Irena Kosmowska

Krzywda

[1928]

Wspominaliśmy już w „Wyzwoleniu” o tym, że w Sądzie Wileńskim toczy się od kilku miesięcy duża sprawa polityczna. Oskarżono tam kilku posłów białoruskich i kilkudziesięciu członków ich organizacji, zwanej „Hromada”, o to, że działalność tej organizacji to spisek przeciw Polsce, a spisek ten miał mieć pono oparcie w Sowietach. Oskarżycielami i świadkami obciążającymi obwinionych byli policjanci i polityczni urzędnicy administracji.

Wielu ze starych zaraniarzy [środowisko skupione wokół lewicującego pisma dla ludu „Zaranie” – przyp. red. Lewicowo.pl] pamięta, jak to przed laty o różne winy oskarżała naszych ludzi rosyjska „ochrana”.

I w owych to już czasach my budzących się zaledwie Białorusinów traktowaliśmy jak braci, jak towarzyszów, co razem z nami pójdą do jednego celu: do wyzwolin spod przemocy moskiewskiej i do samodzielnego rozwoju własnego życia.

Gdy z wojennej zawieruchy dziejowej wyłoniło się państwo polskie z dużą połacią ziemi zamieszkałej przez lud białoruski, to my wierzyliśmy zawsze, że temu bratniemu ludowi w obrębie państwa polskiego nie może dziać się krzywda. Zawsze broniliśmy zasady, że dzielnica naszego państwa, na której siedzi od wieków ludność białoruska, musi mieć takie warunki, by swobodny rozwój życia tej ludności nie był skrępowany. I konstytucja polska takie warunki zapewnia. Ale wykonywanie prawa (wiemy to dobrze z własnego doświadczenia) zależne jest od ludzi trzymających ster. Gdy ster w Polsce pochwycił „Chjeno-Piast”, to prawa dotyczące tzw. mniejszości narodowych stały się podobne do owej uchwalonej, a nie wykonanej reformy rolnej.

Nic w tej dziedzinie nie zmieniło się i po przewrocie majowym.

Białorusini zaczęli myśleć o organizowaniu swojej „Hromady”, która by mogła upominać się o każde niewypełnienie prawa i własne, gromadzkie życie dźwigać zbiorowym wysiłkiem.

Czy powstawanie zbiorowisk, świadomie dążących do poprawy własnego życia obywateli, jest niebezpieczeństwem dla państwa?

My odpowiadamy – nie.

Sztuka rządzenia, to właśnie umiejętne porozumienie władzy z wszelkimi naturalnymi objawami życia i dawanie im legalnego oparcia, a nie bezkrytyczne wysuwanie przeciw nim policyjnej przemocy.

Głównym oskarżonym w sprawie „Hromady” był poseł Taraszkiewicz. Oto kilka ustępów z jego przemówienia w sądzie, tzw. ostatnie słowo:

„Panowie sędziowie! Biorąc po ludzku, nie szatani, nie srebrniki i nie uchwały Kominternu, tylko życie, logika doprowadziła do zorganizowania »Hromady« A jaki był program, taktyka »Hromady« Naród sam sobie, naród własną pracą i ofiarnością zdobędzie realizację zagwarantowanych konstytucją praw. Oto taktyka. Taką drogę zdobycia praw przewidział jeszcze w r. 1906 geniusz Janka Kupały, kiedy śpiewał: »to tam idzie, u takoj wahromnistoj hramadzie, Biełarusy?«. On przewidział, że tylko wysiłkiem całego narodu »hramadoj« naród zdobędzie prawa. Krzywdy, o których śpiewał Kupała, stworzyły »Hromadę«. Chcieliśmy być ludźmi, ale tego nam odmawiano. Hasła »Hromady« to hasła wszystkich innych partii radykalnych.

Reforma rolna bez wykupu wydaje się wielu ludziom tylko demagogią. Mnie się zdaje, że większą demagogią są bezustanne obietnice wykonania reformy rolnej, która przecież dla chłopa białoruskiego jest kapitalnym zagadnieniem.

„O powstaniu »Hromady« dowiedziałem się z interpelacji Związku Ludowo-Narodowego w sejmie. W[ileński] Sąd mógł przekonać się z mego artykułu, jak ja sobie wyobrażałem zadania »Hromady«; szkoły, kooperacja, teatry, solidarność – czy to są rzeczy występne? Czy jest przestępstwem to, że Taraszkiewicz budził naród pozostający w niewoli różnych panów; by on poczuł się obywatelem, by on się człowiekiem stał?

Ja nie wstydzę się, że pociągnęła mnie poezja romantyczna. Dziś jeszcze bardziej pogłębiłem i przejąłem się kulturą polską. Ja, urodzony w Ławaryjskiej Puszczy, w chacie włościanina, ja barbarzyńca. Lecz pan prokurator stawia mi zarzut, kim się stałem, czym się odwdzięczyłem? Na ten zarzut chcę p. prokuratorowi odpowiedzieć. Niedaleko Wilna, przy połockim trakcie, jest majątek Mickuny. Tam wakacje spędzał i często bywał wielki geniusz polski, Juliusz Słowacki. Tam, w tym majątku pracował jako chłop pańszczyźniany mój dziad. Ja nie robię zarzutu, że z pracy, potu i krwi mego dziada żył wielki poeta polski. Więc…

P. prok. Kałapski wspomniał o sprzedawaniu Polski przez jej posłów. Tak, ale ci, co sprzedawali Rzeczpospolitą, mówili po francusku, byli magnatami. A jak ci magnaci traktowali lad? W »Pamiętnikach« Soplicy znajdujemy, że Polacy musieli odcierpieć za stosunek swoich magnatów do narodów ruskich. Magnateria sprzedawała Polskę i pozwoliła Katarzynie mieszać się w stosunki polskie. A czy powstania z r. 1863 nie pogrzebała magnateria polska? Ona nie chciała nadzielić włościan ziemią. Zrobił to rząd rosyjski i odciągnął masy ludowe od walki.

Likwidacja »Hromady« rozpoczęła się gwałtem administracyjnym, niech ten gwałt skończy się sprawiedliwością – uniewinnieniem. Tego bowiem od was, p. sędziowie, oczekuje wzburzone sumienie narodu białoruskiego”.

Tak mówił główny oskarżony.

Pomimo gorliwej obrony przez pierwszorzędnych polskich prawników, sąd (składający się przeważnie z ludzi, co dawniej służyli w sądach rosyjskich, a dziś są na posadach w sądownictwie polskim), z p. Owsianką na czele, skazał Taraszkiewicza i kilkudziesięciu „hromadowców” na 12 lat ciężkiego więzienia.

Czy po tym wyroku w duszach tysięcy chłopów białoruskich nie zabrzmi ich stara pieśń z czasów moskiewskich, którą podsądny w ostatnim słowie wspomniał? „A kto tam idzie w ogromnej gromadzie?… Białorusy”.

Dalsza zwrotka tej pieśni jest taka: „A co oni niosą na chudych plecach?… Swoją krzywdę”.

Czy ci, co jako sternicy sprawiedliwości w Polsce dopuszczają do takich spraw politycznych, nie rozumieją, że zbudzenie poczucia krzywdy w duszy tysięcy ludu, siedzącego na wschodnich kresach naszego państwa, to wielka krzywda wyrządzona Polsce?

Irena Kosmowska

___________________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Wyzwolenie” – organie PSL „Wyzwolenie”, nr 24, 1928. Następnie wznowiono go w aneksie książki: Regina Kociowa – „Irena Kosmowska”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1960. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *