem szmat czasu. Powstały nowe fakty brzemienne w następstwa i nowe zaistniały zagadnienia. Nowi ludzie sięgają po hetmańską buławę Żeromskiego…

A jednak wokół twórczości zmarłego pisarza, tak jak za życia, trwa walka. Zagadnienie ideowego oblicza odrodzonej Polski, zagadnienie przyszłego człowieka i nowego społecznego ładu, konflikt świata pracy z magnatami złota i przemysłu – tak, jak za życia Żeromskiego, pozostają nierozstrzygnięte – istnieją, a nawet potęgują się.

Zagadnienia te są tworzywem prawie że wszystkich dzieł pisarza – toteż, choć osiem lat minęło, dzieła jego są nadal w ogniu społecznych walk – ponieważ ośmielił się, poruszając tak żywotne sprawy, przepoić je bez reszty żarem swojego serca i wesprzeć całą potęgą słowa, jaką rozporządzał jego geniusz pisarski. Doznaje się wrażenia, czytając dzieła Żeromskiego, że po to on istniał i troszczył się, aby poprzez zdzieranie masek strupieszałej tradycji, społecznej obłudy i narodowego świętoszkostwa, torować drogę nowym myślom, sprawiedliwszym przemianom społecznym, człowiekowi jutra, który wobec zagadnień stawianych przez życie nie pójdzie na kompromisy społecznego obowiązku z egoizmem jednostek. Tym samym stać go będzie na męski, radykalny czyn, zmieniający od podstaw normy społecznego życia w myśl potrzeb nowego człowieka i jego nowych warunków bytowania.

To tłumaczy, dlaczego dzieła Żeromskiego biorą czynny udział w stawaniu się nowego świata, nowych społecznych praw, ustrojów… Są czynnikiem rewolucyjnym, bodźcem nie pozwalającym człowiekowi drzemać i zagubić się w wygodnictwie, w pleśni snobizmu… Zbyt silnie mówią, że wali się współczesny, bogaty jeszcze, lecz ideowo i moralnie upiorny świat… zbyt donośnie tętni w tym dziele pokrzywdzonych krok, rozbrzmiewa okrzyk obdartych i zgłodniałych mas o sprawiedliwe prawo, o chleb i pracę… Podkreśla to Żeromski w każdej swej książce… ostrzegając zarazem przed półcelem, półśrodkiem i półideą, które swoją beztreścią i biernością oddalają dzień wiosny nowego ustroju, moment spełnienia tęsknot i dążeń pokrzywdzonych świata pracy, nie uśmierzając zła.

Od odzyskania Niepodległości operowaliśmy w życiu społecznym i państwowym tylko półśrodkami i nieśmiałymi, bez wyraźnego oblicza, ideami. Jako społeczeństwo jesteśmy bezkierunkową mgławicą, zawieszoną między zachodnią redutą scementowanego w faszyzm i wojujący nacjonalizm kapitalizmu, a eksperymentem wschodu, przebudowującym się na zasadach nowego ładu. Nie bierzemy udziału w wirze społecznych przemian świata. Jak drobny burżuj, broniąc swojego stanu posiadania, z trudem łatamy dochód z rozchodem narodowego kramiku i staramy się utrzymać jaki taki ład w ramach starych, „wypróbowanych” koncepcji, z lekka przystosowując je do doraźnych potrzeb chwili – i czekamy neutralni na wynik skrzyżowania szpad Wschodu z Zachodem…

Rozbrzmiewa po ziemiach naszych hasło mocarstwowości, jako idea, postulat współczesnego pokolenia – tylko dlaczego brzmi ono tak niewspółcześnie…

Silna armia, potężny przemysł, niezłomna wola utrzymania stanu posiadania, liczba ludności, wielkość terytorium, trwałość waluty i dostojna neutralność w przeobrażeniach światowych – daje pozór mocarstwowości, lecz nie tworzy istotnej potęgi… Pewnego dnia pryśnie cały ten nasz dorobek „stałości”, a właściwie konserwatyzmu, wierności staremu ładowi… Bo skoro ludy zachodu i wschodu wypracują w sobie ład nowy, znów wasalami ich będziemy, papugą zwycięskich stron. W okresie społecznych zmagań ludów nie rzuciliśmy na teren walki – polskiej, twórczej idei-myśli… Za taką nie można uważać panoszącej się u nas drobnoburżujskiej myśli – zbyt jałowa, aby poruszyć zdołała masy, zbyt niedołężna, aby wytworzyć zdołała typ nowego człowieka i nazbyt trąci myszką, hasłami XIX stulecia, by wystarczała na dłuższą metę… Życie wyprzedza nas blisko o wiek i to wielkim grozi niebezpieczeństwem, z którego tak jasno zdawał sobie sprawę Żeromski, niestrudzony szermierz prawdziwej potęgi Polski, apostoł jej „mocarstwowości”, lecz w zrozumieniu współczesnym… Mocarstwowość – to prymat w idei kształtującej świat. Mocarstwowość – to zerwanie z „gasnącym światem” mieszczańskich fetyszów – kapitalizmu i obłudy religijnej; to odważne łamanie trudności państwowego i społecznego życia bez uciekania się do kunktatorstwa, półśrodków i znieczuleń chorego pacjenta oparami kadzideł narodowych samochwalstw… Mocarstwowość wreszcie to – wychowanie nowego człowieka, który posiadać będzie świadomą moralność, a którego żywiołem byłby czyn, nie słowa… O taką „mocarstwowość” walczył i walczy Żeromski…

Dziś w rocznicę jego zgonu warto to sobie przypomnieć. Warto uświadomić sobie dług, jaki ciąży na człowieku pracy wobec twórcy „Słowa o bandosie”.

Wraz z padającym na mogiłę zżółkłym jesiennym liściem, winno paść także serdeczne słowo wspomnienia o Żeromskim, polskiego robociarza, bojownika Polski, do jakiej dążył Żeromski.

M. T.    

_______________________

Powyższe teksty ukazały się w syndykalistycznym piśmie „Front Robotniczy” (organ Związku Związków Zawodowych) nr 23, 3 grudnia 1933, w dodatku pt. „Kultura Robotnicza” nr 3, redagowanym przez członków Robotniczego Instytutu Oświaty i Kultury imienia Stefana Żeromskiego”. Od tamtej pory nie były wznawiane; poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst udostępnił i przygotował Piotr Grudka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *