Dora Kłuszyńska

Walka o polityczne prawa kobiet (19 marca)

[1911]

Wszyscy wybitniejsi kierownicy ruchu socjalistycznego są od dawna zwolennikami równouprawnienia kobiet. Ale większość partii nie mogła od razu wyzbyć się starych uprzedzeń i nawet w partii niemieckiej po kongresie w Erfurcie, na którym przyjęto oficjalnie do programu partyjnego zupełne równouprawnienie kobiet, wielu towarzyszy nie mogło się z nowymi porządkami pogodzić.

Z wzrostem przemysłu i pracy kobiet, stanowisko ich uległo gwałtownej zmianie. Wypędzone nędzą z domu, stają przy wielkich warsztatach pracy, w ogromnych zbiorowiskach ludzi, ulegają wpływom agitacyjnym, a dzięki rozwojowi socjalizmu sprawa równouprawnienia kobiet zyskuje coraz więcej zwolenników. Proletariat męski pojmuje powoli, że walka o równe prawa dla kobiet nie jest sprawą kobiecą, ale ogólnoludzką, i klasa robotnicza jest ogromnie zainteresowana, żeby miliony pracujących, a wyzyskiwanych i poniewieranych córek i żon robotniczych uzbroić do walki, zainteresować sprawami obchodzącymi całą klasę robotniczą. Jeżeli kobiety nie pojmują dążeń i walk klasy pracującej, to i siła wojenna tejże klasy jest o połowę słabsza, a często nieuświadomione kobiety stoją we wrogich socjalizmowi obozach i walkom wyzwoleńczym własnych braci przeszkadzają.

Żadne racjonalne powody nie dadzą się przytoczyć, które by usprawiedliwiały upośledzenie kobiety tak w życiu prywatnym, jak i publicznym. Do utrzymania ludzkości, państwa, kraju, gminy, niezbędną jest kobieta na równi z mężczyzną. Spełnia ona jako robotnica, utrzymująca często rodzinę, jako matka i wychowawczyni, równie ważne zadanie jak mężczyzna. Pracą swoją przyczynia się do wzbogacenia społeczeństwa, a ponieważ ciążą na niej podwójne obowiązki – matki i pracownicy, ma ona pełne prawo żądać udziału w pracach ustawodawczych i w życiu politycznym. Wreszcie, skoro kobieta odpowiada za swoje czyny i mściwa ręka prawa żąda od niej porachunku z postępowania, musi kobieta żądać praw, żeby mogła się bronić przeciwko krzywdom.

Zupełne równouprawnienie zdobyły kobiety w ramach partii socjalistycznej. Powoli zaczęły spełniać wszystkie obowiązki partyjne, krok za krokiem idąc, stanęły tysiące kobiet w pierwszych szeregach, zadając kłam twierdzeniu, że kobiety na ogół są zawsze elementem wstecznym. Chociaż walki toczone przez partię nie zawsze dotyczyły bezpośrednio kobiet (np. wybory), to kobiety towarzyszki spełniały swój obowiązek, oddając partii do rozporządzenia czas i najlepsze siły.

W walkach tych wyrobiły się charaktery i kiedy przed czterema laty zwołano pierwszą międzynarodową konferencję kobiet do Stuttgartu, już obrady tej konferencji wykazały, że socjalistycznie myślące kobiety klasy pracującej Austrii i Niemiec niezadługo wystąpią do czynnej akcji o zdobycie praw politycznych, a w tych krajach, gdzie częściowo kobietom prawa już są przyznane, do rozszerzenia tychże na wszystkie kobiety.

Druga międzynarodowa socjalistyczna konferencja kobiet, odbyta w Kopenhadze w sierpniu 1910 r., uznała za możliwe urządzać w oznaczonych terminach wielkie demonstracje, poświęcone walce o zdobycie praw politycznych dla kobiet. W Austrii, Niemczech, Szwajcarii i Danii zgodzono się urządzić takie demonstracje dnia 19 marca. Z miesiącem marcem związane są bowiem tradycje rewolucyjne (Komuna, rewolucja w Wiedniu i Berlinie 1848 r.), a walka o równouprawnienie kobiet jest walką na wskroś rewolucyjną.

Do zupełnego powodzenia demonstracji konieczne było zupełne poparcie całej partii, tak organizacji politycznych, jak i zawodowych. Przy tej sposobności uwidocznił się ogromny postęp, jaki w umysłach naszych towarzyszy się dokonał. Jeszcze przed piętnastu laty podobna akcja byłaby napotkała na ogromne trudności, obecnie zaś cały proletariat męski stanął jak jeden mąż po stronie walczących o prawa kobiet, rozumiejąc już, że należy wspólnie walczyć przeciwko wspólnemu wrogowi, jakim jest kapitalizm, który niszczy rodzinę robotniczą, odrywa matkę od dzieci, zmuszając ją do ciężkiej, zdrowiu kobiety szkodliwej pracy. Kobieta, walcząc o prawa, walczy o prawo ochrony siebie i dziecka przed niszczącą siłą kapitalizmu.

Kilka tygodni zeszło na przygotowaniach do demonstracji; po raz pierwszy miały kobiety proletariuszki wyjść na ulicę, ażeby tą drogą dać wyraz swoim żądaniom otrzymania praw politycznych. I chociaż z pewnymi obawami myślano o tym, jak ta pierwsza próba ogniowa wypadnie, jednak rezultaty przeszły wszelkie oczekiwania. Sprawna organizacja partyjna nie zawiodła. Należy przy tym od razu zaznaczyć, że w demonstracji brały prawie wyłącznie udział kobiety klasy pracującej, „pań” prawie że nie było.

W całej Austrii odbyły się masowe zgromadzenia, na których przemawiali, oprócz przywódczyń organizacji kobiet, najwybitniejsi towarzysze, posłowie, dając bez zastrzeżeń wyraz swoim przekonaniom, że kobietom prawa polityczne się należą. Taka potęga, jak socjalistyczna, będąca z natury rzeczy potęgą rewolucyjną, nie może połowy ludzkości pozbawiać praw i uważać kobiet jako ludzi niższego gatunku. Toteż – dowodzili mówcy – tylko socjalizm wyzwoli kobietę z niewoli społecznej i towarzyskiej, w jakiej ona ciągle jeszcze pozostaje. Nie majątek, nie wykształcenie mają być miarą wyzwolenia kobiety, ale każda kobieta jako człowiek ma z tytułu swojej pracy, swoich obowiązków prawo do wyzwolenia, do pełnych praw obywatelskich.

Najlepiej z całego państwa, jak należało przypuszczać, wypadła demonstracja w Wiedniu, gdzie przeszło 30 tysięcy kobiet wzięło udział w zgromadzeniu i demonstracyjnym pochodzie po „Ringu”. Czeskie i polskie kobiety w Wiedniu wzięły udział w zgromadzeniu, a po polsku przemawiała tow. Schererówna. Także tysiące towarzyszy wzięło udział w pochodzie.

Niemieckie organizacje kobiece urządziły wszędzie, gdzie to było możliwe, zgromadzenia i pochody, które wszędzie dobrze wypadły. Tak samo Czeszki urządziły demonstracje w Pradze, Bernie, Budziejowicach i innych miastach Czech i Moraw. Tak Niemki jak i Czeszki wydały dobrze opracowane jednodniówki, które rozeszły się w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy.

W Niemczech odbyły się setki zgromadzeń, w samym Berlinie 44 przy masowym udziale kobiet i mężczyzn.

A jak wypadła demonstracja na 19 marca między polskimi organizacjami?

Mimo że nasza organizacja jest bardzo młoda – na Śląsku istnieje czwarty rok, a w Krakowie zaledwie jeden rok – chociaż nie rozporządzamy ani takim sztabem kobiet agitatorek, ani pieniędzmi jak organizacje niemieckie, możemy być z rezultatów zadowoleni.

„Nasz dzień”, „Dzień Kobiet” 19 marca był dniem, który dla przyszłości ruchu robotniczego u nas będzie miał ogromne znaczenie. Po raz pierwszy kobiety wystąpiły do walki samodzielnie, z góry oznaczonym celem: nie spocząć, nie ustąpić, aż prawa polityczne dla kobiet staną się faktem dokonanym.

Polskie organizacje kobiece mają dwa ogniska, jedno na Śląsku, drugie w Galicji. Na Śląsku przed czterema laty, podczas walki wyborczej do parlamentu, powstała myśl założenia organizacji, a później i pisma poświęconego sprawom kobiet pracujących. W ciągu tego czasu pracowano pilnie, siano uświadomienie socjalistyczne między kobietami, dotarto zgromadzeniami do najodleglejszych zakątków, powoli podważono wpływy klerykalne, i dzisiaj mamy na Śląsku liczne zastępy kobiet, tak rodowitych Ślązaczek, jak i Galicjanek, przybyłych z mężami za zarobkiem, które stoją wiernie przy sztandarze partyjnym. Toteż nasze wiece w Karwinie i Polskiej Ostrawie – centrach przemysłu węglowego – przeszły nasze oczekiwania. W Karwinie wiec obradował w wielkiej sali „Domu Proletariuszy” pod przewodnictwem tow. Delongowej, górniczki ze Stonawy. Przemawiali tow. dr Kunicki i tow. Gallasowa do tysięcznych zastępów kobiet, które przyszły pochodem ze sztandarami z sąsiednich miejscowości, jak z Dąbrowy, Sowińca, Stonawy, Karwiny, Świętej Kolonii itd. Mówców oklaskiwano gorąco; nie był to słomiany zapał, czemu dała wyraz przewodnicząca tow. Delongowa, zaznaczając, że „nie po raz pierwszy i nie ostatni zgromadziłyśmy się tutaj, jeszcze dużo razy będziemy musiały się zbierać i demonstrować o prawa nasze. Niechaj was nic nie odstraszy od tej walki, kroczyć należy po raz obranej drodze, budujmy naszą organizację, bo nasze prawa możemy zdobyć jedynie dobrą i silną organizacją. Nie czekajmy na rząd, żeby nam dobrowolnie dał prawa, rząd tylko podatki brać umie, ale praw żadnych dobrowolnie nie daje. Prawa się zdobywa. Dlatego wzywam was do dalszej wytrwałej walki, niech żyje prawo wyborcze dla kobiet!”.

W Ostrawie Morawskiej odbył się wiec wspólnie z niemieckimi i czeskimi organizacjami. Ogromną większość wiecu stanowiły polskie kobiety i mężczyźni, ponieważ Czeszki organizacji kobiecej w zagłębiu węglowym nie mają (dawna organizacja kobiet rozbita została przez walki separatystów z centralistami), a Niemki mają tylko jeden komitet w Przywozie. Na wiecu w Ostrawie, w którym uczestniczyło około czterech tysięcy towarzyszek i towarzyszy, przewodniczyła tow. Jedynakowa, górniczka z Michałkowic; wiec obradował pod gołym niebem, bo żadna sala takiej masy ludzi pomieścić nie mogła. Przemawiali tow. Kłuszyńska i dr Seid po polsku, tow. Pergl i Brda po czesku, tow. Kochachowa i dr Haas po niemiecku. Wiec trwał trzy godziny, poczym uszykował się pochód i poszedł na rynek, skąd rozeszły się uczestniczki w pochodach do domów. Na czeskim zgromadzeniu, zwołanym przez separatystów, było 25 osób.

W Trzyńcu przemawiał tow. Reger przy licznym udziale kobiet i mężczyzn. „Głos Kobiet”, organ organizacji, wyszedł tego dnia w uroczystej szacie, poświęcony demonstracji i walce o prawa polityczne.

W Galicji odbył się szereg zgromadzeń. Najlepiej wypadły one w Krakowie i we Lwowie. W Krakowie kilka tysięcy towarzyszek i towarzyszy wypełniło salę teatru ludowego, gdzie przemawiali tow. Daszyński i dr Daszyńska-Golińska. Po zgromadzeniu pochód wyruszył na Rynek pod pomnik Mickiewicza, a Daszyński poprowadził deputację kobiet do prezydenta miasta. Daszyński wyłuszczył prezydentowi stanowisko partii wobec żądań kobiet, konieczność przyznania im praw politycznych. Prezydent Leo przyznał, że kobietom prawa się należą, a szczególnie gminom mogłoby doświadczenie gospodarskie kobiet oddać wielkie korzyści.

We Lwowie obradował wiec w sali „Gwiazdy”, gdzie przewodniczyła tow. dr Perlmuter. Przemawiała tow. Reisesówna, dr Landauowa po polsku, po rusku tow. Ogrodnikowa, imieniem żydowskich robotnic tow. Arnoldówna, wreszcie tow. Hankiewicz i Hudec i przedstawicielka akademickiej Ligi wolnej myśli i studentek Polek. Po wiecu ruszył pochód głównymi ulicami pod pomnik Mickiewicza.

W Nowym Sączu, Stanisławowie, Przemyślu, Oświęcimiu, Sanoku, Rzeszowie odbyły się zgromadzenia z pochodami, co szczególnie w małych sklerykalizowanych miastach wywarło ogromne wrażenie. Wszędzie udział kobiet był liczny, co dowodzi, że nawet tam, gdzie zdawało się, że wpływy klerykalne między kobietami są nie do zwalczenia, jednak ożywcza myśl socjalistyczna dotarła i powoli zdobywa sobie prawo obywatelstwa między kobietami polskimi.

Na wszystkich zgromadzeniach przyjęto następującą rezolucję:

 

Rezolucja

W imieniu kobiet klasy pracującej podnosimy dziś żądanie politycznego równouprawnienia kobiet z męską ludnością państwa.

Żądamy dla wszystkich dorosłych kobiet pełnego prawa obywatelstwa, przede wszystkim czynnego i biernego prawa wyborczego do Rady państwa, sejmu, gminy, i dopuszczenia ich do stowarzyszeń politycznych.

Żądamy tych politycznych praw jako niezbędnej broni do walki:

a) o ochronę życia i zdrowia kobiet pracujących, jako też podniesienie ich stopy zarobkowej, aby ochronić dzieci przed koniecznością oddawania ich przedwcześnie do pracy zarobkowej;

b) do walki przeciw drożyźnie środków żywności i mieszkań, która nas skazuje na nędzny byt;

c) do walki o dobre szkoły dla dzieci naszych, o opiekę lekarską dla chorych, o ludzki byt dla wdów i sierot, o życie bez troski dla starców.


Tak jak pracujemy ramię przy ramieniu z naszymi braćmi, ojcami, mężami, z naszymi synami w fabrykach i warsztatach, na budowach i kopalniach, w handlach i biurach, we własnym i cudzym domu, tak chcemy ręka w rękę z nimi walczyć o uwolnienie klasy pracującej z więzów wyzysku ekonomicznego i politycznego ucisku, i tak jak nas państwo na równi z mężczyznami temu samemu prawu karnemu poddaje, żądamy też od niego równych praw i równej możności bronienia najżywotniejszych naszych interesów.

 

Powodzenie 19 marca w Galicji należy w ogromnej mierze przypisać zwołaniu przez krakowską organizację kobiet pierwszej konferencji kobiet Galicji i Śląska, która obradowała 19 lutego, i była licznie obesłana, oraz energicznej agitacji, która prowadzona była na długo przed dniem 19 marca, a w ciągu ostatniego miesiąca pochłaniała wszystkie organizacji. W Krakowie, Lwowie i innych miastach urządzono cały szereg zgromadzeń kobiecych w poszczególnych zawodach, Komitet Organizacji Kobiet PPSD Galicji i Śląska wydał odezwę płomienną, rozpowszechnioną w 14000 egzemplarzy, wydany został wspaniały plakat kolorowy, wzywający proletariuszki do masowego udziału w zgromadzeniach, specjalny numer „Naprzodu”, omawiający kwestię z różnych punktów widzenia, wreszcie broszura pt. „Dlaczego kobieta walczy o prawa polityczne”. Na prowincję z Krakowa i Lwowa wysłane zostały mówczynie oraz agitatorzy do ważniejszych punktów. Jak widzimy, praca ta wydała obfity plon.

W zaborze pruskim rozwinięta została w dniu 19 marca bardzo energiczna działalność ze strony partii naszej. W 13 miejscowościach odbyły się zgromadzenia, w znacznej części lub w większości składające się z kobiet. Jest to tym bardziej godne uwagi, że kobiety polskie w zaborze pruskim pod wpływem „kultury” pruskiej są jeszcze bardziej potulne i nieświadome swych praw, niż w innych prowincjach Polski, a nie tak bardzo odległe są czasy, gdy żony robotników w Poznańskiem denuncjowały swych mężów przed policją za ich poglądy socjalistyczne, przez głupotę lub pod wpływem księży.

Na Górnym Śląsku odbyły się zgromadzenia w następujących miejscowościach: Nowa Wieś, Poręba (w obu referowała towarzyszka Dróżdżka), Zabrze, Zaborze (ref. tow. Biniszkiewicz), Katowice (tu referować musiano po niemiecku, z powodu ustawy kagańcowej!), Bytom, Lipiny, Mikulczyce, Miechowice, Frydenshuta, Królewska Huta (gdzie, z powodu ustawy, musiano ograniczyć się do zebrania towarzystwa PPS), Prudnik. W Poznańskiem zgromadzenie było w Trzciance.

Początek jest zrobiony, na polskiej zachwaszczonej przez klerykalizm niwie zaczyna wschodzić zdrowe ziarno socjalizmu. Głos protestu rozlega się z tysięcznych piersi kobiecych. Kobiety domagają się praw, trybun, z których mogłyby podnieść oskarżenie na nie dające się usprawiedliwić poniżenie kobiet, czują, że człowiek pozbawiony praw, nie jest człowiekiem wolnym, kobiety chcą być równorzędnymi obywatelkami, skoro spełniają wszystkie obowiązki.

Dora Kłuszyńska

_______________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Przedświt” nr 5/1911, organie Polskiej Partii Socjalistycznej (tej, która po rozłamie w roku 1906 nosiła w latach 1906-09 nazwę PPS – Frakcja Rewolucyjna). Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Dorota (Dora) Kłuszyńska (1874-1952) – działaczka ruchu socjalistycznego i kobiecego. Pochodziła z ubogiej żydowskiej rodziny, zamężna z Henrykiem Kłuszyńskim, lekarzem i działaczem socjalistycznym. Od roku 1900 działaczka Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, od roku 1911 członkini jej zarządu, w latach 1911-19 członkini Centralnego Komitetu Wykonawczego partii. Szczególnie zasłużona w rozwoju struktur partii na Śląsku Cieszyńskim oraz w tworzeniu ruchu kobiecego o klasowej orientacji. Od roku 1908 redaktor naczelna „Głosu Kobiet” – początkowo dodatku do czasopism PPSD, od 1912 r. samodzielnego dwutygodnika. Inicjatorka i organizatorka obchodów Dnia Kobiet, w 1912 r. wybrana członkinią Międzynarodowego Sekretariatu Kobiecego na II Międzynarodowej Konferencji Kobiet Socjalistek w Kopenhadze. Od 1913 r. przewodnicząca Centralnego Wydziału Kobiecego PPSD. W okresie I wojny światowej działaczka Naczelnego Komitetu Narodowego. W 1918 r. zaangażowana w walkę o przynależność Śląska Cieszyńskiego do Polski, m.in. współtwórczyni ponadpartyjnej Rady Narodowej Śląska Cieszyńskiego, w styczniu 1919 brała udział w obronie dworca w Boguminie przed atakiem wojsk czeskich, stanowczo potępiała podział Śląska Cieszyńskiego na części polską i czeską przez Radę Ambasadorów w Paryżu w 1920 r. Po decyzji przyznającej Bogumin Czechosłowacji, opuściła to miasto i zamieszkała w Łodzi. W niepodległej Polsce działaczka PPS – w latach 1919-39 członkini Rady Naczelnej, w latach 1928-39 w CKW partii, przez całe międzywojnie przewodnicząca lub wiceprzewodnicząca Centralnego Wydziału Kobiecego PPS, od 1928 r. reprezentantka PPS w Międzynarodówce Socjalistycznej. W latach 1925-34 senator RP z ramienia PPS. Działaczka m.in. Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego oraz Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. W czasie II wojny światowej ukrywała się przed hitlerowcami, od 1943 r. wchodziła w skład kierownictwa PPS – WRN. Po wojnie brała udział w próbie powołania niezależnej od komunistów Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, jednak ostatecznie wstąpiła do „odrodzonej” PPS. Od 1948 r. posłanka z ramienia „PPS”, a później PZPR, zaangażowana jednak głównie w działalność Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *