Zygmunt Kisielewski

Kultura a proletariat

[1923]

Na ogół proletariat nie dość zdaje sobie sprawę ze znaczenia i powagi wyrazu „kultura”. Słowo to pochodzi z czasów starożytnych i znaczy tyle co hodowla, pielęgnowanie, uprawianie gorliwe czegokolwiek, a więc np. ziemi, ogrodnictwa, a w zastosowaniu do człowieka hodowanie, pielęgnowanie, uprawianie, a więc rozwijanie wszystkiego tego, co człowieka odróżnia od zwierzęcia. Człowieka różni od zwierzęcia myśl, zdolność do przechowywania wyobrażeń, zdolność przewidywania i umiejętność stawiania sobie wielkich, ważnych dla ludzkości celów i ideałów, które mogą i powinny być spełnione, wprowadzone w życie. Człowiek pierwotny, mieszkający w jaskiniach, nie umiał ani myśleć, ani przewidywać i uczyć się. Nie miał żadnych planów, nie znał żadnych ideałów. Celem jego było najeść się, a z chwilą, gdy głód zaspokoił, popadał w lenistwo, obojętność i sen. Nie umiał nawet gromadzić zapasów, bo, zaspokoiwszy głód, nie przypuszczał, że jutro, pojutrze głód wróci.

Dopiero w ciągu tysięcy i tysięcy lat człowiek pierwotny jął się przeradzać w człowieka kulturalnego. Z jaskiń przeniósł się do samodzielnie wymyślonych szałasów, chat, potem domów, najpierw drewnianych, potem murowanych. Równocześnie z rozwojem kultury materialnej wszczęły się w nim budzić potrzeby duchowe. Nie wystarczało mu już tylko zaspokojenie głodu, ochrona wobec mrozu czy skwaru, zamiana odzieży ze skór na ubranie delikatniejsze, gotowane jedzenie, bo przedtem jadał wszystko surowe, jak mu natura podawała. Zaczęły się w człowieku zjawiać potrzeby wyższe, pragnienie czystości i piękna, wola zaprowadzenia ładu, czyli prawa w nieuregulowane stosunki społeczne, ocknęła się w nim żądza poznania, zgruntowania tajemnicy istnienia człowieka, ludzkości, świata i wszechświata. Serce jego, uczucia nabrały subtelności, miękkości, z nieopanowanej istoty, rządzącej się ślepym instynktem, wyrastał człowiek z charakterem i wolą, z istoty dzikiej, mrocznej, zwierzęcej narodził się w ciągu wieków człowiek wrażliwy na piękno i dobro, a jego myśl wyrobiona tęga zaczęła pracować. W miarę rozwoju kultury odnalazł on w uczuciu swoim i w myśli nieznane sobie dawniej potęgi umysłowe i etyczne. Przestał być stworzeniem krwiożerczym i zaczął traktować drugiego człowieka jako współtowarzysza w tej tajemniczej wędrówce po świecie. Zrodził się instynkt społeczny. Wyrobiło się pojęcie krzywdy i sprawiedliwości. A równocześnie myśl ludzka, zgłębiając naturę, odkrywając prawa natury, dawniej zakryte, zaczęła opanowywać siły przyrody. Żywioły, ukryte w ziemi skarby, rozmaite siły nieba i ziemi zdradziły przedsiębiorczemu, badawczemu, pracowitemu umysłowi człowieka swe tajniki, podnosząc wartość życia, czyniąc je mniej strasznym, groźnym i niebezpiecznym.

A więc myśl i uczucie stały się w miarę tysiącleci dźwigniami, które wyniosły człowieka na poziom dzisiejszego stanu ludzkości kulturalnej z ciemności okresu dzikiego barbarzyństwa.

Ludzkość współczesna nie stanęła jednak na szczycie doskonałości. Zło, krzywda, niesprawiedliwość, wojny, brzydota, zbrodniczość, przemoc silnego nad słabszym wciąż jeszcze odgrywają potężną rolę w życiu naszym. Znikoma garść mocnych, bogatych ma dostęp do wszelkich udogodnień, radości, zdobyczy piękna i myśli, olbrzymia większość zaś żyje w warunkach ciężkich, mieszka często w mieszkaniach zimnych, brudnych, wilgotnych, odżywia się licho, choruje bez nadziei kosztownego leczenia, trwa w ciemnocie a nieświadomości.

Tę niesprawiedliwość wyrównać powziął sobie już wiek temu socjalizm. Badanie stosunków społecznych, dokładna obserwacja i analiza budowy społeczeństw współczesnych doprowadziły do wniosku, że proletariat powołany jest do przebudowy społecznej w kierunku sprawiedliwości, że proletariat, dzięki właściwościom klasy robotniczej, przeznaczony jest do stwarzania nowego ustroju, ustroju socjalistycznego na miejsce ustroju kapitalistycznego, burżuazyjnego.

Nie będziemy tu mówili o sposobach, metodach walki politycznej i społecznej, prowadzącej do tego celu. Zastanowimy się tylko nad zagadnieniem, czy i o ile dla osiągnięcia tego celu przydać się może proletariatowi kultura.

Odpowiedź jest krótka i jasna. Bez kultury nie zdobędzie proletariat nowego, sprawiedliwego ustroju. Nawet jeśliby dzięki okolicznościom sprzyjającym, jak to stało się w r. 1917 w Rosji, pochwycił proletariat w swe ręce władzę polityczną, to jednakże bez kultury, bez potężnych zasobów wiedzy, świadomości i zdolności kierowania gospodarką społeczną, bez odpowiedzialności kulturalnej, stosunków życia nie tylko nie zmieni na lepsze, ale nawet – czego dowodem bolszewicka Rosja – może je pogorszyć. I cóż z tego, że w pierwszym okresie rewolucji bolszewickiej robotnicy skonfiskowali fabryki, a rady robotnicze fabryczne wzięły je w swoje władanie? Robotnicze komitety fabryczne, nie rozumiejąc zawiłego bardzo organizmu jednostki wytwarzania, jaką jest fabryka, przez nieobmyślone rozkazy i przepisy wpłynęły na obniżenie produkcji, fabryki zaczęły podupadać, marnieć, aż wreszcie jedna po drugiej zamarły doszczętnie. Przy tym skutkiem nadzwyczajnie niskiego stanu uświadomienia rosyjski proletariat nie rozumiał nawet, co to znaczy uspołecznienie produkcji. Przejęcie własności zostało tam zrozumiane w ten sposób, że skoro fabryka, warsztat, kolej stały się własnością społeczną, państwową, to znaczy: że każdy poszczególny robotnik jest jej właścicielem. A skoro każdy jest właścicielem, to każdemu wolno ze swoją własnością robić, co mu się żywnie podoba. Każdy też wynosił, kradł, zabierał z fabryki, co się dało. Był to znamienny dowód braku uświadomienia społecznego, czyli kultury socjalnej, która uczy, że właścicielem własności społecznej albo państwowej jest całe społeczeństwo albo państwo, nigdy zaś jednostka. W rezultacie doszło w Rosji do tego, że bolszewicy znieśli komitety fabryczne i rady robotnicze, a robotników wprzęgli w jarzmo tak okropnej niewoli, jakiej nie było nawet za czasów caratu. Bolszewicy zawiesili 8-godzinny dzień pracy, prawo strajku, prawo przenoszenia się z miejsca na miejsce, prawo stowarzyszeń, zgromadzeń, wolności słowa i druku, zamieniając proletariat rosyjski w stado niewolników.

Takie to są skutki braku uświadomienia społecznego, czyli kultury społecznej, socjalistycznej.

Socjalista musi być człowiekiem kulturalnym, to znaczy musi jasno zdawać sobie sprawę, czym jest socjalizm, jakie są jego dzieje i historia, jakie doświadczenia zdobył proletariat polski i międzynarodowy w dążeniu do przeobrażenia ustroju kapitalistycznego w ustrój socjalistyczny. Ażeby to wiedzieć, musi się kształcić, uczyć. Od czasu wprowadzenia w Niepodległej Polsce przez rząd tow. Moraczewskiego 8-godzinnego dnia pracy każdemu robotnikowi pozostaje tyle czasu, że może codziennie poświęcić parę godzin dziennie na kształcenie się, czytanie, zgłębianie nauki społecznej i nauki w ogóle. W każdym najmniejszym środowisku robotniczym należy zakładać stowarzyszenia dla kształcenia się. W wielkich miastach istnieje już dzisiaj wiele instytucji, jak kursy dokształcające, kursy dla analfabetów, do których powinni uczęszczać robotnicy nic umiejący czytać i pisać albo posiadający tylko słabe ogólne wykształcenie. Ciemna, nieuświadomiona masa robotnicza jest wrogiem proletariatu, takim samym jak burżuazja. Bez kultury, czyli kształcenia swego umysłu, uczuć i charakteru proletariat sprawy wyzwolenia daleko nie posunie.

Ale nie na tym koniec. Klasa robotnicza, zmierzając do przebudowy ustroju kapitalistycznego w ustrój socjalistyczny, musi stale przygotowywać się do objęcia kierownictwa niezmiernie zawiłej, skomplikowanej, złożonej machiny, jaką jest nowoczesny ustrój gospodarczy. Nauka Rosji bolszewickiej powinna wciąż stać przed naszymi oczami. Nie wystarczy umieć pracować przy śrubstaku, przy elektromaszynie czy przy warsztacie tkackim, ażeby zarządzać całością wytwórczości, produkcji fabrycznej. Ludzie kierujący jednostką wytwarzania, czyli fabryką, muszą znać jak najdokładniej wszystkie poszczególne części fabryki. Nie tylko maszyny i sposób obchodzenia się z nimi i naprawy, ale i umiejętność zbudowania maszyny, nie tylko rodzaj i gatunek surowca, ale i sposoby nabywania go, źródła, skąd go nabyć, a co za tym idzie, całą trudną stronę handlową fabryki, kalkulacji cen, orientowania się w zapotrzebowaniu i rodzaju zapotrzebowania, a więc znajomość rynków kupna i zbycia, znać musi na wylot kierownik fabryki. Do tego wszystkiego potrzeba znowu kultury, którą nabywa się przez kształcenie w zakresie budownictwa maszyn handlu, skarbowości, ekonomii itp. Dotąd sprawy te za robotnika załatwiali inżynierowie, dyrektorowie, buchalterzy, komiwojażerowie. Trzeba więc albo inżynierów, dyrektorów, buchalterów, komiwojażerów pozyskać dla sprawy socjalizmu, albo umieć ich zastąpić.

I tu znowu przykład bezmyślności, która musiała skończyć się jak najgorzej, dała nam Rosja bolszewicka. Z chwilą objęcia fabryk na początku rewolucji przez robotników wszystkie te zagadnienia stanęły wobec rad robotniczych fabrycznych. Rady jednak nie miały wyobrażenia o rzeczy i, zazwyczaj nie pytając o zdanie fachowców albo ich w swej ciemnocie nie słuchając, wydawały rozkazy, które rujnowały warsztaty. Do tego w pierwszym okresie rewolucji rzucili bolszewicy między niewyrobione masy robotnicze Rosji barbarzyńskie hasło „dołoj gramotnych” (precz z piśmiennymi – wykształconymi). Inteligencja szła „pod ściankę”, rozstrzeliwano ją tysiącami, dziesiątkami tysięcy. W ten sposób powstało błędne koło. Robotnicy nie umieli kierować fabrykami, warsztatami, urzędami, kolejami, zaś fachowi kierownicy produkcji fabrycznej, inżynierowie, dyrektorzy, finansiści, ekonomiści, agronomowie, urzędnicy kolejowi, w ogóle specjaliści wszelkich rodzajów z wyższym wykształceniem zostali wyrżnięci, wyemigrowali, pochowali się lub umarli z głodu i wyginęli z chorób. Warsztaty pracy, fabryki, koleje, szkoły, urzędy bez fachowych kierowników niszczały z dnia na dzień. Dopiero po 2 latach takiej bezmyślnej gospodarki zorientowali się bolszewicy, że i w tym zakresie postępowali źle, szkodliwie i głupio. Wtedy to Lenin powiedział: „Jeden spec »specjalista z wyższym wykształceniem« wart więcej niż 10 agitatorów bolszewickich!”. Ale było za późno. Przerzedzaną inteligencję zaczęto zastępować fachowcami sprowadzanymi – z Niemiec. Wyrżnęli swoją inteligencję po to, aby posługiwać się obcą, która zresztą wcale nie kwapi się do raju bolszewickiego. W rezultacie nędza, zarazy i śmierć głodowa milionów.

Jest to sprawa, która nas najistotniej obchodzi w związku z naszym zagadnieniem. Jaki mianowicie jest i jaki powinien być stosunek proletariatu do inteligencji? Przede wszystkim nasuwa się rozwiązanie, które jednakowoż może być urzeczywistnione dopiero w ciągu długiego okresu czasu, i to wśród trudności prawie nie do pokonania. Proletariat mianowicie powinien tworzyć własną inteligencję. Związki zawodowe powinny fundować stypendia na kształcenie dzieci robotniczych w poszczególnych zawodach, wymagających wyższego wykształcenia. Ale fachowców takich potrzeba dziesiątki tysięcy, to pierwsze. Wreszcie taki inteligent, kształcony nawet na koszt związków, może potem doskonale iść z kapitalistą (np. Korfanty jest synem górnika, dr. Rząd, poseł, endek, jest synem chłopa, Dmowski synem murarza). Pozostaje więc inna droga, prostsza, chociaż tak samo niełatwa.

Inteligent jest w zasadzie „kulturalnym”, tzn. umysłowo pracującym robotnikiem. Jest on najemnikiem kapitalisty, jak robotnik. Nie ma własnego warsztatu pracy i zależy od prawa podaży i popytu podobnie jak robotnik. Otóż inteligencja musi być pozyskana dla proletariatu. Proletariat powinien przekląć potworne i bezmyślne hasło „dołoj gramotnych”, a zmierzać do tego, aby te dwie warstwy pracowników, pracownicy mięśnia i pracownicy mózgu, stworzyli jeden solidarny obóz. Burżuazja czyni wszystko, aby inteligenta powaśnić z robotnikiem. Robotnik niejednokrotnie patrzy na inteligenta jak na „burżuja”, co nie jest słuszne, a i teoretycznie dzisiaj nawet śmieszne, gdyż niejeden robotnik, niejeden fach robotniczy daje zarobki wyższe niż zarobki przeciętnego inteligenta. Inteligent znowu często nadyma się w komicznej pysze, pozostałej mu z dawnej szlacheckiej ideologii, uważając się za coś lepszego niż „prosty robotnik”.

Tymczasem ta wyższość jest tylko jednostronna. Jeżeli inteligencja, jako proletariat umysłowy, posiada istotnie w zakresie kultury myśli i uczucia pewną wyższość nad proletariatem robotniczym, to znów na odwrót w zakresie kultury społecznej stoi ona niżej. Rozproszkowana fizycznie, rozrzucona po rozmaitych. i to zazwyczaj małych warsztatach pracy (biura, szkoły, szpitale, pracownie naukowe, urzędy) nie posiada tej zasadniczej więzi społecznej, jaką dla robotnika stanowi skupienie w ogromnych warsztatach i fabrykach, w których jedne i takie same warunki pracy stwarzają możliwość łatwego porozumienia się i zrzeszania mas robotniczych. Stąd rozbicie inteligencji. Oprócz tego zarobki inteligenta przedstawiają skalę tak zróżniczkowaną, nierówną (np. płaca nauczyciela szkoły miejskiej a płaca specjalisty inżyniera, chemika, lub dyrektora fabryki), że trudność postawienia wspólnych żądań ekonomicznych jest prawie nie do zwalczenia, a stąd i brak solidarności między różnymi zawodami inteligenckimi, która stanowi znowu zasadniczy fundament ruchu robotniczego. Wreszcie abstrakcyjność, teoretyczność pracy umysłowej sprawia, że inteligencja jest pozbawiona instynktu samoobrony w mierze o wiele większej niż robotnicy. Wszystko to i wiele innych czynników składa się na niższość kultury społecznej wśród inteligencji, tego robotnika „kulturalnego”. Ale proces społeczny, kapitalistyczny, czyniący z inteligenta najemnika takiego samego, jakim jest robotnik, z wolna wpływa na coraz głębsze zrozumienie wartości i znaczenia organizacji społecznej.

W Polsce już mamy potężne związki zawodowe pracowników umysłowych, np. Związek Nauczycieli Szkół Powszechnych, liczący 30 tysięcy członków, doskonale zorganizowany Związek Aktorów Teatralnych, związki lekarzy, techników, literatów itp. Siłą naturalnego ciążenia formy organizacyjnej związki te powoli będą się skłaniać w stronę zorganizowanego, świadomego proletariatu. Gdy socjalizm zrozumie doniosłe znaczenie tego faktu, nastąpi wówczas połączenie pracownika mięśnia z pracownikiem mózgu i nerwów, robotnika z inteligentem, co będzie olbrzymim krokiem naprzód do ustroju społecznego pracy, czyli ustroju socjalistycznego.

Ale wyrazu „kultura” używa się jeszcze często, zwłaszcza w Polsce, w znaczeniu potocznym na określenie całego szeregu zjawisk wiążących się z kulturą, chociaż są one tylko zjawiskami ubocznymi, pochodnymi, wynikającymi z istnienia kultury. Mówi się tedy „człowiek kulturalny” o człowieku uprzejmym, grzecznym, wykształconym, przyzwoicie i czysto ubranym. Chociaż te cechy nie stanowią istoty pojęcia „kultura”, jednakowoż z niej wynikają. Człowiek pierwotny, czyli niekulturalny, miał tylko potrzebę zaspokojenia swych najpospolitszych instynktów i żądz (dobrze się najeść, napić, użyć itp.), z resztą był brutalny, krwiożerczy, brudny, zły i obojętny na wszystko, co nie dotyczyło jego pierwotnych potrzeb. Człowiek kulturalny, panując nad pierwotnymi potrzebami, nie pozwala przekraczać im granicy niezbędnej dla życia, wyrabia natomiast w sobie i pragnie widzieć wśród innych cechy ludzkie, które w stopniu wysokim podnoszą wartość i piękno życia. Ładnie, a bodaj czysto urządzone mieszkanie, gdzie 3/4 życia spędzamy, czystość fizyczna, dbałość o siebie i o dzieci nasze, aby były schludnie ubrane, są to niewątpliwie cechy dodatnie i kulturalne. Wystarczy wejść do mieszkania robotnika szwajcarskiego i porównać je z mieszkaniem niechlujnego i zapitego robotnika rosyjskiego, aby zrozumieć, jak wielkie znaczenie nawet dla duchowego życia ma higiena, czystość, piękno w życiu codziennym. Robotnik szwajcarski lub angielski jest bardziej kulturalny niż robotnicy innych krajów, bardziej wykształcony i uświadomiony, dokładniej orientujący się pośród zjawisk społecznych, żądny wiedzy i pięknych, estetycznych rozrywek, toteż i socjalizm jego jest głębszy, a w chwili zwycięstwa robotnik zachodni z pewnością da sobie łatwiej radę z urządzeniem życia gospodarczo-społecznego niż ciemny, brudny, krwiożerczy i dający się byle frazesem otumanić robotnik rosyjski.

Kultura powstała z olbrzymiej pracy niezliczonego łańcucha pokoleń ludzkich od prawieków. Musi ona, jako pojęcie i jako rzeczywistość, stać się w życiu bliską dla klasy, która istnieje z pracy, której kapitał, stan posiadania i przyszłość wyrasta jedynie z pracy. Praca i kultura to dwa bliźniacze wyrazy i pojęcia. Toteż socjalizm od samego początku swego istnienia niósł między klasę robotniczą hasła kultury, wiedzy, światła, albowiem bez kultury, bez kultury społecznej, gospodarczej, umysłowej i duchowej, bez tężyzny umysłowej, siły woli i charakteru zwycięstwo socjalizmu jest nie do pomyślenia.

Zygmunt Kisielewski
_________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kalendarzu Robotniczym PPS na rok 1923”, Nakładem Księgarni Robotniczej, Warszawa 1922. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *