B. Zan

Kresy Wschodnie

[1925]

Wszędzie dysputuje się nad kwestią Kresów Wschodnich, w Sejmie, w prasie, na wiecach, odczytach, w wagonach itd. Bo sprawa przywrócenia spokoju i porządku na kresach, to doniosła sprawa, wołająca o jak najszybsze rozwiązanie.

Kresy wschodnie to olbrzymi szmat ziemi, sięgający 40 procent całego obszaru Polski, zamieszkały w większości przez ludność ukraińską i białoruską, sięgającą liczby 6 milionów, czyli około 25 procent ogółu obywateli Polski. Kresy, to przede wszystkim błotnisty, często do nieprzebycia teren, tu i ówdzie spotykamy lasy, przemysłu nie ma, komunikacja kolejowa bardzo kiepska, stan dróg jeszcze gorszy.

Bardzo liczne folwarki na Kresach są własnością Polaków, którzy tam są dziedzicami, wyzyskiwaczami. Proletariat i wyzyskiwani to w większości lud ukraiński i białoruski.

Kresy dziś, to kipiący kocioł. Codziennie prawie mają miejsce napady band bądź organizowanych przez Sowietów, bądź powstałych na miejscu. Bandy te, uzbrojone w karabiny maszynowe i granaty ręczne, napadają na całe miasta, rabują poczty, demolują dworce kolejowe, rozbrajają policję, rabują i palą dwory i oczywiście mordują broniących się. Najboleśniejszym momentem w tej sprawie, to fakt, że ludność uboga ukraińska i białoruska sprzyja i darzy sympatią bandytów; ukrywa ich i pomaga. Ostatnimi czasy doszło do tego, że szereg dworów zaczęto fortyfikować i opasywać drutem kolczastym, a były minister spraw wewnętrznych p. Hübner objeżdżał Kresy w aucie pancernym.

I jakież są powody tego okropnego wrzenia na Kresach? Oto przede wszystkim straszliwy głód ziemi u bezrolnych ubogich mas chłopskich. Biedny chłop ukraiński i białoruski, służący u pana dziedzica, Polaka, słyszał, że w Polsce obowiązuje ustawa o reformie rolnej, polegająca na parcelowaniu majątków i sprzedawaniu ziemi chłopom. Z drugiej strony chłop ten widzi, że tuż o miedzę w Rosji sowieckiej chłop otrzymał pańską ziemię, i korzysta z niej. Bolszewicy celowo zaopatrują w ziemie lud wiejski, zamieszkujący około granicy Polski i Rosji, aby podsycać wrzenie na kresach polskich. I lud kresowy widząc to, buntuje się, woła o ziemię. Tymczasem reforma rolna wcale nie jest wykonywaną na Kresach.

I to jest najważniejszą sprawą, wymagającą rychłego uregulowania. Druga, to administracja polska, to sprawowanie rządów przez Polskę na kresach.

Panuje tam choć nie ogłoszony oficjalnie – stan wyjątkowy, stan oblężenia. Wszelkie urzędy państwowe zostały obsadzone przez reakcyjne elementy biurokratyczne, przez przyjaciół i krewnych obszarników. Przynależność do endecji lub chadecji wystarczyła, aby zostać dygnitarzem na Kresach. Często spotyka się na urzędach były carskich czynowników. Policja hula bezkarnie, nadużycia i łapownictwo, terroryzowanie ludności, spotyka się na każdym kroku. Wyjście kilkadziesiąt kroków poza wieś czy miasto bez paszportu grozi kilkutygodniowym aresztem.

Biurokracja wybujała do ostatnich granic, stała się zmorą duszącą ludność miejscową. Często dla udzielenia jakiegoś wyjaśnienia lub otrzymania jakiegoś urzędowego papieru ze starostwa, wzywa się obywatela za pomocą „powiestki”, aby się stawił do powiatu, oddalonego często o kilkanaście mil. Wezwanie zaś do starostwa oznacza zamknięcie w areszcie. Toteż ludzie, wybierając się do jakiegoś urzędu, często zabierają z sobą jedzenie na kilka dni i żegnają się z rodziną, sądząc, że zostaną aresztowani. A kiedy do tego pobieżnego opisu dodamy zaciekłą nagonkę szowinistów nacjonalistycznych endeckich i chadeckich na Ukraińców i Białorusinów, wyśmiewanie się z ich języka, zamykanie szkół, odbieranie cerkwi i przekształcanie ich na rzymskokatolickie kościoły – to będziemy mieli cały obraz niewoli ludu ukraińskiego i białoruskiego.

I jeśli tam panuje tego rodzaju ucisk, to nie dziw, że chłop kresowy buntuje się i wspiera bandy bolszewickie. Bo co Polska dała temu ludowi ukraińskiemu i białoruskiemu? Prawie nic, a nawet wzięła mu: szkołę, kościół, język.

Rząd p. Grabskiego powołał na wojewodów kresowych generałów wojskowych; Sejm i Senat uchwalił ustawy językowe; ostatnio do rządu wszedł p. Thugutt, który specjalnie ma zająć się uspokojeniem Kresów.

Endecja i chadecja oczywiście nawołuje rząd do wprowadzenia na Kresach stanu wyjątkowego, do stosowania silnej ręki, a więc represji wobec ludności kresowej. Endecja dowodzi, że ludność ta, to bolszewicy, to wrogowie państwa polskiego i dlatego należy postępować bezwzględnie.

Tego rodzaju zalecane środki na uleczenie rany kresowej, to szaleństwo. Wojskiem i zdemoralizowaną policją, terrorem – nie zaprowadzi się porządku na Kresach. Takimi sposobami najwyżej można zapobiec rozszerzaniu się wrzenia, lecz nie usunie się go. Tym bardziej, że na taki teren jak Kresy, potrzeba niezmiernie dużo wojska. Wszak w czasie wojny całe pułki niemieckie nie mogły dotrzeć do wielu zakątków. Jak najwięcej policji i wojska na Kresy chcą tamtejsi obszarnicy dla strzeżenia ich majątków przed rabunkami Ale obszarnictwo kresowe, żądając od państwa takiej kosztownej pomocy nic państwu nie daje.

Już tow. poseł Pragier w przemówieniu swym, wygłoszonym niedawno w Sejmie, stwierdził, że z Kresów wpłynęło do skarbu zaledwie niecałe 10 proc. wszystkich podatków. Czyż to nie jest swojego rodzaju bolszewizm ?…

Jeśli państwo chce zaprowadzić spokój, ład i porządek na Kresach, jeśli chce ugasić bunt – musi usunąć jego przyczyny. Jeśli nie będzie przyczyny – nie będzie i skutków.

Chłopa ukraińskiego i białoruskiego można łatwo pozyskać dla Polski, lecz trzeba temu chłopu dać przede wszystkim ziemie; trzeba co rychlej wprowadzić na Kresach reformę rolną. Należy dać Kresom szeroką autonomię terytorialną, z własnymi sejmami i rządami. Trzeba zmienić gruntownie obecną administrację. Uchwalone przez Sejm i Senat ustawy językowe, to zaledwie minimum, to zaledwie pierwszy krok do sanacji kresów. Ustawy te wprawdzie dotychczas nie są wykonywane, a wreszcie przy obecnej biurokratycznej administracji kresowej zostaną one spaczone, wykoślawione.

P. min. Thugutt zupełnie słusznie sprzeciwił się wprowadzeniu na Kresach stanu wyjątkowego, gdyż faktycznie stan wyjątkowy istnieje na Kresach, a ogłaszanie go oficjalnie nie dopina celu i jeszcze bardziej zaogniłby sytuację.

Dotychczas Polska nic prawie nie ma z Kresów, najwyżej kolosalne wydatki, wrzenie, które może się przenieść na resztę kraju i wreszcie ma zarzuty zagranicą z powodu uciskania Ukraińców i Białorusinów.

Jeśli Polska chce mieć korzyść z Kresów, musi je sobie zjednać. Nie jest to bardzo trudne. Trzeba przede wszystkim zaspokoić straszliwy głód ziemi tamtejszej ludności, bo nie wolno zapominać najważniejszej rzeczy, że Polak na Kresach to obszarnik, a proletariat to lud ukraiński i białoruski. Dopóty, dopóki ta różnica nie zostanie choć w pewnej mierze usuniętą, to nie można marzyć o spokoju na Kresach.

Oto pierwszy krok, od którego winno się zacząć.

B. Zan
__________________________
Powyższy tekst ukazał się w tygodniku „Głos Zagłębia – organ Polskiej Partii Socjalistycznej w Zagłębiu Dąbrowskim”, nr 2/1925, 11 stycznia 1925. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Na podobny temat warto przeczytać:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *