Ignacy Daszyński

List otwarty do CKR PPS w zaborze rosyjskim w sprawie taktyki politycznej

[1906]

Drodzy Towarzysze!

Wspaniały ruch rewolucyjny proletariatu polskiego – ruch kierowany przez Was – postawił cały naród polski przed szeregiem zadań najważniejszych, jakie naród ujarzmiony może mieć przed sobą. Potężna energia ludu polskiego, nie lękającego się walki o wolność i ofiar z tą walką złączonych, wydźwignęła ten lud na czoło walczących zastępów, ubezwładniła swojską kontrrewolucję, odrodziła serca całego narodu i natchnęła go wiarą w siebie.

A walka ta potężnieje i potężnieć musi z każdym dniem, który przynosi ze sobą rozkład caratu, zgniliznę i anarchię wśród katów naszych, zbliżające się z żelazną koniecznością bankructwo finansowe Rosji i jej niemoc militarną. Wiara w potęgę i wszechmoc państwa rosyjskiego upada i bankrutuje w całym świecie; musi ona upaść i w Polsce.

Podbite i ujarzmione przemocą narody otaczają dziś Rosję płonącym koliskiem buntu i rewolucji, a wewnątrz tego rozżarzonego koła walczy rosyjska rewolucja z rządem i ze swoją reakcją. Rzut oka na szereg walk i zapasów tej rewolucji wskazuje, że ma ona przed sobą tak olbrzymie, tak trudne zadania, iż nie może nadawać kierunku ruchom rewolucyjnym w innych narodach. Przy tym jest ona najmłodszą siostrzycą i w dotychczasowych walkach nigdy nie kierowała ruchem ani w Finlandii, ani na Łotwie, a tym mniej w Polsce. Nikomu też na myśli nie przyszło oddawać rosyjskim towarzyszom, rozdzielonym na kilka nie skoordynowanych partii, decyzji o naszym ruchu, o jego taktyce. W przeciwstawieniu do innych państw, w Rosji narody ujarzmione mają nie tylko wyższą kulturę, wyższy typ oświaty, wyższe wyrobienie polityczne, ale i starszy ruch socjalistyczny i rewolucyjny. Toteż w Polsce nie zdołano – mimo wysiłków – doprowadzić ani do rzezi Żydów, ani do ohydnych pogromów „inteligentów”, jak to urządzano i urządzać się jeszcze będzie w Rosji.

Nadto rewolucja w Rosji, stawiająca dla swego narodu jako cel: republikę socjalistyczną, obejmuje tym celem wszystkie dążenia emancypacyjne narodu rosyjskiego; podczas gdy Polska, Litwa czy Finlandia jako uczestniczki owej republiki rosyjskiej musiałyby chyba oddawać część zwierzchniczych praw swoich narodów na rzecz owej rosyjskiej republiki, choćby pod względem administracyjnym czy językowym w pewnych dziedzinach życia.

Programowo i teoretycznie rzecz ta da się rozwiązać tylko przez śmiałe i otwarte postawienie niepodległej republiki polskiej jako celu dla narodu polskiego, litewskiej dla litewskiego, fińskiej dla Finów.

Ale nie o teoretyczne tylko żądania programowe wiedzie się dzisiaj ten bój święty i krwawy, nie republikańska komenda idzie dzisiaj z Petersburga. Jeszcze rządzi tam samowładny autokrata, przedstawiciel całości Rosji, przedstawiciel przemocy państwowej nad swoim ludem i najazdu obcego nad ludami podbitymi. Jeszcze długie i straszne konwulsje będą wstrząsały społeczeństwem rosyjskim, którego ludność wiejska, zagrożona głodem, wyłoni z siebie przerażające objawy zamętu, a klasy wyzyskujące i zwierzchnicze nie wytworzą długi jeszcze czas własnej formy: konstytucyjnego państwa burżuazyjnego.

Przykuci związkiem państwowym do tej olbrzymiej masy, niezdolnej w określonym czasie do stworzenia stosunków praworządnych, odpowiadających naszym prawom, żądaniom, potrzebom naszego życia, musimy przecież z całą energią własny cel sobie postawić i myśleć zawczasu o dopięciu tego celu właśnie w chwili, gdy państwowość rosyjska przechodzi najcięższe, śmiercionośne przesilenia. Musimy to uczynić pod zagrożeniem najstraszniejszych klęsk, jakie spłynąć muszą na nas, gdybyśmy nie zdołali żyć dzisiaj życiem własnym, a zależni byli tylko od odruchów, które z innego płyną środowiska, inne mają cele, mogą tylko skrzywiać i niszczyć nasze życie.

Cały dotychczasowy rozwój naszego narodu i naszej partii dążył do tego usamodzielnienia się zupełnego, do stanięcia na własnych nogach, krótko mówiąc: do niepodległości. Największe nasze duchy, najtężsi nasi towarzysze widzieli tę niepodległość nie jako mgliste marzenie, lecz jako konieczność naszego rozwoju.

Wszystko to nie przeczy oczywiście ani na jotę międzynarodowemu braterstwu, ani rewolucyjnej solidarności między walczącymi zastępami rewolucji. Nie usuwa z naszych barków ani jednego obowiązku, ani jednej służby w interesie zwycięstwa rewolucji.

Ale zbudzenie się silnej wiary w siebie samych, poznanie bankructwa państwowości rosyjskiej i postawienie własnego celu, wkłada na Polską Partię Socjalistyczną i na jej wodzów, na Was, członków Centralnego Komitetu Robotniczego, obowiązki polityczne i taktyczne tego rodzaju, że po rozważeniu ostatnich wypadków ośmieliłem się zwrócić do Was ten list otwarty z przedstawieniami i uwagami, o których dłużej milczeć nie można.

Rzuca się w oczy każdego, kto zastanawia się nad taktyką naszego ruchu rewolucyjnego, niewspółmierność celów i środków tego ruchu i to celów i środków najbliższych. Kto bowiem zdoła wytłumaczyć, dlaczego podczas większego napięcia i ożywienia rewolucyjnego każą rewolucjoniści zamykać wszystkie sklepy, kawiarnie, restauracje i cukiernie? Dlaczego nie mają kursować dorożki i tramwaje? Dlaczego Warszawa wśród gorętszych chwil swego rewolucyjnego życia ma wyglądać jako cmentarz, po którym bez najmniejszej przeszkody mogą krążyć tylko kozacy i patrole żołdactwa?

Gdzie indziej sama policja zaczyna od tego, że zamyka wszystkie lokale publiczne, aby uniemożliwić zebranie się grup rewolucyjnych i wpędziwszy ludność do mieszkań, rozbić ją na atomy nie łączące się chwilowo niczym ze sobą. Albo do czego może się przydać np. strajk telefonów, odcinający całą ludność od jakiejkolwiek możności porozumienia się, podczas gdy policyjne telefony zazwyczaj doskonale funkcjonują?

Odpowiedzią na te wszystkie dręczące pytania może być wskazanie na ogromną doniosłość strajku masowego jako czynnika rozluźniającego wszystkie węzły społeczno-towarzyskie, atakującego indyferentną, ciężko myślącą lub w swoim samolubstwie pyszną i głupią część narodu. Na to zgoda. Ale tę rolę spełniły chyba już znakomicie dotychczasowe, zwłaszcza pierwsze, strajki generalne. One skupiły i zrewolucjonizowały wszechstronnie proletariat, wstrząsnęły burżuazją i zbudziły śpiących…

Ale strajk generalny dalszy, przeprowadzony jako główny środek dla zwyciężenia rządu, musi mieć dwa warunki: najpierw rząd ten musi mieć jakieś przecież zobowiązania przed całością społeczeństwa i być choć trochę zależny od woli tego społeczeństwa, a potem samo to społeczeństwo musi mieć możność reagowania rozumnego na cele strajku.

Oba te warunki [są] w Królestwie wykluczone. Tu rząd niszczył społeczeństwo w zajadły sposób i nigdy nie liczył się z jakąkolwiek jego wolą polityczną, zwłaszcza mając przed sobą zbankrutowaną moralnie i politycznie klasę zwierzchniczą: ugodowców i kompromitującą się wobec narodu narodową demokrację, kierowaną przez czynniki tak chwiejne, tak nieodpowiedzialne politycznie, jak garść perfidnych publicystów, mieniących się wodzami. Ani społeczeństwo jako całość nie mogło na strajk generalny reagować politycznie, bo nie było w tym kierunku żadnej drogi otwartej. Co najwyżej pomoc pieniężna i filantropia mogły być wyrazem reszty społeczeństwa, jako oddziaływanie na strajk generalny. Cóż bowiem ma wobec strajku począć ogromna większość narodu naszego: chłop na wsi i to w zimie?

Tak samo niezrozumiałym jest sekundowanie rewolucyjnemu ruchowi w głębi Rosji przez zastanowienie ruchu np. na prywatnej kolei warszawsko-wiedeńskiej. W Rosji przerwanie komunikacji kolejowej może mieć ogromne taktyczne, niemal strategiczne znaczenie. Odległości tam tak wielkie, że przerzucanie mas wojska bez kolei jest wprost wykluczone. Potrzeba by na to miesięcy czasu, a strata taka czasu może być w wielu miejscach zwycięstwem lokalnych rewolucji, wzmocnieniem ich na przyszłość i zgubą rządu. Ale zupełnie inaczej przedstawia się sprawa w Królestwie, gdzie centra jak Łódź, Warszawa, Częstochowa mają liczne załogi wojskowe, i gdzie rząd całkiem spokojnie, bez żadnej straty dla siebie, może przetrwać przerwy czasowe w komunikacji, ale za to społeczeństwo nasze, wysoko już w kapitalistycznym rozwoju posunięte, ponosi zupełnie niepotrzebne ciężkie straty! Nie mówię tu o stratach bogatych kapitalistów, ale o cierpieniach samego proletariatu rewolucyjnego. Dlaczego to bowiem robotnik warszawski ma wśród ciężkiej zimy marznąć z powodu braku węgla, podczas gdy rząd zawsze będzie miał dostateczne zapasy do swojej dyspozycji? Dlaczego?

Dlaczego rewolucjoniści polscy nie mogą przenosić się wygodnie z miejsca na miejsce i porozumiewać się w całym kraju, a tylko rząd ma mieć wszelkie środki komunikacji do swej woli?

I to wszystko dzieje się z nakazu rewolucyjnej organizacji polskiej w celu poparcia ruchu rewolucyjnego w Rosji. Cóż to za poparcie, w którym popierający spełnia na samym sobie pewnego rodzaju dobrowolne samobójstwo? Podobne to do owych strasznych strajków głodowych, do tych demonstracji ludzi zgnębionych i zrozpaczonych, którzy nie mają już sił do niczego innego, jak do biernych męczarni konania z głodu. Straszne to i bezmiarem cierpienia wstrząsające, ale czy to taktyka dostosowana do naszego charakteru, do tradycji naszych walk klasowych i rewolucyjnych, do naszych wreszcie sił, które są większe niż w Rosji?

Obyśmy tą nie naszą taktyką nie zmarnowali w nieopatrzny sposób tych sił, bo my właśnie będziemy ich więcej w stanowczej chwili potrzebowali niż jakikolwiek inny naród, jakakolwiek inna partia.

Dzisiejsze strajki u nas nie mogąc mieć znaczenia ekonomicznego ani politycznego, stają się demonstracją, która wyrządza więcej szkody klasie demonstrującej niż rządowi lub kontrrewolucji. To wystarcza, ażeby z całą otwartością zabrać się do zmiany tej dotychczasowej taktyki, bez względu na to, czy ona gdzie indziej przez pewien czas, lub nawet stale, jest zwycięską.

Ale taktyka nie jest i być nie może czymś samodzielnym, czymś, co stosować wolno bez względu na cele ruchu i na środowisko, w którym ten ruch musi się rozgrywać. Musi ona być wierną i sprawną służebnicą celów stałych, środowiska stałego i nie spuszczać obu tych czynników z oka…

Rewolucja polska przez to stała się w ogóle możebną, że upadła w ludzie dawna wiara w potęgę Rosji. Ucisk rządowy był tutaj tak straszny i bezwzględny, przemoc militarna tak znaczna, wpływ społeczeństwa na rząd tak znikająco mały, że rewolucja w Polsce od razu stawiała niesłychanie więcej na kartę niż rewolucja w innym kraju, gdzie rząd wychodził z narodu. Pojęcia Polaków o rządzie rosyjskim w Polsce były takie, że właściwie ten rząd niczym krępować się nie będzie wobec narodu. Dopiero upadek wiary w potęgę Rosji, upadek wywołany tak straszliwie jasnymi argumentami, jak zdarzenia z wojny rosyjsko-japońskiej, wyzwolił nas spod wewnętrznego lęku, który panował w Polsce, zwłaszcza w klasach wyższych i średnich.

Trwanie zaś potężnego ruchu rewolucyjnego proletariatu, bohaterstwo robotników i dzielne kierownictwo Centralnego Komitetu Robotniczego odrodziło serca kroci tysięcy Polaków, nauczyło solidarności, natchnęło wiarą w siebie samych.

Rozkład państwowości rosyjskiej, postępujący z miesiąca na miesiąc z pożądaną precyzją, nakłada na rewolucję polską coraz to dalsze i bardziej wiążące zobowiązania. W Polsce nie ulega dla warstw rewolucyjnych żadnej wątpliwości zdanie, że gdybyśmy tylko mogli – choćby z najcięższym wysiłkiem – odzyskać niepodległość, powinniśmy o nią walczyć! Na nic się nie przydadzą tchórzliwe strachy o tym, co się z nami stać może, gdyby Rosja wypuścić nas musiała ze swych szponów, na nic biadania kalek, nie umiejących stać na własnych nogach, na temat naszych geograficznych granic lub na temat innych zaborców czyhających na nas. Granic nie zmienimy, a inni zaborcy będą się nami jak łupem tanim dzielili tym łatwiej, im mniej silnymi moralnie i materialnie będą warstwy rewolucyjne Polski. Możliwość zwycięskiej walki z najazdem wyłania się przed nami coraz to wyraźniej i wypadki najbliższych miesięcy mogą ją przybliżyć jeszcze bardziej. Może się zbliżyć chwila, która zjawia się raz na lat dziesiątki. Na taką chwilę trzeba się gotować.

A najlepszym przygotowaniem się na nią jest niszczenie moralnych i materialnych sił rządu rosyjskiego w Polsce. Moralne jego siły są niewielkie.

Leżą one chyba w pomnikach hańby, rozsianych po kraju… Nadto polegają one na funkcjonowaniu organów rządowych np. przy wymiarze sprawiedliwości w pewnych funkcjach administracyjnych, koniecznych w normalnych czasach. Tutaj bojkot władz i inne czyny odpowiednie mogłyby resztkę autorytetu rządowego obalić.

Materialna siła rządu składa się z pieniędzy podatkowych i wojska. W tym kierunku musi być zatem zwrócona cała taktyka rewolucyjna. O szczegółach tej taktycznej pracy oczywiście pisać nie mam ani prawa, ani kompetencji. Tu głębokie zaufanie, cześć i przywiązanie serdeczne, jakie mamy do Centralnego Komitetu Robotniczego, starczy na dalszą walkę.

Ale już z tego, co do tej pory napisałem, wynika, że rewolucja polska powinna objąć – i to rychło – jeszcze szersze warstwy ludowe, a więc inteligencję, drobny przemysł i lud wiejski. Nie mam jednak na myśli tylko zwyczajnej drogi, używanej w szczęśliwszych społeczeństwach, więcej praworządnych i bardziej świadomych niż nasze drogi sojuszów z partiami politycznymi, będącymi wyrazem tych innych warstw ludowych. U nas sojusz z wodzami narodowej demokracji lub drobnorzemieślniczych organizacji jest wykluczony. Najlepszym sojusznikiem rewolucji będzie długo jeszcze sam rozkład rządowych wiązań przemocy i taktyka rewolucjonistów, pociągających coraz to szersze warstwy do jednego celu, który musi być zrozumiałym i dla tych warstw.

I znowu nie mam potrzeby omawiać szczegółów tego procesu rewolucjonizowania większości naszego narodu, bo i tutaj zaufanie do Centralnego Komitetu Robotniczego ożywia nas wszystkich. Czujemy wszyscy, że ta walka rewolucyjna musi się rozegrać w Polsce o coś większego, niż o taką lub inną „dumę” w Petersburgu, o ten lub inny złudny miraż oszukańczych satrapów petersburskich, słyszymy w powietrzu nad nami głosy poległych bohaterów naszych, widzimy na ziemi naszej kałuże ich krwi świętej, za naszą wolność, za naszą przyszłość przelanej i straszna moc spływa dziś na serca ludzkie w Polsce, moc, która tworzy światy… Z tej mocy Wy, Towarzysze, dziś wodzowie nasi, zróbcie oręże, abyśmy mogli wszyscy, wszyscy stanąć do walki. I niechaj wtedy nad szeregami rewolucyjnego ludu polskiego zabrzmią słowa pieśni:

„Kto przeżyje, wolnym będzie,

Kto umiera, wolny już…”.

Ignacy Daszyński

Kraków, 4 stycznia 1906 r.

______________________________________

Powyższy list otwarty pierwotnie ukazał się w piśmie „Naprzód” nr 2, 3 i 4 z roku 1906 oraz w jednocześnie opublikowanej ulotce. Przypomniano go po latach w książce Ignacy Daszyński – „Teksty”, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1986. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem, poprawiając pisownię wedle obecnych reguł.

 
Od redakcji Lewicowo.pl: Powyższy list otwarty Ignacego Daszyńskiego był reakcją na wydarzenia w łonie Polskiej Partii Socjalistycznej, traktowanej jako „bliźniacza” przez galicyjską Polską Partię Socjalno-Demokratyczną, na której czele stał Daszyński. W roku 1905 w PPS na VII zjeździe partyjnym władze zostały zdominowane przez tzw. młodych. Opowiadali się oni za współpracą z socjalistami rosyjskimi w imię walk o obalenie caratu i demokratyzację Rosji, natomiast rzadziej sięgali po hasło niepodległości Polski. Doprowadziło to w roku 1906 do rozłamu na PPS – Frakcja Rewolucyjna oraz PPS – Lewica. Daszyński, legendarny polski działacz socjalistyczny, już na początku roku 1906 wyrażał zaniepokojenie takimi tendencjami w łonie PPS , jak rezygnacja z haseł niepodległościowych, położenie nacisku na postulaty stricte ekonomiczne, hurrarewolucjonizm itp. Wymowne, że odpowiedź na powyższy list otwarty napisał w imieniu „młodych” Maksymilian Horwitz (ps. Henryk Wałecki) – późniejszy prominentny polityk Komunistycznej Partii Polski oraz Międzynarodówki Komunistycznej.

 

Ignacy Daszyński (1866-1936) – działacz społeczny i polityczny, współtwórca polskiego ruchu socjalistycznego i przez lata jeden z jego liderów, publicysta i teoretyk polskiego socjalizmu, poseł i marszałek Sejmu, premier pierwszego rządu odrodzonej Polski. Jeden z założycieli Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej w Galicji, redaktor naczelny galicyjskiego dziennika socjalistycznego „Naprzód”, od roku 1897 poseł do parlamentu austro-węgierskiego. W obliczu wybuchu I wojny światowej zwolennik polityki Piłsudskiego. Premier Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej, powołanego w Lublinie nocą z 6 na 7 listopada 1918 r. Po zjednoczeniu PPS członek Rady Naczelnej, kilkakrotny jej przewodniczący i jeden z liderów partii, wybierany posłem w kolejnych wyborach. Podczas wojny polsko-bolszewickiej wicepremier Rządu Obrony Narodowej. Pomysłodawca i przewodniczący zarządu Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego – samokształceniowej inicjatywy PPS dla młodzieży lewicowej. Po wyborach 1928 r. wybrany marszałkiem Sejmu. Od połowy lat 20. coraz bardziej podupadał na zdrowiu, co skutkowało długimi okresami leczenia i stopniową rezygnacją z czynnej polityki. W 1934 r. wybrany honorowym przewodniczącym PPS. Jego pogrzeb był wielką manifestacją społeczną, a w dniu tym we wszystkich zakładach w Polsce na 5 minut symbolicznie wstrzymano pracę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *