Adam Ciołkosz

Dwa powstania

[1964]

W sierpniu 1944, w krótkim odstępie czasu, wybuchły w dwóch stolicach europejskich powstania przeciwko niemieckiemu okupantowi: w Warszawie i w Paryżu. Powstanie warszawskie trwało 63 dni i zakończyło się klęską powstańców oraz całkowitym zniszczeniem polskiej stolicy. Powstanie paryskie trwało 7 dni i zakończyło się zwycięstwem powstańców, niemal bez żadnych szkód i zniszczeń dla stolicy francuskiej. Zestawienie i porównanie przebiegu wydarzeń i przyczyn całkowicie odmiennego wyniku tych dwóch powstań aż się prosi o analizę.

W przedstawieniu faktów, odnoszących się do powstania paryskiego, będzie nam przy tym pomocne bardzo staranne opracowanie tematu, „Im Paris 1944”, które wyszło spod pióra Paula Almasy i ukazało się w dziesięciu zeszytach tygodnika „Schweizer Illustrierte Zeitung” z dnia 18 grudnia 1946 – 26 lutego 1947. Almasy ze swej strony opierał się w wielkiej mierze na książce Adriena Dansette „Histoire de la libération de Paris”, która ukazała się w r. 1946 i miała do tej pory 58 wydań. Pomiędzy tymi dwoma opracowaniami zachodzą tylko nieznaczne różnice, tyle że akcenty są inaczej rozłożone.

Odwrót wojsk niemieckich

Jeśli chodzi o ogólną sytuację wojenną, w obu wypadkach zachęcała ona do powstania. Na froncie wschodnim 18 lipca ruszyła znad Bugu letnia ofensywa sowiecka; doszła rychło do Wisły; pod Magnuszewem i Baranowem uchwyciła przyczółki mostowe na lewym brzegu Wisły. Od 23 lipca Warszawa patrzyła na ewakuację niemieckich biur i odwrót armii niemieckich, słyszała już huk dział nadciągających armii sowieckich. 30 lipca czołgi radzieckie dotarły do Radości i Miłosny, niemal na przedmieścia Warszawy. Wydarzenia te musiały ogromnie wzmóc wolę walki ludności Warszawy.

Na froncie zachodnim rozpoczęła się w tym czasie bitwa o Bretanię. Jej przebieg był błyskawiczny. Trzecia Armia amerykańska pod dowództwem gen. Pattona zajęła 30 lipca Avranches, 31 lipca Granville, 4 sierpnia Rennes, 6 sierpnia Laval, 9 sierpnia Le Mans, 11 sierpnia Angers i Nantes. 15 sierpnia wojska amerykańskie rozpoczęły ofensywę w kierunku północnym, mającą na celu połączenie się z Pierwszą Armią kanadyjską, zamknięcie kleszczy pomiędzy Falaise a Argentan i rozbicie niemieckiej Siódmej Armii i Piątej Armii pancernej. Cel został osiągnięty 19 sierpnia po ciężkich i krwawych walkach, w których odznaczyła się świetnie pierwsza polska dywizja pancerna pod dowództwem gen. Maczka. Była to największa klęska niemiecka od czasu Stalingradu. Zanim jeszcze bitwa o Bretanię i Normandię dobiegła końca, 16 sierpnia rozpoczęła się bitwa o Francję północnowschodnią. 16 sierpnia Trzecia Armia amerykańska, do której przydzielona była druga francuska dywizja pancerna gen. Leclerca, oswobodziła Orleans, Chartres i Dreux. W dwa dni później dotarła do Sekwany pod Mantes-Gasicourt, 60 km od Paryża. Wydarzenia te musiały ogromnie wzmóc wolę walki ludności Paryża.

I w Paryżu, i w Warszawie podziemne armie patriotycznego oporu gotowały się do ostatniego boju. W Warszawie niemal całość polskich sił zbrojnych była skupiona w ramach Armii Krajowej, podporządkowanej rządowi polskiemu w Londynie. Armia Krajowa liczyła na terenie Warszawy 36500 żołnierzy, poza nią pozostawały tylko Narodowe Siły Zbrojne – 800 żołnierzy, Armia Ludowa – 500 żołnierzy, i Polska Armia Ludowa – 100 żołnierzy. Rząd w Londynie oddał władzom krajowym do ich uznania ustalenie ostatecznego terminu wystąpienia zbrojnego. W dniu 31 lipca w wyniku porozumienia się delegata rządu i Komendanta Głównego AK wyznaczono jako termin rozpoczęcia działań (godzina „W”) dzień 1 sierpnia, godz. 17.

W Paryżu całość francuskich sił zbrojnych w liczbie 30630 żołnierzy podporządkowana była rządowi tymczasowemu w Algierze (gen. de Gaulle) i jego organom cywilnym i wojskowym na miejscu. Komuniści nie stanowili tu wyjątku. Wchodzili oni w skład rządu i podziemnych władz ruchu oporu. W szczególności, komendantem Francuskiej Armii Krajowej na miasto Paryż był płk Tanguy, zwany Rols, robotnik-metalowiec, zażarty komunista, były uczestnik wojny domowej w Hiszpanii, gdzie w szeregach brygad międzynarodowych uzyskał stopień pułkownika. Komuniści popierali rząd gen. de Gaulle’a, jednakże mieli swą własną taktykę i dążyli do zdobycia pełni władzy dla partii komunistycznej. Z tą też myślą powzięli zamiar wywołania powstania w Paryżu. W gruncie rzeczy zamiar ten był skierowany przeciwko Anglikom i Amerykanom, a także przeciwko gen. de Gaulle’owi.

Stosunek sił

W chwili rozpoczęcia walk powstańczych w Warszawie siły niemieckie wynosiły w tym mieście 20000 żołnierzy i policjantów w pełni uzbrojenia. Uzbrojenie polskich oddziałów powstańczych stanowiło 1000 karabinów, 7 ciężkich karabinów przeciwpancernych, 15 piatów, 300 pistoletów maszynowych, 17000 pistoletów i 25000 granatów ręcznych, z czego 95 procent własnej produkcji. Było to uzbrojenie niedostateczne, a jednak nieporównanie bogatsze, niż uzbrojenie powstańców w Paryżu.

W chwili rozpoczęcia walk powstańczych w Paryżu siły niemieckie wynosiły w tym mieście 20000 żołnierzy w pełni uzbrojenia, w czym było 80 czołgów i 60 samolotów. Uzbrojenie Francuskiej Armii Krajowej (FFI) w Paryżu stanowiło 497 karabinów, 4 karabiny maszynowe, 818 rewolwerów, 97 pistoletów maszynowych, 132 granaty ręczne i 24 miny. Zbrojownia naczelnego dowództwa FFI wykazywała w tym samym czasie 5 karabinów, 7 rewolwerów, 8 pistoletów maszynowych i 60 granatów ręcznych. Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać, gdy się czyta te liczby. Od dawna Paryż podziemny żądał od Londynu broni, lecz żądał na próżno. Na prowincji alianci zrzucali z samolotów na spadochronach broń dla ruchu oporu, ale Paryż nie otrzymywał niczego. Aliantom zależało na akcjach sabotażowych, lecz ze względów czysto wojskowych – nie chcieli tworzenia wielkich armii partyzanckich, którym trudno byłoby dać pełnowartościowe, nowoczesne uzbrojenie. Pogląd ten podzielali nie tylko Anglicy i Amerykanie, ale również sztab gen. de Gaulle’a. Przyznać jednak trzeba, że nikt nigdy nie oskarżał Francuskiej Armii Krajowej, iż stoi bezczynnie „z bronią u nogi”. Nigdy też Londyn nie wzywał ludności Paryża do powstania, podczas gdy cała propaganda sowiecka, a w szczególności radiostacja im. Kościuszki w Taszkiencie, nawoływała ludność Warszawy do zrywu powstańczego.

Nie będziemy tu omawiali koncepcji strategicznej sowieckiej z ostatnich dni lipca 1944 r., bo sprawa ta jest wciąż przedmiotem sporu pomiędzy historykami polskimi a sowieckimi. Odsyłamy więc czytelnika do książki gen. Bora-Komorowskiego, której dajemy pełną wiarę. Jeśli chodzi o Paryż, fakty są bezsporne. W nocy z 16 na 17 sierpnia gen. Delmas (pseudonim Chaban, obecnie przewodniczący francuskiego Zgromadzenia Narodowego) przybył potajemnie z Londynu do Paryża, przywożąc z sobą instrukcje gen. Koeniga, dowódcy FFI. Instrukcje te brzmiały: Wojska Trzeciej Armii amerykańskiej nie zamierzają uderzyć na Paryż, ich celem jest Francja północno-wschodnia, ich zadaniem jest zniszczenie cofających się wojsk niemieckich. W najlepszym wypadku wojska alianckie wejdą do Paryża w pierwszych dniach września. Taka jest decyzja Eisenhowera, taki jest sens wielkiego manewru oskrzydlającego, w którym oswobodzenie Paryża nie odgrywa rozstrzygającej roli. Ze strategicznego punktu widzenia jest obojętne, czy Paryż będzie wolny trochę wcześniej czy trochę później. Rozkaz dla podziemnych francuskich sił zbrojnych w Paryżu brzmiał tedy: czekać.

Narady i decyzja

Rozkaz ten przyjęto w kierowniczych kołach ruchu oporu z uczuciami bardzo mieszanymi Z jednej strony w kołach tych rozgrywała się walka o to, kto uchwyci władzę w Paryżu: komuniści czy też stronnictwa demokratyczne, czy wreszcie ludzie de Gaulle’a. Decyzja w sprawie wybuchu powstania (lub uchylenie się od tej decyzji) mogła tu zaważyć bardzo ciężko, równie jednak ciężko musiałaby zaważyć klęska powstania. Z drugiej strony należało liczyć się z nastrojami ludności, która nie znała prawdziwej sytuacji militarnej, przeceniała siłę francuskiego ruchu oporu i nie doceniała możliwości wojsk niemieckich.

Ludność Paryża żyła od kilku dni w gorączce. 15 sierpnia rano rozpoczął się w Paryżu strajk policji francuskiej, wśród której działały trzy potajemne organizacje oporu i która chciała oczyścić się z zarzutów kolaboracji z Niemcami. Tegoż dnia wybuchł strajk w gazowni. W elektrowni zaszły akty sabotażu, skutkiem których miasto miało prąd elektryczny tylko od 9.30 wieczorem do północy. Przestała funkcjonować kolej podziemna i autobusy. Przestały też wychodzić gazety. Panował dotkliwy brak żywności. Wszystko to składało się na rosnące podniecenie ludności.

Nastąpiły wyraźne objawy rozkładu systemu okupacyjnego. Zamilkła radiostacja paryska. 17 sierpnia Hitler nakazał „rządowi” Lavala opuścić Paryż i przenieść się bezzwłocznie do Belfortu. Laval w interesie swego własnego bezpieczeństwa podporządkował się rozkazowi, ale jednocześnie podał się do dymisji. Rząd Vichy, rząd kolaboracjonistów, przestał tym samym istnieć. Następnego dnia na murach Paryża pojawiły się rozklejone trzy proklamacje: odezwa związków zawodowych CGT, pozostających pod wpływem komunistów, wzywająca do strajku generalnego; odezwa komendanta FFI na miasto Paryż (pułk. Tanguy), zarządzająca mobilizację powszechną i powołująca mieszkańców Paryża pod broń; odezwa Francuskiej Partii Komunistycznej, również nawołująca do powstania. Było oczywiste, że komuniści postanowili narzucić taktykę natychmiastowego powstania, chociaż wiedzieli, że nie ma dla powstańców uzbrojenia i że wojska alianckie nie zamierzają maszerować na Paryż.

Wśród czynników kierowniczych ruchu oporu trwały przez cały dzień burzliwe narady. Gen. Delmas wykazywał, że przedwczesne powstanie, nie uzgodnione z dowództwem alianckim, będzie błędem i zakończyć się musi krwawą łaźnią dla powstańców; ostatecznie wiadome już było, co się dzieje w Warszawie. Natomiast pułk. Tanguy parł do walki bezzwłocznej. Hasłem komunistów było, że Paryż musi być oswobodzony przez samych Paryżan. Jeden z komunistów oświadczył w trakcie dyskusji: „Wszystko nam jedno, czy w Paryżu padnie 200 ofiar, czy 300000, rzecz główna w tym, by walczono”. Aleksander Parodi, członek rządu i delegat cywilny de Gaulle’a (obecnie wiceprezydent Rady Państwa), wiedział, że Eisenhower nie zamierza maszerować na Paryż i że Niemcy będą mieli dość czasu, by zrównać miasto z ziemią, zanim nadejdzie pomoc. Wiedział jednak także, że jeśli odmówi swej zgody na wybuch powstania – ruch oporu rozpadnie się, a w każdym razie komuniści wystąpią do walki bez względu na konsekwencje. W tej sytuacji Parodi dał swą zgodę na wydanie proklamacji wzywającej ludność Paryża do powstania. Komuniści postawili na swoim. Pozostało jeszcze tylko jedno: błagać aliantów o zmianę ich zamierzeń i planów strategicznych, o pospieszenie z odsieczą dla Paryża.

Powstanie w Paryżu

19 sierpnia rankiem padły pierwsze strzały i rozgorzała walka. 3000 policjantów obsadziło prefekturę policji, zamieniając wyspę de la Cité w fortecę. W nocy Francuska Armia Krajowa opanowała śródmieście: ratusz, pałac sprawiedliwości, ministerstwo wojny i ministerstwo spraw wewnętrznych oraz szereg innych gmachów rządowych. 20 sierpnia weszło w życia zawieszenie broni, wynegocjowane przez konsula szwedzkiego Raoula Nordlinga. Gen. Choltitz, niemiecki komendant miasta, zgodził się na przyznanie żołnierzom FFI praw kombatanta, pozostawienie śródmieścia w ich ręku i dopuszczenie transportów żywności do miasta, w zamian za zgodę na przerzucenie wojsk niemieckich z zachodniej do wschodniej części miasta.

Zawieszenie broni przyniosło pewne uspokojenie, miało ono obowiązywać do południa 23 sierpnia, ale już po kilku godzinach nikt go nie przestrzegał, ani Francuzi ani Niemcy. Paryż stał się jednym wielkim polem bitwy. Wszędzie barykady, wszędzie strzelanina, wszędzie przewaga niemiecka. Co najważniejsze, powstańcom wyczerpywała się amunicja, sytuacja pogarszała się z godziny na godzinę. 21 sierpnia wieczorem gen. Delmas depeszował (drogą łączności radiowej) do gen. Koeniga w Londynie, że Paryżowi grozi zagłada i że tylko natychmiastowa pomoc może ocalić stolicę.

Tutaj kończą się analogie pomiędzy wydarzeniami w Warszawie a wydarzeniami w Paryżu. O klęsce powstania warszawskiego zadecydowała postawa Stalina, który kazał Rokossowskiemu zatrzymać ofensywę sowiecką na prawym brzegu Wisły. „Nam do Warszawy nie spieszno”, telefonował Stalin. Armie sowieckie patrzały bezczynnie na niszczycielskie dzieło hitlerowskiej artylerii ciężkiej i lotnictwa, na równanie Warszawy z ziemią. Natomiast powstańcy Paryża mieli do czynienia nie z potworem w ludzkim ciele, lecz z ludźmi wielkodusznymi: z gen. Bradleyem i gen. Eisenhowerem. Trzeba tylko było dotrzeć do nich i przekonać o grozie sytuacji.

Poczynając od 20 sierpnia, sztab de Gaulle’a, zaniepokojony wiadomościami z Paryża, domagał się interwencji wojsk alianckich. Sam de Gaulle udał się w tej sprawie do Eisenhowera do Le Mans. Potem Eden zwrócił się do Eisenhowera o ratowanie Paryża. Gen. Ismay, szef sztabu w brytyjskim ministerstwie obrony i wojskowy sekretarz gabinetu Churchilla, również zwrócił się do Eisenhowera, prosząc go o zmianę zarządzeń i zamierzeń. Opinię publiczną świata alarmował lord Vansittart, który na łamach prasy londyńskiej ostrzegał, iż Paryż czeka los Warszawy.

Jednakże sprawa szła jak po grudzie. Eisenhower oświadczał swym rozmówcom, że nie może zmienić swych planów i że atak frontalny na Paryż nie wchodzi w rachubę. I wtedy w głównej kwaterze Bradleya zjawił się major Gallois, wysłannik pułk. Tanguy z Paryża. Wieści, które przyniósł z sobą, były tak rozpaczliwe, że gen. Bradley zdecydował się interweniować bezzwłocznie u Eisenhowera. Spotkał u niego gen. Koeniga, którego Eisenhower dopiero co odprawił z niczym. Lecz co nie powiodło się innym, to udało się Bradleyowi: wpłynął na Eisenhowera, by zmienił swe decyzje. Tym samym Paryż był ocalony.

22 sierpnia o godz. 5 po południu Eisenhower wydaje rozkaz, by druga francuska dywizja pancerna i czwarta amerykańska dywizja piechoty ruszyły bezzwłocznie w drogę. Francuzi idą pierwsi, im ma przypaść zaszczyt oswobodzenia Paryża. O godz. 10 wieczorem dywizja Leclerka wyrusza, następnego dnia rankiem podchodzi na 100 km pod Paryż, w południe jest w Rambouillet, 43 km do Paryża. 24 sierpnia o godz. 7 rano rozpoczyna się atak wojsk Leclerka na Paryż. Po południu kolumna francuska osiąga Boulogne-Billancourt, pod wieczór czołgi francuskie docierają do Porte d’Italie. O godz. 9.22 komendant czołówki pancernej kapitan Dronne zajeżdża czołgiem przed ratusz.

Radość Paryżan nie da się opisać, mężczyźni płaczą, kobiety rzucają się żołnierzom na szyję, zewsząd rozbrzmiewa Marsylianka, przez całą noc ulicami przepływają tłumy wśród śpiewów i okrzyków: niech żyje Francja, niech żyje de Gaulle.

Wreszcie 25 sierpnia rano wojska francuskie likwidują ostatnie niemieckie ośrodki oporu: Senat, Etoile, plac Zgody, ministerstwo spraw zagranicznych, Tuillerie, Ecole Militaire i hotel Meurice przy ulicy Rivoli, siedzibę niemieckiej Komendantury. Komendant garnizonu gen. Choltitz poddaje się, o godz. 3.30 po południu podpisuje i wręcza gen. Leclerkowi instrument kapitulacji. Paryż jest wolny, Paryż jest w ręku Francuzów, Paryż został oswobodzony przez Francuzów – w tym oświetleniu dni 19 do 25 sierpnia przechodzą na zawsze do historii. Następnego dnia 700000 Paryżan, szalejących z radości, aklamuje de Gaulle’a. W nocy Luftwaffe dokonuje nalotu na Paryż, od bomb niemieckich płoną całe ulice, ale ten akt wściekłości Hitlera niczego już zmienić nie może. Paryż jest wolny!

Oswobodzenie Paryża kosztowało 900 żyć żołnierzy dywizji Leclerka i ponad 2000 żyć ludności cywilnej. Żołnierzy niemieckich poległo 3200. To wszystko.

…Podobny mógł być przebieg wydarzeń w Warszawie, lecz nie dopuścił do tego Stalin. Nie chciał, by Polacy sami sobie zawdzięczali wolność od niemieckiego panowania.

„Czy Paryż płonie?”

Obraz wydarzeń byłby niepełny, gdyby w nim pominąć Choltitza i rolę, jaką odegrał. Gen. Dietrich von Choltitz dowodził w czasie walk o Bretanię 84 korpusem niemieckim. Rozumiał, że wojna jest dla Niemiec przegrana, raportował 15 lipca do dowódcy Siódmej Armii: „Cała bitwa jest jedną wielką krwawą łaźnią, jakiej nie widziałem w ciągu jedenastu lat wojny”. 3 sierpnia 1944 r. objął komendę wojsk niemieckich w Paryżu.

7 sierpnia Hitler osobiście zapowiedział Choltitzowi, że Paryż ma być broniony do ostatka; 14 sierpnia wydał rozkaz zniszczenia wszystkich kluczowych zakładów przemysłowych w Paryżu i wokół Paryża; następnego dnia nakazał zniszczyć wszystkie mosty w Paryżu i okolicy, w liczbie 62. Po wybuchu powstania w Paryżu Hitler wydał Choltitzowi rozkaz, by zastosować wobec powstańców najsurowsze represje, by bronić miasta i by je opuścić dopiero wtedy, gdy będzie leżało w gruzach i gdy straty niemieckie dojdą do 40 proc. stanów.

Lecz Choltitz nie mógł zdobyć się wewnętrznie na zniszczenie Paryża. Nie wykonał rozkazów Hiltera, udał jedynie, że przygotował wszystko do ich wykonania. Dowódca dywizji pancernej „Grossdeutschland” w Beauvais zaofiarował telefonicznie Choltitzowi 150 ciężkich czołgów do walki z powstańcami, lecz Choltitz nie przyjął tej propozycji. W czwartym dniu powstania gen. Speidel, szef sztabu w niemieckim dowództwie frontu zachodniego, otrzymał od Hitlera telegram z zapytaniem: „Czy Paryż płonie?”. Następnego dnia dowództwo Luftwaffe powiadomiło Choltitza, że Hitler nakazał wysłać w nocy 90 samolotów nad Paryż i zbombardować miasto. Lecz Choltitz zażądał, by nie zrzucać bomb na Paryż, póki wojska niemieckie są w mieście. Nie użył do walki z powstańcami ani lotnictwa, ani ciężkich czołgów, ani artylerii, zaś walkę z wojskami gen. Leclerka prowadził w taki sposób, aby miasto nie doznało uszkodzeń. Sentymentalista, pięknoduch? Nie, po prostu człowiek realnie oceniający beznadziejność – dla Niemców – sytuacji i mający odwagę niewykonania rozkazów pozbawionych sensu w płaszczyźnie strategii wojennej.

Sąd francuski, przed którym Choltitz został postawiony w łańcuchu procesów przeciwko niemieckim zbrodniarzom wojennym, uniewinnił go całkowicie – wypadek zupełnie wyjątkowy. Choltitz dobiega obecnie końca swych dni w Baden-Baden. Fortele, którymi posługiwał się, by ocalić Paryż, opisane zostały w książce „Und Paris brannte nicht”, wydanej w r. 1957, autor: Peter Groma. Raoul Nordling, b. konsul szwedzki w Paryżu, który służył jako pośrednik pomiędzy Choltitzem a francuską Narodową Radą Oporu, liczy dziś 78 lat życia i jest dyrektorem jednej z wielkich firm eksportowo-importowych w Paryżu. Za swe zasługi dla Paryża nosi on, jako jeden z pięciu ludzi w świecie, obok Eisenhowera i Churchilla – tytuł honorowego obywatela miasta Paryża.

A Warszawa? Stalin umarł przed jedenastu laty, Chruszczow ujawnił i potępił niektóre jego zbrodnie, ale straszliwa zbrodnia Stalina, popełniona w r. 1944 na walczącej Warszawie, nie spotkała się z potępieniem komunistów. Wręcz przeciwnie. Twierdzą oni nieodmiennie, że winę zniszczenia Warszawy ponoszą polskie czynniki niepodległościowe, które w dniu 1 sierpnia 1944 r. wezwały lud Warszawy do walki z Niemcami. Jednakże prawda historii jest taka, że wybuch powstania w Warszawie tak samo jak w Paryżu był psychologiczną koniecznością, był nieunikniony, a jego wynik mógł być zupełnie inny, zwycięski, taki sam jak w Paryżu – gdyby nie pomoc, jaką wojska sowieckie okazały wojskom Hitlera, pozwalając im na łamanie powstania i na niszczenie naszej stolicy ogniem i żelazem. Przestudiowanie wydarzeń sierpnia 1944 r. w Paryżu potwierdza tę analizę nieodparcie.

 

 

Adam Ciołkosz
_______________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w londyńskim piśmie „Tydzień Polski” nr 33, 15 sierpnia 1964 r. Następnie wznowiono go w zbiorze tekstów Autora pt. „Walka o prawdę. Wybór artykułów 1940-1978”, Polonia Book Fund, Londyn 1983. Przedruk za tym ostatnim źródłem.

Jeden komentarz nt. “Dwa powstania

  1. W 64ym takie bajki jeszcze można było pisać, ale dzisiejszy stan badań tego nie potwierdza. Polecam Norbert Bączyk “Zatrzymany front?”, Poligon 4 / 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *