Józef Niećko

Wściekłe psy

[1936]

Rzecz dzieje się w Moskwie na sali sądowej.

Na podium stół – a za nim kolegium sędziowskie.

Jest to czerwone sumienie Sowieckiej Rosji.

Na oczach czerwonego sumienia zasiada szesnastu ludzi. Sowiecki oskarżyciel, prof. Wyszyński, wskazuje na nich palcem – i grzmi i huczy – i piorunami ciska. Wreszcie – atak histerii go porywa i wówczas poczyna grubiańsko lżyć podsądnych. Mianem bandytów i najpodlejszym ścierwem faszystowskim ich częstuje. Maluczko, a ciśnie się ku oskarżonym z zaciśniętymi pazurami i pocznie ich szarpać i na strzępy rwać…

Ale nie! Jest to robota dla innych oprawców.

A tymczasem on, sowiecki prokurator, ostatnim piorunem w stronę oskarżonych wybucha, wołając:

– Rozstrzelać, jak wściekłe psy!

I stało się zadość życzeniu prokuratora.

Czerwone sumienie sowieckiej Rosji wydało wyrok, skazując na rozstrzał wszystkich szesnastu.

Skazańcy prosili o litość – ale bezskutecznie.

Działo się to dnia 23 sierpnia. A na drugi dzień w nocy, wszystkich szesnastu wyprowadzono na podwórze więzienne.

Potężne motory samochodów zagrały.

Przeraźliwy trzask, huczenie i dudnienie – zatrzęsły powietrzem i fundamentami kazamat.

Oślepiające snopy światła reflektorów buchnęły na ścianę muru otaczającego miejsce kaźni.

Pierwszą czwórkę skazańców podprowadzono pod mur.

Na tyłach reflektorów błysk szabli – trzask karabinów i pierwsza czwórka padła.

Oprawcy hakami żelaznymi krwawiące ciała chwytają i ciągną na ubocze. Staje czwórka następna, a potem trzecia i czwarta.

Stało się zadość sprawiedliwości sowieckiej.

Gasną reflektory – milkną motory – cisza śmierci króluje.

A tam, w kremlowskich komnatach Iwana Groźnego, krwawy Stalin, jak widmo nad Rosją zawisa.

W mauzoleum zabalsamowany Lenin spoczywa – a w krematorium spalają ciała „wściekłych psów”.

Kto zacz – te „wściekłe psy”?

Opozycja trockistowska z Zinowiewem i Kamieniewem na czele. Wszyscy „starzy bolszewicy”. Wespół z Leninem rewolucję rozpalali i parli do przebudowy Rosji i świata całego według recept marksistowsko-leninowskich.

Trocki był prawą ręką Lenina – był niemal na równi z Leninem bożyszczem proletariatu rosyjskiego. I – o dziwo – wkrótce po śmierci [Lenina] najpierw z życia sowieckiego został wycofany i wysłany poza granice Rosji – Lew Trocki, Żydem wiecznym tłumaczem dzisiaj zwany. A inni? To także „starzy bolszewicy” – ale to zarazem „wściekłe psy”!

Tak jest! Prokurator Wyszyński głosił prawdę, względnie był bliski prawdy. Jeszcze jednego człowieka gdyby zaliczył do „wściekłych psów”, byłoby wszystko w porządku. Bo rzeczywiście! Głowa rosyjskiego bolszewizmu dotknięta została wścieklizną. Nas to nie dziwi. Myśmy zawsze głosili, że faszyzm biały czy czerwony, prowadzi do jednowładczego wodza. Jeśli jest za wielu kandydatów do wodzostwa – ktoś kogoś musi do krematorium odesłać. Hitler miał mniej niebezpiecznych współzawodników – załatwił się z nimi bez sądu i w biały dzień. „Starzy bolszewicy” byli groźniejsi dla Stalina – w oczach rosyjskiego proletariatu byli tak samo dobrymi „bolszewikami” jak i Stalin.

Musiał więc likwidować ich długo i mozolnie. Po mistrzowsku wyreżyserował sąd zakończony rozstrzelaniem „wściekłych psów”. Gdyby Trocki, Zinowiew czy Kamieniew przerośli sprytem Stalina – wówczas każdy z nich odesłałby swoich starych towarzyszy wespół ze Stalinem – na rozstrzał. I ten sam prokurator Wyszyński głosiłby rację Trockiego lub też Zinowiewa czy Kamieniewa. W krematorium znalazłby się razem z innymi i Stalin. Ale Stalin okazał się sprytniejszym – i prokurator Wyszyński głosił stalinowską rację „stanu”.

A cóż na to „dyktatorski” proletariat?

Proletariat drży, słucha i milczy.

Rządzi dyktator z władzą niepodzielną i bezwzględną.

Wyłania się odrodzony Iwan Groźny – czerwony Bonaparte rewolucji bolszewickiej.

***

Międzynarodówka komunistyczna – urzędująca na stałe w Moskwie – rzuciła w roku ubiegłym hasło „wspólnych frontów” partii komunistycznych z organizacjami i partiami demokratycznymi. Bardzo piękna idea. Ciekawiśmy tylko jednego – dlaczegóż ta sama międzynarodówka nie rzuciła hasła „wspólnego frontu” trockistów ze stalinowcami w Rosji Sowieckiej? Na oczach międzynarodówki, stalinowska policja polityczna (dawna „czeka” – późniejsza GPU) robi wprawdzie wspólny front sposobem uproszczonym: węszy i szuka trockistowskiej i wszelakiej opozycji i przeprowadza co raz to nowe „czystki”, których rezultatem są liczne wyroki śmierci, a jeszcze liczniejsze zesłania do obozów koncentracyjnych. Z kogóż to się rekrutuje ta opozycja? Czy to burżuazja, białogwardziści, kułacy czy też inni kontrrewolucjoniści?

Ech, tam! Dzierżyński za swego życia dokładnie oczyścił Rosję z „burżuazyjnej zakwaski”. Przypominamy: Dzierżyński zlikwidował nie tylko burżuazję, ale i partie robotniczo-demokratyczne, a nawet socjalistyczne. Pozostali prawowierni i starzy bolszewicy – i nowe pokolenie przez nich wychowane.

Czemuż więc autorka „wspólnych frontów” – gdzie indziej zalecanych – nie wezwie rosyjskiego proletariatu do wspólnego frontu u siebie?

Rozumiemy: to by zaczęło pachnąć demokracją, którą Lenin zalecił tępić „bez poszczady” (bez litości) w imię pełnej przewagi państwa nad społeczeństwem.

Dobrze! Ale dlaczegóż wobec tego sławetna międzynarodówka wzywa demokracje innych narodów do wspólnych frontów z partiami komunistycznymi – które wszak przecież wierne są nauce Lenina i pogardzają demokracją?

I to rozumiemy: stalinowska policja polityczna nie ma mocy robienia „czystek” poza granicami swego państwa. A przeto trzeba przesiąknąć szeregi demokracji i podpychać je ku hasłom minimalnym, rezygnując na razie z maksymalnych. Trzeba zarazem organizować „czystkę” sposobami możliwymi w granicach poszczególnych państw. Najważniejsza rzecz – chwytać w swoje ręce kierownictwa organizacji demokratycznych, by przy pomocy demokracji likwidować demokrację.

Przypominamy sobie: bolszewicy nie pogardzali rewolucyjnym akcesem „socjalistów-rewolucjonistów” – ani też socjalistów „mienszewików” – gdy sprawa szła o wyniszczenie caryzmu z Wranglowskimi odruchami. W tym czasie nie pogardzali także chłopami-kułakami.

Piszący te słowa bywał w Moskwie na zgromadzeniach „Polskiego Komitetu Rewolucyjnego” i wysłuchiwał „wspólnofrontowych” referatów Feliksa Dzierżyńskiego – późniejszego prezesa „czeki”. I – do komitetu tego wchodzili nie tylko polscy bolszewicy, ale i socjaliści i demokraci – radykalni. No i wszystko pod hasłem demokracji, aż do konstytuanty włącznie. Ale to wszystko nie przeszkadzało temu samemu Dzierżyńskiemu likwidować później i socjalistów i demokratów radykalnych.

Kto choćby z grubsza zna taktykę bolszewicką – ten nie pójdzie na lep słodkich słówek demokratycznych, płynących z ust bolszewickich.

Bolszewizm i demokracja – to dwie sprzeczności. Demokracja pojmuje państwo jako organizację w rękach społeczeństwa – zaś bolszewizm pojmuje społeczeństwo jako narzędzie w rękach państwa.

***

Mnóstwo cech pokrewnych w pojmowaniu państwa i społeczeństwa istnieje pomiędzy bolszewizmem, włoskim faszyzmem, niemieckim hitleryzmem oraz polskim elitaryzmem – z „kadzichłopskim” karzełkiem włącznie. Wszyscy jednako głoszą niewiarę w społeczeństwo – natomiast wierzą w autorytet wodza i pragną upaństwowienia wszystkich sił społecznych.

Pomiędzy wschodnim bolszewizmem, a zachodnimi faszyzmami jest tylko ta różnica, że bolszewizm wschodni upaństwowił nie tylko społeczeństwo, ale i wszystkie dobra gospodarcze. Faszyzm zachodni upaństwowił społeczeństwo – zaś co do gospodarki, zastrzegł sobie prawo daleko idącej ingerencji.

Jeśli jednak zważymy, że bolszewizm rosyjski porobił szereg kroków wstecznych w upaństwowionej gospodarce (np. częściowy nawrót do prywatnego władania ziemią), to wówczas i w tej dziedzinie zauważymy wyrównywanie się frontu ustrojowego w faszyzmach białych i czerwonych.

Imperializm jest twórcą faszyzmów. Dla wojen zaborczych potrzebne są społeczeństwa skoszarowane. Nawet sposób myślenia społeczeństw musi się toczyć drogami wytkniętymi przez dyktatorskich wodzów. Rozumiemy więc, dlaczego Stalin odebrał sowieckiej młodzieży prawo zastanawiania się nad sprawami społeczno-politycznymi i gospodarczymi. Młodzieży sowieckiej wolno wychowywać się fizycznie, przysposabiać wojskowo, no i śpiewać, na harmoszkach i bałałajkach grać, i teatry wystawiać. Wszystko inne, co na swobodę myślenia zakrawa – to opozycja. A opozycja – to „wściekłe psy”.

Józef Niećko

_____________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Wici” – organie prasowym Związku Młodzieży Wiejskiej RP, nr 37/1936. Następnie został zamieszczony w książce „W chłopski świat”, wydanej nakładem przyjaciół autora z okazji 25-lecia jego działalności społecznej, Warszawa 1937, z przedmową Stanisława Młodożeńca. Od tamtej pory nie był wznawiany, przedrukowujemy go za „W chłopski świat”, ze zbiorów Remigiusza Okraski, uwspółcześniono pisownię.

 

Józef Niećko (1881-1953) – działacz ruchu ludowego, publicysta, pisarz. Urodził się w bardzo ubogiej rodzinie chłopskiej na Lubelszczyźnie, ukończył tylko 3 klasy szkoły podstawowej, jako dziecko rozpoczął pracę zarobkową. Od roku 1909 współpracował z postępową prasą chłopską. W 1913 r. zaproponowano mu posadę w redakcji pisma „Drużyna”, w związku z czym przeniósł się do Warszawy, następnie trafił do redakcji „Ludu Polskiego”. Wskutek zamknięcia pisma przez władze carskie, powrócił do rodzinnej miejscowości. Od młodości autor opowiadań, zyskał uznanie badaczy samorodnej literatury chłopskiej. Po wybuchu wojny działał w POW, za co został aresztowany w 1915 r., a następnie osadzony w więzieniach w Mińsku i Moskwie. Uwolniony w 1916 r., przebywał dwa lata w Rosji. Po odzyskaniu niepodległości wrócił do kraju, działał w centralnym Związku Młodzieży Wiejskiej, którego był instruktorem terenowym (pomagał młodzieży wiejskiej tworzyć świetlice, teatry amatorskie, spółdzielnie), a następnie jednym z czołowych działaczy i współredaktorem organu prasowego „Siew”. Po przewrocie majowym władze sanacyjne próbowały podporządkować sobie CZMW, co zaowocowało rozłamem – Niećko był jednym z liderów grupy, która wybrała niezależność i utworzyła Związek Młodzieży Wiejskiej RP. Od roku 1929 do 1938 był redaktorem naczelnym jego pisma – tygodnika „Wici”, zaś od 1930 r. do wybuchu wojny kierownikiem ZMW RP. Radykalny obrońca demokracji, nie zgadzał się na żadne kompromisy z sanacją. Zwolennik i współtwórca polskiej wersji agraryzmu – doktryny, która zakładała polityczny prymat chłopów, daleko posunięte przeobrażenia socjalne i gospodarcze, m.in. rozwój spółdzielczości i upaństwowienie wielkiego przemysłu, przy zachowaniu i wspieraniu prywatnej drobnej własności ziemskiej w rolnictwie. Jego koncepcje, „chłopomańskie”, zaczęły jednak w II połowie lat 30. tracić popularność w łonie organizacji, ustępując miejsca nurtowi radykalniejszemu ekonomicznie i głoszącego potrzebę współpracy z miejskim światem pracy. W efekcie Niećko zrezygnował z redagowania „Wici” i od początku roku 1939 wydawał pismo „Chłopski świat”. Od roku 1938 był członkiem Rady Naczelnej Stronnictwa Ludowego. Po wybuchu II wojny światowej zaangażowany w działalność konspiracyjną ruchu ludowego. Wszedł w skład Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego, jeden z liderów oraz szef działalności wydawniczej podziemnego Stronnictwa Ludowego „Roch”. Pomysłodawca utworzenia oddziałów bojowych – Straży Chłopskiej, przekształconej następnie w Bataliony Chłopskie, których zwierzchnikiem politycznym był z ramienia CKRL. Po części ze względów ideowych (niechęć wobec wpływów dawnej sanacji w AK i obozie londyńskim), po części wskutek realiów militarnych (sukcesy wojskowe Armii Czerwonej), Niećko, który przed wojną był bardzo krytyczny wobec komunistów, wybrał współpracę z nimi. Jesienią 1944 r. wszedł z ramienia CKRL do Rady Jedności Narodowej, prezentując w niej stanowisko konieczności współpracy z orientacją prosowiecką. Po zakończeniu wojny został z ramienia PSL posłem do Krajowej Rady Narodowej, przekonywał do współpracy z PPR, a latem 1946 r. stworzył w partii grupę opozycyjną wobec S. Mikołajczyka. Po wykluczeniu z partii powołał Centralny Komitet Lewicy PSL, z niewielkim skutkiem prowadził działalność organizacyjną w całej Polsce, głosząc hasła sojuszu z PPR i współpracy z ZSRR. Dopiero po wyjeździe Mikołajczyka zagranicę, Niećko wszedł do władz PSL, gdzie jego stronnicy zyskali przeważające wpływy. Był jednym z architektów i ideologów Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. W lipcu 1948 r. został członkiem Rady Państwa. Jesienią 1949 r. wybrano go Prezesem Rady Naczelnej ZSL. W 1952 r. wybrany posłem na Sejm PRL.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *