Tomasz Arciszewski

Moralno-polityczne znaczenie powstania warszawskiego

[1949]

Dwa układy określiły naszą tragedię i – tragedię Europy w ciągu ostatnich lat dziesięciu: pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. i umowa w Teheranie z grudnia 1943 roku.

Spisek sowiecko-niemiecki kosztował świat 50 milionów istnień ludzkich i spowodował olbrzymie straty materialne. Nas, Polaków, dotknął najpełniej i najboleśniej: z górą 6 milionów obywateli zginęło w walkach na wszystkich frontach świata, w niemieckich i sowieckich obozach koncentracyjnych, w egzekucjach ulicznych i w więzieniach, wreszcie z nędzy i nieszczęść.

Układ teherański był zaprzeczeniem tych wszystkich celów, o realizację których społeczeństwa Europy i Stanów Zjednoczonych prowadziły straszliwą walkę z totalistycznym niebezpieczeństwem i okrucieństwem. Miast wyzwolenia przynosił krajom Europy Środkowowschodniej przedsmak nowej niewoli i niemiłosiernego wyzysku człowieka.

Skutki tajnego porozumienia w Teheranie my, Polacy, odczuliśmy bardzo szybko.

W początkach 1944 r. armia sowiecka zaczęła wkraczać na ziemie polskie. W miarę posuwania się naprzód wojsk sowieckich po terenie okupowanym przez Niemców odbywa się wielka operacja zorganizowanego społeczeństwa polskiego przeciwko hitlerowcom, znana pod nazwą „Burza”. Na Wołyniu wspaniale walczy i współdziała z armią sowiecką 27 dywizja Armii Krajowej. Na Wileńszczyźnie w końcu czerwca została dokonana koncentracja oddziałów partyzanckich. Od 6 do 13 lipca toczą się zacięte boje o Wilno. Zanim nadeszły wojska sowieckie 80% obszaru miasta zostało wydarte przez dywizję wileńską AK z łap niemieckich. Podobnie przebiega akcja powstańcza na innych terenach Rzeczypospolitej.

Ale Teheran dał Rosji Sowieckiej wolną rękę w Europie Środkowowschodniej.

Mimo więc wielkich pochwał dla polskich oddziałów ze strony dowódców sowieckich, na rozkaz NKWD wojska sowieckie otaczały poszczególne jednostki wojskowe AK, rozbrajały je i wywoziły w głąb Rosji. Nierzadko zaś bezprawne i okrutne „sądy” sowieckie skazywały polskich dowódców na rozstrzelanie. Prześladowania sowieckie objęły również podziemną administrację cywilną oraz działaczy wszystkich partii politycznych. Na Lubelszczyźnie zaś „działała” agentura bolszewicka PKWN, pod osłoną i przy pomocy wojsk rosyjskich i NKWD rządząca terrorem na ziemiach wyzwalanych spod przemocy Niemców. Więzienia na obszarach wschodnich Rzeczypospolitej i na Lubelszczyźnie były przepełnione. W wileńskim więzieniu na Łukiszkach więźniowie zmuszeni zostali z braku miejsca w celach – do przebywania i w dzień i w nocy na dziedzińcach. Oddziały sowieckie rozpełzły się po miastach i wsiach, aby wyszukiwać i aresztować młodych ludzi, których uważano za AK-owców. W Miednikach Królewskich, niedaleko Wilna, 7 tysięcy żołnierzy AK aresztowanych przez NKWD i wojsko sowieckie oczekiwała ciężka dola na robotach leśnych w okolicach Kaługi. Według wiarygodnych informacji z tego okresu (lipiec 1944) na samej Lubelszczyźnie było aresztowanych około 20 tysięcy osób, później zaś liczba zwiększyła się do 50 tysięcy ludzi, członków stronnictw politycznych, żołnierzy AK i Batalionów Chłopskich.

Mimo takiej sytuacji na ziemiach wschodnich i na Lubelszczyźnie – Powstanie w Warszawie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku. Nie o wszystkim jeszcze wiedziano, nie znano poza tym dokładnie tajnych umów zawartych w Teheranie. Ale gdyby nawet w pełni była możliwość oceny ówczesnej rzeczywistości politycznej, to jakaż inna sytuacja pozostawała nam do wyboru?

Wojska sowieckie były pod Warszawą. Na południe od niej przeprawiły się na lewy brzeg Wisły. Miastu groziło zniszczenie na skutek przeistaczania przez Niemcy Stolicy w fortecę. Hitlerowcy zdecydowali, że z początkiem sierpnia ludność Warszawy zostanie zapędzona do robót fortyfikacyjnych. Centrum polskiego ruchu podziemnego groziła ze strony Niemców niemal całkowita likwidacja.

Powstanie Warszawskie nie było dziełem 40 tysięcy żołnierzy AK. To poprzez całą społeczność Stolicy objawił się w pełni, na oczach całego świata, potężny pęd narodu do wolności i samodzielności.

63 dni trwał bohaterski opór ludności warszawskiej. Świadomość skutków teherańskich układów nie złamała ducha walki o drogie każdemu człowiekowi ideały.

Skuteczna pomoc od zachodnich aliantów nie przybywała. Loty ze zrzutami bez ochrony myśliwców były okupione dużymi ofiarami lotników alianckich i polskich. Umowa teherańska paraliżowała akcję pomocy. Rosjanie odmówili lądowania na swoich lotniskach nie tylko myśliwców, ale nawet uszkodzonych samolotów biorących udział w zrzutach nad Warszawą. Sowiety przychodziły więc z pomocą Niemcom i wespół z nimi są odpowiedzialne za okrucieństwa w Warszawie. Podobnie jak za zbrodnie września 1939 roku.

Apel i żądania Kraju oraz zabiegi rządu polskiego w Londynie nie dały rezultatów. Resztki nadziei pryskają. W depeszach szyfrowanych z Kraju przejawia się bolesny zawód i gorycz. Oto wyjątki:

„…Rząd powinien wystąpić z ostrym wezwaniem do całego świata w imieniu i na rzecz Polski, która dnia 1 września 1939 roku pierwsza przeciwstawiła się i stała się ofiarą agresji. Przez 5 lat nieugięcie walczyła i krwawiła. Została słusznie nazywana »natchnieniem świata«, a teraz, gdy jej agresor pada zwyciężony, sama ma zapłacić swym terytorium, swą niezawisłością, swym honorem… Na zakończenie chcemy stwierdzić, że można znieść nawet bolesne upokorzenia dla dobra Ojczyzny, gdy jest pewność, że są nieuniknione, ale przyniosą Krajowi korzyść trwałą i zapewnioną całość i niepodległość. Tej pewności nie mamy”.

Świat zachodni, między innymi przedstawiciele związków zawodowych brytyjskich, amerykańskich, wyrażał swój podziw dla walczącego ludu Warszawy i krzepiące słowa otuchy. To powiększyło tylko tragizm sytuacji, gdyż Warszawa wołała o broń, amunicję, żywność, środki opatrunkowe, o pomoc zbrojną. Wrogie stanowisko Rosji najsilniej przejawiło się w trudnościach stawianych w uznaniu Armii Krajowej za armię kombatancką. Gdy wreszcie alianci zachodni po długich zabiegach dyplomatycznych zdecydowali się uznać żołnierzy AK, a w ślad za tym poszli Niemcy – Rosja tych praw żołnierzom AK nie przyznała.

Po 63 dniach walki, 3 października 1944 roku, Warszawa złożyła broń. Ale to nie był jeszcze koniec okropnej tragedii. Zarówno Armię Krajową, jak i ludność całej Warszawy czekały obozy, cierpienia, głód i poniewierka.

Powstanie upadło. Ale duch oporu, który dawał ludności stolicy siły i determinację, nie osłabł. Objął on w posiadanie całe społeczeństwo polskie, cierpiące pod butem nowego okupanta. Wielka i bohaterska legenda Warszawy daje moc i wiarę przetrwania. I dlatego też wróg pragnie ją zohydzić, zniszczyć, wyplenić z serc i umysłów Polaków. Ale są to próżne zabiegi.

Jest jeszcze inny aspekt Powstania, ważny i aktualny w dzisiejszej sytuacji. Rada Jedności Narodowej i Krajowa Rada Ministrów, które pracowały przez cały okres w niezmiernie ciężkich warunkach, dzieląc los żołnierza i całego ludu Warszawy, w wydanej odezwie tak określiły znaczenie Powstania:

„…Powstanie Warszawskie pozostawiło ponownie w końcowej fazie wojny problem Polski nie jako problem przetargów dyplomatycznych gabinetów, ale jako zagadnienie wielkiego narodu walczącego krwawo i bezkompromisowo o wolność, całość i sprawiedliwość społeczną w życiu ludzi i narodów, o szlachetne zasady Karty Atlantyckiej, o wszystko to, o co walczy dziś lepsza część świata…”.

Cóż do tych słów więcej można dodać?

Tomasz Arciszewski
_____________________
Powyższy tekst Tomasza Arciszewskiego (jego syn był żołnierzem powstania warszawskiego) pierwotnie ukazał się w londyńskiej edycji PPS-owskiego pisma „Robotnik” w roku 1949, w piątą rocznicę powstania warszawskiego. Następnie przedrukowano go w książce „Wybór pism emigracji politycznej niepodległej PPS (WRN) 1940-1970”, redakcja naukowa Zygmunt Tkocz i Teofil Roll, Odnowa – Norbertinum, Londyn – Lublin 1994. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *