Kazimierz Czapiński

Współczesny ruch robotniczy a oświata

[1933]

Współczesny ruch robotniczy znajduje się pod znakiem walki z faszyzmem – szczególnie w Europie środkowej.

Ta walka jest dzisiaj osią polityki robotniczej. Niewątpliwie jest ona trudna, gdyż klasa robotnicza jest osłabiona przez kryzys i bezrobocie.

Zdeklasowany, bezrobotny proletariat staje się także w niektórych krajach częściowo i chwilowo podatnym materiałem dla faszystowskiej demagogii. Kryzys, doprowadzając do ruiny i rozpaczy drobną burżuazję i częściowo włościaństwo, czyni z nich klientelę faszystów. Naturalnie, ten proces pozyskiwania „grup pośrednich” przez faszyzm jest procesem przejściowym, skoro faszyzm, broniąc ustroju kapitalistycznego, prawie nic realnego im dać nie może. Ale na razie te wszystkie procesy razem wzmacniają prądy faszystowskie i utrudniają walkę zorganizowanej klasy robotniczej o socjalizm.

Faszyzm jest dziś najgroźniejszym wrogiem klasy robotniczej. Także w zakresie oświaty stwarza swe bardzo niebezpieczne teorie i instytucje, z którymi musimy walczyć. Faszyzm broni „totalności” (całkowitości) państwa we wszystkich dziedzinach; to znaczy, iż wszelka dziedzina duchowa (szkoła, prasa, nauka, literatura itp.) musi być podporządkowana ideologii panującej, faszystowskiej i nie śmie z niej się wyłamać. Popatrzmy np. na szkołę. Niegdyś burżuazja, jeszcze w czasach liberalnych, prawiła nam o „neutralności” szkoły i oburzała się na socjalistów – którzy mieli pod tym względem poważne wątpliwości. Dziś faszyzm otwarcie proklamuje zasadę szkoły politycznej, tzn. takiej, która służy faszystowskiemu systemowi i jego ideologii. Weźmy np. „Hitlerię”. Polityczna szkoła stała się tam dogmatem. Warto przeczytać np. broszurę W. Hehlmanna „Politische Pädagogik”. Autor uważa prof. Kriecka za inicjatora tego nowego wielkiego kierunku pedagogicznego i oświadcza, iż rzecz jest zupełnie zrozumiała, że szkoła w dzisiejszych czasach powinna wychowywać młodzież dla narodu w myśl panującej ideologii i stwarzać ten typ psychologiczny człowieka, który panującemu kierunkowi jest potrzebny.

To samo widzimy we Włoszech i w innych podobnych krajach. Tylko że ta zasada nie wszędzie jeszcze jest przeprowadzona na całe sto procent, jak w Polsce sławetne „wychowanie państwowe”. To samo widzimy w polityce prasowej. Prasa w państwach faszystowskich jest pojmowana bynajmniej nie jako wyraz poglądów pewnej niezależnej osoby lub kierunku, lecz jako funkcja państwowa, narzucająca ogółowi, oczywiście dla „dobra narodu i państwa”, obowiązkową dla wszystkich panującą ideologię. Tak np. w Niemczech urzędowe uzasadnienie ustawy prasowej powiada: „Prasa jest środkiem wychowania państwowego i narodowego, jak szkoła, radio, teatr, film. Jest ona więc w istocie swojej urządzeniem publicznym, przeciwieństwem tego, co widzi w niej liberalny pogląd na świat i liberalne prawo”. Tak jest ze wszystkimi objawami życia duchowego w „totalnym” faszystowskim państwie. Wszystko jest ujęte w ramy (raczej w kajdany) obowiązkowej dla wszystkich ideologii. Ta przymusowa ideologia jest środkiem klasowej obrony burżuazji, która nie chce dopuścić do rozwijania się prądów samodzielnych, a przede wszystkim klasowej ideologii proletariatu. Wraz z tym procesem „ujednostajnienia”, „zgleichschaltowania” życia duchowego idzie niezwykle głęboki upadek burżuazyjnej kultury w ogóle. Najlepiej to widać w kraju, gdzie panuje krańcowa forma faszyzmu, w „Hitlerii”. Pomijam to, że publicznie pali się książki, usuwa się najwybitniejszych uczonych, pisarzy itp., pomijam to, że „narodowym” bohaterem staje się zwyczajny sutener Horst Wessel, zamordowany przez drugiego sutenera. Pomijam publiczne honory oddawane mordercom Rathenaua itp. Pomijam nawet to, że cała kultura jest wbrew znanym frazesom – nastawiona na straszliwą zbrodnię wojny, która może zniszczyć całą cywilizację ludzką. Ale krańcowy nacjonalizm i rasizm powodują, iż nienawiść rozsadza nawet religię chrześcijańską, coraz bardziej się pokazuje, że faszyzm szukać musi innej religijnej podstawy poza obrębem tej religii, która stoi na gruncie miłości bliźniego bez różnicy rasy i wyznania.

Aby pokazać, do jakiego katastrofalnego upadku doszła burżuazyjna kultura naszych czasów, weźmy do ręki jedną z najmodniejszych książek w dzisiejszych Niemczech: „Jahre der Entscheidung” znanego nacjonalistycznego i reakcyjnego filozofa Oswalda Spenglera. Oświadcza on krótko, że człowiek jest „drapieżnym zwierzęciem: jeśli ktoś nie jest takim zwierzęciem, to tylko dlatego, że widocznie pazury ma za małe”. Dalej dowodzi (str. 90), że trzeba skończyć z sentymentalnymi frazesami miłości bliźniego i obrony biednych. Polityka kościoła staje się niestety demokratyczną (??). „Chrześcijańska teologia jest babką bolszewizmu” itp.

Jak widzimy, rozkład dawnych burżuazyjnych wartości kulturalnych całkowity. Wielu, jak rosyjski reakcjonista na emigracji Bierdiajew, propaguje powrót do „nowego średniowiecza”.

Gdy w takim stanie jest kultura schyłkowej burżuazji, proletariat staje się spadkobiercą rzetelnej kultury i nosicielem nowych metod wychowawczych.

Na miejsce klerykalizmu, nacjonalizmu, rasizmu, nienawiści i wojny stawia wielkie wartości ogólnoludzkie: hasło swobodnego rozwoju wszystkich jednostek ludzkich – w wolności i pokoju. W warunkach, któreśmy opisali, osiągnąć te cele można tylko w drodze złamania faszyzmu przez walkę klasową proletariatu, mas włościańskich i wszystkich innych warstw antykapitalistycznych. Stąd wielkie znaczenie naszych oświatowych organizacji socjalistycznych i naszych prac wychowawczych. Naturalnie, powstaje ważne zagadnienie – czy zdążymy, czy potrafimy na ostatnich skrawkach legalności wykonać (w Polsce) te prace wychowawcze, które uważamy za konieczne. W odpowiedzi zaznaczamy krótko, że wykonamy z nich tyle, ile okoliczności nam pozwolą. Skoro zaś mamy przed sobą faszyzm, jako wroga najbardziej niebezpiecznego, będziemy musieli w swych pracach szczególnie akcentować moment kształcenia charakterów, gdyż w chwilach przełomowych – jak dzisiejsza – charakter, wytrwałość, stanowczość, ofiarność są może jeszcze bardziej ważne od wiedzy, od kultury czysto umysłowej.

Skoro jesteśmy na gruncie polskim, przypominamy, że tu mamy do czynienia z dwiema podstawowymi ideologiami wychowawczymi: 1) „sanacyjną”, z hasłem „państwowego wychowania” podporządkowanego kierowniczym sferom dnia dzisiejszego i 2) z endecką, akcentującą pierwiastek klerykalny – nacjonalistyczny i antysemicki; ta druga ideologia dziś gloryfikuje Hitlera i jego metody. A rzeczywistość oświatowa w kraju jest coraz gorsza. Już w przeszłym roku, według urzędowych danych, było około 300 000 dzieci w wieku szkolnym poza szkołą. Zresztą te dzieci, które niby chodzą do szkoły, są wyczerpane brakiem pożywienia i są natłoczone do sal szkolnych w sposób niemożliwy. Ostatnie „reformy” szkolne ogromnie utrudniły dostęp dzieciom robotniczym i chłopskim do szkół średnich i wyższych. I w rezultacie obecnie mamy w Polsce faktyczny monopol burżuazji, ziemiaństwa i wyższej biurokracji na poważniejszą oświatę.

W niezmiernie ciężkich warunkach spełniają nasze robotnicze organizacje oświatowe swe zadania. Ale spełniać je musimy – mimo wszystko… I nie zapominać, że nad wszystkim góruje potężne zadanie, stojące przed światem pracy Europy środkowej – walka z faszyzmem.

Kazimierz Czapiński

__________________________________

 Powyższy tekst Kazimierza Czapińskiego  jest zapisem inauguracyjnego wykładu na Kursie Czerwonych Harcerzy w Częstochowie. Pierwotnie opublikowano go w „Robotniku” nr 455, 9 grudnia 1933. Następnie przypomniano go w książce „Polska lewica społeczna wobec oświaty w latach 1919-1939. Wybór materiałów”, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1960. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *