Michał Wójtowski

Sztuka, piękno i braterstwo (w rocznicę śmierci Edwarda Abramowskiego)

Pobudką do napisania niniejszego tekstu jest przypadająca 19 czerwca rocznica śmierci Edwarda Abramowskiego. Wierząc, że przesłanie całości jego myśli pozostaje żywym nurtem myślenia o lepszym i bardziej sprawiedliwym świecie, oszczędzę Czytelnikowi całościowych, z konieczności spłaszczających streszczeń twórczości intelektualnej i społecznej. Jedno w takim streszczeniu byłoby pewne i niepodlegające dyskusji – idea ludzkiego braterstwa. Jako uczony wyrażał ją i u początków – w „Społeczeństwach rodowych”, i pod koniec życia – w „Metafizyce doświadczalnej”. Obydwa te teksty zachowały się jedynie w wydanych po śmierci rękopisach. W obydwu także, chociaż w różnych językach – odpowiednio marksistowskiej analizy następstwa formacji ekonomicznych oraz psychologii doświadczalnej – wyrażona jest podobna wiara. Otóż człowiek, bądź to dzięki historycznym prawom rozwoju społecznego, bądź dzięki odzyskaniu dziedziczonej pamięci gatunkowej, powróci do utraconego raju, do świata społecznego opartego na braterstwie. W bliskim mi odczytaniu sensu uzasadnień tej wiary, wczesna i późna twórczość Abramowskiego oparta jest na różnych postaciach determinizmu. Tymczasem na przełomie XX wieku i w jego pierwszym dziesięcioleciu w dociekaniach Abramowskiego sprawa braterstwa staje w zupełnie innym świetle, zależy bowiem nie od ponadludzkich sił, lecz od tego, jaki świat ludzki powstanie siłami ludzkimi.[1] Sięgając zatem po jeden tylko wątek myśli, a zgoła po zaledwie jeden utwór z tego okresu, przypomnę to, co w twórczości „Jasnego Ducha” bywało do niedawna słabiej eksponowane, a mianowicie Abramowskiego koncepcję sztuki i znaczenia piękna dla życia społecznego.[2]

Poglądy te nigdy nie zostały ujęte w ramy systematycznego wykładu estetycznego, rozsiane są w wielu utworach napisanych w ostatnich dwudziestu lat życia. Wyjątek stanowi, poświęcona zagadnieniom estetycznym w całości, opublikowana w 1898 roku polemika z Lwem Tołstojem.[3] W traktacie „Czto takoje iskusstwo?”, wydanym po długich zmaganiach z cenzurą, rosyjski pisarz rozprawia się ze sztuką współczesną. Widzi w niej niezrozumiały dla ludu wykwit społecznej niesprawiedliwości, objaw degeneracji duchowej elit. Podobnej krytyce poddaje zresztą koncepcje estetyczne oparte na pojęciu piękna, które utożsamia z przyjemnością. Autor „Zmartwychwstania” formułuje zarazem postulat sztuki przyszłości, wyrażającej ideał ewangelicznego braterstwa, opartej nie na pięknu, lecz na „świadomości religijnej epoki”.

Recenzja Abramowskiego przychodzi szybko i utrzymana jest w tonie ostrej polemiki, którego nie łagodzi pewna wspólnota poglądów społecznych. Do osi owej polemiki jeszcze wrócimy, jako że w rozbieżności poglądów adwersarzy wyraził się istotny dla dwudziestowiecznej świadomości spór o istotę społecznego zaangażowania sztuki, a refleks i trafność krytyki Abramowskiego rozjaśnia niejedną kwestię z tym związaną. Tymczasem skupmy się na myśli estetycznej Abramowskiego, gdyż ją właśnie, korzystając z nadarzającego się pretekstu, w recenzji książki Tołstoja wyłożył po raz pierwszy.

Omawianie koncepcji estetycznych Abramowskiego najzręczniej zacząć od jej jądra, konstytutywnego, ale zarazem najbardziej wątłego składnika. Jest nim szczególny, oryginalny sposób, w jaki polemista Tołstoja objaśnia doświadczenie piękna. Nie jest ono, jak chciałby rosyjski adwersarz, indywidualnie i egoistycznie doświadczaną przyjemnością, swoistą perwersją klas uprzywilejowanych. Przeciwnie, twierdzi Abramowski, piękno jest swoistym, nieusuwalnym atrybutem sztuki. Doświadczenie piękna jest zaś przeżyciem, w którym każdy człowiek, wyzwolony z wszelkich pozaindywidualnych uwarunkowań, pozostawiony sam wobec swych uczuć, przekracza własny indywidualizm, odkrywa swą społeczność i jednoczy z bliźnimi: „Indywidualizm dochodząc do głębin swoich staje się zaprzeczeniem indywidualizmu” – pisał Abramowski o ludzkim przeżywaniu piękna. Przeżycie estetyczne, którego szczególnym przypadkiem jest obcowanie z dziełem sztuki, jest – ni mniej, ni więcej – najgłębszym doświadczeniem braterstwa, gdyż znosi bariery porozumienia między jednostkami. Oto credo tej estetyki. Można je potraktować jako mętne, mistyczne dziwactwo. Pamiętajmy jednak, że w twórczości Abramowskiego ideał braterstwa jest przedmiotem wiary, najgłębszego, na poły religijnego przyświadczenia. Gdy więc później autor „Metafizyki doświadczalnej” źródeł braterstwa doszukuje się w – mającej wspólne z pięknem siedlisko psychiczne pamięci gatunkowej – można podstawy jego wiary kwestionować, co jednak nie oznacza wcale kwestionowania samego ideału. Tym bardziej że powiązanie sztuki i braterstwa w estetyce Abramowskiego ma także inne, ugruntowane w myśli społecznej, uzasadnienie.

Częstą cechą koncepcji estetycznych jest statyczność, rozpatrywanie ludzkiego doświadczenia sztuki w zatrzymaniu, w oderwaniu od historyczno-społecznej zmienności podmiotu i przedmiotu przeżycia estetycznego. Abramowski, niedawno jeszcze zanurzony w rozważaniach marksistowskich, chce widzieć człowieka i sztukę w ruchu, jako wynik procesu historycznych przemian. Dlatego wyjściowym kontekstem jego dociekań estetycznych są stosunki panujące w społeczeństwie kapitalistycznym.

Abramowski stwierdza, że sztuka w kapitalizmie jest jednym z niezliczonych obszarów społecznego wykluczenia. Stosunki gospodarcze sprawiają, że na kontakt z dziełem sztuki mogą pozwolić sobie jedynie ci, którzy przynajmniej na krótko wyzwalają się od konieczności walki o byt materialny. W tym wąskim ekonomicznym sensie sztuka byłaby po prostu własnością klas panujących, zaś wykluczenie z niej innych, przy jednoczesnym zatrudnianiu ich w procesie produkcji dzieł – jednym z wyrazów dominacji i wyzysku. Dodatkowym zagadnieniem, poruszanym przez Abramowskiego en passent, są te modernistyczne koncepcje sztuki, które podnoszą sztandary indywidualistycznego nadczłowieczeństwa przeciwstawianego, a jakże, masowości motłochu. Wywodzone z filozofii Nietzschego programy artystyczne uznawał Abramowski za wyraz walki klas nasilającej się w przededniu rewolucji społecznej, zarazem jednak – za przejaw mentalności i etyki rozpowszechnianych przez kapitalizm.

W ten sposób wkraczamy w obszar, w którym ujawnia się specyfika refleksji Abramowskiego, której perspektywa obejmuje to, co społeczne na równi z tym, co psychologiczne, socjologię i psychologię, zbiorowość i jednostkę. Autor „Podstaw psychologicznych socjologii” sformułował jako punkt wyjścia do swej estetyki następujące pytanie: Czym jest indywidualizm w społeczeństwie kapitalistycznym? Jak w społeczeństwie tym postrzegamy świat, jakie władze umysłowe są w nim uprzywilejowane, jakie zaś – tłumione? Z rozważań tych wyłania się obraz jednostki samotnej, której głównym celem jest na poły zwierzęca walka o byt, polegająca na zaspokajaniu naturalnych potrzeb. Kapitalizm wychowuje współzawodników, doskonali ich w rywalizacji, antagonizuje jednostki. Ponieważ współzawodnictwo wymaga ciągłej maksymalizacji zysków i minimalizacji strat, umysł ludzki, przystosowując się do warunków społecznych, rozwija przede wszystkim te władze, które służyć mają przetrwaniu oraz interesowi własnemu. W psychologii Abramowskiego intelekt jest nie tylko zewnętrznym narzędziem antagonistycznej walki, nie tylko sprawia, że widzimy innych jako przedmiot wyzysku, ale też wewnętrznym żandarmem, który zniewala wszelkie odruchy bezinteresowne, niezwiązane z przyrodniczą walką o byt, wykraczające poza osobniczy egoizm. Strażnik ten, jako najlepiej przystosowany do warunków społecznych kapitalizmu, tłumi cały obszar duchowości, który w warunkach współzawodnictwa kapitalistycznego mógłby wystawiać jednostkę na ryzyko porażki.

Intelektualizm, utylitaryzm oraz egoizm to piętna poznawcze i etyczne, jakie znaczą mentalność człowieka. Stanowią one zarazem przeszkodę, twierdzi Abramowski, dla wyzwolenia się tych pokładów jego duchowości, które pozwalałyby ujrzeć świat, siebie oraz bliźniego w zgoła innym świetle. Nie ulega wątpliwości, że nasz bohater był pilnym czytelnikiem Immanuela Kanta. Jeśli jednak królewiecki mędrzec twierdził, że nasz umysł obcować może jedynie z własnymi wytworami, to Abramowski skłaniał się ku tezie, że sam ten umysł jest społecznie uwarunkowanym konstruktem, zaś poznanie „rzeczy samych w sobie” jest jednak możliwe. Dlatego właśnie dowodził, że nie tylko postrzegamy, ale i poznajemy świat również pozaintelektualnie, za pomocą intuicji. Ta władza poznawcza dochodzi do głosu o tyle tylko, o ile „zawieszone” zostaje działanie instrumentalnego intelektu, a to z kolei możliwe jest jedynie dzięki wyzwoleniu od przyrodniczego przymusu walki o byt.

Z tak zarysowanego modelu podmiotu poznającego wyłoniło się nieoczekiwane powinowactwo. Edward Abramowski był konsekwentnym wyznawcą estetyzmu i autonomii sztuki. W jego epoce teorie takie występowały zwykle w powiązaniu ze społeczną ślepotą i kultem jednostki twórczej. I jeśli inaczej rzecz się miała z poglądami choćby Ludwika Krzywickiego lub Kazimierza Kelles-Krauza, to u Abramowskiego związek wyzwolenia społecznego i wolności artystycznej został wyrażony bodaj najdobitniej. Autor „Idei społecznych kooperatyzmu”, pozostając subtelnym uczonym oraz wyznawcą piękna, rozwinął program społecznego aktywizmu. Jego celem miało być stworzenie – na drodze budowy instytucji kooperatyzmu oraz innych ośrodków życia społecznego – takich warunków, które mogłyby wyzwolić „lud pracujący” od przymusu ekonomicznego. Oczywistym apogeum były tu lata rewolucji 1905-7, zaś jednym z kontekstów jest staranie o takie warunki życia, w których mogłyby powszechnie zagościć sztuka i piękno. W najprostszym ujęciu kooperatyzm miałby tu stwarzać warunki do obcowania z pięknem, zaś obcowanie z pięknem – budząc uczucie braterstwa – zacieśniać spółdzielcze więzi. W taki oto sposób estetyzm spotkał się z socjalizmem.

Aktywizm Abramowskiego w latach porewolucyjnych nie tyle osłabł, ile przyjął inne formy. Nadal skupiał wokół siebie ludzi zaangażowanych w sprawę zmian społecznych, ale były to już raczej przedsięwzięcia na mniejszą skalę. Do nich należało małe zrzeszenie młodzieży polskiej studiującej w Brukseli, działające pod nazwą Stowarzyszenia im. Joachima Lelewela.  Jeśli warto tu o owej grupce wspomnieć, to dlatego, że należały do niej, oprócz zasłużonych dla spółdzielczości działaczy i działaczek oraz kilku ministrów rządu odrodzonej Polski, dwie panie, które przeniosły w XX wiek przesłanie estetyczne Abramowskiego.

Pierwszą była Nela Samotyhowa, autorka najwcześniejszego omówienia estetyki Abramowskiego[4], a jednocześnie – niestrudzona popularyzatorka sztuk plastycznych, która pozostawiła po sobie kilka książek, przede wszystkim jednak setki, jeśli nie tysiące, uczniów i słuchaczy, z którymi przez ponad pół wieku rozmawiała o sztuce. Drugą była przyjaciółka Samotyhowej – Maria Szumska, przyszła autorka „Nocy i dni”.

Właśnie Maria Dąbrowska w 1935 roku napisała programowy artykuł „Zawód literacki i służba społeczna”. Wyłożyła w nim swoją koncepcję pisarstwa, zgodnie z którą społeczne zaangażowanie pisarza polega na służbie pięknu, nie zaś jakiejkolwiek, zewnętrznej wobec sztuki, ideologii. Opublikowała go w okresie sowieckich praktyk podporządkowania działalności artystycznej propagandzie komunistycznej i zaledwie dwa lata przed otwarciem w Monachium wystawy „Entartete Künst”, piętnującej twórców i dzieła niezgodne z ideologią nazistowską. Swój program artystyczny oparła Dąbrowska na koncepcjach Abramowskiego, często odwołując się do polemiki z Tołstojem. Nic dziwnego, wszak problematyka tamtego sporu odżywała na jej oczach i miała odżyć na nowo już niedługo w polskiej doktrynie socrealizmu.

Jeśli zatem jedyny tekst Abramowskiego poświęcony wyłącznie sztuce uwikłany był w adresy polemiczne, to zaletą owego uwikłania była pewność, czemu krytyk koncepcji Tołstoja się przeciwstawiał. A przeciwstawiał się w myśleniu o sztuce wszelkiemu doktrynerstwu i wielkim kwantyfikatorom, natrętnemu moralizatorstwu i utylitaryzmowi, pętaniu wolności artystycznej dokonywanemu w imię ideologii społecznych i politycznych. Tak bowiem, nawet działając w imię szczytnych ideałów braterstwa, tworzy się jedynie nowe obszary zniewolenia.

Edward Abramowski, socjalista, który potrafił krytycznie skorygować tezy Karola Marksa, prorok braterstwa, który wbrew Tołstojowi potrafił odrzucić pokusę braterstwa dekretowanego, wyznawca estetyzmu, który pozostał socjalistą – oto myśliciel, który zawsze szukał własnych ścieżek. Wygląda na to, że po upływie niemal stulecia od jego śmierci, gdy czasy są (jak zwykle) marne, a przyszłość (jak zwykle) niejasna, myśl Abramowskiego, w tym estetyka, nawet jeśli nie zawsze grzeszą klarownością, mogą się jeszcze do czegoś przydać. Bo w marnych czasach, wobec niejasnej przyszłości, trzeba szukać nowych ścieżek.

Michał Wójtowski

Tekst został napisany specjalnie dla portalu Lewicowo.pl, publikujemy go w 96. rocznicę śmierci Edwarda Abramowskiego.

Przypisy:

1. Andrzej Mencwel, Etos lewicy, Warszawa 1990, zob. tegoż: Edward Abramowski – wizja twórczości autentycznej.

2. Pierwsza monografia estetyki Abramowskiego – zob. Jan Kaczyński, Myśl estetyczna Edwarda Abramowskiego, Olsztyn 1988; Pierwszy wybór tekstów estetycznych – zob. Edward Abramowski, Wybór pism estetycznych, wprowadzenie, wybór i redakcja: Krystyna Najder-Stefaniak, Kraków 2011.

3. Edward Abramowski, Co to jest sztuka? (Z powodu rozprawy L. Tołstoja „Czto takoje iskusstwo?”), „Przegląd Filozoficzny” 1898, z. III, s. 85-114.

4. Zob. http://lewicowo.pl/edward-abramowski-i-jego-poglady-na-znaczenie-dobra-i-piekna-w-przebudowie-zycia/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *