Stanisław Rychliński

Socjaliści vs. komuniści w związkach zawodowych

[1928]

W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, komuniści mieli znacznie większy zastęp działaczy czynnych w ruchu zawodowym niż PPS. Związki zawodowe robotników przemysłowych w Kongresówce zostały przez nich całkowicie niemal opanowane. Natomiast PPS miała w swych rękach (po strajku z października 1919 r.) Związek Robotników Rolnych, tudzież władała niepodzielnie związkami zawodowymi w Małopolsce i na Śląsku Cieszyńskim. Zjednoczenie ruchu zawodowego z dzielnicy rosyjskiej i austriackiej, poza wyżej opisanymi trudnościami materialnymi, napotykało właśnie przeszkody natury partyjnej. Zwolennicy PPS, wiedząc, że przy centralizacji ogólnokrajowej liczniejsze i bardziej rzutkie związki zawodowe w Kongresówce musiałyby wziąć górę nad związkami małopolskimi – opóźniali centralizację w wypadkach, w których nie byli pewni przewagi (w Związku Robotników Metalowych do końca 1920 r., dłużej znacznie w związkach robotników drzewnych i budowlanych). Jednocześnie podjęli próby ugruntowania swych wpływów w Komisji Centralnej Związków Zawodowych. Tak twierdzą przynajmniej przeciwnicy.

Na I zjeździe związków zawodowych na liczbę 161 delegatów, 48 przedstawicieli otrzymały związki małopolskie i śląskie, a 6 pomorskie, również nastrojone umiarkowanie. Z pozostałych 107 miejsc – 30 uzyskał Związek Robotników Rolnych, który świeżo przystąpił do Komisji Centralnej Związków Zawodowych. Wreszcie związki scentralizowane, w których zarządy główne były pod wpływem PPS (związki górników i robotników włókienniczych), przysłały przedstawicieli, mianowanych przez zarządy. W ostatecznym wyniku PPS uzyskała w głosowaniu nad wnioskami komunistycznymi co do taktyki związkowej większość 86 przedstawicieli wobec 68 zwolenników frakcji czerwonej.

Mając tę większość za sobą, grupa sympatyzująca z PPS zgodziła się na przyznanie grupie komunistycznej zaledwie 1/4 liczby miejsc w Komisji Centralnej. Wybrani komuniści wycofali się jednak prawie natychmiast. W ten sposób liczba członków Komisji spadła z 12 do 9. Złożenie mandatów przez czterech jeszcze członków w okresie najścia bolszewickiego sprowadziło ją do 5 członków. Pozostali członkowie nie porzucili placówki, lecz zwrócili się do kilku większych związków zawodowych z żądaniem mianowania swych przedstawicieli. Żądaniu temu zadośćuczyniły jedynie związki o zarządach sympatyzujących z PPS. Osiągnięto tedy w łonie Komisji Centralnej jednomyślność. Z tą chwilą musiało nastąpić otwarte starcie z żywiołami komunistycznymi.

Już w czerwcu 1920 r., korzystając z niepomyślnego obrotu działań wojennych wojsk polskich, partia komunistyczna wszczęła ożywioną agitację w związkach zawodowych, zmierzającą do zrewolucjonizowania szerokich rzesz robotniczych. Podjęła wydawanie dwutygodnika „Myśl Robotnicza” oraz kilku czasopism związkowych („Kolejarz – Komunista”, „Orka”, „Sprawa Robotnicza”). Zwycięstwo pod Warszawą położyło kres tej pierwszej fali agitacji komunistycznej. Na jesieni wzbiera ona jednak na tle starcia Centrali moskiewskiej związków zawodowych z Międzynarodówką Amsterdamską, która w listopadzie 1920 r. odbyła w Londynie swój kongres. Ze sporu tego wyrosła następnie Międzynarodówka Czerwonych Związków Zawodowych (Profintern).

Wystąpieniom przeciwko II Międzynarodówce towarzyszy ostra krytyka działalności Komisji Centralnej Związków Zawodowych w ruchu klasowym w Polsce. Komisja Centralna Związków Zawodowych ucieka się do ostrych środków obronnych. Uchwałą z dnia 26 kwietnia 1921 r. postanawia „zerwać wszelkie stosunki z Komunistyczną Partią Polski i przeciwdziałać jej akcji na terenie zawodowym, jako szkodliwej dla proletariatu i wrogiej dążeniom do wytworzenia wielkiej i zwartej organizacji zawodowej”. Jednocześnie Komisja Centralna zwraca uwagę na szkodliwą pracę działaczy komunistów, prowadzących związki zawodowe w myśl żądań partii komunistycznej.

Zdawałoby się pozornie, że powyższa uchwała Komisji Centralnej doprowadzi do rozłamu w ruchu zawodowym. Partia komunistyczna wszelako uznała pracę w odrębnych związkach „czerwonych” za niecelową. Na zebraniu w maju 1921 r. rada partyjna postanowiła ożywić tempo działalności komunistycznej w związkach zawodowych przez tworzenie „frakcji czerwonych” w łonie każdego związku. Frakcje te będą zmierzały do opanowania zarządów stowarzyszeń centralnych. Przedtem należy doprowadzić do końca centralizację związków zawodowych według gałęzi pracy, nie omieszkując powoływać do życia miejscowych skupień ogólnozawodowych – rad związków zawodowych. Rady te miały współdziałać z frakcjami czerwonymi w związkach centralnych. Zaznaczamy, że praktyka w zupełności potwierdziła pokładane w nich przez komunistów nadzieje. Rady związków zawodowych stanowiły przeciwwagę zarządów centralnych. Umożliwiały one utrzymywanie w łonie związków zawodowych frakcji czerwonych.

Rada partyjna, obradująca w maju 1921 r., acz starała się usunąć samą myśl o rozłamie w ruchu zawodowym, nie potępiała jednak ryczałtowo dążeń separatystycznych. „Komuniści, biorący udział w ruchu zawodowym – czytamy w jej uchwałach – nie mogą cofać się przed rozłamami w organizacjach związkowych, jeżeli dla uniknięcia rozłamu musieliby zrzec się pracy rewolucyjnej w związkach i zaprzestać swych wysiłków do uczynienia z nich broni w walce rewolucyjnej”. Natomiast III konferencja partyjna Partii Komunistycznej Polski w kwietniu 1922 r. idzie już znacznie dalej i zwalcza wszelkie przejawy rozłamowe, nawet wręcz wywołane przez stronę przeciwną. „Wykluczaniu ze związków jednostek, grup lub oddziałów przeciwstawiać trzeba nieubłaganą walkę o jedność związków i wciągać w nią najszersze masy nie tylko komunistów, lecz też bezpartyjnych, a nawet pepeesowców, wbrew ich przywódcom… Jeżeli ugodowcy zawieszają całe oddziały, wówczas należy utrzymywać w dalszym ciągu ich istnienie, choćby poza scentralizowanym związkiem”. Myśl przewodnią polityki komunistycznej w ruchu zawodowym najdobitniej odtwarzają słowa przedstawiciela Profinternu na III kongresie Komunistycznej Partii Polski (marzec 1925 r.): „W miarę wzrostu reformizmu rozczarowanie do reformistycznej polityki związkowej przybiera postać pewnego moralnego wstrętu do wspólnej pracy z kanalią reformistyczną. Ale to uczucie nie jest dobrym doradcą. Kanalia – kanalią, a my jednak musimy iść do związków, by być z masami”.

Jak widzimy, komunistom zbyt zależało na zdobyciu wpływów na szerokie rzesze robotnicze, aby mieli ustąpić przed wzmożoną akcją Komisji Centralnej. W miarę tego, jak socjaliści ze stanowisk kierowniczych wypierali komunistów, ci coraz większą wagę przykładali do opanowania ruchu zawodowego od dołu. Zresztą od 1923 r. musieli zaniechać wszelkich zamiarów rozłamowych wobec coraz częstszego rozwiązywania przez władze sądowe związków o dążeniach wywrotowych.

Komuniści, utrzymując wrzenie wewnętrzne w związkach zawodowych, starali się wpłynąć wszelkimi siłami na ich zjednoczenie. Działalność ich przynosiła jednak zazwyczaj wyniki wprost przeciwne zamierzeniom.

Jeszcze przed I zjazdem większość socjalistyczna w Komisji Centralnej Związków Zawodowych starała się zwlekać z łączeniem związków, ilekroć połączenie oddałoby władzę komunistom. Polityka ta stała się jeszcze wyraźniejszą począwszy od drugiego półrocza 1920 r. Komisja Centralna przeciwstawiała się zjednoczeniu wybitnie komunistycznego warszawskiego związku robotników budowlanych ze świeżo utworzonym związkiem krakowskim; utrudniała połączenie związków robotników drzewnych z Krakowa i Warszawy, opanowanych przez żywioły opozycyjne; starała się przenieść siedzibę zarządu do Bydgoszczy i oddać pod władzę Zjednoczenia Wolnych Związków. Skoro jednak okazało się, że Zjednoczenie jest ugrupowaniem, na którym można polegać (wobec rosnących wpływów Niezależnej Partii Socjalistycznej), porzucono myśl przeniesienia zarządu do Bydgoszczy. Zbiegło się to z pomyślnym wynikiem usiłowań opanowania fermentów w Związku Robotników Drzewnych na obszarze zachodniej Małopolski. Następnie rozwiązanie związku warszawskiego (dnia 17 lutego 1923 r.) pozwoliło na rozciągnięcie wpływów związku krakowskiego na całą Rzeczpospolitą. W podobny sposób wykorzystała Komisja Centralna powtórne rozwiązanie przez sąd związku robotników budowlanych w Warszawie na korzyść związku budowlanego w Krakowie.

Obok podporządkowywania opornych związków zarządom głównym, złożonym z osób, z którymi Komisja Centralna mogłaby współpracować, oraz zwlekania z łączeniem związków, ilekroć groziło niebezpieczeństwo przewagi wpływów komunistycznych – wyodrębniano nieraz umyślnie pewne grupy robotnicze celem odgrodzenia ich od tych wpływów. Pomagała w tym Polskiej Partii Socjalistycznej – partia żydowska Bund (oczywiście w swym prawym odłamie), która opanowała całkowicie niemal Radę Krajową Związków Zawodowych, wchodzącą, jak wiadomo, od 1922 r. w skład Związku Stowarzyszeń Zawodowych. Rada Krajowa utrzymywała, wbrew protokołowi połączeniowemu, oddzielne związki żydowskie w tych gałęziach pracy, w których komuniści mieli rozstrzygające wpływy w związkach centralnych (przemysł odzieżowy i skórzany).

Powoływano również do życia odrębne związki zawodowe, nie należące do żadnej centrali, a pozostające pod wpływem miejscowych placówek PPS, a więc np. w Warszawie związki krawców oraz strycharzy [1].

Trzecia metoda zwalczania wpływów komunistycznych polegała na zakładaniu organizacji równoległych do tych, które opanowali komuniści. W ten sposób utworzono w końcu 1919 r. wspomniany już Związek Robotników Budowlanych w Krakowie. Podobny cel miała powołana do życia przez Komisję Centralną Związków Zawodowych w Warszawie, obok istniejącej od 1918 r. Rady komunistycznej. Rady te działały równolegle aż do czasu rozwiązania organizacji czerwonej przez sąd (luty 1923 r.). W ostatnich latach coraz częściej Komisja Centralna wykluczała związki zawodowe z grona członków Związku Stowarzyszeń. Również zarządy główne związków wdrażały śledztwo przeciw oddziałom „skomunizowanym”, stosując rozwiązanie oddziału jako karę.

Wreszcie Komisja Centralna zmuszona była zajmować się niekiedy sprawami wewnętrznymi związków, by na tej drodze zwalczać prądy komunistyczne. Podobno w tym celu doprowadziła np. do podzielenia na 6 części dużego łódzkiego oddziału Związku Robotników Przemysłu Włóknistego, który, opanowany przez frakcję „czerwoną”, wręcz zagrażał socjalistycznemu zarządowi głównemu związku. Wchodziła czasami w stosunki z poszczególnymi oddziałami związków „czerwonych” (np. związków robotników drzewnych), pomijając wrogie jej zarządy główne [2].

Powyżej wyszczególnione metody walki z podziemną pracą komunistów opóźniały oczywiście bardzo poważnie dokonanie dzieła centralizacji ruchu zawodowego. Dopiero rozwiązywanie przez sądy związków „czerwonych” ułatwiło ostateczne zjednoczenie związków zawodowych, przy czym usunięto działaczy komunistycznych ze wszystkich niemal stowarzyszeń. Na III kongresie związków zawodowych jeden tylko Związek Robotników Skórzanych był rzecznikiem haseł opozycyjnych. Na wiosnę 1926 r. został on połączony ze Związkiem Garbarzy oraz żydowskim Związkiem Robotników Skórzanych i poddany w znacznym stopniu pod wpływy Bundu.

Stanisław Rychliński 

_____________________________________

Powyższy tekst pochodzi z książki autora „Zasadnicze kierunki robotniczego ruchu zawodowego w Polsce”, stanowiąc fragment rozdziału poświęconego centralizacji ruchu związkowego. Książka ta stanowiła “sprawozdanie” z seminarium prof. Ludwika Krzywickiego w roku akademickim 1927/28, brak wydawcy, 1928, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Od tamtej pory tekst prawdopodobnie nie był wznawiany. Tytuł fragmentu pochodzi od redakcji Lewicowo.pl, pominięto przypisy o charakterze stricte bibliograficznym.

 

Przypisy:

1. Zupełnie odmienny charakter miały związki tworzone w 1925-5 r. przez niektórych posłów z PPS, niekiedy wręcz dla przeciwstawienia się partii (np. lubelski Związek Dozorców Domowych lub Związek Robotników Ceramicznych w Warszawie).

2. Dane faktyczne do powyższych uwag czerpałem po części ze Sprawozdań Komisji Centralnej, głównie zaś z broszury wydanej przez opozycję „czerwoną” pt. „Dwuletnie prace Komisji Centralnej Związków Zawodowych”, której stronniczość w oświetlaniu faktów nie ulega żadnej wątpliwości.

 

Stanisław Rychliński (1903-1944) – socjolog o poglądach lewicowo-demokratycznych, uznawany za jednego z najzdolniejszych naukowców-humanistów swojego pokolenia – tytuł doktora uzyskał w wieku 27 lat, habilitację 15 miesięcy później, w wieku 30 lat tytuł docenta, następnie profesor Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej. Absolwent SGH, tamże asystent prof. Ludwika Krzywickiego, związany z Instytutem Gospodarstwa Społecznego. Badacz ruchu zawodowego i klasy robotniczej, struktury społecznej, jeden z prekursorów socjologii miasta w Polsce, wniósł też duży wkład w podwaliny międzywojennej polityki społecznej, w analizowanie społecznych aspektów urbanizacji i planowania przestrzennego. Brał aktywny udział w prowadzonych przez IGS badaniach – na podstawie konkursów na pamiętniki – osób wykluczonych społecznie i z niższych warstw: bezrobotnych, emigrantów i chłopów. Nie był typem „chłodnego” naukowca, lecz formułował zalecenia dotyczące rozwiązania różnych problemów w duchu prospołecznym. Sympatyzował ze środowiskami lewicy demokratycznej, badał dorobek Edwarda Abramowskiego. Zamordowany przez hitlerowców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *