„Białostoczanin”

Dola robotnic w Białymstoku

[1901]

Chcemy pomówić dziś o was, towarzyszki, o smutnej doli waszej, o tych ciężkich, nieznośnych warunkach, w jakich pracujecie.

Jeśli życie robotników jest marne, jeśli oni cierpią wyzysk i brutalne traktowanie, to stokroć gorszym jest los robotnic – zwłaszcza tu u nas w Białymstoku i jego okolicach. Za taką samą pracę płacą robotnicom mniej niż robotnikom, a oprócz zwykłej pracy żądają od kobiet jeszcze spełniania robót służących. Każą im nie tylko dźwigać ciężkie sztuki sukna na drugie lub trzecie piętro, ale szorować podłogi, palić w piecach, załatwiać różne sprawunki i nawet chodzić po wódkę lub piwo dla majstrów, a często i dla robotników.

Naturalnie, żadna praca nie hańbi, ale narzucanie robotnicom pracy, za którą nie są opłacane, jest haniebnym nadużyciem i wyzyskiem. Mało to się jeszcze robotnica napracuje w ciągu 18 godzin z małymi przerwami, szpulując, haftując, nupując, sortując stare szmaty wśród pyłu w fabrykach tzw. szody? Za pracę, którą chyba z katorżną porównać można, kobiety biorą 12-15-20 złotych tygodniowo. Te, które otrzymują 25-26 złotych, uważane są wprost za szczęśliwe. Nie lepiej dzieje się i pracującym przy warsztatach parowych. Kiedy mężczyźni pobierają za tysiąc uderzeń 5, 5 i pół, 6 lub 7 kopiejek, kobiety za tę samą pracę mają 4 i pół, bardzo rzadko 5 kopiejek.

A na ile upokorzeń wystawione są kobiety w fabrykach! Mężczyźni dotychczas nie chcą uznać ich za równe sobie, fabrykanci i majstrowie nie krępują się względem nich niczym, bo widzą, że kobiety są bardziej uległe od mężczyzn i słabiej bronią swej godności ludzkiej. Skoro się w fabryce zjawi przystojniejsza robotnica, narażona jest na tysiączne przykrości. Majstrowie, korzystając ze swego uprzywilejowanego stanowiska, używają wszelkich środków, by je uwieść. Wstyd to, że i pomiędzy robotnikami jest dużo takich, którzy postępują nie lepiej.

Poza fabryką młode robotnice są wystawione na mnóstwo pokus, więc nic dziwnego, że niejedna stoczy się w błoto. Pchają je tam warunki, w jakich żyją i pracują robotnice. Za ciężką swą pracę robotnice otrzymują tyle, ile wystarczy zaledwie na suchy kawałek chleba. Jak tu można wyżyć z 12-15 złotych tygodniowo, kiedy najlichszy pokoik kosztuje 4-5 złotych tygodniowo, funt mięsa 20-22 gr, funt chleba – 6 gr, kwarta mleka 10-12 groszy!? A przecież i ubrać się w coś trzeba, ubranie zaś w Białymstoku nie należy do tanich rzeczy.

Więcej niż połowa robotnic – to panny. Pewna część ich posiada rodziców, którzy je utrzymują, lecz większość musi sama siebie utrzymywać. Kobiety zamężne, pracując, pomagają swym mężom, ich los jest też stosunkowo lżejszy, ale wdowy obarczone dziećmi wprost przymierają głodem.

Zapytacie, towarzyszki, dlaczego dola kobiet pracujących jest tak ciężka?

Dopóki przemysł nie był tak rozwinięty jak obecnie, dopóki na utrzymanie całej rodziny pracował mężczyzna, fabrykant był zmuszony płacić mu tyle, ile potrzeba było i dla niego, i dla jego rodziny. Ale w miarę rozwoju przemysłu, skoro maszyna zastępowała stopniowo robotnika wykwalifikowanego, fabrykant począł zastępować pracę mężczyzny pracą kobiet i dzieci. Pierwotnie do fabryk szły żony i dzieci pracujących w tych samych fabrykach robotników. Ponieważ ojciec rodziny zapewniał jako tako byt żony i dzieci, przeto kobiety zadowalały się byle jaką zapłatą. Wkrótce jednak fabrykant zrozumiał, że kiedy cała rodzina pracuje, to można zmniejszyć płacę mężczyźnie. Z czasem przy tej samej pracy, o którą starali się mężczyzna i kobieta, zwyciężyła ta ostatnia, ponieważ stawiała skromniejsze żądania, a zresztą fabrykant dawał sobie z nią daleko łatwiej radę aniżeli z mężczyzną. W ten sposób nareszcie w wielu fabrykach i całych fachach kobiety całkowicie wyparły mężczyzn.

Tak się działo i dzieje wszędzie, tak też dzieje się i u nas, w Białymstoku. Dajmy na to, że szpulowaniem, nupowaniem itd. nie zajmowali się nigdy mężczyźni, ale np. przy warsztatach parowych kobiety stopniowo poczynają zastępować mężczyzn. Fabrykant za tańsze pieniądze otrzymuje tę samą pracę, więc zarabia znacznie więcej i prędzej się bogaci.

Z dawien dawna kobiety ulegały woli mężczyzn, całym światem dla nich był kąt rodzinny, gnuśniały więc w zacofaniu umysłowym. To zacofanie, a razem z nim uległość i fanatyzm religijny, nie pozwalający kobiecie szerzej patrzeć na świat, wniosły robotnice i do fabryk. Dlatego też kobiety pozwalają siebie bardziej wyzyskiwać, dlatego tak słabo albo i wcale nie protestują przeciwko brutalnemu obchodzeniu się z nimi fabrykantów, majstrów i robotników.

Ciemnota, brak świadomości i poczucia godności ludzkiej – to najlepsi sprzymierzeńcy i pomocnicy wyzyskujących nas fabrykantów i majstrów. Toteż nie zaniedbują oni korzystać z zacofania robotnic.

Czas już jednak, wielki czas, towarzyszki, ocknąć się z tego snu, w który jesteście pogrążone. Należy rozejrzeć się dokoła i zrozumieć, że ludźmi jesteście i musicie mieć takież same ludzkie prawa jak i mężczyźni. Skoro to zrozumiecie, wówczas nie pozwolicie traktować siebie jak zwierzęta, zmusicie fabrykantów i majstrów do szanowania waszej ludzkiej godności i poprawicie los swój.

Nie jest to czcze gadanie, bo macie żywy przykład przed oczyma. Wszak przed kilkoma laty płaca i położenie snuwiarek i nupiarek były takie jak i szpularek. Obecnie zaś pierwsze mają i lepszą płacę, i postępuje się z nimi względniej. Ani majstrowie, ani fabrykanci nie przyznali im tego dobrowolnie: wywalczyły sobie lepsze warunki, więc też z nich korzystają. Widzicie więc same, że polepszenie doli waszej od was samych zależy.

Bierzcie przykład z dzielnych towarzyszek-Żydówek, które pierwsze przyszły do świadomości, pierwsze zaczęły walczyć o swą godność ludzką. Niżej przeczytacie o dzielnych towarzyszkach z fabryki Janowskiego, dowiecie się, jak w fabryce Blocha energiczna robotnica dała tęgą nauczkę majstrowi. Wstępujcie w ich ślady, a z pewnością i wasza płaca się zwiększy i majstrowie wraz z fabrykantami będą was szanować.

A więc czytajcie, towarzyszki, gazety nasze, broszurki i książki, zgromadzajcie się, pouczajcie się wzajemnie, garnijcie się pod nasz czerwony sztandar robotniczy, a zwycięstwo nie da długo na siebie czekać.

___________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Białostoczanin – Wydawnictwo Polskiej Partii Socjalistycznej” nr 3, sierpień 1901 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *