Ludwik Krzywicki

Socjalizm i rodzina

[1884]

Nie tylko dzieci można straszyć rozmaitymi widziadłami i duchami, ale i starszych ludzi. Szczególniej to się często zdarza w polityce, kiedy ludzie nie zastanawiają się dobrze nad każdym słowem.

Dlaczego się dziecko boi, kiedy mu mówić o strachu albo o jakimś duchu? Dlatego, że ono nie myśli poważnie, nie zastanawia się, nie oblicza się z każdym słowem, które mu się powie. Gdyby dziecko było zdolne zastanowić się i pomyśleć, czy to są takie duchy albo strachy, dlaczego one mają istnieć, skąd się biorą i co one mogą zrobić złego, to by się ono prędko przekonało, że nie ma się czego bać, że nie ma czego wierzyć w takie głupie rzeczy! Ale dzieciak nie myśli, jeno wierzy na słowo wszystkiemu, co mu się tylko gada.

Tak samo bywa i ze starymi już ludźmi, którzy nie nauczyli się jeszcze rozważać każdego słowa i wyszukać w nim, co i na ile tam prawdy. Jest to bardzo ważny niedostatek u ludzi i wyrządza on w polityce wiele nieszczęścia. Wskutek właśnie tej łatwowierności ludzkiej politycy nie używają wcale argumentów, jeno rzucą jakieś kłamstwo, jakąś potwarz, skrzywią to, co inni mówią i zyskują sobie wiarę. Gdyby słuchacze takiego dobrodzieja nie brali tak wszystkich jego słów na wiarę, to byłby on ostrożniejszym. Dziwimy się czasem, że w polityce bywa tak, że co jeden mówi biało, to drugi mówi czarno, i że jest zawsze cała masa ludzi, która to temu, to drugiemu ślepo wierzy. Ale właśnie łatwowierność ludzka jest przyczyną tego wszystkiego. Jeżeli Paweł wie, że ludzie wierzą mu na słowo, a z drugiej i Gaweł wie, że jego słów nikt nie rozbiera, gadają też oni to, co im ślina do ust przyniesie.

Bywa też nieraz, że dosyć krzyknąć na kogoś: zdrajca, bezbożnik i tak dalej, by ludzi od niego odstręczyć, choć on i rozumny, i zacny człowiek. Tak samo bywa i z rozmaitymi zapatrywaniami politycznymi, których nikt nie zbija rozsądnym rozumowaniem, jeno gołosłownymi wymyślaniami.

Z socjalizmem nie inaczej się rzecz ma. Najczęściej można słyszeć zarzut, że socjalizm chce zabić religię i znieść rodzinę. I dosyć jest, jeśli ktoś to powie, by inni temu uwierzyli, nie zastanawiając się wcale nad znaczeniem tych słów. A wszak jeśli ktoś mi mówi na przykład, że socjalizm chce zabić religię, to powinienem przede wszystkim zastanowić się, co to jest religia, co socjalizm myśli o religii? Trzeba się pytać o to, co socjalizm myśli jako pewna teoria polityczna, jako cala partia, a nie co ten lub ów socjalista myśli i gada. Dopiero jak to wszystko dokładnie zrozumiem, to mogę dać temu zdaniu słuszność lub nie.

Dajmy na to, że ktoś mi opowie o tym, jakoby Maciej skrzywdził Jana. Zaraz się rozpytam: a jak to było; a czy to krzywda rzeczywista, czy też tylko Jan na próżno się skarży; a może Maciej miał jakąś urazę, słuszną lub nie. Dopiero jak mi na to wszystko odpowiedzą, to wtedy i zawnioskuję, czy doprawdy Maciej skrzywdził Jana, czy też nie.

Otóż dziś chcemy z czytelnikiem jeden zarzut czyniony socjalizmowi rozebrać, mianowicie ten, czy doprawdy socjalizm chce jakichś niemoralnych zmian w rodzinie,  czy też nie.

Zacznijmy od tego, że dzisiejsza rodzina, tak jak ona istnieje dziś, z dzisiejszym prawem, nie jest nawet tak starym urządzeniem ludzkim jak niejeden starożytny dom w Poznaniu, w Krakowie lub w Warszawie. Weźmy na przykład cywilne śluby: od kiedy to one się datują? A wszak cywilny ślub już trochę zmienia urządzenia rodzinne. Albo na przykład prawo obowiązkowego nauczania, według którego ojciec musi posyłać dzieci do szkoły! Albo weźmy na przykład to, że ojciec, który się pastwi nad swoim dzieckiem, może być ścigany i karany sądownie; a wszak bywały czasy, kiedy ojciec miał prawo życia i śmierci nad dziećmi. Wszystko to są zmiany, które zaszły w rodzinie!

Tego nie zapominajmy, że rodzina jest to ludzkie urządzenie. Wprawdzie mówią, że jest ona boskim urządzeniem, sakramentem; ale to nie jest prawda. Kościół tylko uświęcał rodzinę, ale jej nie stworzył. Gdyby rodzina była boskim dziełem, to powinna by była istnieć zawsze i wszędzie, a w dodatku nigdy się nie zmieniać. Tymczasem są jeszcze dziś takie ludy, u których nie ma rodziny. Na to nam powiedzą, że ona tylko tam jest, gdzie bóg swoją wolę objawił. Ale w takim razie powinna by ona była być tylko u wierzących jednego kościoła, a tymczasem jest ona i u katolików, i u ewangelików, i u Żydów, i u Chińczyków itd. A wszak objawienie nie mogło być dane tylu ludziom zupełnie odrębnych religii. Nareszcie, gdyby rodzina była boskim dziełem, to wszak nic w niej nie powinno było ulegać zmianie, a tymczasem wykazaliśmy już, że rodzina się zmienia.

Widzimy więc, że rodzina jest ludzkim urządzeniem, a zatem jako takowe zmiennym. Dziś ludzie takie, jutro owakie wydają prawo, które zmienia zupełnie stan rzeczy między ludźmi, a między innymi zmienia i urządzenia rodziny. Ponieważ socjalizm chce zupełnie nowego porządku, więc rozumie się będą i zmiany w rodzinie; ale w tym nie ma nic złego, tak samo jak nie ma nieszczęścia w tym, że dziś ojciec nie ma prawa życia i śmierci nad żoną i dziećmi, że musi dzieci do szkoły posyłać i tak dalej.

Ale odpowiedzą nam: co innego dobre zmiany, a co innego złe zmiany. Socjaliści zaś ponoć chcą zaprowadzić wspólność kobiet.

I doprawdy są tacy, którzy tak o socjalistach mówią, i są znowu takie głuptaski, co podobnym bredniom wierzą. Ale kiedyś taki lekkomyślny, bratku, to poczekaj, przyprę ja cię do ściany i opowiem ci takie rzeczy, że się zawstydzisz, iż samo ci to do głowy nie przyszło, pomimo że cię co dzień w oczy kole.

Jeżeli kiedyś była wspólność kobiet, to chyba dziś ona największa i najgorsza, bo za pieniądze. Zważ, czytelniku, ile kobiet się sprzedaje za pieniądze! W dużych miastach to nierządnice liczą się na dziesiątki tysięcy. W Hamburgu na przykład wypada jedna nierządnica na 48 mieszkańców. W Londynie zapisanych w policji jest 70 000, a nie zapisanych jest dwa razy więcej.

Jeśli tyle jest nierządnic, to oblicz teraz, ilu mężczyzn żyje w nierządzie. Bo choć mężczyzna się nie sprzedaje, jeno kupuje, ale zawsze popełnia on nierząd i wspólnie z innymi ma za pieniądze jedną i tę samą kobietę.

Teraz weźmy znowu inny nierząd, który się tajemnie odbywa i połączony jest z oszustwem. Ile to żon przyprawia rogi swym małżonkom? Jedna za stroje, druga za pieniądze, trzecia tak sobie oszukuje swego męża. Czasami bywa nawet tak, że każdy to za słuszne uważa. Młoda dziewczyna została wydaną za mąż za człowieka, który jej się nie podobał. A wszak serce nie sługa – mówi przysłowie!

Teraz weźmy trzeci rodzaj nierządu. Stosunek między mężem a żoną powinien być oparty na miłości, a tymczasem się najczęściej zdarza, że tylko wyrachowanie kojarzy ludzi. Ta wyszła za mąż za pieniądze, ten wziął posag a żonę tylko jako dodatek. Przykładów takich jest tysiące. Powiedz mi więc, czytelniku, czy kobieta, która dlatego wychodzi za mąż, że o pieniądze jej chodzi, nie sprzedaje się tak samo jak każda inna nierządnica? Ona tylko praktyczniejsza od nich.

Widzimy więc, że wspólności kobiet nie trzeba zaprowadzać, bo ona jest; można tylko chcieć ją znieść. Potem powiemy wam, co socjalizm o tym myśli, tymczasem przejdźmy do innych stron rodziny.

Mówią bardzo dużo o ognisku rodzinnym, o węzłach rodzinnych. Ale w rzeczywistości to to inaczej wygląda.

Tam umiera jakiś stary kawaler. Nad nim jak kruki zleciało się stado spadkobierców, co na schedę czyhają. Płaczą oni, to prawda, ale fałszywymi łzami. Każdy pragnie, aby opłakiwany jak najprędzej umarł. Tu wiozą do grobu trumnę ze zwłokami ojca, a już braciszkowie i siostrzyczki kłócą się o spadek. Tam znów synalek albo zięć czeka z utęsknieniem na schedę, to znów jakiś siostrzeniec chciałby wujka swego oskubać. A ileż to zbrodni się dokonywa! Nie bardzo ogrzewa to ognisko rodzinne, jak o tych szachrajstwach, szwindlach i zbrodniach pomyśleć.

Weźmy dalej rodzinę ubogiego robotnika. Mąż dwanaście godzin pracuje; zmęczony wraca. Często i żona, i dzieci idą z nim na robotę. W kopalniach węgla na przykład całe rodziny pracują pod ziemią i tylko na noc wychodzą na świat boży, by na barłogu wyprostować zmęczone ciężką pracą członki.

A jeżeli żona nie pracuje w warsztacie, to chodzi prać albo gospodarstwa doglądać. A biedne dzieciaki obdarte wałęsają się na ulicy. W nocy wracają do izby, ale i tu nie ma dla nich radości. Ojciec znużony chce odpocząć, pogadać z żoną, a dzieci, jak zwykle dzieci, krzyczą i przeszkadzają rodzicom rozmawiać. Idą więc szturchańce na prawo i na lewo, po szturchańcach jeszcze większy krzyk, lament, pisk. Nareszcie się matka upomni o dzieci i wymawia ojcu, że tak mocno bije. Jak to nie bić, krzyczy rozgniewany ojciec, i zaczyna się nowy spór między żoną a mężem. I to piekło nazywa się szczęściem rodzinnym.

A teraz weźmy rodzinę bogacza. Mąż zajęty spekulacjami, szwindelkami; żona – strojami. Dziecko karmi mamka, pilnuje bona, wychowuje nauczyciel, wszystko to ludzie płatni. Szwagier patrzy z przekąsem, bo mu część schedy zabierają. Teścia przyjmują z rachunkiem w głowie. Całują się, ściskają i kochają, mając w myśli cyfry, liczby wielkie i małe. Wszystko to nazywają oni szczęściem rodzinnym.

Najwięcej cierpi to kobieta. Ona ma albo pracę, albo nudy. W klasie średniej najwięcej leży na jej barkach. Dom cały, kuchnia, dzieci – wszystko to zajmuje ją przez całe życie. Prędko marnieje ona na ciele, a nie mając wykształcenia żadnego nie może nawet zrozumieć ani polityki mężowskiej, ani z nim o gazecie pogadać, ani dzieciom stosownej dać nauki.

A jednak czy to potrzebne, czyż nie można by było żyć inaczej. Już dziś żyją bogaci (szczególnie w Ameryce) po hotelach, kawiarniach. Tam wszystko taniej. Opał w domu całym tańszy, kuchnia razem tańsza. Można przy tym i salony mieć, i czytelnie. Przy wspólnej więc własności narzędzi pracy i przy większym braterstwie każdy dom będzie takim małym hotelem. Oszczędność wypadnie na pracy, oszczędność na materiale. Wtedy kobieta nie będzie niewolnicą i czym więcej ona będzie panią siebie samej, czym ona będzie swobodniejszą, tym rozkoszniejsze będzie życie między małżeństwami. Dziś to żona ma w pierwszych czasach urok. Potem, wiecznie brudna, zahukana, zapierzona, zaczyna się mniej podobać mężowi, sama zaś tak się zaprząta garnkami, ścierkami, rondlami, że i mąż u niej niewiele więcej zajmuje miejsca niż garnuszek lub jakieś inne kucharskie naczynie. Serce ostyga i życie traci cały urok. Kiedy zaś gospodarstwo całe będzie inaczej prowadzone, wtedy więcej czasu będzie na urządzenie sobie prawdziwego szczęścia.

Jeżeli więc socjalizm chce zmian w rodzinie, to one są inne, niż nasz głuptasek sądzi, i nie mają na celu wspólności kobiet, jeno miłość i szczęście w pożyciu mężczyzny z kobietą.

Socjalizm chce znieść nierząd publiczny i nierząd w rodzinie; socjalizm chce, aby stosunek między mężczyzną a kobietą był oparty na miłości, a nie na spekulacji i pieniądzach; socjalizm chce, aby kobieta przestała być niewolnicą kuchni i aby stanęła na wysokości ludzkiej istoty.

Ale, powiedzą nam, byli tacy socjaliści, którzy pisali o tym, że natura ludzka jest taka, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta będą kilka razy się kochać. Więc cóż z tego? Jeżeli rzeczywiście są ludzie, których przywiązanie trwa krótko, to będą oni zmieniać swoich ukochanych. Temu nikt nie przeszkodzi. Jakież prawo może nakazać mężczyźnie lub kobiecie tylko raz się kochać? Tu żadne prawo nie pomoże. Takie motylki będą się dobierać według swego gustu; inni zaś ludzie, których uczucie jest trwalsze, będą znowu stosownie się dobierać. Tu żadne prawo nie pomoże. Najgorsze jest to, że takie zmiany odbywają się za pieniądze albo są połączone z oszustwem i okłamywaniem. Otóż socjalizm słusznie utrzymuje, że w przyszłości tego nie będzie.

Zresztą nie myśli socjalizm wydać nowej religii o małżeństwie. Socjalizm jest to polityczna zasada, która dąży do ustanowienia wolnego ludowego państwa z państwowym władaniem narzędziami pracy. Dalej sądzą socjaliści, że ponieważ się wszystkie urządzenia zmienią na lepsze, więc i to zło, które dziś mąci szczęście w pożyciu mężczyzny z kobietą, będzie musiało takie zniknąć.

Ludwik Krzywicki

_______________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w socjalistycznym piśmie „Przedświt” nr 8, grudzień 1884. Następnie opublikowano go w drugim tomie „Dzieł” autora, pt. „Artykuły i rozprawy 1880-1886”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1958. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

 

Ludwik Krzywicki (1859-1941) – teoretyk i popularyzator myśli lewicowej, jeden z czołowych polskich myślicieli marksistowskich, „ojciec” polskiej socjologii, ekonomista. Na początku dziewiątej dekady XIX stulecia zetknął się z ideami socjalistycznymi i został ich zwolennikiem, był wówczas jednym z tłumaczy pierwszego tomu „Kapitału” Marksa. Wskutek represji za nielegalną działalność polityczno-kształceniową wyemigrował z Królestwa Polskiego, przebywał w Niemczech, Szwajcarii i Francji. Stał się jako tłumacz, publicysta i naukowiec czołowym popularyzatorem marksizmu i materializmu historycznego w Polsce, współpracował z emigracyjnymi środowiskami polskich socjalistów, był redaktorem naczelnym pisma „Przedświt”. Po powrocie do kraju należał do liderów Związku Robotników Polskich, później współpracował z PPS. Aktywny w nielegalnych inicjatywach edukacyjnych – Uniwersytet Latający, Towarzystwo Kursów Naukowych, Wolna Wszechnica Polska. Dwukrotnie więziony za działalność socjalistyczną. Po rozłamie PPS związany z PPS-Lewica. Po odzyskaniu niepodległości kierownik katedry historii ustrojów społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Kierował również Instytutem Gospodarstwa Społecznego – czołową i prekursorską placówką badawczej w zakresie rozpoznawania problemów społecznych i ich przyczyn oraz wypracowania możliwości zaradzenia im. Przyjęty w skład Polskiej Akademii Umiejętności, w 1931 r. wybrany prezesem utworzonego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. W roku 1940 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Kownie. Autor ogromnej liczby prac naukowych, popularyzatorskich oraz publicystyki społeczno-politycznej. Zajmował się takimi m.in. tematami, jak więź społeczna, społeczeństwa pierwotne, rozwój kapitalizmu, kultura masowa, spółdzielczość, przeobrażenia w rolnictwie. Jeden z najwybitniejszych uczonych w historii polskich nauk społecznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *