Lidia Ciołkoszowa

Jan Józef Lipski

[1991]

Poznałam Jana Józefa Lipskiego, gdy w roku 1978, w ostatnich miesiącach życia mego męża, przyszedł do nas w Londynie wraz ze swoją żoną, p. Marutą. Choć nie znaliśmy go osobiście, nie był nam obcy; wręcz przeciwnie, przyjęliśmy ich oboje otwartym sercem, bo był KOR-owcem.

Dla nas obojga robotnicze strajki i demonstracje w Ursusie, Płocku i Radomiu w czerwcu 1976 r. oraz powstanie KOR-u we wrześniu tegoż roku jako rezultat masowych represji reżimowych wobec robotników, były ogromnym przeżyciem. Wszak żyliśmy tu na emigracji w głębokim przeświadczeniu, że komuniści robotników polskich nie zdobędą, że to oni właśnie będą siłą, która narzucony i znienawidzony system obali. Staliśmy się entuzjastycznymi zwolennikami KOR-u i pamiętam dobrze naszą radość, gdy pod założycielskim apelem KOR-u na czternastu założycieli znaleźliśmy pięciu pepesowców, a wśród nich najbliższych przyjaciół.

Pod apelem był też podpisany nasz gość, Jan Józef Lipski. Zdobył nas sobie gruntownie nie tylko inteligencją i zasobem wiadomości przywiezionych z Polski, ale przede wszystkim głębią uczucia, z jaką podchodził do robotników Ursusa czy Radomia, gdy o tych zajściach mówił. Wtedy narodziła się nasza przyjaźń, która przetrwała śmierć mego męża, a w ciągu ostatnich trzynastu lat umocniła się przez naszą coraz bliższą współpracę i objęła p. Marutę, bo nie mogło być inaczej.

Kim był Jan Józef Lipski? Do historii przeszedł jako 16-letni żołnierz Polski Podziemnej pod okupacją niemiecką, w Szarych Szeregach, w Armii Krajowej i w powstaniu warszawskim w „Baszcie”, kiedy to został ciężko ranny i zdobył Krzyż Walecznych. A potem od lat pięćdziesiątych należał do najczynniejszych uczestników i często inicjatorów w różnych formach oporu i walki z systemem komunistycznym w Polsce, jak Klub Krzywego Koła, „Po prostu”, KOR, „Solidarność” i PPS. W walce tej był pozbawiany pracy, prześladowany i więziony.

Z wykształcenia był polonistą, doktorat otrzymał w r. 1965. W artykule pt „Jan Józef Lipski – badacz literatury” („Tygodnik Powszechny” nr 39 z 29 września 1991) autorka, p. Maria Podraza-Kwiatkowska, napisała: „O podwójnej naturze Jana Józefa Lipskiego nie wszyscy wiedzą. Wśród szerszej publiczności znany jest przede wszystkim jako homo politicus. Był jednak także znakomitym badaczem literatury, zwłaszcza – kasprowiczologiem. Odkrywczy interpretator, solidny edytor, cierpliwy szperacz – oto Lipski inny niż ten, którego znaliśmy w ostatnich latach”. I ja kiedyś ukończyłam polonistykę, więc i to nas bardzo zbliżało. W czasie swego ostatniego pobytu w Londynie w kwietniu 1991, podarował mi Kasprowicza „Wybór poezji” w swoim opracowaniu (wydanie trzecie, rozszerzone, Wrocław 1990 – Biblioteka Narodowa), gdzie w większej i bardzo czułej dedykacji znalazłam także słowa: „na dowód, że naprawdę jestem polonistą”. Trzymając książkę w ręce, rozmawialiśmy o Kasprowiczu i ku mojej radości okazało się, że naszym wspólnie ulubionym wierszem jest:

Rzadko na moich wargach –

Niech dziś to warga ma wyzna –

Jawi się krwią przepojony

Najdroższy wyraz: Ojczyzna…

Jako badacz literatury pozostawił też po sobie wydane przez Instytut Literacki w Paryżu w r. 1987 „Szkice o poezji”, pisane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Przerwa około 20 lat między wydaniem szkiców a ich napisaniem wskazuje, że prześladowania komunistyczne obejmowały nie tylko Lipskiego – działacza politycznego, ale także autora polonistycznych artykułów, recenzji czy książek, których nie dopuszczano do druku. „Szkice o poezji” poświęcone są przede wszystkim poetom polskim współczesnym Lipskiemu, i to nie tylko sławnym lub znanym, lecz i młodym, rozpoczynającym karierę, a także nie tylko poetom krajowym, lecz również emigracyjnym. Na uwagę zasługuje tu szkic pt. „Londyńscy poeci” (z r. 1966). Lipski – polonista krajowy – z pełnym zrozumieniem podkreślił tu mocno: „Fenomen socjologiczny, jakim jest twórczość poetów nie tylko żyjących poza swym narodowym środowiskiem językowym, ale nawet dojrzewających w warunkach daleko posuniętej izolacji od niego – przede wszystkim przyciąga uwagę każdego, kto zetknął się, choćby pośrednio i ze słyszenia, z grupą londyńskiego »Merkuriusza Polskiego« i później »Kontynentów«. Nie byłoby oczywiście o czym mówić i nad czym się zastanawiać, gdyby nie chodziło tu o garść ludzi z talentem i poetów z prawdziwego zdarzenia”. Ilu ludzi tu w Londynie pamięta początki tej grupy?

Mimo głębokiego przygotowania i dużych osiągnięć w pracy literaturoznawczej był jednak Jan Józef Lipski przede wszystkim działaczem politycznym wybitnie aktywnym, a także wybitnym publicystą politycznym. Niewątpliwie praca badawcza w literaturze sprawiła, że jego artykuły polityczne są mocno podbudowane rzetelną analizą wypadków politycznych, jak najszerszym zbadaniem wszystkich okoliczności, zarówno historycznych, jak i bieżących, przed wysunięciem wniosków i postawieniem konkretnych zadań do wykonania. Przy czym cała ta praca intelektualna i polityczna ma głębokie korzenie w jego patriotyzmie i to w najszlachetniejszej jego odmianie.

Pod tym względem ogromne znaczenie ma jego artykuł pt. „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy” („Kultura”, Paryż, październik 1981 r.), najważniejsze źródło dla poznania Jana Józefa jako człowieka, publicysty i działacza politycznego. Według Lipskiego „szowinizm, megalomania narodowa, ksenofobia, czyli nienawiść do wszystkiego, co obce, egoizm narodowy – nie dadzą się pogodzić z nakazem chrześcijańskim miłości bliźniego. Patriotyzm natomiast – daje się pogodzić. […] Patriotyzm jest z miłości – i do miłości ma prowadzić; wszelka inna jego forma jest deformacją etyczną”. Dlatego też występuje Lipski przeciw fałszywej ocenie przeszłości, utrwalaniu fałszywych moralnie mitów narodowych, przemilczaniu ciemnych plam własnej historii. „Nie wolno nam tak postępować! – decyduje Lipski. – Każde przemilczenie – staje się oliwą do ognia megalomanii narodowej, jest chorobą; każde uchylenie się od uznania własnych win – jest niszczeniem etosu narodowego”. Stąd nawołuje Lipski, aby w literaturze historycznej odrzucić tradycję, która służy megalomanii narodowej, a wrócić do tradycji Żeromskiego, gorzkiej tradycji obrachunków. Mnie, wychowanej na Żeromskim, natychmiast przychodzą na myśl jego słowa: „Trzeba rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości”.

Omawiając szczegółowo wzajemne stosunki polsko-niemieckie, polsko-rosyjskie, polsko-ukraińskie czy polsko-litewskie i rozróżniając odmienność i wagę składających się na nie elementów, Lipski podkreśla, że „jednak winniśmy zrobić maksimum tego, co można, by z naszej strony stworzyć optymalne przesłanki do pojednania naszych narodów. Przede wszystkim musimy niejedno zmienić w nas samych i naszej świadomości historycznej, by to było możliwe”.

Dużo też miejsca poświęca Lipski zagadnieniom antysemityzmu w Polsce i stwierdza: „Antypolonizmu wśród części Żydów na Zachodzie nie można przypisywać całej zbiorowości – jak nie wolno całemu narodowi polskiemu przypisywać antysemityzmu”. Lipski twierdzi, że wysiłek społeczeństwa polskiego w dziedzinie ratowania Żydów pod okupacją niemiecką był duży, godny szacunku, opłacony sowicie krwią i nie pozbawiony sukcesów. Przypomina działalność Rady Pomocy Żydom, korzystającej z poparcia Podziemnego Państwa Polskiego, jasne i wyraźne stanowisko władz polskich. Jednak jego głównym zarzutem jest obojętność znacznej części społeczeństwa polskiego wobec zagłady Żydów, a winą za to obciąża m.in. panoszenie się antysemityzmu w Polsce przed wojną: „Gdyby nie zatruwano narodu polskiego przed wojną antysemityzmem – z pewnością mniej byłoby obojętnych”. Potępia antysemicką politykę PRL, która doprowadziła do wypchnięcia z Polski w r. 1968 tysięcy Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia i którą określa jako „jedną z hańb w dziejach naszego kraju”. Lipski kończy swój artykuł słowami: „Jestem przekonany, że jednym z najistotniejszych zagadnień naszej teraźniejszości i przyszłości jest wyzbycie się megalomanii narodowej i ksenofobii, a przynajmniej ich stępienie do stanu niegroźnego dla dalszych losów narodu polskiego”. Zatrzymałam się dłużej nad tym artykułem, bo jest on wyrazem istotnej cechy charakteru Jana Józefa – odwagi cywilnej. Artykuł ten ściągnął na Lipskiego falę oburzenia wśród jego przeciwników politycznych, ale podniósł jego autorytet i uznanie wśród ludzi podobnie myślących.

Artykuł ten napisał Lipski po pięciu latach aktywnej i ofiarnej pracy najpierw w KOR-ze, a potem Komitecie Samoobrony Społecznej „KOR”. We wrześniu 1977 r., po zwolnieniu z więzień wszystkich robotników Radomia i Ursusa, KOR uznał za konieczne rozszerzenie swych celów i zadań i przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Jako swe zadania ogłosił m. in.:

1. Walkę z represjami stosowanymi z powodów politycznych, światopoglądowych, wyznaniowych, rasowych i udzielanie pomocy ludziom z tych powodów prześladowanym.

2. Walkę z łamaniem praworządności i pomoc pokrzywdzonym.

3. Walkę o instytucjonalne zabezpieczenie praw i wolności obywatelskich.

4. Popieranie i obronę wszelkich inicjatyw społecznych, zmierzających do realizacji praw człowieka i obywatela.

Pod apelem z dnia 23 września 1981 r. zamykającym działalność tegoż Komitetu (w piątą rocznicę powstania KOR-u) i apelującym do wspierania „Solidarności” i działania w jej szeregach, jest też podpis Jana Józefa Lipskiego. Był on członkiem Zarządu Regionu Mazowsze „Solidarności” w latach 1980-1981, w grudniu 1981 brał czynny udział w strajku protestacyjnym robotników Ursusa przeciw proklamacji stanu wojennego. Został aresztowany, lecz po kilku miesiącach zwolniony z powodu ciężkiej choroby serca.

W roku 1982 w Londynie napisał obszerną historię KOR-u („KOR”, Londyn 1983, „Aneks”). W słowach końcowych książki podkreślił: „Z dumą i z całą odpowiedzialnością stwierdzam: byliśmy niezbędni, by »Solidarność« powstała. […] Wierzę, że »Solidarność« to też nie tylko dzień dzisiejszy, lecz i przyszłość. Może nie będzie to jeszcze ta przyszłość, dla której pracowaliśmy w KOR-ze, nie od razu niepodległość i demokracja, ale w każdym razie jakiś nowy odcinek drogi, wiodący do tych celów ostatecznych. Autor tej książki chętnie dodałby tu jeszcze jedno słowo: socjalizm – i nie byłby w tym osamotniony wśród KOR-owców. Po to zakładaliśmy tuż przed wronią wojną Kluby Rzeczypospolitej Samorządnej Wolność – Sprawiedliwość – Niepodległość, by i ten cel realizować. […] Nieraz podkreślaliśmy w KOR-ze, że łączy on ludzi różnych orientacji i światopoglądów. Niech jednak wolno mi będzie w przededniu ciężkich prób i to słowo wpisać do mego osobistego wyznania wiary…”.

Każdorazowa wizyta Jana Józefa w Londynie (spowodowana względami zdrowotnymi) wskazywała w dłuższych naszych rozmowach, że ideowo zbliża się on coraz bardziej do socjalizmu niepodległościowego, demokratycznego i wolnościowego, tj. do PPS. Dla niego, żołnierza Armii Krajowej, PPS to była podziemna WRN – Wolność, Równość, Niepodległość, a nie koncesjonowana PPS Osóbki i Cyrankiewicza. Było to stanowisko naszej emigracyjnej PPS. Tu trzeba dodać, że Lipski po napisaniu tej książki o KOR-ze na wiadomość o procesie KOR-u wyjechał natychmiast z Londynu do Warszawy, by być razem z oskarżonymi przyjaciółmi.

Od roku 1983 usiłował powoli wznowić działalność PPS w kraju, będąc w bliskich kontaktach z naszą emigracyjną PPS, tj. z tym jej odłamem, który po rozłamie w r. 1959, spowodowanym złudzeniami Zygmunta Zaremby wobec Gomułki, pozostał w ośrodku legalistycznym. Dowodem ówczesnej linii ideowo-politycznej Jana Józefa była jego polemika na łamach „Pulsu” (Londyn, nr 27, 1985) z Piotrem Wierzbickim po wydaniu „Myśli staroświeckiego Polaka”. Jak na spokojnego i opanowanego Lipskiego zarówno tytuł polemicznego artykułu, „Myśli skołowanego Polaka”, jak i motto „Nietolerancja przeradza się w bzika”, są dowodem, jak bardzo oburzony był zasadniczym identyfikowaniem przez Wierzbickiego lewicy ze stalinizmem i celową degradacją moralną ludzi lewicy w oczach czytelnika książki.

W roku 1987 udało nam się zlikwidować rozłam w emigracyjnej PPS. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to może przyspieszyć powstanie PPS w kraju. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy Jan Józef telefonicznie z Warszawy zawiadomił mnie, że na nielegalnym zebraniu, przerwanym przez policję i aresztowanie głównych organizatorów wraz z nim, powołano do życia PPS. Byłam szczęśliwa. Pierwsze lata były trudne, różnice przede wszystkim pokoleniowe wywoływały kryzysy i rozłamy, ale górowała nad nimi zdecydowana wola Jana Józefa i jego przyjaciół utrzymania PPS, wiernej tak mu drogiej, starej, sławnej tradycji. My na emigracji w większości staliśmy przy nim. W roku 1989 Jan Józef w wolnych wyborach został wybrany do Senatu z listy „Solidarności”, z województwa radomskiego. Robotnicy Radomia (dawnego przedwojennego Radomia, gdzie władze miasta przez lata były w rękach PPS) pamiętali Jana przecież z okresu strajku i pomocy KOR-owskiej. Mimo zwiększenia obowiązków, głównie dzięki wysiłkom Jana Józefa doszło do zwołania Kongresu Zjednoczeniowego, który objął kilka grup krajowych, używających nazwy PPS z takim czy innym przydomkiem, oraz PPS emigracyjną. W październiku 1990 r., po 50 latach na emigracji, w Warszawie wspólnie z Lipskim przeżywałam XXV Kongres PPS, który go wybrał przewodniczącym Rady Naczelnej. Był nim do dnia swej przedwczesnej śmierci. Autorytet Jana Józefa w PPS wypływał z jego siły moralnej, szlachetności uczuć i wierności przekonań, co w życiu politycznym wielką rolę odgrywa. I dlatego przywiązuję tak dużą wagę do jego ostatniego artykułu pt. „My, polscy socjaliści” („Tydzień Polski”, Londyn 15 i 22 VI 1991), który jest dowodem tej wierności, a zarazem testamentem politycznym Jana Józefa. „Przed Polską – pisał – stoją dziś cztery zadania: 1 – dokończyć proces odzyskiwania niepodległości; 2 – zdemontować do końca strukturę komunistyczną, budowaną w PRL przez dziesięciolecia; 3 – jednocześnie z tym demontażem wprowadzać elementy nowej struktury: demokratycznej i wolnościowej – w płaszczyźnie politycznej; wolnorynkowej – w płaszczyźnie gospodarczej; sprawiedliwej społecznie – w płaszczyźnie socjalnej; 4 – znaleźć się w Europie wolnych i równych narodów naszego kontynentu”. Odchodząc, wyznaczył dalszy kierunek działania Polskiej Partii Socjalistycznej.

Żegnając go w bólu i żalu na pogrzebie jako ostatnia z żyjących członków przedwojennych władz naczelnych PPS, wymieniając wielkie symboliczne nazwiska przywódców PPS z okresu jej prawie stuletniego istnienia, włączyłam do nich bez wahania Jana Józefa Lipskiego.

Dobrze się stało, że na pogrzebie został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Wielkim Polonia Restituta. A żegnały go nad grobem stare czerwone sztandary PPS…

Lidia Ciołkoszowa
______________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Puls”, nr 52, 1991, Londyn. Następnie wznowiono go w książce „Jan Józef. Spotkania i spojrzenia. Książka o Janie Józefie Lipskim”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996. Przedruk za tym ostatnim źródłem. Tekst publikujemy w 25. rocznicę śmierci Jana Józefa Lipskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *