Adam Próchnik

Nie powtórzy się rok 1918

[1941]

Rozważyliśmy różne ewentualności zwycięstwa i ich konsekwencje społeczne. Ale o losie wojny i świata niekoniecznie zadecydować musi zwycięstwo orężne tego czy innego bloku państw. Wojna długa, ciężka, ofiarna czyni zwycięstwo tych państw, które wojnę rozpoczęły i w tej formie, jak ją rozpoczęły, coraz bardziej wątpliwe.

Dwa momenty narzucają się tu naszej uwadze. Po pierwsze, państwa, które w wojnie uczestniczą i ponoszą jej ciężary, ulegają powolnym, ale ciągłym przekształceniom wewnętrznym. Im dłużej wojna będzie trwać, tym proces ten głębiej sięgnie. A im mniej te zmiany pod wpływem warunków wojennych ujawniają się dzisiaj, tym gwałtowniej uwydatnią się one w ostatniej fazie wojny, w chwili, gdy będzie decydować się los świata. Rola wojny polega przede wszystkim na tym, że wytrąca społeczeństwa ze stanu normalnej pokojowej bierności. Każdy człowiek zna cenę swego cierpienia. Ze zwykłymi pokojowymi warunkami, choćby były niesprawiedliwe i ciężkie, można się oswoić. Z warunkami takiej wojny, jaka obecnie się toczy, oswoić się nie można. Wojna uczyniła wszystkich politykami, zmusiła najbardziej nawet szarego człowieka do interesowania się sprawami publicznymi, zamieniła społeczeństwo na masę czynną. W świadomości mas najszerszych żłobi się głębokie przekonanie, że u kresu tej wojny rozstrzygną się wszystkie wielkie sprawy problemy. Wojna jest to olbrzymie przedstawienie, na którym wszyscy są obecni. A przy końcu przedstawienia do głosu dojdą widzowie. Ostoją starego ładu była bierność mas. Wojna tę bierność zwichnęła, rozbudziła wszystkich, wytworzyła stan niepewności i pobudziła wszystkich, wytworzyła stan niepewności i poczucie głęboko sięgającej zmienności warunków. Olbrzymia lawina została poruszona i z wolna zaczyna się posuwać. Pierwsze ruchy lawiny są niemal niewidoczne i trudne do zaobserwowania, ale niepostrzeżenie nabywa ona coraz większej szybkości, aż w pewnym momencie popędzi przed siebie jak żywioł. To jest właśnie lawina.

Po drugie, nie jest prawdopodobne, aby o losie tego rodzaju wojny mogły zadecydować same wypadki militarne. Przyjmijmy nawet najpoważniejsze sukcesy Anglii, wspomaganej wydatnie przez Stany Zjednoczone, nad państwami osi. Wydaje się jednak rzeczą niemal pewną, że zwycięstwa te mogą zachwiać potężnym mechanizmem wojennym Niemiec, ale nie mogą go załamać. Załamać się musi on sam, i to właśnie w momencie, gdy pod wpływem ciosów się zachwieje.

Cały gmach potęgi niemieckiej opiera się na terrorze i ucisku. Najpierw ujarzmiony został naród niemiecki i zakuty w ciężkie jarzmo. A potem kolejno dostawały się pod jarzmo, jeszcze gorsze, narody podbite: Czesi, Słowacy, Polacy, Duńczycy, Norwegowie, Holendrzy, Belgowie, Francuzi, Rumuni, Bułgarzy i nie wiadomo kto jeszcze do końca wojny. W tej chwili twarde, brutalne, nieludzkie rządy niemieckie rozciągają się nad dziesięcioma narodami i stu kilkudziesięciu milionami ludzi, nie licząc narodu niemieckiego. Ten cały olbrzymi gmach niewoli trzyma się tylko na najbezwzględniejszym terrorze. Ale pod nim czai się bunt. Prędzej lub później musi on ten gmach wysadzić w powietrze. Trudno przewidzieć, w jakim stopniu bunt ten ogarnie sam naród niemiecki, który umiejętnie łudzono, że będzie narodem panów, a zwycięstwami wiarę tę podsycano. Należy jednak przypuszczać, że z chwilą, gdy wiara to rozpadać się zacznie w gruzy, gorycz zawodu spotęguje zemstą za ucisk i tyranię, które nie zostały zapomniane. W każdym razie nic nie zdoła wstrzymać buntu ujarzmionych narodów, który będzie groźny jak bunt wyzwolonego żywiołu.

Niech tylko zacznie załamywać się potęga Niemiec, a bunt ten wybuchnie potężnym płomieniem. Bez niego nie potrafimy sobie wyobrazić klęski Niemiec. Jest to tej klęski niezbędny i decydujący element, akord ostatni i najmocniejszy.

Na przyjęcie tego buntu i na uczestniczenie w nim musimy być przygotowani w całej pełni. Musimy w pierwszym rzędzie być przepojeni jego logiką, gdyż tylko wtedy będziemy świadomymi jego uczestnikami.

Otóż zachodzą tu dwa niebezpieczeństwa. Nie brak takich, którzy sobie wyobrażają, że przełom, którym się wojna zakończy, będzie miał charakter wyłącznie narodowy, że jego jedynym celem będzie wyzwolenie narodów ujarzmionych przez Niemcy, że tylko im zabije dzwon wolności. Jest to złudzenie szkodliwe. Wstrząśnięty został cały gmach społeczny i cały musi zostać przetworzony. Społeczeństwa zostały poruszone do głębin i bunt ogarnie w pierwszym rzędzie te głębiny. Wszystko może być, ale rok 1918 na pewno się nie powtórzy. Celem walki będzie wolność całkowita, a nie połowiczna. Bunt będzie skierowany nie tylko przeciw panowaniu narodu nad narodem, ale i przeciw wszelkiej formie panowaniu człowieka nad człowiekiem. Kto tego nie rozumie, ten w chwili przełomu stanie przeciw fali i zostanie przez nią zmieciony.

Ale istnieje i drugie niebezpieczeństwo. Są i tacy, którzy dostrzegają wyłącznie społeczne konsekwencje przewrotu, którzy wyrażają obojętność co do tego, w jakiej formie kapitalizm zostanie zlikwidowany. Czynią to zwłaszcza ci, dla których rewolucja sprowadza się w gruncie rzeczy do interwencji zbrojnej Sowietów, nie do wielkiego wysiłku wyzwoleńczego mas ludowych.

Jest to złudzenie nie mniej szkodliwe. Przełom nie może zostać pozbawiony pierwiastka społecznego, ale nie może też zostać wyjałowiony z pierwiastka narodowego. Nie należy ani na chwilę zapominać o tym, że będzie to bunt ujarzmionych narodów, które cierpiały nie tylko jako klasy społeczne, ale również jako narody. A cierpienia te mają swoją logikę i potrafią narzucić ją przełomowi, który wywołają. Nie po to zrzucone zostanie jarzmo niemieckie, aby popaść w inne.

A gdy na zegarze dziejowym uderzy godzina walki o wolność, będzie to walka o całkowitą wolność i przeciw wszelkiej niewoli.

Adam Próchnik

___________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w podziemnym piśmie „Barykada Wolności” (nr 40, 30 marca 1941), wydawanym przez konspiracyjną grupę socjalistyczną (rekrutującą się głównie spośród członków przedwojennego OM TUR i Czerwonego Harcerstwa), zachowującą dystans wobec PPS-WRN. Na bazie tego m.in. środowiska utworzono we wrześniu 1941 r. ugrupowanie Polscy Socjaliści, którego liderem został Adam Próchnik. Artykuł ten wznowiono następnie po latach w książce Adam Próchnik – „Wybór publicystyki” (jeden z tomów „Pism” tegoż autora), Książka i Wiedza, Warszawa 1971, skąd przedrukowujemy go tutaj.

 

 

Adam Próchnik (1892-1942) – działacz socjalistyczny i spółdzielczy, oficer Wojska Polskiego, poseł na Sejm RP, ideolog polskiego ruchu socjalistycznego, doktor nauk historycznych. Nieślubny syn wybitnego działacza socjalistycznego, Ignacego Daszyńskiego. W młodości działacz Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, członek Związku Walki Czynnej, w czasie I wojny światowej walczył w armii austriackiej, a następnie organizował we Lwowie niezależne polskie struktury wojskowe, za co został aresztowany, groziła mu kara śmierci. Brał bohaterski udział w walkach w obronie Lwowa, otrzymując stopień podporucznika. W niepodległej Polsce działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, pracował jako historyk-archiwista, szykanowany przez władze sanacyjne. W latach 1925-31 przewodniczący rady miejskiej Piotrkowa Trybunalskiego, w roku 1928 wybrany posłem na Sejm z listy PPS. Przez pewien okres członek władz Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 30. związał się z Warszawską Spółdzielnią Mieszkaniową, będąc jednym z liderów intelektualnych tego środowiska, m.in. sprawował funkcję przewodniczącego stowarzyszenia lokatorów WSM „Szklane Domy”. W roku 1939 wybrany radnym Warszawy. W latach 1934-39 członek Rady Naczelnej PPS. Początkowo zwolennik współpracy z komunistami, po procesach moskiewskich zmienił stanowisko w tej sprawie na negatywne. Uznany publicysta polityczny oraz badacz dziejów polskiego ruchu socjalistycznego i demokratycznego, autor m.in. książek „Demokracja kościuszkowska”, „Bunt łódzki w roku 1892”, „Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej”, „Ideologia spółdzielczości robotniczej”, „Idee i ludzie”. Po wybuchu wojny działał w konspiracji politycznej, najpierw w środowisku WSM, później w grupie związanej z pismem „Barykada Wolności”, następnie jako lider Polskich Socjalistów. Brał udział w pracach na rzecz zjednoczenia PS z PPS-WRN i krakowską grupą PPS Zygmunta Żuławskiego. Zmarł na zawał serca 22 maja 1942 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *