Aniela Steinsbergowa

Bez rehabilitacji

Późną jesienią 1956 r. z inicjatywy adw. Józefa Stopnickiego odbyło się w jego mieszkaniu (przy ul. Filtrowej nr 62) spotkanie nielicznej grupy osób, które miały się wspólnie zastanowić, czy należy ubiegać się o tak zwaną rehabilitację WRN-owców skazanych w latach 1946-48 za usiłowanie obalenia przemocą ustroju Państwa Polskiego.

W spotkaniu wzięli udział Tadeusz Szturm de Sztrem, Stefan Zbrożyna, Ludwik Cohn, dr Julian Maliniak, adwokaci: Stanisław Garlicki, Maurycy Karniol, Józef Stopnicki i ja.

Dla przypomnienia:

WRN – Wolność, Równość, Niepodległość – jest nazwą przybraną przez PPS w okresie okupacji hitlerowskiej. Na czele konspiracyjnego centrum WRN stał długoletni działacz pepeesowski Kazimierz Pużak, przewodniczący z ramienia tej organizacji podziemnej Rady Jedności Narodowej. 27 marca 1945 roku NKWD zaaresztowało i wywiozło samolotem do Moskwy szesnastu działaczy konspiracji związanej z emigracyjnym rządem polskim w Londynie. Wśród nich znajdowali się dwaj członkowie WRN-u – Kazimierz Pużak i Antoni Pajdak. Wszyscy wywiezieni zostali skazani w Moskwie za swą konspiracyjną działalność okupacyjną na kilkuletnie kary więzienia. Wkrótce jednak większość wyszła na wolność na podstawie amnestii i wróciła do kraju. W więzieniu zostali gen. Okulicki, głównodowodzący Armii Krajowej, Jankowski, delegat Rządu Londyńskiego na Kraj, i Antoni Pajdak. Okulicki i Jankowski zginęli w Rosji, Pajdak przetrzymał więzienia i zsyłkę i powrócił w roku 1956.

Pużak znalazłszy się w Polsce, nawiązał kontakt z dawnymi działaczami WRN. Prowadzone przez nich uprzednio pertraktacje z oficjalną PPS, do której chcieli wstąpić tylko pod pewnymi warunkami, rozbiły się w roku 1946. Pużak po powrocie usiłował z myślą o odrodzeniu PPS zebrać kadry WRN-u i nie dopuścić do ich rozproszenia. W okresie od lipca 1946 do czerwca 1947 roku władze bezpieczeństwa przeprowadziły aresztowania WRN-owców.

W dniach 5-19 listopada 1948 roku odbył się przed Wojskowym Sądem Rejonowym proces tzw. Kierownictwa centrum WRN. Na ławie oskarżonych znaleźli się Kazimierz Pużak, Tadeusz Szturm de Sztrem, Józef Dzięgielewski, Ludwik Cohn, Feliks Misiorowski i Wiktor Krawczyk.

Akt oskarżenia zarzucał im organizowanie zakonspirowanej partii WRN oraz przedsięwzięcie działań zmierzających do obalenia przemocą ustroju Państwa Polskiego i usunięcia jego zwierzchnich organów, tj. zbrodnię z art. 86 § 1 i 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego.

Wyrokiem z dnia 19 listopada 1948 roku Sąd uznał wszystkich oskarżonych za winnych zarzucanych im czynów i skazał Kazimierza Pużaka i Tadeusza Szturm de Sztrema na kary 10 lat więzienia, złagodzone na podstawie amnestii do lat 5, oraz utratę praw obywatelskich i honorowych na 5 lat, Józefa Dzięgielewskiego i Wiktora Krawczyka na kary 9 lat więzienia złagodzone na podstawie amnestii do połowy, Ludwika Cohna i Feliksa Misiorowskiego na 5 lat więzienia, darowane na podstawie amnestii, oraz utratę praw obywatelskich i honorowych na dwa lata.

W stosunku do wszystkich skazanych Sąd orzekł przepadek całego mienia na rzecz Skarbu Państwa.

Ludwik Cohn zawdzięczał stosunkowo łagodny wyrok temu, że okres wojenny spędził w Oflagu. We wrześniu 1939 roku dostał się do niewoli jako uczestnik obrony Warszawy, co Sąd podkreślił w uzasadnieniu wyroku jako okoliczność łagodzącą.

Chociaż bowiem formalnie nie oskarżono WRN-owców o kolaborację z okupantem, w uzasadnieniu aktu oskarżenia znajdują się następujące charakterystyczne zdania, zapowiadające procesy z lat 1949-55 przeciwko działaczom podziemia: „w okresie okupacji WRN szermując hasłami patriotycznymi, cały swój wysiłek skierowała przeciwko ZSRR i jego Armii Czerwonej, która była główną antyfaszystowską siłą wyzwoleńczą… Głosząc znaną teorię dwu wrogów, przygotowywała masy nie do walki z Niemcami, lecz do walki z wyzwoleńczą Armią Czerwoną… Nie dopuszczając do utworzenia jednolitego frontu i nawołując do walk bratobójczych, faktycznie działała na rękę Niemcom”.

Niektóre procesy WRN-owców odbyły się jeszcze przed procesem kierownictwa. Adam Obarski skazany został przez Wojskowy Sąd Rejonowy na karę śmierci, złagodzoną następnie przez Najwyższy Sąd Wojskowy na 15 lat więzienia, za przystąpienie do utworzonego w roku 1945 komitetu porozumiewawczego stronnictw wchodzących w czasie okupacji w skład Delegatury. Obarski całej kary nie odbył, wyszedł na wolność przedterminowo w roku 1954. We wrześniu 1947 roku działacz związkowy Antoni Wąsik w indywidualnym procesie otrzymał karę czterech lat.

W latach 1948 i 1949 sądzeni byli w różnych procesach, jako członkowie WRN-u, Stefan Zbrożyna, wiceprezydent Warszawy w podziemiu, Władysław Wilczyński, Kazimierz Rysiewicz, Stanisław Sobolewski, Wiesława Pajdakówna, córka Antoniego, Bolesław Gałaj, Józef Bielicki, Henryk Kwiatkowski, Marian Bomba i Wanda Stande. Wszyscy skazani zostali na kary 5-6 lat więzienia, odpowiednio złagodzone na zasadzie amnestii.

Zofia Pajdakowa, żona Antoniego, aresztowana w tym samym czasie w Krakowie, poniosła śmierć w gmachu UB (w czasie okupacji siedziba gestapo), wyskoczywszy rzekomo oknem. Antoni Zdanowski, zwolniony w toku śledztwa, zmarł bezpośrednio po wywiezieniu go w stanie agonalnym karetką z więzienia. Dzięgielewski zmarł na gruźlicę, której nabawił się w więzieniu, kilka miesięcy po wyjściu na wolność.

Misiorowski, ciężko torturowany w śledztwie, przebył w więzieniu zawał serca i zmarł krótko po zwolnieniu.

Do Pużaka zastosowano szczególnie zaostrzony reżim. Ciężko chorego umieszczono w wilgotnej, nieopalonej celi – zmarł w więzieniu w Rawiczu 30 kwietnia 1950 roku.

Na zebraniu u Józefa Stopnickiego mieliśmy się zastanowić, jaką taktykę obrać wobec tych spraw, czy wobec wzbierającej fali wniosków o uchylenie wyroków z okresu stalinizmu należy również i tutaj ubiegać się o rehabilitację.

Oczywiście decyzja należała do samych zainteresowanych, zaproszeni adwokacji mogli mieć jedynie głos doradczy.

Zasadnicze stanowisko przedstawił Ludwik Cohn. Przytaczam w całości jego wypowiedź odtworzoną z notatek:

„Procesy polityczne są środkiem walki politycznej.

W ustrojach autorytatywnych wyroki w sprawach politycznych mają na celu zdławienie, a nawet fizyczne unicestwienie oponentów. Przez zastraszenie wysokością stosowanych kar zmierzają w dalszym skutku do utrzymania w posłuszeństwie ogółu obywateli. Moc tych wyroków trwa tak długo, jak długo utrzymuje się ta sama władza, względnie jak długo system rządów pozostaje niezmieniony. Wystarczy czasem tylko zmiana osób rządzących, a cóż dopiero większy wstrząs społeczno-ustrojowy, by otworzyły się bramy więzień przed osobami skazanymi prawomocnie na długoletnie więzienia, choćby termin upływu kary był jeszcze odległy. Co więcej, wczorajsi więźniowie biorą czynny udział w życiu politycznym, a nawet uczestniczą w kierowaniu państwem. Prawie wszędzie, gdzie wybuchają rewolucje narodowe czy społeczne, dochodzą do głosu ludzie, którzy wczoraj byli więzieni za swoje przekonania. Typowymi przykładami są państwa, które uzyskały niepodległość po drugiej wojnie światowej, na których czele stanęli w większości ludzie więzieni przez kolonizatorów.

A cóż dopiero mówić o Polsce, w której po pierwszej wojnie głos mieli ci, którzy legitymowali się latami carskiej kategorii, a po drugiej wojnie rządzili ludzie, którzy doszkalali się w marksizmie-leninizmie w sanacyjnych więzieniach. I nikomu nie przychodziło do głowy, by ich jako „przestępców” dyskryminować. Bo o ile więzienie za popełnione nadużycia finansowe czy morderstwo powoduje utratę zaufania, choćby samo skazanie z mocy prawa, względnie na skutek aktu łaski, uległo zatarciu, o tyle skazanie w procesie politycznym nie dyskredytuje człowieka w opinii społecznej, która widzi w tym objaw konsekwencji jego przekonań, a często się z nim solidaryzuje.

Wynika to z samego charakteru przestępstw politycznych, jeżeli w rozumieniu naszego prawa karnego zaliczyć do nich przede wszystkim tzw. przygotowanie do obalenia rządu lub ustroju, względnie udział w spisku zorganizowanym w tym celu.

Jeżeli ten zamiar się nie uda i władza zapobiegnie przygotowanemu zamachowi, to tzw. sprawcy idą do więzienia i otrzymują wyroki, a jeżeli zamach się uda „sprawcy”, mają prawo nosić wawrzyny i zazwyczaj, jako zwycięzcy, obejmują władzę. I wtedy nikt ich nie pyta i pytać nie może, czy się „zrehabilitowali” z poprzednich „grzeszków”, jeśli je mieli w stosunku do dawnej władzy.

Nie żądano tego od Piłsudskiego ani od Bieruta, ani o ile wiem – od Gomułki, który przecież był ścigany przez własnych towarzyszy. A jednak ktoś wpadł na taki pomysł, a partia go podchwyciła. I o dziwo, stało się to wtedy, kiedy odwrócono się od tzw. minionego okresu, inaczej zwanego »okresem błędów i wypaczeń«. Pod tymi eufemizmami ukrywały się zbrodnie Stalina i jego systemu, o czym wyraźnie mówiono jedynie w tajnych dokumentach partyjnych. Tylko w encyklopediach po roku 1956 przy nazwiskach rozstrzelanych w Moskwie przywódców KPP pojawiły się wzmianki »zginął wskutek prowokacji w 1938 roku« albo »skazany wskutek zarzutów, pośmiertnie zrehabilitowany«.

Zaczęto nagle głośno mówić o systemie procesów politycznych, o wymuszaniu od oskarżonych niekorzystnych i nieprawdziwych zeznań, choć wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób zetknęli się ze sposobem prowadzenia »śledztw« przez władze bezpieczeństwa, a w pierwszym rzędzie czołowi ludzie partii, o tym od dawna najlepiej wiedzieli.

Zaczęła się tym zajmować oficjalna propaganda, by pokazać, że partia staje na czele październikowej odnowy i walki o »socjalistyczną praworządność«.

Gdyby rzeczywiście tylko o to szło, wystarczyłoby chyba przejście do porządku dziennego nad zapadłymi w minionym okresie wyrokami albo unicestwienie ich skutków jednym aktem prawnym. Ale tego nie uczyniono: niech każdy skazany sam wystąpi o sądową rehabilitację, dowiedzie, że zeznania były wymuszone, że inne dowody były sfingowane, jednym słowem »dokażi czto ty nie wierbłud«.

Można i tak, ale jeśli ktoś tego nie wykaże i w konsekwencji sąd uzna, że zainteresowany rzeczywiście był przeciwnikiem systemu opartego na »błędach i wypaczeniach«, jak ten system oficjalnie po wydarzeniach 1956 roku określono, to nie ma być zrehabilitowany? Dlaczego? Czyżby szło o to, żeby nad niektórymi głowami w tym nowym okresie wisiał miecz Damoklesa?

Skorzystałem więc z okazji ze spotkania kilku… [brak tekstu – przyp. redakcji Lewicowo.pl] i PS-owców [chodzi o okupacyjną organizację Polscy Socjaliści – przyp. redakcji Lewicowo.pl] oraz kilku oskarżonych w tych procesach, by wyrazić swój pogląd na ten temat i w konkluzji stwierdzić, iż z przytoczonych względów o tzw. rehabilitację ubiegać się nie zamierzam, dodając, że naraziłbym się na śmieszność, gdybym choćby pod słusznym pretekstem, że proces został sfingowany, występował teraz właśnie z tezą prowadzącą do wniosku, że nie byłem przeciwnikiem systemu, który dzisiaj został potępiony nawet przez partię. Jedyną konsekwencją potępienia tzw. minionego okresu winno być bowiem pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich, którzy w popełnionych zbrodniach brali udział.

Tak samo muszę odrzucić zarzut »nielojalności«, polegający na tym, że nie mam zamiaru starać się o odszkodowanie z tytułu nadużyć w śledztwie, gdyż nie godzę się w tym wypadku z systemem wyrównywania »rachunku« w formie pieniężnej, podobnie jak z »rehabilitującym« obnoszeniem w czasie publicznej demonstracji trumny ze zwłokami niewinnie skazanego (sprawa Rajka na Węgrzech). Zastrzegam, że jest to mój osobisty pogląd, którego nikomu z moich przyjaciół narzucić nie mogę, nie potępię nikogo z nich, jeżeli sytuacja życiowa ich do takiego kroku zmusza.

Osobiście jestem w tej sytuacji, że już w końcu czerwca 1956 roku zostałem z powrotem wpisany na listę adwokatów, z której skreślono mnie wskutek prawomocnego wyroku sądowego. Zostałem wpisany przed pierwszym po wojnie Walnym Zgromadzeniem Warszawskiej Izby Adwokackiej na wniosek POP PZPR. Przedtem moje podania wniesione po upływie orzeczonego wyrokiem okresu utraty praw były odrzucane z uzasadnieniem, że osoba moja nie daje rękojmi wykonywania zawodu zgodnie z zasadami PRL. Jednocześnie ze mną wpisano dwóch adwokatów z innych przedwojennych stronnictw, też skreślonych z mocy wyroków sądowych. Stary komunista Stefan Kurowski (bratanek Warskiego), którego charakter też nie uległ deprawacji, nazwał to »kiełbasą wyborczą dla adwokatury«, która i tak partii nie pomoże, co się sprawdziło. A więc po prostu właściwe »czynniki« przeszły do porządku nad tym wątpliwym i dla nich wyrokiem Sądu Wojskowego. Tak samo zresztą nie słyszałem, by członkowie nowego popaździernikowego kierownictwa partii, którzy przecież przeszli przez magiel bezpieki i Sądownictwa Wojskowego, musieli starać się o sądową rehabilitację.

Miałbym więc występować o rehabilitację chyba tylko po to, by nie mieć w swoim życiorysie nawet tak słabego dowodu, jakim jest wyrok Sądu Wojskowego z 1948 roku, świadczący bądź co bądź o tym, że od pierwszej chwili, gdy znalazłem się na ziemi polskiej po powrocie z niemieckiej niewoli, zwalczałem system „błędów i wypaczeń”, który wówczas partia cała uważała za doskonały i o jej charakterze dowiedzieć się miała rzekomo dopiero po przemówieniu Chruszczowa na tajnym posiedzeniu XX Zjazdu?

Nie można wreszcie pominąć tego, że w tzw. procesach rehabilitacyjnych orzekają ci sami sędziowie, którzy byli skompromitowani wydawaniem zbrodniczych wyroków na niewinnych ludzi.

Dodaję, że obecni na tym spotkaniu inni »skazańcy« – T. Szturm de Sztrem i S. Zbrożyna – całkowicie poparli moje rozumowanie i oświadczyli, że nie zamierzali i nadal nie zamierzają zaskarżyć wyroku.

Obecni tow. Adwokaci Steinsbergowa, Karniol, Stopnicki zabierając głos, nie przytoczyli kontrargumentów przeciwko wypowiedzianemu poglądowi”.

Tadeusz Szturm de Sztrem i Stefan Zbrożyna poparli stanowisko Cohna. Nie tylko oni, lecz nikt ze skazanych WRN-owców nie ubiegał się o uchylenie wyroku. Nie należy przy tym zapominać, że dla ludzi pozbawionych wszelkiego mienia i niejednokrotnie napotykających na trudności w znalezieniu pracy nie było to przecież bagatelą.

Oczywiście na tę postawę mogli pozwolić tylko ci ludzie, którzy sądzeni byli otwarcie za przestępstwa polityczne. Nie mogli natomiast zgodzić się na utrzymanie w mocy hańbiących wyroków AK-owcy i działacze konspiracji, wobec których zarzuty polityczne zostały zakamuflowane i zastąpione sfingowanym oskarżeniem o kolaborację z Niemcami i mordy bratobójcze. Dlatego Moczarski, Porowski, Czekanowski, Cybulski i inni musieli walczyć o rewizję tych procesów.

Aniela Steinsbergowa
__________________________
Powyższy tekst Anieli Steinsbergowej to rozdział z książki „Widziane z ławy obrończej”. Książka została pierwotnie wydana przez paryską „Kulturę” (Instytut Literacki), a następnie wznowiona w postaci podziemnej broszury, wydanej przez Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność” przy Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, bez daty wydania. Przedruk za tym ostatnim źródłem.

2 komentarzy nt. “Bez rehabilitacji

  1. Zastanawiające, dlaczego Steinsbergerowa używa formy męskiej w swoim tekście. Może źle przypisano jej autorstwo? Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek – poza wiktoriańską Anglią – było w modzie stosowanie formy męskiej przez kobiety piszące.

    • Spora część tekstu to cytat z wypowiedzi Ludwika Cohna, co jest zaznaczone cudzysłowami i zaanonsowane przez autorkę całości zanim zaczyna się cytat. Ot i cała tajemnica :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *