Adam Ciołkosz (?)

Stalinowska komedia „wyborów”

[1937]

W dniu 12 grudnia br. odbyły się w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich wybory do Rady Naczelnej ZSRR, która wedle konstytucji sowieckiej („stalinowskiej”) jest „najwyższym organem władzy państwowej ZSRR”. System wyborczy określony został w artykułach 134-142 konstytucji. Wybory delegatów do Rady Naczelnej są powszechne, równe, bezpośrednie i tajne; kandydaci przy wyborach stawiani są według okręgów wyborczych (nie ma proporcjonalności wyborów). Pozostaje do zbadania punkt, który podobnie najbardziej zaważył na wartości polskiej sejmowej ordynacji wyborczej z roku 1935, a mianowicie: komu przysługuje prawo zgłaszania kandydatów?

Wedle art. 141 konstytucji stalinowskiej „prawo stawiania kandydatur zabezpiecza się społecznym organizacjom partyjnym, związkom zawodowym, spółdzielniom pracujących, komunistycznym organizacjom i stowarzyszeniom, organizacjom młodzieży, stowarzyszeniom kulturalnym”. Lecz wymienione tu stowarzyszenia są tylko filiami Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej, skoro wedle art. 126 konstytucji stanowi ona „rdzeń kierowniczy wszystkich, zarówno społecznych, jak państwowych, organizacji pracujących”.

Co prawda ordynacja wyborcza („postanowienia o wyborach do Rady Naczelnej ZSRR”), uchwalona na IV sesji Centralnego Komitetu Wyborczego ZSRR w lipcu br., poszła dalej. W porównaniu z konstytucją ordynacja wyborcza rozszerzyła prawo stawiania kandydatów na delegatów do Rady Naczelnej. Prawo to (art. 57) przysługuje nie tylko organom centralnym organizacji społecznych i stowarzyszeń pracujących, ich organom republikańskim, krajowym, autonomiczno-obwodowym i obwodowym, ale także zgromadzeniom ogólnym robotników i urzędników w przedsiębiorstwach, żołnierzom Armii Czerwonej w jednostkach wojskowych, a również zgromadzeniom ogólnym chłopów w gospodarstwach kolektywnych, robotników i urzędników w gospodarstwach sowieckich. Oczywiście, gdy mowa o organizacjach, rozumie się tylko organizacje „zarejestrowane w sposób ustawowo ustalony”.

Rzecz jasna, wszelkie przepisy prawa nabierają pełnej wyrazistości dopiero w ich praktycznym zastosowaniu. Wartość sowieckiej ordynacji wyborczej sprawdza się nie tylko jej brzmieniem ustawowym, ale możnością jej wykorzystania bodaj przez te organizacje, których „rdzeniem kierowniczym” jest partia komunistyczna. Rzeczywistość rozwiała wszelkie złudzenia, jeżeli je ktokolwiek żywił. Z wyjątkiem jednego jedynego okręgu na całym obszarze Związku Sowieckiego we wszystkich okręgach zgłoszono tylko po jednym kandydacie… Rozumiemy, co to oznacza. W tych warunkach całe zainteresowanie skupić się mogło jedynie wokół wysokości frekwencji wyborczej – gdyby… gdyby obywatele ZSRR mieli możność swobodnego glosowania lub niegłosowania. Ocena nasza tej możliwości jest nader wstrzemięźliwa. W Niemczech Hitlera widzieliśmy już niemal 100-procentową frekwencję wyborczą.

Odczytując z uwagą zapowiedzi odnoszące się do sowieckiej ordynacji wyborczej, wyciągamy wnioski, które nie mogą być dla sowieckiego reżimu pomyślne.

Oto Kalinin, prezydent CIK ZSRR, twierdził w „Prawdzie”, że „nowe prawo wyborcze wciela w życie radziecką demokrację socjalistyczną z całkowitą konsekwencją”. Oto A. J. Jakowlew, sprawozdawca na IV sesji CIK ZSRR, oświadczył, że „demokracja sowiecka, w porównaniu z demokracją mieszczańską, jest niepomiernie wyższą, szerszą i bardziej postępową demokracją”. Niestety, także wyzwanie rzucone przez Jakowlewa faszystom nie wytrzymuje krytyki. Powiada on: „Niechajże panowie faszyści, którzy nazywają się narodowymi socjalistami, w rzeczywistości atoli są piewcami średniowiecza, obskurantyzmu i zakonu Jezuitów, spróbują zastosować naszą ordynację wyborczą. Niechajże spróbują prawo zgłaszania kandydatów w wyborach przyznać nawet swym faszystowskim związkom zawodowym. Niechajże pozwolą kolektywom robotników, robotników rolnych w obszarach dworskich, prostym urzędnikom swych władz wystawiać swych kandydatów! Co pozostanie z faszyzmu?! Nie zostanie nawet pyłek!” (tu stenogram notuje długotrwałe oklaski).

Niechajże pozwolą… Ależ pozwolili. Poprzednia ordynacja wyborcza we Włoszech właśnie związkom zawodowym i organizacjom „społecznym” przyznawała prawo wysuwania kandydatów do parlamentu i faszyzm się nie zawiódł na swoich związkach „robotniczych”. Polska ordynacja wyborcza z 1935 r. wprowadziła związki zawodowe do zgromadzeń wyborczych, ustalających kandydatury. Ma rację Jakowlew, że w Niemczech partia hitlerowska, a we Włoszech obecnie Wielka Rada faszystowska posiada wyłączne prawo wystawiania list kandydatów. Nie w tym rzecz! Istotnie jest, że tak w Niemczech i we Włoszech, jak w ZSRR, dopuszczalna faktycznie jest tylko jedna kandydatura: oficjalna!

A przecież tylko wedle faktycznych stosunków będziemy oceniali sowieckie wybory i sowiecką konstytucję.

W świetle doświadczeń pierwszych sowieckich wyborów, opartych o „powszechne, równe, bezpośrednie i tajne” prawo głosowania, jasnym staje się także przepis art. 142 konstytucji stalinowskiej, zapowiadający, iż każdy delegat „może być w każdym czasie odwołany uchwalą większości wyborców w trybie przez prawo ustanowionym”. Można przypuszczać, że „wyborcy” będą tu takim samym narzędziem dyktatury Stalina, jak i przy ustanawianiu kandydatur. Po prostu delegat do Rady Naczelnej, który z tych czy innych przyczyn stanie się w pewnym momencie niepożądany, zostanie odwołany przez „wyborców”.

Tak demaskuje się sowiecka „demokracja” i stalinowska „konstytucja”. Zawiera ona więcej takich bezwartościowych fikcyjnych postanowień.

Ocena obecnych sowieckich wyborów grudniowych jest już ustalona i bezsporna: nie były to wybory, ale głosowanie. Plebiscyt, który miał na celu zamanifestowanie popularności reżimu, z „wodzem partii i narodu” na czele. Stalinowski plebiscyt.

A. C.
_____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Tydzień Robotnika” nr 53/1937, 19 grudnia 1937 roku. Był to wysokonakładowy tygodnik wydawany przez Polską Partię Socjalistyczną, funkcję redaktora naczelnego pełnił Zygmunt Zaremba. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Autorem tekstu prawdopodobnie był Adam Ciołkosz, stale piszący do tego czasopisma. Rysunek wykorzystany w tekście pochodzi z „Kalendarza Robotniczego na rok 1928”, wydanego przez PPS-owski tygodnik „Pobudka”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *