Jan Kanty Podolecki

O socjalizmie

[1850]

I

Co to jest socjalizm? Ów wyraz brzemienny niedaleką przyszłością, nie mający dotąd ogólnej, wyraźnej definicji, to coś nieoznaczone a wielkie, to coś – jednym śmiertelny postrach, drugim nadzieja i otucha, dla wielu tajemnicza zagadka. Jestże on mrzonką śpiących na jawie, hipotezą na wiatr rzuconą czy też groźnym objawem wyuzdanych pożądliwości, jestże on przelotnym hasłem praktycznego rozboju i łupieży czy fałszywym niewykonalnym systematem organizacji społecznej, zaprzeczającym wszystkiemu, co było i jest, nieopartym na rzeczywistość, goniącym na oślep za jakąś wątpliwą urojoną przyszłością – słowem, jestże to gorączkowe, współsenne szaleństwo czy zimna zakamieniałość zbrodni?

Szaleństwo albo zbrodnia! Oto treść zarzutów przeciw socjalizmowi.

Wszakże socjalizm wynikając z rzeczywistych, niezaprzeczalnych potrzeb człowieczeństwa, nie może być mrzonką ani hipotezą, równie jak nie jest nią konieczność lekarstwa tam, gdzie choroba oczywista i gwałtowna. Zaprawdę, nie mrzonka to, nie hipoteza, ów proletariat i pauperyzm zachodni, one głodowe przednówki rolniczych krajów, owa nędza, demoralizacja i ciemnota niezmiernych mas ludzkości, ona groźna rozpadlina pomiędzy społecznymi warstwy, co dzień szersza i głębsza, i ów bezecny sojusz prywatnego lichwiarstwa z fiskalnością i zdzierstwem rządów. Zaprzeczać temu byłoby najgorszym symptomatem choroby. Suchotnik im bliższy grobu, tym bardziej łudzi się wyzdrowieniem.

Nie jest też socjalizm objawem pożądliwości ani hasłem rozboju i łupieży, bo jako wymagalność i owoc moralnego postępu, jako dążność ulepszenia musi opierać się na wiekuistych moralności zasadach, bo rozbój i łupieże są zawsze gwałtem i uciskiem, a socjalizm ma właśnie na celu obalenie gwałtów i ucisków.

Nie jest on również systematem powszechnej organizacji społecznej, bo nie wiąże szczegółów w jedną, odrębną, odgraniczoną całość, bo jako dążność bezwzględna, postępowa i ogólna nie zamyka się w karbach miejscowości i czasu. Medycyna nie wynalazła i nie wynajdzie uniwersalnego lekarstwa, ani człowieczeństwo uniwersalnego systemu organizacji społeczeństw.

Na koniec socjalizm nie zaprzecza przeszłości i obecności teraźniejszej, bo wynikając z postępu wynika z jednej i drugiej.

Skoro zaś on nie jest mrzonką ani objawem pożądliwości, ani szczegółowym systematem takiej lub owakiej organizacji, ani zaprzeczeniem wszystkiego, co było i jest, ale owszem, wynikiem potrzeb człowieczeństwa, owocem postępu, koniecznym jutrem mającym swoje wczoraj i pojutrze, dążnością ogólną, postępową, a tym samym moralną; rzecz więc prosta i oczywista, że on nie jest i nie może być ani szaleństwem, ani zbrodnią.

II

Ale odparcie zarzutów nie wystarcza jeszcze na orzeczenie socjalizmu, a przecież jest on wyraźną dziś dążnością, wydatnym piętnem epoki naszej. Należy więc poznać to, zgłębić, choćby dlatego tylko, aby go sumiennie uznać lub odtrącić. Dokądże udać się w tym względzie, kto go nam wskaże? Czy ta lub owa szkoła, czy ten lub ów publicysta albo polityk, z których każda i każdy z jednej i tej samej zasady wysnuwa inne wnioski i odmienne, częstokroć sprzeczne, następstwa?

Daremny trud. Na tej drodze nie poznamy socjalizmu. Są to same odłamane, szczegółowe zastosowania ogólnego prawidła wedle indywidualnych usposobień i ze względem na pewne dane potrzeby miejsca, czasu i okoliczności. Nie idzie o to, czy te zastosowania, gdzie indziej trafne lub i nietrafne, czy w teorii fałszywe lub prawdziwe, dość na tym, że skoro nie są wydobyte z naszych własnych potrzeb miejsca i czasu, już tym samym w całości swej nie mogą przydać się dla nas.

Co innego bowiem ogólne prawidło, a co innego szczegółowe tegoż prawidła zastosowanie. Pierwsze jest niewzruszone i bezwzględne; wtóre musi być zmiennym, ruchomym, względnym. Prawo ciążenia ciał, równowagi, płynów, roślinności wszędzie i zawsze jednakowe i niezmienne; przecież kamień szybciej spada niż drewno, przecież jedne rzeki płyną na wschód lub zachód, drugie na północ lub południe, przecież dąb nie to samo, co sosna lub jabłoń.

Jak one prawa są ogólne w świecie fizycznym, tak w moralnym samodzielność społeczna, czyli demokratyzm, jest podobnym ogólnym prawem.

Prawo to, stare jak ludzkość, bo związane z naturą człowieka i z niej wynikające, orzekł Chrystus ogłaszając braterstwo rodu ludzkiego. Zaprzeczać prawowitość i konieczność demokratyzmu byłoby zanegowaniem postępu chrześcijańskiej cywilizacji.

Jeśli wjedziesz w step bezludny, gdzie ani drogi, ani drzewa, ani śladu ludzkiej siedziby, musisz upatrzyć jakiś przedmiot stały i widomy, aby się nań kierować, czy krzyż zastepowej kościelnej wieży, czy starą gdzieś mogiłę, zamierzchły pomnik przeszłości, drogowskaz tatarskiego szlaku; równie na szerokim morza przestworzu, kiedy cię okoli żywioł nieokiełznany, jednostajny, martwy, a zarazem ruchliwy i pochłaniający na wieki w grobowym wnętrzu swoim wszystko, cokolwiek zbłąka się lub zagrzęźnie, cokolwiek nie prześlizgnie po wierzchu w kierunku wyrozumowanym i pewnym; kiedy w tej przestrzeni bez granic cały widomy świat, całą obecną tobie działalność człowieczeństwa ujrzysz streszczoną i objętą pokładem kruchej łodzi, jednym drobnym punkcikiem pośród nieżywotnej odstraszającej nieskończoności, cóż byś począł, nie umiejąc kierować twej żeglugi czy wedle gwiazd i słońca, czy też wedle wskazówek magnesowej igiełki?

Czym w stepie punkt widzialny, czym na morzu busola, tym w postępowej żegludze człowieczeństwa jest jakiś wielki i pewny cel moralny, jakiś, że tak rzekniem, ideał bezwzględnej, doskonałości i prawdy, a jak w stepie lub na morzu samo zorientowanie się i poznanie kierunku nie stawia cię jeszcze u kresu podróży i musisz mozolnie iść doń lub płynąć, tak i w postępie ludzkości nie na tym rzecz polega, aby ową bezwzględną doskonałość zrealizować doraźnie, aby on ideał osiągnąć za jednym poskokiem, ale aby ciągle a wprost posuwać się ku niemu, aby go z oka nie spuszczać, aby nie błądzić na oślep w prawo lub w lewo ani cofać się wstecz zamiast postępowania naprzód.

Braterstwo rodu ludzkiego! Oto ów ideał, oto busola postępu człowieczeństwa. Prawdziwość tej zasady i konieczność praktycznego jej zastosowania nie ulega wątpliwości ani zaprzeczeniu. Dowiedziona a priori i a posteriori jest ona zarazem dogmatem wiary, pewnikiem filozofii i podstawą moralności.

A jak w pojęciu pojedynczym moralność polega na samodzielności osobistej, czyli na wolnej woli i sumieniu człowieka, tak w pojęciu ogólnym polega ona na samodzielności zbiorowej, czyli demokratyzmie.

Demokratyzm to wolna wola i sumienie narodów. Demokratyzm to kierunek jedynie możliwy i konieczna dążność ku owemu ideałowi braterstwa.

Demokratyzm to moralna treść chrystianizmu.

Demokratyzm to postęp.

Fatalizm mahometański prowadzi niezbędnie do niewoli i despotyzmu, wolna wola chrześcijańska do wolności i demokracji.

Wszakże ani demokratyzmu starożytnych, ani demokracji zamkniętej w jednej narodu warstwie, czy to w szlachetczyźnie, czy w mieszczaństwie, nie należy poczytywać za prawdziwy demokratyzm chrześcijański, wyrabiający się obecnie. Tamte były właściwie i są stowarzyszeniem mocniejszych, ten, wynikając z zasady braterstwa, już z natury swej nie może przypuszczać żadnych wyłączeń, musi potępiać wszelki ucisk, wszelką przemoc i być wedle całkowitego znaczenia swej nazwy wspólnym wszechwładztwem wszystkich.

Otóż jako ogień objawia się zarazem ciepłem i światłem, tak i ten demokratyzm chrześcijański, antyteza wszelkiego ucisku, objawia się w rozmaitych działaniach, a głównie w wyzwoleniu religijnym, cywilnym i społecznym.

Demokratyzm przeto pod względem religijnym nazywa się wolnością sumienia.

Pod względem cywilnym – wolnością osobistą.

Pod względem społecznym – socjalizmem.

Rzeczpospolita demokratyczna będąc nieodzownym demokratyzmu sformułowaniem, mieści więc w sobie wyzwolenie religijne, cywilne i społeczne.

Demokratyzm jest ogółem; wolność zaś sumienia, wolność osobista i wolność społeczna, czyli socjalizm, są szczegółami tegoż ogółu.

Demokratyzm jest działaczem, socjalizm działaniem.

Demokratyzm całością, socjalizm tejże całości częścią.

III

Definicja a formuła tak różnią się pomiędzy sobą, jak teoria a praktyka; pierwsza jest tej lub owej rzeczy wewnętrznym umysłowym pojęciem, druga wyrażeniem jej zewnętrznym i zmysłowym.

Definicja i formuła odrębna stanowią ogół, całość; szczegół ma właściwą sobie definicję, która go odróżnia od innych szczegółów należących do tejże samej całości, ale nie może oddzielnie sformułować się, czyli wyrazić na zewnątrz, bo wtedy nie byłby już szczegółem i częścią, ale ogółem i całością; formuła więc całości musi być zarazem wspólną formułą wszystkich jej części.

Zastosowawszy to prawidło do naszego przedmiotu przekonamy się, że demokratyzm jako całość ma odrębną definicję i formułę. Pierwszą jest wszechwładztwo wszystkich, drugą rzeczpospolita demokratyczna. Wolność zaś sumienia, wolność cywilna i socjalizm, będąc częściami i szczegółami demokratyzmu, nie mogą inaczej wystąpić na zewnątrz ani działać praktycznie jak tylko w formule całości, do której należą, to jest przez doczesność władzy i powszechne wotowania [głosowania], czyli przez rzeczpospolita demokratyczną. Natomiast jako szczegóły dają się one pojąć i zdefiniować gatunkowo, oddzielnie.

Definicją wolności sumienia jest wyzwolenie spod ucisku religijnego, czyli przymusu w wyznawaniu tego lub owego obrządku.

Definicją wolności cywilnej jest wyzwolenie spod ucisków bezpośrednich, nielegalnych.

Definicją socjalizmu – wyzwolenie spod ucisków pośrednich wykonywanych za osłoną legalności.

Wolność religijna obala przywileje obrządku panującego innym; wolność cywilna – osobistą dowolność i przywileje prywatnych i rządzących. Socjalizm, na koniec, obala zbiorową przemoc i przywileje kast, korporacji i rządów.

Wszystkie te wyzwolenia są wzajemnym a koniecznym jedne drugich uzupełnieniem, a zarazem częściami jednej niepodzielnej całości.

Rewolucja tegoczesna obwołując rzeczpospolitą demokratyczną zlała definicje wszelkich wolności. To właśnie jest oddzielnym jej piętnem oraz wydatnym, olbrzymim krokiem na drodze wiekowego postępu.

Rzeczpospolita demokratyczna mieści w sobie republikanizm i socjalizm, czyli wszechwładztwo i ogólność. Kto by mniemał, że można rozerwać ten związek i o jednej z powyższych swobód obejść się bez innych, ten, choćby zresztą najżarliwszy republikanin lub socjalista, zamiast iść naprzód, rakiem pójdzie wstecz i nie dostrzeże reakcyjnej za plecami toni.

Dawniejsze rzeczpospolite i monarchie konstytucyjne dowiodły ułomność wszelkich swobód bez powszechnego wotowania, wszystkie zaś sejmy od r. 1848 pokazują na oko daremność powszechnych wyborów i zawodną ich bezsilność bez ustalonej republikańskiej formy rządu. W naszej epoce republikanizm niesocjalny i socjalizm nierepublikański – to dziwolągi moralne, utopia marzycieli lub wybiegi oszustów.

Błądziłby przeto wielce, kto by sądził, że republikanizm a socjalizm są dwie zasady odmienne, chodzące luzem, mogące obejść się jedna bez drugiej, lub też kto by poczytywał socjalizm za wyższy demokratyzmu stopień, a tym samym ważniejszy i niezawisły od niego. Zdanie takie nie tylko błędne, ale zarazem niezmiernie szkodliwe. Republikanizm a socjalizm to syjamskie bliźniaki. Rozłączysz je, a zabijesz oba; w obu jedna zasada, dążność jednostajna. Rozdzielone, oba stają się fałszem. Oba są skutkami jednej i tej samej przyczyny, częściami jednej i tej samej całości, objawami jednej i tej samej zasady, działaniami jednego i tegoż samego działacza. Przyczyną ich, całością, zasadą, działaczem – demokratyzm.

Można działanie odrywać od działacza, ruch nieustanny od poruszającej go siły? Nie – republikanizm bez ogólnego, chrześcijańskiego demokratyzmu wiódłby do przewagi jednej warstwy narodu nad drugimi, do dawnych zdrożności szlachetczyzny polskiej, do złotej księgi weneckiej, do nikczemnych rządów plutokracji i mieszczaństwa; socjalizm zaś oderwany od całości demokratyzmu, sam jeden, jako szczegół, jako abstrakcja stałby się prędzej czy później wspólnością lub bydlęcym strzodowaniern ludzkości.

Stąd wynika, że wolność sumienia, wyzwolenie cywilne i socjalizm, w pojęciu oderwanym będąc zaprzeczeniem szczegółowych ucisków, są właściwie negacją i dopiero przez demokratyzm mogą spotęgować się w rzeczywistą pozytywność, czyli w ogólne wyzwolenia polityczne.

Wszakże aczkolwiek socjalizm i inne wyzwolenia jako objawy demokratyzmu spływają w jedno w zasadzie i ogólnej dążności, aczkolwiek są działaniami jednej i tej samej siły, przecież w zastosowaniu szczegółowym muszą odróżniać się wzajemnie wedle różnych i coraz odmiennych potrzeb społecznych.

Działania te nie mogą odbywać się ryczałtowo ani pomykać równolegle. Ogólny postęp demokratyzmu pod tym lub owym względem opóźnia się czasem lub wysuwa naprzód, ale wstecz nie cofa się pod żadnym, bo wszelka prawda raz uznana w sumieniu ludów, raz zamieniona w powszechną własność moralną staje się wnet punktem wyjścia ku dalszemu a dalszemu pochodowi.

IV

Ogólny ten pochód, te różne objawy i działania demokratyzmu musiały zawsze odbywać się wedle naturalnej i logicznej kolei.

Szło najprzód o rozkucie kajdan ducha i myśli, bo wszelkie, rzeczywiste, praktyczne wyjarzmienie zasadza się na woli, a tej nie ma, kiedy umysł spętany. Misję tę rozpoczęły spory religijne i wynalazek druku, a dokonał ją sceptycyzm zeszłowieczny.

Wszakże pomimo wojen husyckich i reformacyjnych, pomimo sceptycyzmu filozofii osiemnastego wieku, przecież wyzwolenie religijne nie wkroczyło dotąd w swój drugi, czyli organiczny period. I nie mogło być inaczej; sekciarstwo musiało wprzód wykryć i zohydzić nadużycia kościelne, sceptycyzm musiał zwątlić i obalić fanatyzm sekciarstwa. Lecz jak republikanizm nie jest anarchią polityczną ani socjalizm – społeczną, tak też i wolność sumienia nie może być anarchią religijną. Po epoce negacji i burzenia przyjdzie epoka pozytywna, organiczna. Przedwstępnym ku niej krokiem będzie zniesienie monarchizmu papieży i pseudopapiestwa monarchów. Krok ten zawisł od zwycięstwa demokratyzmu. Wyzwolenie polityczne wprowadzi kwestię religijną w jej period organiczny a spokojny. Nim to nastąpi, wszelki spór w tym względzie, wszelka chęć przewodzenia któregokolwiek obrządku nad innymi, równie jak i wszelkie targnięcie się na czyjekolwiek wyznanie, byłoby błędem lub występkiem przeciw postępowi i rewolucji. Nie idzie zatem, aby potakiwać nadużyciom i bezprawiom, aby je poczytywać za nietykalne do czasu, bo nadużycia i bezprawia nie są istotą wiary, ani szczegół ogółem. Obrządek wschodni nie polega na caryzmie ani też katolicyzm na jezuitach lub świeckiej władzy papiestwa.

Otóż postęp ludzkości, stanąwszy na tym punkcie zatrzymał się na nim i uderzył w inną stronę, to jest w wyzwolenie cywilne, bo wola, acz wyjarzmiona [wyzwolona], byłaby daremną przy zawiązanych ustach i skrępowanych rękach.

Wyzwolenie tak religijne, jako i cywilne pozostaje dopóty biernością, gołosłownym tylko zaprzeczeniem ucisku, raczej zasadą niż czynem, raczej teorią niż praktyką, dopóki jedno i drugie nie spotęguje się w wyzwoleniu politycznym w stan dodatni i rzeczywisty.

Jednakże oba te wyzwolenia już na tym pierwszym stopniu przyniosły ważne i niezaprzeczone korzyści. Wolność religijna zniosła inkwizycję, obskurantyzm scholastyczny, przewagę klasztorów i wszczepiła w obyczaje wzajemną między ludami tolerancję. Cywilna zmodyfikowała feudalne poddaństwo, potępiła handel Murzynami i zmusiwszy wszystkie prawie prawodawstwa i kodeksy do pozornego uznania w zasadzie wolności osobistej i równości w obliczu prawa wprowadziła je przeto w widoczną niekonsekwencję i sprzeczność z samymi sobą.

Lecz wolność cywilna, choćby nawet spotęgowała w rzeczywistości przyzwolenie polityczne, nie byłaby jeszcze uzupełnionym i wszechstronnym demokratyzmu objawem, znosząc bowiem przemoc i ucisk bezprawia nie zapobiegnie, nie zniesie przemocy i ucisku ustawy; uświęci jej literę i formę, nie zaś moralność i ducha; uzna prawo człowieka, ale nie zaprowadzi równowagi pomiędzy prawem a obowiązkiem; słowem, spełniając wolność i równość nie spełni jeszcze braterstwa, owej trzeciej a niezbędnej i nieodłącznej części składającej wraz z tamtymi całość rzeczpospolitej demokratycznej.

Działanie demokratyzmu ku urzeczywistnieniu braterstwa wykształca się dziś w opinii jako pojęcie socjalizmu.

Protestantyzm był tym samym pod względem religijnym, czym konstytucyjność pod cywilnym i politycznym, to jest ułudą, półśrodkiem i odroczeniem kwestii.

A jako ogólny postęp człowieczeństwa po zanegowaniu ucisku religijnego zatrzymał się w owym punkcie i zwrócił w wyzwolenie cywilne; równie i teraz tenże sam postęp, skoro wszczepi socjalizm jako zasadę i konieczną demokratyzmu dążność w sumienie i samowiedzę ludów, nie będzie mógł tego działania przeprowadzać dalej i bezpośrednio w period organiczny, ale musi użyć wszelkich sił swoich ku praktycznemu wyzwoleniu pod względem politycznym, aby wprzód wywalczyć ogólnemu demokratyzmowi stanowczą w Europie przewagę, normalnie bowiem urządzenie stosunków społecznych, czyli socjalizm organiczny, bez samodzielności politycznej byłby bańką wodną, zamkiem na lodzie, zdrowiem bez życia – bezsensem.

V

Wspomnieliśmy na samym wstępie o ważności socjalizmu, tu dodać musim, że on jako objaw demokratyzmu pod względem braterstwa, będąc poniekąd moralnością zbiorową, mieści w sobie załatwienie najważniejszych trudności co do prawodawstwa, ekonomii politycznej, przemysłu, kredytu, opodatkowania i innych kwestii społecznych.

Wszakże wszelkie ogólne zasady lub ich objawy w zastosowaniu praktycznym rozpryskują się na rozliczne indywidualne kształty, acz wypływające z jednego wspólnego źródła, acz unoszące jedno wspólne piętno, odmienne przecież pomiędzy sobą wedle różnicy potrzeb miejsca i czasu. Inny jest pojedynczy kształt rzeczypospolitych amerykańskich, inny szwajcarskiej lub francuskiej, inny też będzie polskiej lub italskiej, lecz wszystkie zgadzać się muszą w ogólnej formule wybieralności i doczesności [tymczasowości] władzy. Podobnie też pojedynczy socjalizm inaczej ukształci się w kraju rolniczym, a inaczej w handlowym lub przemysłowym, inaczej teraz, a inaczej za lat sto lub dwieście, ale wszędzie i zawsze pozostanie objawem demokratyzmu i wyrazem chrześcijańskiego braterstwa, nieodłącznym od rzeczypospolitej i powszechnego wotowania.

Otóż doktryny różnych szkół socjalistycznych nie są niczym więcej jak projektami przyszłych indywidualnych kształtów i miejscowych zastosowań. Prawdziwe lub fałszywe w teorii wedle zgodności swej z ogólną definicją i formułą demokratyzmu, w praktyce mogą być dla jednego kraju całkowicie lub częściowo trafne i stosowne, a niedostateczne lub szkodliwe dla innego. Doktryny to ogólnie potrzebne i pożyteczne ku wyjaśnieniu wątpliwości i wyrobieniu wszechstronnego pojęcia, szczegółowo przydatne jako materiał i ułatwienie organicznej ludów pracy nie powinny wszakże ani jej przesądzać, ani narzucać się, ani przywłaszczać sobie niemożliwego przywileju uniwersalności, bo lokalny kształt socjalizmu musi być własnym, rodzimym i w każdym narodzie samodzielnym wyrobem; doktryny przeto i systematy pojedynczych osób lub szkół potrzebują wszędzie próby rozbioru i doświadczenia i nie obejdą się nigdzie bez osobnej sankcji przyjęcia.

Stąd wynika, że socjalizm tylko jako ogólny objaw demokratyzmu, tylko w swej definicji stał się niewzruszonym i bezwzględnym pewnikiem, niemniej przez to ważnym i wielkim – raz, że w epoce organicznej będzie podwaliną towarzyskiego porządku, po wtóre, że dziś, w periodzie rewolucyjnym i przejściowym, daje kryterium opinii, dążeń i wszelkiej działalności.

A ta nić Ariadny w przedorganicznym labiryncie, ta pochodnia oświetlająca stary gmach instytucji społecznych, pokazująca na oko, co w nim fundamentalne i potrzebne, a co spękane i niebezpieczne, słowem to kryterium rewolucyjne, brakiem którego zwykle wszystkie ludy powstające jakby kołowacizną zarażone kręcą się po omacku w zaklętych przez reakcję kołach – kryterium to, jako prawidło ogólne, należy odróżnić od wszelkich lokalnych zastosowań i dowolnych wykładów, często wątpliwych, zawsze prawie cząstkowych i szczegółowych, a przecież występujących w przywłaszczonej formie niewzruszonych uniwersalnych pewników.

Aby zaś socjalizm bezwzględny oddzielić od wszystkich względnych pojęć, słusznie czy niesłusznie z nim łączonych, nie dosyć samej ogólnej definicji, potrzeba jeszcze, że tak powiem, poznać jego wewnętrzną naturę i poniekąd przez analizę zarodu i poczęcia wywnioskować w nim i wykryć nieodzowne warunki urodzenia i rozrostu.

Jan Kanty Podolecki

[1850 r.]

________________________

Powyższy tekst Jana Kantego Podoleckiego przedrukowujemy za książką Stanisław Worcell – „Pisma społeczne i polityczne”, Książka i Wiedza, Warszawa 1980. Autorstwo tej rozprawy jest sporne – część badaczy przypisuje je Podoleckiemu, część zaś Worcellowi i/lub Wojciechowi Daraszowi. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst przygotował Piotr Kuligowski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *