Ludwik Winterok

Chleb powszedni

[1932]

Ogromna większość trosk ogromnej większości ludzi obraca się koło sprawy chleba powszedniego. Modlitwa głosi: „chleba naszego powszedniego…”; jednak nie spada on z nieba, jak manna Żydom, trzeba go w pocie czoła zapracować. Co więcej, zapracować go dziś nie można.

25 milionów robotników w świecie jest pozbawionych możności pracy na chleb. Porachowawszy żony i dzieci, mieć będziemy ogromną armię 70 do 100 milionów pozbawionych chleba powszedniego, zdanych co najwyżej na liche przeważnie zasiłki lub na „dobroczynne zupki”, albo też zgoła pozbawionych pomocy.

Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą. Tak mówią faryzeusze. Pracowaliśmy całe życie, na starość cierpimy nędzę. Socjalizm da opiekę ludziom steranym pracą.

Dlaczegóż ci ludzie nie mają chleba powszedniego? Czyżby go było za mało? Kiedyś mówiono, że muszą być biedni i bogaci, albowiem nie starczy dla wszystkich pszenicy, żyta, cukru, materiałów na odzież. Czyż tak jest obecnie?

II

Stary socjalista francuski, jeden z tak zwanych utopistów, Karol Fourier, miał kiedyś następującą przygodę: pracował w jakimś biurze handlowym i razu pewnego otrzymał polecenie, by zatrzymać przeznaczony dla firmy okręt z ryżem i zatopić, albowiem chodziło o to, żeby cena ryżu była wysoka, a dowóz ryżu byłby ją obniżył. Wówczas przyszło mu na myśl, że dziś mamy „nędzę z nadmiaru”.

Troską kapitalistów jest to, by nie było za wiele towarów, bo wtedy ceny spadną.

Mało tego, ponieważ jest towarów za dużo, więc zatrzymuje się fabryki, wyrzuca ludzi na bruk, pozbawia chleba powszedniego.

I od czasów Fouriera słowa ,,nędza z nadmiaru” nabierają coraz większego znaczenia. Spostrzeżmy tylko i przemyślmy fakty.

Obliczono, że zapasy zboża, cukru, kawy, nagromadzone z poprzednich zbiorów starczyłyby na wyżywienie całej ludzkości przez rok i drugi.

Czyż można sobie wyobrazić większe głupstwo, jak fakt, że ludzie, zamiast te ogromne zapasy wykorzystać, prowadzą z nimi walkę, starają się je zniszczyć!

I niszczy się te bogactwa, owoce ludzkiej pracy: w Ameryce pali się pszenicą pod kotłami, w Brazylii topi i pali miliony worków kawy, na wyspie Cejlon niszczy miliony funtów herbaty. W Stanach Zjednoczonych wlewa się do rzeki ogromne ilości mleka, pali się bawełnę. W Anglii powstaje pomysł zniszczenia ogromnej ilości warsztatów tkackich.

Czyż więc, cała ludzkość wpadła w obłęd, że tak marnotrawi bogactwa, gdy milionowe rzesze chodzą głodne i półnagie, gdy miliony dzieci można by nakarmić zatopionym mlekiem?

III

To nie ludzkość oszalała, ale kapitalizm nie dopuszcza chleba ani tkanin do tych, którzy by się chcieli nakarmić i przyodziać. W imię podtrzymania zysków przez podbicie cen, kapitalizm głodzi i obdziera z najniezbędniejszych środków masy robotnicze, ich rodziny.

Cóż to jest kapitalizm? To taki porządek, w którym nie chodzi o to, by każdy miał, czego mu potrzeba do życia, ale
o to, by panowie kapitaliści mieli wysokie zarobki.

Dlaczego jednak żądza jest dziś większa i krzywda więcej w oczy bijąca niż dawniej?

Kapitalizm chyli się do upadku.

Niegdyś w zwycięskim pochodzie zdobył cały świat, pokrył go siecią dróg, kolei żelaznych, pokrył lasem kominów fabrycznych. Za jego sprawą potężne siły natury, jak elektryczność – zostały wprzęgnięte do pożytecznej pracy.

Wyzyskana została siła spadku wody, a ziemia na skutek doskonałych nawozów sztucznych i maszyn płodzi niesłychanie więcej, niż dawniej.

Mechanizacja – zastępowanie pracy ludzkiej pracą maszyn, racjonalizacja – wykorzystanie wszelkiego odruchu człowieka przy pracy, podniosły niesłychanie wydajność pracy ludzkiej. Ale zarobki robotnicze nie wzrosły wobec coraz bardziej rosnących bogactw. Towarów coraz więcej – bogacze coraz zamożniejsi, ubodzy coraz ubożsi – oto skutek kapitalistycznej gospodarki.

IV

My, socjaliści twierdzimy, że czas już skończyć z tym porządkiem. Mamy fabryki, które, puszczone w ruch, zaopatrzyłyby każdego we wszystko, czego potrzeba do codziennego użytku, a nawet do pewnego zbytku. Mamy setki tysięcy ramion roboczych, daremnie wyciągniętych za pracą. Ziemia-matka będzie nam coraz więcej dawała chleba w miarę, jak coraz lepszych będziemy używali maszyn i nawozów. Te znów dadzą nam puszczone w ruch fabryki metalowe czy chemiczne.

A cóż się dziś robi?

Wszelkimi środkami wypycha się towary z kraju; każe się przepłacać wygłodzonej ludności za cukier, węgiel itp., aby po niskiej cenie sprzedać w innych krajach. Doprowadza się do tego, że cukier, odebrany dziecku polskiemu, opłaca się dawać w Anglii na karmę świniom.

Przez parę lat wszelkimi środkami wywoziło się zboże i produkty zwierzęce zagranicę.

Dziś już mówi się w Polsce o tym, że żyta może zabraknąć, że zwierząt już nie jest za dużo. Rosną ceny chleba i mięsa,
i wymęczonej ludności roboczej grozi dziś klęska drożyzny.

V

Środek jest na to wszystko tylko jeden, oddać chleb, cukier, kawę, oddać tkaniny tym, co potrzebują. Podnieść zarobki o tyle, by ludzie mogli to wszystko kupować, a nie będzie „nędzy z nadmiaru”. Dać wszystkim pracę i chleb. Niech wszyscy ludzie w społeczeństwie stają się coraz bogatsi w miarę, jak rosną bogactwa społecznie, jak są coraz lepsze maszyny, coraz nowsze urządzenia.

Tak, ale to oznacza koniec kapitalizmu. Oznacza zaprowadzenie socjalizmu, którego podstawą jest praca dla zaspokojenia potrzeb ludności, a nie dla zysku kapitalistów.

Coraz liczniejsze odłamy ludności wpędzone są przez kapitalizm w nędzę i głód. Coraz też bardziej rosnąć musi armia tych, co walczą z kapitalizmem o chleb powszedni.

Ludwik Winterok
________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPS-owskim czasopiśmie „Głos Kobiet”, czerwiec 1932 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Jako grafikę wykorzystano rysunek z lat 30. przedstawiający bezrobotnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *