Ludwik Krzywicki

Dłużnikiem jesteś!

[1904]

Pacholę szczęśliwe, któreś w życiu swoim nie zaznało męczarni głodu ani nie pożerało w oknach kramiku zgniłych łakoci okiem pożądliwym, mroźnej nocy nie drżałoś z zimna otulone w łachmany, nie skowyczałoś z bólu w kącie brudnej izdebki, skatowane przez pijaka ojca! Uczęszczasz do szkoły i nauczyciel ani razu nie rzucił ci w twarz obelgi, iż cuchniesz od brudu, nie wchłaniasz w siebie miazmatów zbrodni, zatruwających lata młodociane tych, co nie z ojców na świat przyszli, jeno z pyłu przydrożnego, siostra twoja nie będzie o zmroku tułała się po zaułkach i za pieniądze nie obnaży wdzięków swoich przed nieznanym przechodniem. Odrosłoś zaledwie od ziemi, a już odsłonił się przed tobą uroczy świat Ideału: książka opowiada ci o męczennikach myśli, których hartu nie złamały płomienie stosów, o wytrwałych pionierach dróg nowych, co w lodach dalekiej północy szukają uspokojenia lub niosą żar swój w gorące strefy południa. Po główce twojej snują się rojenia o imieniu i o sławie, o zagrzewaniu serc ludzkich i budzeniu umysłów. A nikt nie będzie urągał tym snom złotym i nie rzeknie:

 …w parciankach będziesz chodził,

U pługa, chłopski synu!

Tak, ty pragniesz budzić rzeszę gnuśnych a leniwych duchów, świadom, że odsłaniając krzywdy żywota ludzkiego ściągniesz na siebie nienawiść tych, co krzywdą i z krzywdy żyją. Na myśl samą o przyszłym czynie serce twoje silniej uderza, w głowie się pali. Ale marzycielu pacholęcy, czyś rozejrzał się uważnie w strasznej księdze cierpień i nieprawości ludzkich? Tam, w tych foliałach, jest rozdział, w którym o sobie znajdziesz opowieść. Albowiem dziwnie się splotły rzeczy na tym świecie naszym: ty, któryś jeszcze nie doświadczał dróg własnych, który śnisz o tym, ażeby orać ziemię ojczystą pod posiew prawdy i szczęścia, pozostawiłeś już, jak okręt na morzu, długą smugę za sobą – smugę krzywd i wyzysku.

Wierz mi: za tobą ciągnie się smuga długa krzywd, a wyrządziłeś je istnieniem swoim, smuga długów, które zaciągasz codziennie od chwili przyjścia na świat.

Oto masz czym głód swój uśmierzyć, zarówno głód ciała, jak ducha. Rówieśnicy twoi liczni łakną zaś kawałka chleba powszedniego, a duch ich nawet nie ocknął się z bezwładności sennej niemowlęcia.

Marzysz o czynach wielkich, o tym jak z towarzyszami rojeń swoich opasasz wspólnymi ramionami ziemskie kolisko. A tłumy pacholąt istnieją na świecie, które zaledwie coś dosłyszały, iż książka istnieje.

Twoja krew młoda ścina się w tobie na myśl jedną, iż zniewaga może cię dotknąć. Inni w wieku twoim doświadczyli pokus zbrodni ohydnej i w pokorze sfornej nauczyli się milczeć, gdy ktoś im policzek wymierzy.

Ty, pacholę wrażliwe, świadome jesteś tych posępnych rozdźwięków życia. Ale czy zastanowiłeś się nad tym, iż w tej nędzy, dokoła ciebie rozpostartej, w tej ciemnocie i wreszcie w tej hańbie tkwią korzenie istnienia twojego, twego zapału, marzeń i wzlotów?

Wiedz, że podwoje świątyń sztuki i nauki dlatego stoją przed tobą otwarte, a świat Ideału odsłonił swoje powaby, ponieważ inni ciemnotą swoją i nędzą okupili dostatek domu twojego, żmudnym zaś i ciężkim wysiłkiem opłacają poloty twego ducha. Od wczesnych dni życia swego przywłaszczasz to, co nie było twoje. Gdy ssałeś pierś mamki swojej, odbierałeś ubogiemu niemowlęciu jego matkę, jej mleko i pieszczoty, i pozbawiałeś złotych snów dziecinę na łonie rodzicielki. Wychowałeś się z daleka od posępnych widoków hańby, bo jak tuman wieczorny pokrywa przepaści górskie, tak zamożność rodziców twoich odsunęła pokusy. Ale czy na ustach twoich zagościło kiedykolwiek pytanie, gdzie tkwią źródła dostatków twoich: tego ze mamkę miałeś i że do szkół uczęszczasz, że wreszcie rozporządzasz wczasami na wzloty ducha i rumieńce zapału?

Pytam się ciebie, bo wiem, iż ci, wśród których wyrosłeś, nie wyłożą ci tajemnic jadła twego i dostatku.

Jedni w gnuśności swojej nawet nie pomyśleli, iż rzecz nie jest tak prosta jak im się wydaje, inni zaś sami zatykają uszy, ażeby nie powziąć wiadomości o tym, dlaczego mają przed sobą pełne żłoby.

Wiedz więc, młode pacholę, w twoim życiu nie było ani jednej chwili, w której syn chłopski, co w parciankach u pługa chadza lub dni swoje spędza w niezdrowych murach fabryki, nie miałby prawa rzec do ciebie: nie zabierasz mi wprawdzie wołu ani osła, bo nie posiadam tych stworzeń, ale z pracy mojej i nędzy żyjesz, pracą tą i nędzą tuczysz ciało swoje i kształcisz ducha swego. Tak, śnisz o młodości co nad poziomy ulata, ale śnisz dlatego, że za cenę krzywdy mojej uprzątano ciernie spod nóg twoich. Jesteś jak powój, który czepia się krzaku, soki z niego wysysa i pcha się po nim ku słońcu, ażeby wreszcie tam w górze, ponad koroną krzewu, kwieciem wonnym się pokryć.

Jesteś dłużnikiem, wielkim dłużnikiem ludu pracującego. Zaciągałeś dług ten w dniach niemowlęctwa swego, przysparzasz go dzisiaj i będziesz to czynił aż do dnia twego ostatniego. Jeszcze raz wołam do ciebie: dłużnikiem jesteś! Gdybym mógł, wziąłbym rozżarzone do białości żelazo i przyłożyłbym je do twego sumienia: niechaj jak wąż do ziemi przygwożdżony wije się w bólach obrachunku i jak potępieniec rzuca się w świadomości swego grzechu społecznego. Te męczarnie skruchy, te konwulsje wstydu może wyzwoliłyby ducha twego z nieprawości, w której żyjesz, i oswobodziłyby cię od gestów i pożądań krzywdziciela.

Dłużnikiem jesteś! Nie będziesz więc żądał od ludu wdzięczności, iż z nim jesteś, a sprawy jego broniąc wyrzec się musiałeś zaszczytów i dostatków. Ani znużony pracą swoją w winnicy społecznej, tą pracą, którą jako sport traktowałeś, nie odwrócisz się z przekleństwem na ustach:

…byłeś mi bożyszczem, o tłumie,

Wiarę mą trawił twój żołądek wraży,

Dziś moja miłość już zgiąć się nie umie

Na stopniach twoich bezbożnych ołtarzy.

Dłużnikiem jesteś! Rzucając ci w twarz tę prawdę, nie stawiam tablic przed tobą, co czynić będziesz, ażeby dług swój spłacić. Odpowiedź na to znajdziesz gdzie indziej, gdy zdjęty skruchą lub żądny czynu zaczniesz jej poszukiwać. Pragnę jednego tylko: oto ażebyś pamiętał, iż z krzywdy zrodzon jesteś i że krzywdą cudzą tuczyłeś się dotychczas.

Na drogę życia twego błogosławiłem cię dziełem, najpospolitszym, ale dobrym rąk twoich dziełem. Teraz pobłogosławię cię czynem, który począł się w świadomości początków twoich społecznych, a dojrzał wśród skruchy, że dłużnikiem jesteś.

Ludwik Krzywicki

_____________________________________

Powyższy tekst stanowi rozdział książki „Sic itur ad virtutem”, która pierwotnie ukazała się w roku 1908. Zawierała ona teksty, których większość ukazała się uprzednio, od roku 1904, w piśmie „Ogniwo”, a po jego delegalizacji w toku rewolucji 1905, całość opublikowano w miesięczniku „Kultura”. Następnie książkę pod nowym tytułem „Takimi będą drogi wasze!” wznowiono Nakładem Zrzeszenia Uczestników Studium Pracy Społeczno-Oświatowej, Warszawa 1928, za którym to wydaniem przedrukowujemy powyższą wersję, dokonując uwspółcześnienia pisowni wedle obecnych reguł.

 

Ludwik Krzywicki (1859-1941) – teoretyk i popularyzator myśli lewicowej, jeden z czołowych polskich myślicieli marksistowskich, „ojciec” polskiej socjologii, ekonomista. Na początku dziewiątej dekady XIX stulecia zetknął się z ideami socjalistycznymi i został ich zwolennikiem, był wówczas jednym z tłumaczy pierwszego tomu „Kapitału” Marksa. Wskutek represji za nielegalną działalność polityczno-kształceniową wyemigrował z Królestwa Polskiego, przebywał w Niemczech, Szwajcarii i Francji. Stał się jako tłumacz, publicysta i naukowiec czołowym popularyzatorem marksizmu i materializmu historycznego w Polsce, współpracował z emigracyjnymi środowiskami polskich socjalistów, był redaktorem naczelnym pisma „Przedświt”. Po powrocie do kraju należał do liderów Związku Robotników Polskich, później współpracował z PPS. Aktywny w nielegalnych inicjatywach edukacyjnych – Uniwersytet Latający, Towarzystwo Kursów Naukowych, Wolna Wszechnica Polska. Dwukrotnie więziony za działalność socjalistyczną. Po rozłamie PPS związany z PPS-Lewica. Po odzyskaniu niepodległości kierownik katedry historii ustrojów społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Kierował również Instytutem Gospodarstwa Społecznego – czołową i prekursorską placówką badawczej w zakresie rozpoznawania problemów społecznych i ich przyczyn oraz wypracowania możliwości zaradzenia im. Przyjęty w skład Polskiej Akademii Umiejętności, w 1931 r. wybrany prezesem utworzonego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. W roku 1940 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Kownie. Autor ogromnej liczby prac naukowych, popularyzatorskich oraz publicystyki społeczno-politycznej. Zajmował się takimi m.in. tematami, jak więź społeczna, społeczeństwa pierwotne, rozwój kapitalizmu, kultura masowa, spółdzielczość, przeobrażenia w rolnictwie. Jeden z najwybitniejszych uczonych w historii polskich nauk społecznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *