Tadeusz Czajkowski

Kwestia robotnicza w działalności pisarskiej Ludwika Krzywickiego

[1938]

Wzmożony postęp techniczny, datujący się szczególnie od połowy XIX wieku, spowodował daleko idące zmiany w zakresie metod i środków produkcji.

Równolegle do przekształceń w sferze stosunków wytwórczych postępują głębokie przeobrażenia w układzie materialnych warunków ludzkiego bytowania. Pękają ramy ustroju cechowego, rozluźniają się ciasne więzy poddaństwa. Drobną, samodzielną i zazwyczaj dostosowaną do potrzeb społecznych produkcję rzemieślniczą zastępuje wielki przemysł maszynowy, oparty wyłącznie o najemną siłę roboczą.

Powstaje nowa klasa społeczna – klasa robotników przemysłowych. Rodzą się nowe potrzeby i nowe niedomagania. Z niczym nie regulowanym dopływem nowych rąk do pracy zjawia się współzawodnictwo, w obrębie murów miejskich rośnie ciasnota mieszkaniowa. Z drugiej znowu strony, masowa produkcja maszynowa, przerastająca możliwości pojemnościowe rynku, wywołuje powtarzające się niemal z dokładnością naturalnego zjawiska okresy zastojów i braku pracy. Ukazują się nowe zagadnienia społeczne, na których czoło wysuwa się „kwestia robotnicza”, tj. całokształt zagadnień, związanych z istnieniem i położeniem nowoczesnego proletariatu.

Kwestia ta nie ujawniła się od razu: przesłaniana potężniejącym bogactwem środków produkcji, rozpływa się początkowo w żywiołowym nurcie rozwoju przemysłowego. Trzeba było czasu, by w samej masie najmitów dojrzała świadomość ich własnej niedoli.

Jeżeli jednak kwestia robotnicza dość wcześnie znalazła się na porządku dziennym życia publicznego, to niemała w tym zasługa tych, którzy śledząc ewolucją stosunków społecznych, wykrywali nędzę proletariatu, dobywali ją na wierzch, wołali, że stan ten wymaga świadomego działania i co rychlejszej naprawy. Badając przyczynowość zjawiska, stwierdzali nieprzemijający charakter owej kwestii, wskazywali na jej stale zwiększający się zasięg, na wyłaniające się stąd nowe widnokręgi i potrzebę nowych prawno-społecznych urządzeń.

U nas do rzędu takich pionierów badań nad kwestią robotniczą należy Ludwik Krzywicki.

Już w roku 1883, badając ciężkie warunki pracy i głodowe zarobki robotnic w kwiaciarstwie warszawskim, znajdującym się podówczas w przededniu chałupnictwa, pisał: „Społeczeństwo powinno wiedzieć, jak jego członkinie, chcące pracować, przymierają z głodu, lub są zmuszone rzucać się na drogę nierządu; jak młode, pełne żywotności i siły istoty więdną w nocnej pracy, nie dojadają i nie dosypiają. Z drugiej strony, my przedstawiciele nowego typu inteligencji, pochodzący często z tych samych warstw, co wiele z tych istot, o głodzie często kończący szkoły, my nie możemy spokojnie na to patrzeć i nie wyciągać tych faktów na jaw. Tak, będziemy wołali, będziemy wyciągali obrazy nędzy i nie przestaniemy, póki nędza będzie istniała”.

Tej zasadniczej postawie wobec zagadnień związanych z pracą najemną, zajętej przed laty z górą pięćdziesięciu, pozostał Krzywicki wierny do chwili obecnej.

Czy to poprzez liczne artykuły i rozprawy, drukowane na łamach wielu czasopism w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia, czy to poprzez późniejsze prace badawcze nad rozwojem stosunków społecznych i gospodarczych, czy to wreszcie poprzez całą działalność naukową Instytutu Gospodarstwa Społecznego i wnikliwe, nacechowane głębokim odczuciem rzeczywistości przedmowy do wydawnictw tegoż Instytutu, poświęconych sprawom robotniczym –wszędzie spotykamy tego samego człowieka, zawsze jednako żywo reagującego na ludzką niedolę i szukającego środków na jej złagodzenie.

Wiele widzi Krzywicki sprawczych czynników społecznego zła, wszystkie jednak są „wyrazem przekształceń, które wywołał rozwój materialnych warunków bytu społecznego”, wszystkie są wynikiem anarchii kapitalistycznego systemu gospodarki. Na ustrój ten patrzy Krzywicki przez pryzmat jego skutków w sferze ludzkiej. Stąd niesłabnąca jego wrażliwość na przemiany w dziedzinie metod wytwórczych, jak i na wszelkie zakłócenia w normalnym toku produkcji, bo za nimi kryją się zawsze rozdźwięki i niedomagania społeczne.

Oto np. postęp techniczny, naukowa organizacja pracy czy wzrastająca za ich sprawą wydajność ludzkiego wysiłku: w samej rzeczy są to zjawiska zwiastujące „ukazanie się w przyszłości humanitarniejszych kształtów życia społecznego, które tkwią przede wszystkim w oswobodzeniu człowieka od długiej pracy fizycznej”, jeżeli nie mówić już o możliwości lepszych warunków zarobkowych i zdrowotnych. Tymczasem w ręku przemysłowca, „żądnego poboru jak największych zysków za cenę nakładów jak najmniejszych”, stają się narzędziem, redukującym żywą siłę roboczą. I ze smutkiem stwierdza Krzywicki, że „to, co powinno być z pożytkiem dla ludzkości i wzmóc jej panowanie nad przyrodą, przede wszystkim pozbawia całe masy najcodzienniejszego kawałka chleba”.

Właściwy kapitalizmowi rozwój produkcji maszynowej wywołał skutki wielorakie. Sprawił, że człowiek stał się jeno dodatkiem do maszyny, że pracę wykwalifikowanego rzemieślnika można było zastąpić prostą siłą roboczą, nie wymagającą uprzedniej i kosztownej nauki. Dopływ tych niewykwalifikowanych rąk do przemysłu nie napotykał już na żadne tamy. Powstałe stąd współzawodnictwo doprowadziło do tego, że na rynku pracy zapanowało niepodzielnie prawo popytu i podaży i że „istota ludzka, ów pan stworzenia wszelakiego, zamieniła się w towar pospolity”. Skutkiem takiego stanu rzeczy cena pracy ulega ogólnemu obniżeniu i – choć sama praca jest ciężka i długa – zarobki są liche. Liche są zarobki, bo tytułem płacy otrzymuje robotnik tyle tylko, ile wymaga zaspokojenie jego najniezbędniejszych potrzeb, ile po prostu wymaga podtrzymanie siły jego mięśni do czasu, póki nie wychowa nowych okazów siły roboczej, tak samo prostaczych i tak samo tanich. W tych warunkach „robotnik nie może zaznać lepszego i wygodniejszego życia”.

Równie brzemienną w skutki cechą obecnego ustroju gospodarczego jest brak harmonii pomiędzy sferą produkcji a sferą spożycia. Okoliczność ta sprawia, że „w wyniku tego, iż zanadto dziś wytworzono, trzeba będzie jutro bezczynnie spoczywać”. Powstaje zagadnienie społecznego, niezasłużonego braku pracy, który Krzywicki uważa przede wszystkim za objaw niesprawiedliwości społecznej. Wychodzi z założenia, że skoro państwo zapewnia kapitaliście prawo do własności i prawo do zysku, winno każdemu obywatelowi zapewnić przynajmniej prawo do życia. A dla najmity prawo do życia — to prawo do pracy, bo „cóż pomoże innego rodzaju bezpieczeństwo, jeśli on będzie wiecznie pod grozą bezrobocia”. Stąd wniosek, że losem bezrobotnej ludności robotniczej, jej zatrudnieniem, winno zająć się państwo (roboty publiczne były podówczas, kiedy L. Krzywicki pisał te słowa, pozycją w budżecie nieznaną). Z tego głębokiego poczucia równości i sprawiedliwości płynie wiara Krzywickiego w nadejście czasu, kiedy „prawo do życia i prawo do pracy nie będą czczymi słowami”, kiedy „każdy będzie pracował i każdy będzie żył, jak wolny obywatel żyć powinien”.

Pod względem przedmiotowym uważa Krzywicki bezrobocie za objaw przede wszystkim marnotrawstwa w gospodarowaniu siłą ludzką, za niszczenie bogactwa narodowego, jakim jest zdrowy ciałem i duchem obywatel. Zresztą bezrobocie nie jest dla niego kwestią tylko doby dzisiejszej. Z troski o przyszłość naszą, szczególną zwraca uwagę na „nieodrosłe jeszcze od ziemi pokolenie, na którego barkach spoczną kiedyś losy kraju, a które dzisiaj nie dojada, podupada na zdrowiu, karłowacieje i wyrodnieje”. Z innego punktu widzenia ocenia bezrobocie jako zjawisko, którego „zasadniczą dążnością w stosunku do warstw pracujących jest powściągnięcie sztywności płacy”, powstającej dzięki utrwalaniu się siły organizacji zawodowych, oraz rozwojowi ubezpieczeń społecznych (zwłaszcza ubezpieczenia na wypadek braku pracy), których zadaniem jest przechowywać niejako silę roboczą w okresie przesileń, a wyprawiać ją na rynek z chwilą poprawy sytuacji.

Do sprawy ubezpieczeń społecznych przywiązywał Krzywicki dużą wagę od lat najdawniejszych. Wychodząc z założenia, że z rozwojem nowoczesnych potęg wytwórczych praca zaroiła się od niebezpieczeństw, że zolbrzymiała niepewność jutra, że sproletaryzowana i rozprzęgnięta została rodzina, w obrębie której rozwiązywano niegdyś sprawę utrzymania osób niezdolnych do pracy, podnosił z właściwą sobie mocą konieczność stworzenia odpowiednich czasowi urządzeń, które zajęłyby się kwestią – jak mówi – nowoczesnych odpadków ludzkich przy procesie produkcji, to znaczy, które zapewniłyby pomoc choremu, pozbawionemu pracy, inwalidzie i starcowi. Jednocześnie przeciwstawiał się Krzywicki tworzeniu tych urządzeń drogą samopomocy prywatnej, zwalczając pogląd jakoby wysiłki na takiej drodze czynione mogły doprowadzić do istotnego ulżenia nędzy lub były możliwe w szerszych rozmiarach. Podkreślał natomiast, że zadanie to, zabezpieczenia milionów obywateli, nie może i nie powinno być rozwiązywane bez udziału państwa.

Było to w latach 1886-92, tj. w okresie, kiedy zagadnienie ubezpieczeń, poza nielicznymi państwami, należało właściwie jeszcze do sfery filantropii, czy dobroczynności społecznej. Zajęte więc podówczas przez Krzywickiego stanowisko uważać należy, przynajmniej na naszym terenie, za niewątpliwy krok naprzód w rozwoju myśli o zadaniach państwa na polu pozytywnej polityki społecznej.

W związku z powyższym stanowiskiem zwalcza również Krzywicki samorzutne objawy filantropii klasowej ze strony „panów pracodawców”, stanowiące wykwit modnego podówczas manchesteryzmu. Różne kasy pożyczkowe, żłobki, ochronki, czytelnie, „wszystkie te urządzenia zdołają polepszyć na pewien czas położenie szczęśliwszych jednostek, ale nie polepszą doli całego ludu roboczego, nie złamią prawa żelaznego o najmie”. Instytucje patronalne bowiem to przede wszystkim środek – delikatniejszy co prawda od płacy akordowej – do wyciskania z obdarzanych dobrodziejstwami robotników nadmiernego wysiłku, środek do hipnotyzowania tłumów i uciszania ich. Inaczej mówiąc, rzecz sprowadza się do tego, że „w społeczeństwie klasowym nawet środki ogólnego dobra stają się narzędziami wyzysku”.

Dlatego to istnienie takich urządzeń nie może być uzależnione od dobrej lub złej woli przedsiębiorcy. Stosunek kapitału do pracy da się uregulować tylko drogą ustawodawstwa społecznego, które uważać należy za zasadniczy etap w przebudowie kapitalizmu. Przed ustawodawstwem tym stoją zadania wielostronnej natury: czasu pracy, ochrony pracy kobiet i dzieci, urlopów robotniczych itd. Są to zagadnienia dużej wagi, których rozwiązanie, aby dało pożądane wyniki, musi wybiegać poza zasięg pojedynczych krajów. Okoliczność ta sprawę łagodzenia niedomagań siłą rzeczy przewleka.

Są jednak bolączki, które można łatwo usunąć we własnym zakresie. Zaglądając np. do wnętrza fabryki stwierdza tam Krzywicki warunki urągające najskromniejszym wymaganiom bezpieczeństwa i higieny: brak chociażby urządzeń wentylacyjnych, wody do picia, oddzielnych izb do jedzenia i przyrządów do odgrzewania pokarmów.

Wiele również uwagi poświęca obecności kobiet w fabryce, rozwojowi ich pracy i skutkom tego zjawiska. Przeciwstawia się stanowczo szukaniu rodowodów kwestii kobiecej w takiej lub innej agitacji, podkreślając z całą mocą, że narodziła się ona „nie z książek, jeno z bólu, z dreszczów życia”. Z pojawieniem się maszyny i przejęciem wielu dawnych działów gospodarstwa domowego przez odpowiednie gałęzie przemysłu „wyjście kobiety z domu w celu poszukiwania zajęcia… stało się na pewnym szczeblu rozwoju stosunków nowoczesnych koniecznością. Kobieta nie tylko wyjść mogła z domu, ale nawet była zmuszona dokonać takiego kroku. Wypędziły ją niedostatek i niepewność jutra, nieodłączne od położenia współczesnego warstw najmickich”.

A skutki tego kroku były nad wyraz doniosłe. Z jednej strony – podniesienie się indywidualności i godności kobiety jako człowieka-obywatela, z drugiej –powszechna obniżka poziomu zarobków. „Dopóki pracował tylko mężczyzna, zarobku jego starczyło na wszystko – gdy doń przybyła kobieta, praca obojga nie więcej daje”.

Taka jest dialektyka rozwoju kapitalistycznego.

1 dlatego to właśnie bezmyślnemu często zawodzeniu skarg przeciwko dążnościom rozwojowym przeciwstawia Krzywicki świadomą i celową walkę z ujemnymi stronami ewolucji ekonomicznej.

Potrzeba tej walki i jej uzasadnienie wypływają z założeń natury wybitnie humanitarnej: jeżeli w dzisiejszym bogatym społeczeństwie znosić trzeba dolegliwości, których nie znał człowiek pierwotny (np. brak pracy, głód indywidualny), dowodzi to, że „porządki tego bogatego społeczeństwa są złe i wymagają naprawy”. Walka świadoma ze stronami ujemnymi ustroju społecznego jest kategorycznym nakazem sumienia, wyrazem dojrzałości i godności ludzkiej, bo „tylko zwierzęta uginają się pod batem i jarzmem; człowiek zaś, co zrozumiał, jakie jest jego przeznaczenie, nie znosi pokornie niesprawiedliwości”. Ale naprawa tych ujemnych stosunków nie jest zadaniem prostym. Ażeby polepszyć i zabezpieczyć położenie klasy najmickiej w sposób dostatecznie trwały trzeba bowiem – według słów Krzywickiego sprzed lat pięćdziesięciu: „gospodarki uregulowanej przez ludowe państwo”, „trzeba zupełnie zmienić podstawy obecnego ustroju produkcji”, trzeba „usunąć anarchię pozafabryczną, wprowadzając ścisłą organizację w zapotrzebowaniach i zaofiarowaniach społecznych i znieść wytwarzanie wartości dodatkowej wewnątrz fabryki”.

Walkę o te postulaty – jak byśmy dziś powiedzieli – „planowej gospodarki” prowadzić należy wieloma drogami. Pierwszą z nich jest zdemokratyzowanie zdobyczy kulturalnych naszego wieku, stworzenie urządzeń, które umożliwiałyby pożyteczne spędzanie czasu wolnego od pracy i przyczyniały się do podniesienia poziomu umysłowego mas robotniczych (kluby towarzyskie, resursy robotnicze, domy, teatry i uniwersytety ludowe, koła samokształcenia itp.). Wyższy poziom kultury pobudza z kolei wymagania życiowe i zwiększa zdolność zdobywania dla nich prawa obywatelstwa. Innymi, równoległymi łożyskami tej walki, są: zrzeszenia spożywcze i spółdzielczo- wytwórcze, łączność zawodowa i działalność partyjno-polityczna. Są to środki różnej siły i różnego znaczenia. Razem wzięte mogą doprowadzić do pomyślnego rozwiązania wielu bolączek życia najmickiego. Każda bowiem „organizacja najmicka, jakimikolwiek godłami powołana do życia, z biegiem czasu staje się koniecznie armią bojową pracy przeciw kapitałowi”.

Trzeba więc masy najmickie organizować.

Równocześnie jednak trzeba tchnąć w nie wiarę we własne siły i w skuteczność zbiorowego działania. I tu spotykamy się z upartą uświadamiającą akcją Krzywickiego. W licznych rozprawach, często całkiem popularnych, nie tylko podnosił znaczenie organizacji zawodowych dla polepszenia sytuacji warstwy robotniczej (ochrona godności robotnika, ochrona przed samowolą pracodawców, mniejsza częstotliwość ale większa skuteczność strajków, zbiorowe taryfy płac, pomoc w razie bezrobocia etc.), ale wskazywał konkretne cele, jakie w kolejnych etapach walki należy zdobywać.

Tę uświadamiającą i popularyzatorską akcję podejmował często w formie recenzji obcych wydawnictw, czy też uwag o stosunkach zagranicznych. Tą widać drogą łatwiej było własne intencje „przemycać” przez cenzurę rosyjską. Oto np. omawiając w 1888 roku prawodawstwo fabryczne w Anglii podkreśla, że jest ono tam wynikiem długotrwałej walki klasowej, że stanowi zlepek stopniowych ustępstw na rzecz zorganizowanej klasy robotniczej. Nieco później (r. 1890) pisał, że w angielskim przemyśle bawełnianym poziom zarobków zależy od wzajemnego położenia każdej ze stron, a każda z tych stron jest niejako zbrojną armią zawsze gotową do boju i że w tych warunkach „głupio byłoby”, gdyby robotnicy, w okresie pomyślnego biegu interesów fabrykantów nie zażądali podwyżki płac. Rozważając postanowienia pierwszych dekretów ubezpieczeniowych w Niemczech, wplata znowu uwagę, że i wiele innych zarządzeń „zależy od solidarności międzynajmickiej, która znowu jest skuteczną jedynie przy szerokiej organizacji tłumów pracujących w różne syndykaty i związki zawodowe”  a dzisiaj, wolny od cenzury rosyjskiej, dodałby: w zwartą partię robotniczą. Ale w związkach tych widzi Krzywicki nie tylko narzędzie polepszania bytu najmitów, nie tylko środek, przy pomocy którego można „zmusić kapitalistów do dzielenia się łupami z rynku międzynarodowego”, jak to wąsko pojmował trade-unionizm angielski. Krzywicki pojmuje rolę organizacji zawodowych o wiele szerzej: patrzy na nie jako na szkołę świadomości i solidarności klasowej, która „wyrabia gotowe już kadry przyszłej zrzeszonej produkcji”. Opisując w roku 1891 sukcesy polityczne jak i osiągnięte w zakresie ustawodawstwa pracy przez niemiecką demokrację społeczną, która była podówczas najpoważniejszą próbą zorganizowania „stanu czwartego” do walki o jego wyzwolenie, podkreślał Krzywicki rolę, jaką odegrał tam wykończony program działania i oparcie akcji o szerokie koła ludności. W rozważaniach na temat tego programu uwypuklał szczególnie te jego tezy, które mogły stanowić pewne wskazania dla kiełkującej dopiero podówczas u nas ideologii socjalistycznej. Zaznaczał między innymi, że „im liczniejszą i bardziej świadomą będzie armia najmicka, tym władze państwowe będą snuły szerszą politykę pozytywną”, że „każda reforma, która zaspakaja cząstkowo roszczenia najmity, tym samym uprawnia dalsze wymagania klasy pracującej”, że wreszcie kwestia robotnicza nie ma charakteru przemijającego, bo „zatarg między kapitałem a pracą… ustanie tylko wtedy, kiedy ta ostatnia zabierze całą wartość, przez siebie dodawaną wyrabianemu produktowi” i że rozwiązania pełnego tej kwestii szukać trzeba na drodze politycznej.

Oto kilka zaledwie przykładów działalności pisarskiej Krzywickiego, jako kronikarza i krytycznego komentatora ruchów społecznych w Europie Zachodniej, z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia.

Zatrzymaliśmy się nad nimi, jakkolwiek zagadnieniem organizacji warstw najmickich i ich rolą zajmował się Krzywicki obszerniej w latach późniejszych. Uczyniliśmy to rozmyślnie, celem zaznaczenia szczególnej dla naszych stosunków wagi tego właśnie wczesnego okresu, kiedy to klasa robotnicza polska była jeszcze tworem socjologicznym stosunkowo młodym, a całe nasze życie uginało się pod ciężarem absolutyzmu, kiedy po fabrykach grasowało szpiegostwo, inspekcja fabryczna zaś była jednym więcej narzędziem ucisku.

Przyswajanie podówczas naszej klasie robotniczej zdobyczy osiąganych za granicą i wskazywanie jej dróg, jakimi ku lepszemu jutru społecznemu powinna iść przez polskie ugory, było dziełem zgoła niedzisiejszych wymiarów.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że odbyty w Paryżu w listopadzie 1892 r. zjazd socjalistów polskich zaboru rosyjskiego powziął – w związku z ustalaniem programu partii – uchwałę, że „jedną z głównych podstaw działania partii socjalistycznej winno być: masowe uświadamianie proletariatu co do jego zadań ekonomicznych i politycznych przez objaśnianie celów, dążeń i interesów dzisiejszych klasy robotniczej, jako też przez komentowanie wszelkich donioślejszych zjawisk dzisiejszego życia społecznego. Za najdogodniejszą w tej mierze formę uważa zjazd słowo pisane, mogące oddziaływać na najszersze koła ludności”.

Swoją więc pracą pisarską wyprzedził Krzywicki o lat kilka programowe poczynania socjalizmu polskiego.

I trudno oprzeć się przekonaniu, że jeżeli wiele zagadnień ówczesnej kwestii robotniczej doczekało się rozwiązania, jeżeli z chwilą odzyskania Niepodległości robotnik polski w krótkim stosunkowo czasie osiągnął to, o co gdzie indziej walczono przez lat dziesiątki – że nie stało się to w pewnej mierze za sprawą działalności pisarskiej Krzywickiego. Na jego hasłach kształciły się bowiem pokolenia późniejszych ideologów ruchu robotniczego, działaczy i polityków społecznych. Zresztą należy tu wspomnieć również o bezpośrednim, czynnym udziale Krzywickiego przy pracach z zakresu polityki społecznej w momencie powstawania państwowości polskiej, np. w zwołaniu pierwszej legalnej konferencji związków zawodowych (1915), organizowaniu inspekcji pracy (1915-16), czy w powołaniu do życia tzw. komisji drożyźnianej (1920), zajmującej się ustalaniem zmian w kosztach utrzymania rodzin pracowniczych celem umożliwienia zastosowania ruchomej skali plac.

Powojenne ustawodawstwo pracy, krępując dawną żywiołowość przebiegów społecznych, poprawiło niezawodnie położenie proletariatu.

Ale „życie dzisiejsze toczy się łożyskami zbyt licznymi, a przede wszystkim zbyt złożonymi, ażeby tradycyjne urządzenia publiczne mogły w mierze należytej podołać wszystkim jego wymaganiom”. Powstają wymagania nowe. Ponadto nie słabnie działanie podstawowych czynników, za których sprawą warstwy najmickie nadal głodują, marnieją fizycznie i duchowo. Jednocześnie młode nasze ustawodawstwo społeczne zaczyna być coraz częściej przez przedsiębiorców łamane.

Z tą chwilą Krzywicki uważa za swój obowiązek znowu uderzyć na alarm, pobudzić sumienia ludzkie. Sytuacja staje się bowiem wręcz tragiczna w skutkach: oto „świat robigroszów namacalnie przed tłumami pracującymi wykazuje niemoc Państwa Polskiego lub rzuca podejrzenie, iż to państwo poważnie nie bierze własnych swoich zobowiązań. A tym samym zabija w nich, tak ważną ze stanowiska interesów państwa, wiarę w Polskę Niepodległą, w zasady praworządności”.

Kwestia robotnicza przybiera na sile, ulega zaostrzeniu, pojawiają się konflikty o nieznanym dotąd napięciu. Dla Krzywickiego nie są one dziełem przypadku. I dlatego przestrzega, że „nie rozwiąże się ich represjami, jedynie wpędzi się niezadowolenie rzesz ludzkich do podziemi po to tylko, aby wybuchnęło kiedyś nie tylko z przerażającą prężnością, ale i chore nienawiścią wygórowaną”. Rodowodu dzisiejszej kwestii społecznej i robotniczej nie można tłumaczyć „uciekając się do insynuacji, że stworzyły ją cudze ruble lub marki, że nieład krzewią osoby podejrzanej wartości. Są to naiwne wyjaśnienia”. Kwestia ta bowiem „tkwi wszystkimi swymi korzeniami w warunkach materialnych bytu społecznego, jest wyrazem bólów i cierpień rzesz ludzkich”.

Kwestia robotnicza współczesna ma więc dla Krzywickiego wyraźnie określone podłoże. Istotę jej stanowi walka o bardziej ludzkie istnienie. Walka ta obecnie toczy się w zmienionych nieco warunkach: klasa robotnicza, a zwłaszcza przodujący jej odłam – robotnicy fabryczni, stanowią już „dużą siłę dziejową, która dzisiaj waży na życiu politycznym każdego kraju”. Świadomość tego faktu prowadzi do wniosku, że kwestia robotnicza jest dziś doniosłym zagadnieniem publicznym, rozwiązanie którego wymaga właściwych czasowi metod i odpowiedniego podejścia. Aby rozwiązywać zatargi społeczne w chwili dzisiejszej trzeba je przede wszystkim rozumieć. I dlatego to – mówi Krzywicki – „należy dobrze wczuć się, wmyśleć się w to, co wprawia w dreszcz tę gromadę robotniczą: czego chce, do czego dąży i dlaczego właśnie do tego dąży na widowni dziejowej. Tylko przy takim zrozumieniu psychiki robotniczej ludzie dobrej woli mogą odegrać cenną rolę akuszerów społecznych, tj. działaczy wdrażających sposoby rozwiązania kwestii społecznej w tory możliwie najhumanitarniejsze i najmniej bolesne”.

To jest najbardziej bodaj zasadnicza postawa Krzywickiego wobec współczesnej kwestii robotniczej. Niczego nie należy przedsiębrać na oślep, najpierw zbadać trzeba warunki podłoża, a potem dopiero stosować właściwe środki.

I oto z tego pozytywnego stosunku do bieżących zagadnień społecznych wyłania się naukowo-wydawnicza działalność Instytutu Gospodarstwa Społecznego, nierozłącznie z nazwiskiem Krzywickiego związana. Instytut – to etap dzisiejszy pracy Jubilata, podjętej przed laty przeszło pięćdziesięciu w imię walki o lepsze warunki bytu najmickiego i w imię walki o lepszą przyszłość społeczną.

Do walki tej, aby była skuteczna, trzeba się zaopatrzyć w środki nowoczesne: wiedzę o stosunkach społecznych. Zadanie to spełniać ma według sił swoich i środków Instytut. Wyniki jego wielostronnych badań nad warunkami życia robotniczego, poparte liczbowym naświetleniem zjawisk – to właśnie ów nowoczesny oręż, jakim należy się posiłkować.

A oręż ten wykuwa się dzięki niezmordowanej pracy Ludwika Krzywickiego i pod przewodem założenia, z którego był wyszedł lat temu pięćdziesiąt, a które dotąd nie przestało być aktualne: „Czym więcej nabędzie się świadomości o złem, tym prędzej będzie można naprawić wszystkie dziś panujące wady w porządkach ludzkich”.

Tadeusz Czajkowski

______________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w książce „Ludwik Krzywicki – praca zbiorowa, poświęcona jego życiu i twórczości”, Instytut Gospodarstwa Społecznego, Warszawa 1938, wydanej z okazji zbliżających się wówczas 80. urodzin Krzywickiego. Od tamtej pory nie był wznawiany. Pominięto przypisy bibliograficzne i poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Ludwik Krzywicki (1859-1941) – teoretyk i popularyzator myśli lewicowej, jeden z czołowych polskich myślicieli marksistowskich, „ojciec” polskiej socjologii, ekonomista. Na początku dziewiątej dekady XIX stulecia zetknął się z ideami socjalistycznymi i został ich zwolennikiem, był wówczas jednym z tłumaczy pierwszego tomu „Kapitału” Marksa. Wskutek represji za nielegalną działalność polityczno-kształceniową wyemigrował z Królestwa Polskiego, przebywał w Niemczech, Szwajcarii i Francji. Stał się jako tłumacz, publicysta i naukowiec czołowym popularyzatorem marksizmu i materializmu historycznego w Polsce, współpracował z emigracyjnymi środowiskami polskich socjalistów, był redaktorem naczelnym pisma „Przedświt”. Po powrocie do kraju należał do liderów Związku Robotników Polskich, później współpracował z PPS. Aktywny w nielegalnych inicjatywach edukacyjnych – Uniwersytet Latający, Towarzystwo Kursów Naukowych, Wolna Wszechnica Polska. Dwukrotnie więziony za działalność socjalistyczną. Po rozłamie w PPS związany z PPS-Lewica. Po odzyskaniu niepodległości kierownik katedry historii ustrojów społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Kierował również Instytutem Gospodarstwa Społecznego – czołową i prekursorską placówką badawczej w zakresie rozpoznawania problemów społecznych i ich przyczyn oraz wypracowania możliwości zaradzenia im. Przyjęty w skład Polskiej Akademii Umiejętności, w 1931 r. wybrany prezesem utworzonego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. W roku 1940 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Kownie. Autor ogromnej liczby prac naukowych, popularyzatorskich oraz artykułów społeczno-politycznych. Zajmował się takimi m.in. tematami, jak więź społeczna, społeczeństwa pierwotne, rozwój kapitalizmu, klasa robotnicza, związki zawodowe, kultura masowa, ubóstwo, spółdzielczość, przeobrażenia w rolnictwie. Jeden z najwybitniejszych uczonych w historii polskich nauk społecznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *