prof. dr hab. Andrzej Nowicki

Wspomnienie o Zygmuncie Zarembie

Z licznych spotkań z Zygmuntem Zarembą chciałbym na pierwszy plan wysunąć trzy nasze rozmowy z trzech różnych okresów historycznych: jedną, przedwojenną, z jesieni 1934, drugą, z czasów okupacji hitlerowskiej, z jesieni 1942 i trzecią, z czasów Gomułki. Dwie pierwsze, warszawskie, zostały zainicjowane przeze mnie, trzecia, we Florencji, miała miejsce dzięki przypadkowemu spotkaniu na ulicy. Wszystkie trzy dotyczyły tej samej sprawy: co powinien robić człowiek, któremu na sercu leżą sprawy Polski i socjalizmu.

Najpierw jednak należy wyjaśnić, jak to się stało, że mając 15 lat odważyłem się wejść do mieszkania jednego z przywódców PPS i zostałem serdecznie przywitany. Rzecz w tym, że jeszcze przed moim narodzeniem matka mojego ojca i matka Zygmunta Zaremby były w Piotrkowie sąsiadkami i bliskimi przyjaciółkami, a Zygmunt jako dziecko przyjaźnił się z moim ojcem i z moimi trzema stryjami. Pisze o tym w swoich „Wspomnieniach”: „Spośród kilkunastu chłopców najbardziej przylgnąłem do braci Nowickich. Zawiązała się przyjaźń mająca trwać przez lata (…) Zacząłem bywać w ich domu. Pani Nowicka przyjmowała mnie życzliwie (…) Znalazłem drugie domowe ognisko i to z rówieśnikami, gdy w domu własnym miałem tylko otoczenie starszych ode mnie braci i sióstr (…) Nowiccy kąpali się w stawach, biegali po łąkach i ogrodzie (…) u nich w mieszkaniu szaleliśmy w chowanego (…) Przyjaźń rosła i coraz trudniej było nam obejść się bez siebie” (Pokolenie przełomu, Kraków 1983, s. 45-46). „Rodzice przyjmowali moich przyjaciół serdecznie i życzliwie. Nowiccy byli traktowani jak swoi, mama lubiła ich” (s. 100).

Minęło kilka lat i od zabaw młody Zaremba i młodzi Nowiccy przeszli do działalności politycznej. „Spiskowaliśmy u siebie w Piotrkowie – wspomina Zaremba. – Zbieraliśmy się u mnie czy u Nowickich w kilkunastu nieraz chłopców” (s. 105). Potem po kolei wstępowali do Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej i spadały na nich carskie represje: rewizje, aresztowania, więzienie w twierdzy. Jedną z pierwszych ofiar tych represji był mój ojciec, aresztowany po nocnej rewizji przez żandarmerię rosyjską i skazany na dwa lata twierdzy. Zygmunt był na procesie. Mój ojciec był od niego trzy lata starszy.

Tematem naszej pierwszej rozmowy był pomysł zorganizowania socjalistycznych kół samokształceniowych młodzieży szkolnej. Program miał obejmować tę wiedzę, której nie dawała szkoła, a więc przede wszystkim dzieje myśli socjalistycznej (socjalizmu utopijnego i marksizmu), dzieje ruchów społecznych, zagadnienia ekonomii i polityki, program PPS. W rozmowie uczestniczyły Talka (żona Zygmunta Zaremby) i Oleńka (córka, moja rówieśniczka).

Pomysł nawiązywał do myśli Ludwika Krzywickiego wyznaczającej styl działalności PPS. Przyszłość socjalizmu w Polsce – mówił sto lat temu Ludwik Krzywicki – zależy od zasobu sił intelektualnych, jakim dysponować będą polscy socjaliści. Mówiąc o zasobie sił intelektualnych, Krzywicki miał na myśli zdobywanie wiedzy i umiejętność jej rozwijania. Jeśli uznamy tę myśl Krzywickiego za słuszną, to wynika z niej konieczność przyjęcia takiego modelu partii, który odróżniać będzie PPS od wszystkich pozostałych partii politycznych, a polegać będzie na tym, że siłą jej będzie rozbudowana sieć kół samokształceniowych, w których członkowie i sympatycy partii, a zwłaszcza młodzież, zdobywać będą wiedzę i ćwiczyć się w samodzielnym krytycznym myśleniu. Model taki wyklucza indoktrynację i narzucanie jakichkolwiek dogmatów. Respektuje zasadę absolutnej wolności sumienia, myślenia i wypowiadania poglądów, prawo do budowania sobie własnego poglądu na świat. Zalążkiem kół samokształceniowych powinny być dzieci pepeesowców przyciągające do tych kół swoje koleżanki i kolegów.

Zaremba słuchał uważnie. Zawsze interesowało go to, o czym myśli i czego chce moje pokolenie, a w ostatnich latach życia – pokolenie wnuków. Obiecał pomoc. Podsunął myśl, że na nasze zebrania możemy zapraszać starszych towarzyszy, którzy chętnie podzielą się z nami swoim doświadczeniem. To, co wydawało mi się moim własnym pomysłem, wychodziło na przeciw jego oczekiwaniom.

Władze PPS zastanawiały się nad tym, jak przyciągać do siebie młodzież i jak kształcić kadry, ale znając – z własnego doświadczenia – przekorną naturę nastolatków, wiedziały, że ta impreza uda się tylko wtedy, gdy młodzież będzie uważała organizowanie i działanie takich kół za swoją własną inicjatywę. Jego córka wyraziła chęć wzięcia udziału w działalności kół samokształceniowych, podobnie dzieci innych pepeesowców (na przykład Krysia Stopnicka, Halszka Próchnikówna), a kiedy koła rozpoczęły pracę i zaczęły się spotykać na wspólnych zebraniach, Kazimierz Wojciechowski – po wygłoszeniu pogadanki o Ludwiku Krzywickim – zapytał, czy nie warto utworzyć socjalistycznej organizacji młodzieży szkolnej. Poparłem gorąco ten projekt a nawet zaproponowałem nazwę „Spartakus”, którą jednomyślnie przyjęto. Było to w podziemiach teatru „Ateneum”.

Wróćmy jednak do tej pierwszej rozmowy z Zarembą. Atmosfera mieszkania była tak miła, że przychodziłem tam coraz częściej, najpierw na ulicę Polną (w pobliżu gimnazjum, do którego chodziłem), później na Malczewskiego, a od wiosny 1935 zapraszano mnie także do Górek w pobliżu Klembowa. Będąc przez cztery lata niemal codziennym gościem Zarembów, poznałem ich przyjaciół, znanych działaczy PPS. Jak niegdyś Zaremba uważał piotrkowskie mieszkanie mojej babci za swoje drugie ognisko domowe, tak w drugiej połowie lat trzydziestych – po wyjeździe moich rodziców z Warszawy – drugim ogniskiem domowym stało się dla mnie mieszkanie Zarembów na Wierzbnie, gdzie odbyła się w czerwcu 1937 r. uroczystość z okazji uzyskania przez nas (to znaczy przez Oleńkę i przeze mnie, a także przez jej koleżanki) świadectw dojrzałości. Jesienią rozpoczęliśmy studia na Uniwersytecie Warszawskim, Oleńka zaczęła z entuzjazmem studiować fizykę, a ja z takim samym entuzjazmem filozofię i psychologię. Cudowne dwa lata przerwane przez napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę.

Znalazłem się w Radomiu, gdzie mój ojciec (od października 1939 r.) stał na czele podziemnej PPS WRN, ale w sierpniu 1940 r. został aresztowany a w maju 1942 r. zamęczony na śmierć w Buchenwaldzie. W połowie 1942 r. powróciłem do Warszawy. Chciałem kontynuować rozpoczętą w Radomiu działalność konspiracyjną, a wiedząc, że jednym z przywódców podziemnej PPS WRN jest Zygmunt Zaremba, poprosiłem jego córkę, żeby podała czas i miejsce spotkania. Na miejsce spotkania wybrał Zaremba Dworzec Warszawa Zachodnia i wczesną jesienią 1942 r. odbyła się nasza druga rozmowa.

Poszliśmy na godzinny spacer, w czasie którego ustaliliśmy, że najbardziej przydatny będę jako kierownik podziemnego koła samokształceniowego Organizacji Wojskowej PPS. W tej sprawie byliśmy zawsze jednomyślni. Samo strzelanie nie wystarcza, życie młodzieży podziemnej należy wypełnić intensywnym samokształceniem. Przyszłość Polski i Socjalizmu zależy od „zasobu sił intelektualnych”. Wspominając początki swojej działalności w Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej, Zaremba pisał: „Należenie do organizacji nakładało na nas przede wszystkim obowiązek samokształcenia (…) z obowiązku samokształcenia wywiązywałem się z całą gorliwością” (s. 109).

Mieszkałem na Żoliborzu, więc dla prowadzenia koła samokształceniowego zostałem mianowany przez Zarembę – i blisko współpracującego z nim Tadeusza Szturma de Sztrema (1892-1962) – „oficerem politycznym kompanii imienia Komuny Paryskiej w Batalionie im. Jarosława Dąbrowskiego. Pełniłem tę funkcję od jesieni 1942 do wybuchu Powstania Warszawskiego.

Pierwszym moim obowiązkiem było uzupełnianie własnej wiedzy w zakresie ekonomii. Musiałem przestudiować po niemiecku „Akumulację kapitału” Róży Luksemburg i „Kapitał finansowy” Rudolfa Hilferdinga, a także Ludwika Krzywickiego „Wstęp do historii ruchów społecznych”.

Kompania im. Komuny Paryskiej składała się z moich rówieśników i rówieśniczek, więc nawet mi do głowy nie przyszło, żeby rozmawiać z nimi jak oficer z żołnierzami czy instruktor. Nie wydawałem żadnych rozkazów, nie przeprowadzałem żadnych egzaminów, ale starałem się rozbudzać zainteresowanie naukami społecznymi, zwłaszcza dziejami myśli socjalistycznej i problematyką filozoficzną. Dzieliłem się uwagami o przeczytanych książkach, zachęcając do samodzielnego myślenia i zabierania głosu w dyskusji. Punktem wyjścia była teza, że w walce o odzyskanie niepodległości nie chodzi o odbudowanie struktur przedwrześniowych, ale o zbudowanie ustroju sprawiedliwości społecznej i Zjednoczonej Socjalistycznej Europy opartej na zasadzie równości i braterstwa narodów. Nie wystarcza udział w walce z okupantem. Już dziś potrzebna jest praca intelektualna, zmierzająca do uświadomienia sobie, jaki świat chcemy zbudować po wojnie.

Wbrew zasadom konspiracji, nakazującej udawanie, że się wzajemnie nie znamy, staliśmy się szybko grupą przyjaciół, odwiedzających się w swoich mieszkaniach, recytujących wiersze ulubionych poetów i prowadzących dyskusje filozoficzne. Zawiązana wówczas przyjaźń przetrwała dziesięciolecia.

Była to kontynuacja stylu życia starszego pokolenia pepeesowców. Zaremba spotykał się ze swoimi partyjnymi towarzyszami nie tylko na zebraniach CKW PPS, ale niemal codziennie przychodzili do jego mieszkania w Warszawie, a także przyjeżdżali do niego na wieś. Zajmowanie się polityką uważał za obowiązek społeczny, prawdziwą jego pasją było hodowanie jabłek, chodzenie na spacery po lesie z psem, czytanie i pisanie książek.

Po odzyskaniu niepodległości Zaremba, pozostając w kraju, kontynuował wspólnie z Pużakiem działalność niezależnej PPS, a po aresztowaniu Pużaka (i 15 innych przywódców Polski Podziemnej) przez NKWD w marcu 1945 roku, jeszcze przez cały rok – ukrywając się przed radziecką bezpieką – kierował tą działalnością. Przez wiele miesięcy toczyły się pertraktacje między podziemną PPS WRN, którą kierował Zaremba a nową PPS, na której czele stał Edward Osóbka-Morawski. W pierwszej fazie chodziło o legalizację PPS WRN jako odrębnej partii, a kiedy to okazało się niemożliwe, Zaremba przedstawił warunki zjednoczenia, które nie zostały przyjęte. Osóbka-Morawski proponował, żeby wuerenowcy wstępowali indywidualnie.

Wielu moich przyjaciół już było w nowej PPS, której program był fascynujący: odbudowa gospodarki i kultury zrujnowanego przez wojnę kraju, likwidacja analfabetyzmu, reforma rolna, nacjonalizacja przemysłu, zagospodarowanie Ziem Odzyskanych, awans kulturalny robotników i chłopów. Podjęcie decyzji nie było łatwe, ale działalność konspiracyjna socjalistów postawiłaby nas po drugiej stronie barykady razem z obszarnikami, fabrykantami, przedwojennymi endekami, sanatorami i faszystami. Wstąpiłem do nowej PPS w pierwszych dniach kwietnia 1945, nie wiedząc, że na tę partię został już wydany wyrok, pozostawiający jej tylko trzy i pół roku życia.

Zaremba chciał pozostać w kraju, był gotów wstąpić do nowej PPS, ale jej kierownictwo nie wyraziło na to zgody. Był gotów ujawnić się i działać jako niezależny, bezpartyjny publicysta. Na to również nie wyrażono zgody. Gdyby ujawnił się, spotkałby go los Pużaka. Gdyby działał nadal w konspiracji, aparat bezpieczeństwa szybko by go odnalazł. W 1945 roku aresztowano już jego syna. W tej sytuacji Zaremba nie miał innego wyjścia jak opuszczenie kraju. Wyjeżdżał na Zachód – w marcu 1946 roku – z żalem, że nie może w kraju „służyć tej sprawie, której służył przez całe życie i której chce służyć do końca” (list do córki i syna z jesieni 1945 r. w: Z. Zaremba: Listy 1946-1967. Warszawa 2000). Miał jednak nadzieję, że wkrótce wróci do Polski. Do końca życia wierzył, że w Polsce a także w Rosji nastąpią przemiany ustrojowe, skończą się rządy totalitarne i przywrócona zostanie demokracja – przestrzeń dla budowy demokratycznego socjalizmu.

Po śmierci Stalina, po przełomie październikowym 1956 r., wydawało się, że pepeesowcy znajdujący się na emigracji będą mogli powrócić do kraju i podjąć starania o zalegalizowanie PPS, a osoby mieszkające w Polsce będą mogły swobodnie wyjeżdżać do „wszystkich krajów świata”. Dzięki tej po październikowej liberalizacji mogłem kilka razy wyjeżdżać na stypendia naukowe do Włoch. Kiedyś, późnym wieczorem, we Florencji, wracając z biblioteki do domu, zauważyłem sklep z pocztówkowymi reprodukcjami dzieł sztuki. Wstąpiłem do tego sklepu i nie zwracając uwagi na innych klientów zacząłem wybierać reprodukcje. Nagle dotarło do mnie, że osoby obok mnie rozmawiają ze sobą po polsku i że brzmienie ich głosu doskonale znam. Odwróciłem się i zobaczyłem Oleńkę z rodzicami. Był to niezwykły przypadek, bo ani oni nie wiedzieli, że jestem we Florencji, ani ja nie wiedziałem, że wybrali się razem do Włoch. Zaremba zaproponował kontynuowanie rozmowy przy kolacji i zapytał, czy mam jakąś tanią trattorię. Oczywiście znałem wszystkie trattorie tej dzielnicy, a nawet zaproponowałem znakomitą tanią potrawę „mozzarella nella carozza”. Po drodze wyczerpaliśmy tematy osobiste, a przy stole rozmowa dotyczyła wyłącznie polityki.

Jak jesienią 1934 i jesienią 1942, tak i jesienią 1959 Zygmunta Zarembę żywo interesowały poglądy, aspiracje i dążenia polskiej młodzieży. Podobnie jak w 1945 roku nie potępiał tych, którzy wstąpili do nowej PPS, tak i teraz nie potępiał tych, którzy są w PZPR („żywe siły socjalizmu wyrastają spontanicznie, często w szeregach PZPR” – pisał w liście z 3 września 1959 r. do Feliksa Grossa, a w liście do niego z 24 listopada 1966 r. powtarzał: „Nie gra roli należenie czy nie należenie do PZPR”, s. 494). Nieważne jest to, gdzie są, ale to, czy są zwolennikami demokratycznego socjalizmu i czy swoją postawą wpływają na procesy demokratyzacji ustroju. („W Polsce – pisał w liście do Lucjana Górniaka z 18 maja 1947 r. – …przy rozumnej ostrożności [istnieje] możliwość pozytywnego oddziaływania na środowisko najbliższe, a oddziaływanie to jak fale pobudzone uderzeniem kamyka o powierzchnię wody rozchodzą się coraz dalej i budzą reakcje może dla oka nieuchwytne, ale bardzo pozytywne dla rozwoju ogólnego”, s. 194).

Potem zadał mi pytanie, jak oceniam sytuację w Polsce: czy odnowa październikowa jest tak zaawansowana, że możliwy byłby jego powrót do Polski i działanie na rzecz jej umacniania i pogłębiania? Odpowiedziałem, że pracownicy naukowi mają pewien margines swobody, mogą pracować w swoim zawodzie, prowadzić badania, kształcić młodzież, wyjeżdżać na stypendia zagraniczne. Korzystam, jak potrafię, z tej swobody. Praca naukowo badawcza daje mi więcej satysfakcji od pracy politycznej. Ukazują się moje książki, mam własne czasopismo, wykładam na wyższej uczelni, wygłaszam odczyty, wyjeżdżam za granicę i mam nadzieję, że ta moja działalność będzie oceniana pozytywnie. A jeśli chodzi o odnowę, to obawiam się, że raczej się cofa, niż pogłębia. Ma ona wyraźne granice. Na niezależną działalność polityczną socjalistów aparat PZPR na pewno nie wyrazi zgody.

To była nasza ostatnia rozmowa. Kilka lat później stan zdrowia Zaremby uległ wyraźnemu pogorszeniu. Uznał, że 55 lat pracy w PPS daje mu prawo do wycofania się z działalności politycznej, do której nie miał już sił „ani psychicznych, ani fizycznych” (list do Adama Ciołkosza z 11.5.1966).Tęsknił za krajem, ale Zenon Kliszko nie wyraził zgody na jego powrót. Wiedział, że Zaremba jest ciężko chory, że nie będzie prowadził żadnej działalności politycznej, że chce wrócić tylko po to, żeby umrzeć w Polsce i zostać pochowanym w polskiej ziemi. To okrucieństwo wynikało z politycznego wyrachowania. Powrotu ciężko chorego człowieka nie da się wykorzystać propagandowo. Zresztą, może zapomniano już w Polsce o jego istnieniu? A jego powrót może być niebezpieczny, bo przypomni robotnikom, że w Polsce była kiedyś Polska Partia Socjalistyczna.

Zygmunt Zaremba zmarł 5 października 1967 roku w Sceaux pod Paryżem i tam został pochowany. Nie dożył hańby marca 1968 roku, ani strzelania do robotników w grudniu 1970 roku, ani ogłoszenia stanu wojennego 13 grudnia 1981, ani przywrócenia demokracji w 1989, ani rozbudzonych nadziei na demokratyczny socjalizm, ani gorzkich rozczarowań kilkunastu lat transformacji, prywatyzacji, bezrobocia, rosnącej nierówności społecznej, ani obecnej groźby uwikłania Polski w nową wojnę światową.

Oceniając miejsce Zaremby w dziejach myśli socjalistycznej na podstawie czterech okresów jego działalności (młodzieńczej, międzywojennej, wojennej i emigracyjnej) sądzę, że socjalizm Zaremby był przeciwieństwem doktryny dogmatycznej. Charakterystyczne było sformułowanie celu: „więcej wolności, więcej samodzielności człowieka i swobody jego myśli, a więc i wpływu na kształtowanie losu własnego i swego narodu. A to jest demokracja i socjalizm w najgłębszym znaczeniu tego słowa” (List do Ł.B. po 28 marca 1961, s. 321). „Nie tyle jest ważne, ilu nas jest, lecz co reprezentujemy w zakresie myśli, ideologii” (List do Ottona Pehra z 5 września 1960, s. 424). „Poszukiwanie wszelkie musi być wolne od liczenia się z opinią czyjąkolwiek z góry powziętą (…) w swych poglądach odbiegam daleko i coraz dalej od tego czym karmi się myśl większości naszych towarzyszy” (List do Jana Kwapińskiego z 15 listopada 1963. s. 458).

Socjalizm Zaremby miał przede wszystkim źródła w polskiej myśli socjalistycznej. Wybranymi przez niego mistrzami byli Kazimierz Kelles-Krauz, Ludwik Krzywicki, Edward Abramowski, Romuald Minkiewicz, Stanisław Brzozowski (por. Wspomnienia, s. 134-136), a z myślicieli innych krajów przede wszystkim Feuerbach (por. List do dzieci z 20 września 1958, s. 387).

Wielkim problemem było dla niego nie tylko zdobycie władzy i budowa socjalizmu, ale także obrona praw i swobodnego rozwoju jednostki przed potężnym aparatem państwowym. Jako młody chłopak deklarował: „Kiedy socjalizm zostanie zrealizowany, przeniosę się do anarchistów, by bronić praw jednostki przeciw tyranii zorganizowanego i zdyscyplinowanego stada” (Wspomnienia, s. 136).

Kiedyś, podsumowując własne życie, w liście do dzieci napisał, że dar życia jest zasobem sił, „które można roztrwonić, zużyć dla spraw małych, egoistycznych, często moralnie brudnych (…) ale też można ten zasób sił zużytkować dla stworzenia poza sobą wartości, które wzbogacają ludzkość (…) uczestniczyłem w procesie podnoszenia świadomości klasy robotniczej i nie żałuję wysiłku włożonego w jakieś kółka samokształcenia, w konferencje, wiece” (List do dzieci z 20 września 1958, s. 387).

Nie zmarnował swego życia, pozostanie dla przyszłych pokoleń wzorem osobowym polskiego socjalisty.

prof. dr hab. Andrzej Nowicki

___________________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Przegląd Socjalistyczny” nr 2(11)/2007. Tytuł pochodzi od redakcji Lewicowo.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *