Gromady Ludu Polskiego

Do ludu polskiego na rodzinnej ziemi

[1836]

Czym jesteśmy – czym będziemy?

Gdy się tak zasłociło w tułactwie, kiedy tak emigracja wkopywała coraz głębiej Polskę do grobu i my, prości żołnierze polscy, wasza krew, cząstka waszych wnętrzności, przybyliśmy do tułaczego grodu, po przecierpieniu dwuletniej pruskiej niewoli, co nam odebrała zdrowie. I nawzwywszy się [dowiedziawszy się] częścią od cudzoziemców, częścią własnym rozpamiętywaniem doli człowieczej, czego potrzeba dla szczęścia wszystkich ludzi w ogólności, chcieliśmy emigrację polską do dobrego nagonić, podnosiliśmy głosy, które zatwardzialszych od Pawła mogły były nawrócić cudownie. Ale głos powstającego ludu obudził wściekłość jego odwiecznych nieprzyjaciół; myśl powstającego ludu przydała się szlachcie rozjuszonej właśnie jak msza zakupiona za potępioną duszę, jak kadzidło umarłemu – emigracja polska pozostała przy swoim. My więc, kmiecie polskiej emigracji, pozostaliśmy takoż przy swoim, to jest przy ogólnym dobru mieszkańców Polski, i zawiązani w Gromadę Grudziąż postanowiliśmy w imieniu wielkich celów objawionych ludziom przez Boga, w imieniu całego ludu polskiego odzywać się do chrześcijańskich ludów i powiadać im niezmordowanie, co zatraciło Polskę, a co ją ożywić na nowo potrafi. Patrzcie na wschód tego nowego słońca dla Polski, a ono przyniesie wam lubość, bo przyświecać wam będzie do pracy, która wam samym tylko i ojczyźnie waszej zapewni strawę, dobry byt, pokój i wolność!

Początkiem wszechrzeczy jest Bóg i my też poczynamy od Boga, w którego emigracja polska nie wierzy albo wierzy opacznie. Bóg, podług nas, jest ojcem wszystkich bez wyjątku ludzi, ich opiekunem, ucieczką. Bóg stworzył człowieka do szczęścia i do używania swobody, bo cały świat usłał mu pod nogi, a w serca wszczepił niewygasłą do szczęśliwości żądzę. Aby więc człowiek wiedział na czym to jego szczęście polega, aby nie zostawał w pierworodnym grzechu, który był zamiłowaniem samego siebie, czyli samolubstwem, Bóg dobrotliwy zesłał na świat swojego syna i w osobie jego na nowo ludziom objawił cel ich żywota. Człowieczeństwo przez Chrystusa zbawionym zostało, bo odtąd szło wskazaną sobie przez Boga drogą. „Ginę, ale zwyciężyłem świat”, „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą” – powiedział Zbawiciel ludzkości wiedziony na krzyż i w tych słowach zamknięta jest przyszłość rodzaju ludzkiego, a przeto i przyszłość Polski. Prawda wyświęcona przez Syna Bożego stary świat, świat zepsucia, druzgoce na miazgę, a w nowym świecie zapowiada swoje sprawdzenie aż do ostatniej litery; czymże to jest kochani bracia, jeżeli nie przepowiednią nowego porządku w Polsce, katafalkiem dla waszych ciemięzców, kołyską szczęścia dla odrodzonego ludu? Syn Maryi i biednego cieśli Józefa w żłobie przychodzi na świat w Betlejem, pierwsi pastuszkowie hołd mu oddają, mędrcowie wschodni na znak uwielbienia przywożą kadzidło i mirę. Gdzież Jezus życie swoje przepędza? – między ubogim ludem. Kogo obdziela chlebem? – ubogich. Kogo uzdrawia? – ubogich. Kogo powołuje do siebie? Rybaków ubogich. Komu opowiada, że przyszedł z rozkazu Ojca swojego na ziemię, aby nauczał, że wszyscy ludzie są synami bożymi, a stąd równymi pomiędzy sobą? – ubogim. A od kogo Jezus stroni i ucieka? – od faryzeuszów, synów szatana, bogatych. Kogo wypędza biczem z pańskiej świątyni? – kupczących, miłośników złota, chcących być bogatymi. Komu odmawia pokłonu na górze, kiedy szatan go kusił obietnicą światowych królestw? – bogactwu. Kogo na ogień wieczny skazuje? – bogatych. I cała ta nauka Jezusa uważając ludzkość, jaka była podówczas, jaka jest dzisiaj nawet, zmierza do poniżenia wyniosłych, a do podniesienia maluczkich, do sprawienia, aby nie było na ziemi ani bogaczów, ani ubogich, ale aby wszyscy ludzie łamali się jednym kawałkiem chleba i gasili pragnienie z jednego kubka. „Jedzcie, oto jest ciało moje, pijcie, oto jest krew moja” – powiedział przy ostatniej wieczerzy z uczniami swoimi, chcąc im dać poznać, że cała ludzkość kiedyś do podobnie braterskiej zasiąść powinna biesiady.

Widzimy więc, kochani bracia, że nauka Chrystusa objawiła ludziom, dlaczego odebrali od Boga życie i po co ludzkość cała istnieje na świecie. Kto objawieniu temu zaprzecza, ten nie jest chrześcijaninem, ale dzieckiem złego, uczniem pogaństwa, które przed przyjęciem Jezusa było na ziemi, które i dziś jeszcze u dzikich panuje ludów. Tym objawionym celem ludzkości jest ewangeliczne braterstwo, obopólne zamiłowanie bliźnich; sposobem zaś przeprowadzenia do skutku celu braterstwa jest nieograniczone poświęcenie się pojedynczych ludzi za ogólną sprawą, wyrzeczenie się własnego dobra dla dobra wszystkich, przyjęcie krzyża na swoje bary dla odkupienia powtórnie krwią właśnie cierpiącej, policzkowanej ludzkości. Odkąd więc Chrystus cel tak zbawienny ludziom przekazał, założył przez powiedzenia: „Wszyscy jesteście bracia”, to jest równymi, „Błogosławieni ubodzy, albowiem ich jest królestwo niebieskie”, odtąd boskim ogniwem związane ludy zaczęły iść ku braterstwu, ku uświęceniu powszechnej miłości. Bo zaprawdę, myśl tylko braterstwa, czyli gorącej miłości wspólnego dobra, jest sama jedynie płodną, godną ludzkości przeznaczeń. Tej zaś myśli dopiero inaczej nie można jak przez myśl poświęcenia, jak przyjęcie godła: „Ten z was najwyższym będzie, kto się uczyni służebnikiem sług bożych”. Praca nasza zawsze jest dla następnych, bo spojrzyjmy, człek zasiewa, potem przesadza i szczepi gruszę, a czy się pyta, azali gruszki jeść z niej będzie? Człowiek pracuje, jego wnuki zbierają, bo dla niego zarówno ci, co przed nim byli na świecie, zasieli, przesadzili, zaszczepili, a on zebrał. Bóg jest wieczny, tak i myśl człowieczeństwa jest wieczna, ludzie poświęceni, co ślubowali temu Bogu, tej myśli, nigdy się nie troszczą, każdy z nich zostawia swą pracę następnemu, następny dodaje do niej kilka ściegów i znów odumiera jej w puściźnie innym. Otóż z myśli poświęcenia chrześcijańskiego wypływająca zasada ciągłego postępu ludzkości. Braterstwo w całym swoim znaczeniu, powszechna miłość, a zatem szczęście powszechne, sprawdzenie królestwa niebieskiego na ziemi – oto jest wymierzona morga naszej dniówki, oto meta naszego noclegu, oto nasz postęp. Krzyż jako żywy kaznodzieja prowadzi nas na naszej drodze. Sami niezawodnie nie doczekamy wymłotu, ale Bóg w księgach swoich zapisze, żeśmy zaorali ziemię dla przyszłych pokoleń, żeśmy dla naszej Polski i ludzkości zdrowe rzucili ziarno. To ziarno puści rodzajne kły, i przejdzie w kolanka, w kwiat, w owoc.

A temu wzrostowi, urodzajom i zbiorom dusza człowieka jako odłamek Boga przodownica się stanie. Bo człowiek składa się z duszy i ciała. Ciało jest domem złego, mówi święty, dusza jest wyobrażeniem bóstwa. Dusza winna być zwierzchnicą ciała, czyli dobre ma panować pociągowi do złego, i wtedy tylko ludzie szczęśliwość ziemską osiągną, kiedy ziemskie cielesne chucie uchwycą w wędzidła moralności duchowej; wtedy zostaną tak doskonałymi, jak Ojciec ich w niebiesiech doskonałym jest, wtedy zamiłują i uchwalą braterstwo.

Braterstwa inaczej nie zaprowadzisz pomiędzy ludźmi, nie dopniesz inną drogą chrześcijańskiego celu, jak słuchając ewangelicznej nauki, że wszyscy ludzie jako synowie jednego ojca równi są między sobą. Równość nie z mądrości ludzkiej bierze swój początek, ale z mądrości przedwiecznej i dlatego w jeden ją tylko sposób pojmować się godzi, to jest tak, jak ją Chrystus objawił, jak ją zaprowadzili apostołowie, kiedy pierwsi chrześcijanie majątki swoje na dobro ogólne składali, kiedy za zaparcie części składanego majątku Bóg ukarał śmiercią Ananiasza i Szafirę, żonę jego. Jak braterstwo powszechne i miłość mogą jedynie równość pomiędzy ludźmi sprowadzić, tak znów z równości rodzi się prawdziwa wolność, nie ta wolność, co przystaje na ciemiężenie innych, ale ta właśnie, co zabrania ciemiężyć, a pozwala to wykonywać co na korzyść ogółu idzie. Wolność więc, równość, braterstwo są przykazaniami bożymi, które fałszywi księża dotychczas zasłaniali przed oczyma ludu. Świat przespał się z blekotu podanego mu dłonią obłudnych księży, wznosi zapłakane oczy ku niebu, a niebo wskazało mu na księgi objawienia. Chrystusowego. W tych księgach przypomniał sobie zatracony cel swój, znalazł lekarstwo na konwulsyjne męki, w jakich się szamota, odebrał nowe, można powiedzieć, objawienie w niewzruszonych przed laty słowach: Wolność, Równość, Braterstwo.

Uważając te trzy wyrazy za stróża powszechnej swobody ziemskiej, musimy zarazem powiedzieć, że Bóg, który je przykazał, że myśl co ją stworzyły jest panującą nad społecznością. Stąd wyżej nad wszelką władzę człowieczą, nad panowaniem rozumu ludzkiego stawiamy wszechwładztwo Boga, wszechwładztwo celu, dla jakiego żyje społeczność, wszechwładztwo trójcy objawiającej ten cel: Wolność, Równość, Braterstwo. W dzisiejszym stanie towarzystwa ludzkiego widzicie, kochani bracia, że jedni posiadają okiem nieścigłe niwy, pałace, sklepy, złoto i srebro, drudzy w pocie czoła pracując nie mają piędzi ziemi na grób – czemu się to dzieje? Niezawodnie brakiem braterstwa, przytłumieniem wolności i równości człowieczej, takowa własność i rozkoszowanie jednych musi być przyczyną nieposiadania i niedostatku drugich. To, co jedni mają nad miarę, jest bez chyby nielitościwą ujmą dla miliona nieszczęśliwych, kradzieżą z wyposażenia, jakie Bóg dla wszystkich zapewnił ludzi. Własność dzisiejsza urodziła się po prostu z grabieży, z zagarnięcia cudzego mienia, z przemiany ludzi na niewolników, przystoi więc, aby sprawiedliwi ludzie, chrześcijanie, wierni zasadom swego nauczyciela, wahali się w powróceniu praw pokrzywdzonym, w ustanowieniu bożej dla wszystkich zarówno własności, w ukaraniu bezbożnych buntowników, co jak strącone z nieba anioły pracują nad zgubą szczęśliwości ludzkiej? Podług nas właścicielem ziemi jest Bóg, ludzie zaś są jego komornikami trzymającymi jej najem, jej dożywocie. Do takiego używania owoców ziemi, do tak świętej własności, każdy człowiek, jako syn boży, ma niezaprzeczone prawo, bo ma prawo do życia. Społeczeństwo, czyli stowarzyszenie ludzkie, obowiązane jest każdemu członkowi swemu dostarczyć narzędzi do pracy; i ponieważ ziemię uważamy tylko za podobne narzędzie, każdy musi z niej taki otrzymać wymiar, by mógł w jej obrębie własnymi podołać siły. „Kto nie pracuje, nie będzie jadł”, „praca jest najlepszą modlitwą” – naucza święty Paweł i na tym właśnie zbawiennym zdaniu my opieramy całą przemianę własności. Każdy człowiek pracujący dla siebie będzie zatem i dla innych pracował, bo skoro nie będzie próżniaków – i ciemiężycieli nie będzie, a wywrócenie ciemiężycieli nie jest najszlachetniejszą dla ogółu ludzkości pracą? Gromady będą rozdawnikami narzędzi do pracy jako będące w najbliższej z obywatelami styczności, a stąd jako wyposażyciele same jedne być muszą prawnymi dziedzicami po zmarłym. Dzieci, jako spadek społeczeński uważane, nie zostają wyłącznie pod opieką rodziców, co się troszczyć i kłopocić o utrzymanie ich muszą, ale po pewnym przeciągu lat przechodzą pod opiekę całej społeczności, znajdują przybranych ojców we wszystkich obywatelach kraju, a najbliżej w Gromadzie, do której należą. Aby ciemięstwo nie wróciło już nigdy do zbawionego raz społeczeństwa, nie zostawimy dworów przy wioskach, gdzie by panowie nowe przeciw ludowi knowali spiski, ale zamienimy na szkółki lub miejsca obrad publicznych Gromady. Narodem dotychczas bywała szlachta lub kupcy, teraz narodem cały lud zostanie i objawiać wolę swoją będzie na uroczystych zebraniach wobec Boga i własnego sumienia.

Otóż, kochani bracia, tak zrozumiana własność pracy i wychowanie my nazywamy wspólną własnością, wspólną pracą, wspólnym wychowaniem, bo i kraj cały w takim urządzeniu publicznej rzeczy wspólną mieć będzie podręczność i każdy pojedynczy człowiek na takiej własności własną osobistą odniesie korzyść, która w niczym nie nadweręży korzyści przez ogół społeczeństwa ciągnionej, nie zatamuje ani na źdźbło biegu braterstwa. Urządzenie się takie Gromad, rozporządzenie narzędziami do pracy i sama praca wtedy ustalona na wieki zostanie, kiedy wszystkie bez różnicy dzieci jednakie powezmą nauki pod nadzorem urzędników samego ludu i dlatego to wspólne wychowanie uważamy za więzadło nowego na ziemi porządku. Kiedy słowo boskie stanie się ciałem, czyli kiedy myśl powszechnego braterstwa zaprowadzoną będzie, wtedy raj ujrzycie na ziemskim padole opływający we wszystko – i z tego raju Bóg was już nie wypędzi, bo on sam go wam wraca. Dziś na przykład panowie za cudzą pracą mają pyszne budowle, przecudne sady, muzykę zachwycającą, a my wam powiadamy, że jedna Gromada dla siebie stokroć razy piękniejsze wystawi gmachy na obchód swoich uroczystości, milsze założy gaje dla wspólnych turniejów, gonitw, rozrywek rozwijającej się młodzieży, albo dla dumań starców, lepszą muzykę utrzyma dla przeplatania swej pracy i dziennych trudów. Ale bo też na panów ludzie pracują, a Gromada, przeciwnie, sama dla siebie pracować będzie, a więc raźno i ochoczo zwijać się wedle dzieła nie zaniedba. Jakimże teraz sposobem zapewnić, aby ten dobroczynny ludzkości stan niewzruszonym pozostał na wspak, ale przeciwnie, aby naprzód ciągle się posuwał ku lepszości? Zło rodzi się z ciała, bo ciało jest siedliskiem żądz różnorodnych. Należy więc ustalić przewagę ducha nad ciałem, panowania dobrego nad złem, czyli władzę moralności, potęgę poświęcenia wywyższyć nad władzę ciała, a zatem błędu, nad potęgę świata, a zatem samolubstwa. Jak człowiek składa się z ciała i z ducha, tak i rząd społeczności podwójną musi mieć postać doczesną i wieczną, cielesną i duchową. Wystawcie sobie, jak wielkie i zasłużone będzie natenczas powołanie kapłanów, którzy będąc księżmi przyszłości, biskupami i plebanami ludu, dadzą bierzmowanie naszej religii, zanucą hosannę wspólnego szczęścia na ziemi.

Ale zarzucicie zapewne nam, kochani bracia, że drobna jest niezmiernie liczba uczniów Chrystusa tak pojmujących braterstwo, lud i społeczność, jak my, że przeto nie łacno będzie wszystkich oświecić, przekonać i skłonić do zaprowadzenia tych zasad i na świecie i w Polsce. W tej mierze sam Chrystus wyraźną nam przekazał naukę mówiąc: „Nie przynoszę wam pokoju, ale miecz”. – „A ojciec będzie naprzeciw synowi, brat naprzeciw bratu, kiedy Syn Człowieczy przyjdzie na sąd ostateczny”. Przyjście Syna Człowieczego na sąd – to rewolucja, to podniesienie maluczkich, a rozburzenie jaskini tyranów. Ojciec przeciw synowi to walka na śmierć nowego świata ze starym, to utworzenie nowego ojcostwa, które by nie było jak dotąd samolubstwa wypływem, ale które by miłością swoją ogarniało cały ród ludzki, cały kraj, który my społecznością zowiemy. Chrystus więc w rewolucji gwałtownej upatrywał zwycięstwo dla prawd, które objawił, i my też przez rewolucję, na wskroś burz i błyskawic, które zawisną nad głowami niepoprawionych grzeszników, spostrzegamy dniejącą w oddali prawdę, przezierającą swobodę ludu. Stajemy na ziemi polskiej, lud się podnosi i targa na nogach swoich powrozy, a oto wyklęta od Boga szlachta, poroniony płód szatana chwyta na nowo uciśnione za włosy i chce je w dawne uchwycić kleszcze, chce na nowo panowania na wieki. Co więc oswobodzonym niewolnikom przystoi? Godzi się szerszeni we własnej hodować pasiece, wilków żarłocznych w oborze? Nie! Lud kończy dzieło powstania i powtarzając na głos ewangeliczne proroctwo: „A już siekiera do korzenia drzew przyłożoną jest, a każde drzewo, które nie przynosi owocu dobrego, będzie wycięte i na ogień wrzucone” – obiegnie Polskę jak szeroka i długa, na obu jej krańcach do sądu ostatecznego zasiądzie, podzieli się na prawicę i na lewicę, to jest na lud i na ciemięzców jego. A do prawicy rzeknie: ,Pójdźcie wybrani do wspólnego nam Ojca, bo dla was zgotowane jest królestwo niebieskie”. – A do lewicy rzeknie: „Idźcie na ogień wieczny, bo łaknąłem, a nie daliście mi, jak pragnąłem, a nie napoiliście mnie, byłem nagi, a nie odzialiście mnie!”. Ludy wszystkich na świecie krajów dość długo w cierniowym chodziły wieńcu, dość długo smagane były knutami panów, aby miały przy swym zbudzeniu brać się leniwo do odzyskania życia i swobody danych im od Boga. Dla ustalenia wolności ludu trzeba na ofiarny trybularz, dla zatłumienia jęków i skarg, które tysiące wieków przed tron Stworzyciela niosły, poświęcić te potworne istoty, u których rozrywką było ciemięstwo ludu. Taka ofiara podoba się Bogu, a resztki panów ziemskich połamanych latami i miękkością życia, ustraszone przykładem, jaki dosięgnął ich naczelników, założą same obróż na szyję uznając się brańcami ludu i oddając się w jego opiekę. A kiedy dopiero wspólne wychowanie przemieni krew ich niedorosłych dziatek, wtedy przyjście Syna Człowieczego na świat dopełni się, wtedy lud, jedyny pan kraju, niechaj miecz chciwy do pochwy schowa, bo zakwita pokój, szczęście, miłość, bo braterstwo rozciąga nad ziemią błogosławione rządy.

Kiedy powołaniem teraźniejszym całej ludzkości, kochani bracia, jest spieszne ku braterstwu dążenie, jakież więc przyjmujemy powołanie dla Polski, jaką jej pracę do spełniania naznaczym, jaką narodowość jej damy? Szlachecka polska narodowość w trumnie na wieki spoczęła, bo szlachta sama własną domordowała ją dłonią; teraz więc do ludu polskiego – kmieci, do was należy pojęcie innej narodowości dla naszej ojczyzny wyrobić, nowy zakreślić cel, do którego wszystkie umiłowania dwudziestomilionowego ludu wymierzone by nadal zostały. Za podstawę narodowości dla Polski nie położymy ani języka, ani strawy, ni rzek, ni żelaznych Chrobrego słupów, bo to wszystko przemienne i powierzchowne są znaki, ale jednym powiemy słowem, że narodowością Polski jest zaprowadzenie pomiędzy wszystkimi jej mieszkańcami braterstwa, jej powołaniem apostolskim uskutecznienie Chrystusowej nauki w całej Słowiańszczyźnie i silna obrona słowa zbawienia prawdy przedwiecznej naprzeciw niechrześcijańskim Wschodu koczującym dziczom. To apostolstwo i ta obrona jak zawsze w Polsce była orężną, naznaczoną cechą rycerskiego poświęcenia się, tak i na później będzie orężną i rycerską. Innej narodowości nie szukamy dla Polski, bo wszelka inna nie potępi zaboru jej przez trzy ościenne dwory, i tak jedynie pojmując powołanie kraju naszego, przez nie przychodząc do nowej miłości ojczyzny, która oznacza nie miłość pewnej części mieszkańców, ale miłość powszechna jako wynikłość braterstwa, tak jedynie mówimy podnosząc lud w celu zdobycia tak świętej narodowości, nabędziemy prawa do pomocy innych ludów, do podobnego idących celu, pozbędziemy się Moskala, i w jego nawet wnętrzu zapuścimy miłość równości, stawim wyzwoloną Polskę, opieloną i z cudzoziemskich, i z domowych łupieżców.

Kilka słów chcemy jeszcze z wami pomówić o dziejach ludzkich dla pokazania wam, że wszystko wśród dzisiejszego świata do jednej pospiesza tyki, to jest do powszechnego braterstwa, że nawet od czasu przyjścia na świat Zbawiciela, od czasu rozszerzenia się chrześcijaństwa pojedyncze narody, stowarzyszenia i ludzie czasem mimowolnie i bez wiedzy, częściej z potężną cnotą i wyrozumowaną wiedzą ku objawionemu sobie celowi dążyli. Chrześcijaństwo po ustaleniu swojej nauki przez zagarnięcie Rzymu, przez rozwiązanie pogaństwa przyoblekło się w postać katolicyzmu i w tej postaci szło nieustannie ku wielkim celom. Ale w końcu naczelnicy kościoła przeniewierzyli się zasadom swojego mistrza, ciało zabiło myśl i odtąd myśl chrześcijańska kościół swój znalazła w ludzie, w którym przeinaczoną nie była, i odtąd ten nowy kościół – lud, papież – lud, bez przerwy nad przywiedzeniem do skutku snów chrześcijańskich pracuje. Kapłany swoje na męczeństwo posyła, sam w ubóstwie nędzy i poświęceniu czeka na zadzwonienie godziny zbawienia. Jaśniej się wytłumaczymy. W wypadkach świata pod każdą porę bywało, że naród jeden stawał na czele innych i wyobrażał powołanie ludzkości; ten naród znowu był powszechnie przez jednego wyobrażany człowieka, który, posłannik Boga na ziemi dopełniał wyższych przeznaczeń. Tak Konstantyn Wielki na Soborze Nicejskim zapewnił panowanie nauce Chrystusa, tak Grzegorz VII postawił katolicyzm, czyli władzę duchowną, nad mocarzami ziemi, tak Robespierre wyraz „braterstwo” w czasie rewolucji francuskiej 1793 r. z ksiąg boskich w księgi praw ludzkich zapisał i odsłonił prawdziwą chrystianizmu stronę, tak Babeuf naprowadził na istotne znaczenie wyrazów „wolność” i „równość” przez zapowiedzenie wspólności. Katolicyzm aż do śmierci Grzegorza VII ku braterstwu podążał, by opiekował się ubogimi, a bogaczów i możnych na uwięzi trzymał, lecz kiedy księża zapomnieli o wielkich celach swojego mistrza, a oddali się rozpuście, pokochali się w doczesnych skarbach, wtedy z apostołów równości i braterstwa, z miłośników cnót i ubóstwa stali się sprzymierzeńcami królów, podnośnikiem szlachty, lubownikami bogactw, a zatem występków. Nadeszła rewolucja francuska, co króla Ludwika XVI posłała na rusztowanie, i w niej dopiero ludy nowe poznały kapłaństwo. Dzień ustanowienia najwyższej istoty przez Maksymiliana Robespierre’a był dniem powrotu pierwiastkowego chrystianizmu, dniem założenia nowej stolicy papieskiej w Paryżu, mianowania nowej głowy Kościoła – w ludzie. Chrześcijańska Europa przodkuje światu, Francja ma powołanie odkupienia Europy, a lud polski, jako jeden z chrześcijańskich, najbardziej poświęconych kapłanów, ma być niejako drugim papieżem, wyrazicielem Chrystusa dla Słowiańszczyzny i Wschodu. Takie uporządkowanie nowo stworzonej władzy duchowej bierze swój początek w rewolucji francuskiej i przeciąga się dotąd. Hasłem do działania tej władzy, pobudką do powszechnej dla królów i panów klątwy, a dla ludu niezwykłego jubileuszu, stanie się pierwszy na świecie okrzyk – do broni! Okrzyk ten prędko się odbije w przysionkach chat polskich w tym zachyłku cnoty, w tym schowaniu narodowej monstrancji Polski, przed którą wszystko przyklęka.

Oto macie, kochani bracia, skreśloną przyszłość społeczeństw i przyszłość drogiej nam ojczyzny. Czyż nie jest ta przyszłość uśmiechająca, czy prawdziwe słowo Chrystusa, jakie zwiastuje Gromada nasza, nie jest pożywne jak wymodlona rosa dla pól, jak karma, którą pisklętom przynosi macierz? Nam w cierpieniach, w poświęceniu, w męczeństwie nie jest pierwszyzna, nie lubimy mówić okolicznie, bo nie kochamy okolicznie ludzkości; dlatego bo w Bogu nadzieja, że zaprowadzimy w Polsce zasady nasze, a nieprzyjacielom naszym trudno naprzeciw odcieniowi wierzgać! Nim dojdziemy na ziemię rodzinną, słowo ich zleci, nie dojdzie, a ich ciała w proch się rozsypią przed zjawiskiem naszego ducha, przed piorunem Chrystusowego miecza, w jaki uzbroiliśmy nasze prawice, jaki lud polski, jaki wy wykujecie z pługów i lemieszy na utrwalenie wieczystego pokoju, niezmąconej błogości. Chwila szerzenia żalów już przeszła, zapowiedzi rewolucji już wyszły!

Kapłani Chrystusa, coście tak długo lud nieszczęśliwy trzymali w ciemnocie, gromadźcie się teraz pod sztandar ludu, wyrzeknijcie się panów światowych, opowiadajcie słowo zbawienia, idźcie za rewolucją, a dopełnijcie święcie posłannictwa waszego, zmażcie grzechy, jakimi pod przewodnictwem herszta waszego, papieża, wysłużyliście sobie przekleństwo! Dziecko, mówią za rękę, matkę szarpiesz za serce; nie sciągajcież dłużej zagniewania bożego na siebie przez krzyżowanie maluczkich, przez urąganie z ran ludu, którymi Bóg cierpi. Wróćcie do Chrystusa pana waszego, a on wam w dwójnasób dziesięciny wasze odpłaci, probostwa wasze okryje chwałą i zbawieniem!

I niebo, kochani bracia, nie bez celu zrządziło ostatni upadek Polski. Gdyby wygrała szlachta, byłaby bez ratunku. Przycisnęła wieśniaki, zaprzęgła lud do zwycięskiego wozu, kiedy i teraz, po sześciu latach, na nic lepszego jak na Konstytucję 3 Maja ją nie stać, ale teraz, kiedy u obcych nauczyliśmy się, czego ojczyźnie naszej potrzeba, kiedy zasady nasze do waszego przejdą umysłu i podniosą dłoń uciśnionych, niechże się sierdzi i rzuca. Lud pozostanie wolnym, lud okrzyknie i uiści braterstwo. Ostatni więc upadek Polski był potrzebną dla ludu próbą i jest tylko upadkiem szlachty; dla ludu jest pogrobową pamiątką, początkiem silniejszego żywota. Polska żyje przez lud, w żyłach jej krew nie zamarzła, bo na jej powierzchni, na jej polach pracowite i poświęcone krzątają się chłopki. Chłopki, da Bóg jak czas nadejdzie, wezmą się do robocizny, i Polska młoda, dorodna, można, braterska wyjdzie spod ich ręki.

Dalej więc do dzieła, kochani bracia! My pośród tułactwa polskiego w obce Europy… poprzysięgaliśmy do końca robić pańszczyznę w winnicy pańskiej; wy również pośród tyranów waszych, pośród Moskali i szlachty polskiej, nie ustawajcie w gorącej miłości Polski, dumajcie nad waszym stanem, myślcie o środkach położenia końca niewoli waszej. Może niedługo w jednym zejdziemy się obozie i ruszymy na nieprzyjacielskie obozy. Po jednym słóweczku poznacie w nas braci, po jednym biciu serca przytulicie do waszych piersi tych, co wam dziś niosą słowa pociechy, co z wami chcą żyć i umierać, co chcą za was umierać! Członkowie Gromady Grudziąż na ręku swym noszą znamiona kajdan i pańszczyzny, w sercu nienawiść panów, w oczach błyszczącą nadzieję – po tym ich łatwo rozpoznacie od emigracyjnej szlachty, od wilków w bratniej skórze. A niezawodnie zejście się nasze i powitanie będzie wskrzeszeniem Polski, początkiem sądu ostatecznego, dla zarobienia na królestwo niebieskie na ziemi, bo wierzajcie, kochani bracia, Bóg Ojciec, czyli Stworzyciel, mieszka w niebiesiech, Bóg Syn, czyli prawda, mieszka pomiędzy ludźmi, a Duch Święty, czyli postęp, słów wiekuistej i przenajświętszej prawdy nie rozsiewa na wiatr. Nie płaczmy więc – oczyszczajmy z oręży rdzę!

Postanowiono i przyjęto na posiedzeniu Gromady w Portsmouth, w koszarach żołnierzy polskich, dn. 29 listopada 1836 r. szóstego roku emigracji, drugiego roku założenia Gromady.

______________________________________

 Powyższy tekst, stanowiący część deklaracji politycznej jednej z dwóch Gromad Ludu Polskiego przedrukowujemy za wyborem pism, zamieszczonym w książce Adam Sikora – „Gromady Ludu Polskiego”, Wiedza Powszechna, Warszawa 1974. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst przygotował Piotr Kuligowski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *