Zygmunt Kisielewski

Zemsta idei

[1920]

Idea, której sprzeniewierzył się człowiek, jednostka, czy grupa, mści się. Kto działa w imię idei, a potem idei tej kłam zadaje, budzi zdumienie, niechęć, wreszcie wstręt.

Bolszewicy uznali zrazu ideę stanowienia o sobie narodów. Uznali ją przed dwoma laty, dzisiaj zaś zaprzeczyli jej swoim postępowaniem. Dążą bowiem do zaboru Polski. Sprawa to tak widoczna, że pokryć jej nie mogą noty Cziczerina. Cziczerin chciał samego siebie prześcignąć w chytrości i zohydził siebie i dyplomację bolszewicką. A co ważniejsze, zaprzeczył idei samostanowienia. Spadła z twarzy dyplomaty maska „ideowa”. Zasada samostanowienia okazała się w ustach rządu sowieckiego frazesem, bolszewicy zaborcami.

I na tym polega klęska bolszewizmu. Jakiekolwiek by były postępy armii sowieckiej – idea sprawiedliwa, wzniosła, którą głosił zawsze i wszędzie socjalizm, została przez najskrajniejszych ze skrajnych wdeptana w błoto, wyszydzona, zbezczeszczona.

Zaczyna to rozumieć cały świat, zaczynają pojmować socjaliści Zachodu. Nimb, jakim bolszewicy zdołali się otoczyć zagranicą, tam, gdzie ich nie znano, pryska, musi prysnąć.

Albowiem sama zasada, idea, odgrywa rolę wielką w socjalizmie. Szacunek dla idei jest tak wielki, tak głęboko wrzyna się w metody myślenia, iż usprawiedliwiano nawet straszliwy terror czerezwyczajek rosyjskich koniecznością. Tym bardziej kompromitacja bolszewików w stosunku do idei wolności narodowej będzie dla nich zabójcza. Żaden socjalista narodu wolnego pojąć by wprost nie mógł zamiaru anektowania jego własnego kraju przez obcych, chociażby najczerwieńszych rewolucjonistów. Śmiechem wybuchnąłby na samą myśl podobną Anglik, Francuz, Włoch. Nawet komuniści niemieccy nie życzą sobie wyzwalania przez czerwonych kozaków, którzy dzisiaj „pilnują już granicy niemieckiej”.

Nikt bezkarnie nie może bezcześcić bóstw, które sam wystawił. Jest w głębi pojęć, zasad i haseł tajemnicze trwanie, odblask wieczystej prawdy, której wyznawcy znieważać nie wolno. Mści się to prędzej czy później. Zemści się także na bolszewikach.

Oni bowiem, poddając się carskiej tradycji zaboru, przesiąkają, a później całkowicie ulegną innym cechom caryzmu. Kamieniew wyraził się podobno do Lloyd George’a, że władze sowieckie nie mogą już powstrzymać armii swojej w pędzie na Polskę, groziłoby to bowiem im… kontrrewolucja. W tym niewątpliwym wybiegu bolszewickiego dyplomaty tkwi jednak odrobina prawdy. Od chwili tak bezwzględnego zerwania z zasadą wolności narodów, w polityce zagranicznej bolszewizmu nie ma ani krzty socjalizmu. Zaborczość bolszewizmu będzie dla niego grobem.

Idea umie zwyciężać, ale umie także mścić się.

Zygmunt Kisielewski

7 VIII 1920 r.
____________________________
Powyższy tekst Zygmunta Kisielewskiego pierwotnie ukazał się, sygnowany pseudonimem Zysław, w PPS-owskim dzienniku „Robotnik” w serii felietonów tego autora pt. „Szydłem i kropidłem”. Następnie został wznowiony w zbiorze „Szydłem i kropidłem (seria druga)”, Nakładem Księgarni Robotniczej, Warszawa 1922. Od tamtej pory nie był wznawiany, przedruk za tym ostatnim źródłem, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *