RTPD

Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci

[1929]

Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci zawiązane zostało w 1919 roku pod nazwą Robotniczego Wydziału Wychowania Dziecka i Opieki nad Nim.

W pierwszych latach istnienia instytucji działalność jej obejmowała tylko b. Królestwo Kongresowe. Dopiero w 1925 roku Robotniczy Wydział Wychowania Dziecka podejmuje inicjatywę w kierunku nawiązania łączności organizacyjnej z innymi analogicznymi instytucjami. Dnia 31 października 1925 roku została zwołana w Krakowie konferencja przedstawicieli wszystkich tych instytucji, na której zdecydowano przystąpić do akcji zjednoczeniowej. Między innymi na konferencji krakowskiej wyłoniono specjalną komisję, której poruczono przygotować do czasu zwołania Walnego Zgromadzenia projekt statutu organizacyjnego nowego towarzystwa, mającego powstać z połączenia instytucji. Od czasu krakowskiej konferencji nawiązała się stała łączność pomiędzy wszystkimi towarzystwami, które w niej brały udział.

W 1926 roku następuje zjednoczenie prac dotychczasowej organizacji z działalnością pokrewnych placówek na terenie Małopolski: mianowicie w charakterze instytucji współdziałających przyłączają się Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Krakowie, Tarnowie, Lwowie i Białej [część dzisiejszego Bielska-Białej – przyp. redakcji Lewicowo.pl]. W ten sposób z końcem 1926 roku sieć organizacyjną stanowią: oddziały w Łodzi, Częstochowie, Lublinie, Warszawie, Tarnowie oraz występujące w charakterze członków współdziałających Tow. Przyjaciół Dzieci w Krakowie, Lwowie i Białej.

Walne zgromadzenie członków Towarzystwa w dniu 31 października 1926 roku uchwaliło nowy statut, przyjmując równocześnie dla zreorganizowanej instytucji nazwę Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

W 1927 roku powstają nowe oddziały Towarzystwa: w Kutnie, Płocku, Skarżysku-Kamiennej, Rudzie Pabianickiej, Pabianicach, Włocławku, Żyrardowie, Radomiu oraz zostaje przekształcona na Oddział Towarzystwa organizacja opieki nad dzieckiem robotniczym we Lwowie, która do tego czasu była członkiem współdziałającym. W 1928 roku powstają nowe oddziały Towarzystwa w Pruszkowie, w Markach, w Końskich, w Zamościu, w Nowym Sączu oraz w Warszawie na Żoliborzu.

Wreszcie w dniu 20 kwietnia 1928 roku zostaje założony oddział w Chicago w St. Zjednoczonych. Inicjatorem i założycielem Oddziału jest znany działacz PPS w Ameryce, Franciszek Kunicki, który będąc uczestnikiem wycieczki krajoznawczo-edukacyjnej do Polski, urządzonej przez Związek Socjalistów Polskich w r. 1927, zwiedził wraz z innymi uczestnikami wycieczki zakłady oraz Ogniska Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Warszawie. Uczestnicy wycieczki po zapoznaniu się z działalnością Towarzystwa postanowili zorganizować pomoc dla dzieci robotniczych w Polsce. Pomoc ta znalazła wyraz w założeniu Oddziału Towarzystwa w Chicago. Oddział chicagowski zbiera przez swych członków pieniądze i odzież wśród Polaków w Ameryce oraz urządza imprezy dochodowe. Zebrane pieniądze i odzież Oddział chicagowski przesyła do dyspozycji Centrali Towarzystwa w Warszawie. W roku 1928 Oddział chicagowski wysłał 3 paczki odzieży oraz zł 714, ponadto 30 dolarów 75 centów jako pierwszą ratę na fortepian dla dzieci zakładu wychowawczego w Helenowie pod Warszawą.

W chwili obecnej posiada więc Towarzystwo Przyjaciół Dzieci 21 oddziałów, nie licząc współdziałających z nim Towarzystw w Krakowie i Białej.

Równolegle do poczynań zmierzających ku scentralizowaniu odosobnionych poprzednio placówek opieki nad robotniczym dzieckiem, Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci poczynając od 1926 roku zmieniło w znacznym stopniu sam charakter swej działalności. Zmiana ta polegała na przejściu do prac, które mają na względzie ogarnięcie możliwie największej liczby dzieci. To nowe nastawienie znalazło wyraz w rozbudowywaniu przede wszystkim instytucji o charakterze masowym, a więc ognisk, klubów, półkolonii i kolonii. /…/ Do 1925 roku ogólna liczba dzieci objętych działalnością Towarzystwa nie dosięga nawet tysiąca, jakkolwiek poczynając od 1923 roku zapoczątkowaną została praca ognisk, z przeciętną frekwencją – w latach 1923 i 1924 – około 500 dzieci. W 1925 roku zapoczątkowano pracę klubów dziecięcych oraz rozszerzono działalność ognisk i kolonii letnich, zaś w 1926 uczyniono dalszy krok w tymże kierunku, bowiem niezależnie od dalszego rozszerzenia działalności ognisk przystąpiono do organizowania półkolonii. W ten sposób liczba dzieci objętych działalnością Towarzystwa wynosi już 1407 w 1925 roku i 2184 w 1926 roku. W 1927 i 1928 roku dalszy postęp działalności ognisk i klubów oraz szczególnie szeroki rozwój kolonii i półkolonii prowadzi do bardzo znacznego powiększenia sfery wpływów Towarzystwa: liczba dzieci objętych jego działalnością wzrasta do 5391 w 1927 roku i 7647 w 1928 roku. /…/ należy jeszcze nadmienić o działalności Przychodni przeciwgruźliczej, otwartej przez Oddział w Łodzi w 1925 roku. Ogólna liczba porad udzielonych przez tę przychodnię w 1926 roku wynosiła 6332, liczba obsłużonych chorych – 3617. W 1927 roku Oddział w Łodzi utworzył drugą przychodnię. Liczba porad udzielonych w 1927 roku przez obie przychodnie wynosiła 18173, liczba obsłużonych chorych – 6180.

Przedstawiona powyżej różnostronna działalność Towarzystwa wymagała pozyskania współpracy fachowców, przede wszystkim pedagogów i lekarzy. Aby zadośćuczynić tym potrzebom zostały powołane do życia fachowe komisje. Pierwszym krokiem w tym kierunku było utworzenie w styczniu 1926 roku Komisji Wydawniczej, na którą włożono obowiązek zainicjowania – choćby w najskromniejszych rozmiarach – akcji mającej na celu wypełnić lukę istniejącą w naszej literaturze w sprawie społecznego wychowania dziecka.

W lutym 1927 roku utworzoną została Komisja Medyczno-Pedagogiczna. Do kompetencji tej komisji należą sprawy wychowawcze i zdrowotne dzieci przebywających w zakładach i koloniach. Wreszcie w marcu 1927 roku powołano do życia Radę Pedagogiczną, która nadaje kierunek pracom ognisk, przedszkoli i klubów dziecięcych oraz opracowuje w formie regulaminów i okólników rozsyłanych Oddziałom wytyczne, ujmujące różne zagadnienia z dziedziny wychowania.

Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci od 1928 roku należy do Międzynarodówki Socjalistycznego Wychowania w Wiedniu.

Dom Dziecka w Warszawie

/…/ Ponieważ w zakładzie warszawskim przebywają dzieci starsze, mamy więc tu większy, a raczej bardziej uchwytny dorobek ich życia duchowego i społecznego.

Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci dąży do wychowania w dzieciach poczucia przynależności ich do klasy pracującej i przygotowania ich do przyszłej twórczej pracy społecznej. Stąd wynika konieczność wychowywania w dzieciach samodzielności, odpowiedzialności za swoje czyny, poczucia równości i poszanowania innych.

Wprowadzanie więc zasady samorządów dziecięcych w życiu zakładów pozostaje w związku z zasadniczym zadaniem Towarzystwa. Samorząd dziecięcy obejmuje całe życie dziecka w zakładzie: ważne sprawy dotyczące ogółu dzieci rozpatrywane bywają przez walne zebrania wszystkich dzieci, przewinienia indywidualne są przedmiotem troski sądów koleżeńskich; różne potrzeby zakładu również jak i potrzeby umysłowe, kulturalne, towarzyskie itp. zaspakajają kółka grupujące dzieci zamiłowane w pewnym rodzaju pracy lub rozrywce; do badania żądań, poznawania opinii dzieci przeprowadzane są ankiety obejmujące wszystkie dzieci.

Naczelną i najwyższą instytucją w zakładzie jest Sejm, ciało o charakterze ustawodawczym, obieralne, od każdych 5 dzieci jeden przedstawiciel. Sejm zbiera się rzadko i rozpatruje tylko sprawy większej wagi.

Walne zebrania odbywają się co miesiąc lub częściej w miarę potrzeby i rozpatrują sprawy bieżące: ustalają tematy ankiet, obradują nad sposobami wprowadzenia w życie wniosków i postanowień Sejmu (np. na walnym zebraniu z dn. 14 III 1926 r. postanowiono zgodnie z wnioskiem Sejmu utworzyć szereg kółek i komisji, ażeby ożywić zainteresowanie dzieci sprawami zakładu) itd.

Szereg uchwał walnych zebrań zdradza duże poczucie solidarności pomiędzy dziećmi, dużą pomysłowość i umiejętność wczucia się w swe potrzeby oraz radzenia im. Na zebraniu z dn. 26 IX 1926 r. dzieciom oznajmiono o zamiarze personelu przeniesienia jednego z niekarnych chłopców do innego zakładu. Wówczas dzieci postanowiły celem „poratowania zagrożonego oddać go pod opiekę starszego kolegi”, który się na to zgodził. Należy stwierdzić, iż opieka okazała się tak celowa, że chłopiec się poprawił.

Zebranie z dn. 28 II 1927 uchwaliło, że skład sędziów powinien odpowiadać wiekiem oskarżonemu, tak iżby był w stanie rozumieć jego psychikę.

Jeszcze w 1925 roku (dn. 25 IV) zostało uchwalone na Walnym zebraniu „wspólne władanie grządkami”. Istnieje też uchwała o świętowaniu 1 maja.

Sądy koleżeńskie są trzecią instytucją na terenie zakładu, funkcjonującą bardzo intensywnie i posiadającą najwięcej materiałów.

Zeszyty sądów koleżeńskich (13 zeszytów) zawierają kolejne protokoły sądów, niestety pisane bardzo lakonicznie, tak, iż czytelnik jest pozbawiony możności wnioskowania o historii powstania wyroku: czy odzwierciedla zgodną opinię dzieci, czy też jest wynikiem walki i zwycięstwa lepiej bronionej opinii?

Materiały sądów są niezmiernie bogate i ciekawe z punktu widzenia wychowawczego, jako przyczynek do spraw psychologii dziecka.

Chcąc ująć całą sprawę sądów syntetycznie, należy przede wszystkim stwierdzić, że sędziów-dzieci cechuje wielka surowość w stosunku do przewinień, tym bardziej zastanawiająca, że w ankietach, gdzie dziecko ma możność wypowiedzenia się zupełnie swobodnie, szereg dzieci zdradza gorące pragnienie (w ankiecie „Jaka powinna być wychowawczyni?”) dobroci, łagodności, wyrozumienia itp. Widzimy stąd, że dzieci przy serdecznej miłej domowej atmosferze zakładu mają jednak zawsze w tym względzie jeszcze coś do życzenia. Tymczasem wymiar sprawiedliwości sądów dziecięcych zastanawia niejednokrotnie swoją twardością i surowością. Nawet za małe przewinienia natury raczej „porządkowej”, jak np. za to, że dziecko oczyściło sobie buty z rana zamiast wieczorem – dostaje wyrok: oczyścić 5 par obuwia młodszych chłopców w celu zapamiętania sobie pory dnia przeznaczonej do czyszczenia.

A już niesłychanej surowości są wszystkie wyroki sądów dotyczące spraw o nieuczciwość w postępowaniu dziecka. Tak np. sąd z dn. 10 VII 1926 r. (zeszyt VII) rozpatrywał sprawę oskarżenia pewnego dziecka przez kierowniczkę o niewiadome źródło pochodzenia pieniędzy, których posiadanie zostało zdradzone dzięki kupieniu przez dziecko na swój użytek drobnych rzeczy. Oskarżony nie próbował się usprawiedliwiać i do winy się nie przyznawał. Wyrok w tej sprawie zapadł następujący: 1) odebrać kupione drobiazgi na użytek zakładowy, 2) zabronić oskarżonemu wychodzić na ulicę, 3) zwrócić się do Zarządu z prośbą o usunięcie oskarżonego z zakładu. Ostatni punkt wyroku był następstwem tego, że oskarżenie podobne do rozpatrywanego podnoszone było kilkakrotnie już przedtem i że nawet jeden raz oskarżony był ukarany za nieuczciwość.

W ogóle sądy zdradzają niewątpliwie wysoki poziom etyki większości wychowanków i bardzo dużą wrażliwość ich w dziedzinie oceny stosunku kolegów między sobą. Np. pewien chłopiec za ubliżającą połajankę został skazany na tydzień cerowania pończoch oraz na tydzień sprzątania ustępów (zeszyt II protokół nr 3). Za poniżenie koleżanki dziewczynka została skazana przez sąd na pozbawienie wszelkich zabaw i wpisanie na czarną listę na przeciąg 4 dni (sąd z dn. 21 VI 1925 r.). Za powiedzenie w kłótni, że „byłaby szczęśliwą, gdyby pewnej dziewczynki nie było w zakładzie” – sąd wymierzył karę obrobienia 100 dziurek (sąd nr 7 zeszyt VII).

Do cech swoistych wyróżniających zakład należy zaliczyć widoczną niezależność dzieci, zdolność do wyrabiania w sobie zupełnie samodzielnej opinii, tak dodatnio odbijającą na tle zwykłego w zakładach zamkniętych „zastraszania” psychicznego dzieci, zmajoryzowania ich przez wychowawców i tak częstego wysługiwania się dzieci w stosunku do wychowawców.

Są wypadki, gdzie oskarżenie pewnego dziecka przez wychowawczynię zostaje przez sąd skorygowane w ten sposób, że inne dziecko musi podzielić winę z oskarżonym, jakkolwiek z podania wychowawczyni tego nie wynikało (protokół sądu nr 8, zeszyt I). Zdarza się nawet, że sąd znajdzie usprawiedliwienie dla dziecka oskarżonego o przewinienie względem kierowniczki (sąd z dn. 22 III 1927, zeszyt X). Natomiast za ustaloną na przewodzie sądowym rozmyślną niegrzeczność w stosunku do kierowniczki, sąd wymierza karę bardzo dotkliwą: pozbawienia dziecka w ciągu tygodnia prawa odzywania się do kolegów (sąd z dn. 16 VIII 1926 r., zeszyt VII). Wrażliwość dzieci w stosunku do zachowania się kompromitującego zakład, tzn. narażającego dobre imię zakładu jest bardzo znamienną, świadczy bowiem nie tylko o przywiązaniu dzieci do zakładu, ale i o poważnym pojmowaniu swych względem zakładu obowiązków (bardzo miarodajne są pod tym względem wyroki sądów: z dn. 11 X 1925 r. i z dn. 27 II 1926 r. zeszyt III). Niewątpliwie przerażająca wysokość kary (pozbawienie na rok zwiedzania instytucji za niekulturalne zachowanie się dziecka w czasie zwiedzania muzeum) spotęgowana została przeświadczeniem, iż dziecko przyniosło wstyd „całemu zakładowi”. Przestępstwo zaśpiewania niezupełnie przyzwoitej piosenki zasługiwało już w oczach dzieci na ewentualną karę wydalenia z zakładu ze względu na narażenie na szwank dobrej o zakładzie opinii.

Do cech rzadkich w środowisku dzieci, pięknie odzwierciedlanych w wyrokach sądów, zaliczyć trzeba rozumny i humanitarny stosunek ogółu dzieci do świata zwierzęcego.

Już za przewinienia częste u większości chłopców, którym od dziecka nie brak opieki, mianowicie za znęcanie się nad psem, sąd skazał chłopców na dotkliwą karę obierania przez tydzień kartofli (dn. 12 V 1927 r. zeszyt XI). Prawdziwą zaś chlubą dla zakładu wychowawczego, a zarazem świadectwem wysokiego poziomu atmosfery moralnej może być protokół i wyrok sądu chłopców z dn. 15 VIII 1925 r. (zeszyt I) w sprawie dwóch oskarżonych o „przyczynienie się do śmierci wiewiórki”, której przetrącili kamieniami grzbiet. Chłopcy ci skazani zostali 1) na wywieszenie nazwisk ich na czarnej tablicy na przeciąg tygodnia, 2) na służenie wszystkim zwierzętom na terenie zakładu w przeciągu pięciu miesięcy. Służenie pojmowano w sposób następujący: „dbać, żeby wszystkie zwierzęta były czyste i nakarmione”.

Wielka na ogół różnorodność w wymiarze kary i sposobach jej stosowania wskazuje na samodzielną pracę dzieci w sądach, ponieważ bardziej czynny udział i ingerencja personelu wychowawczego niewątpliwie dążyłaby do wprowadzenia pewnych jednolitych metod w tej dziedzinie, czego się na ogół nie spostrzega.

Materiały sądów są dla wychowawcy kopalnią wiedzy o dziecku.

Zakłady Towarzystwa są koedukacyjne. Dzieci są wychowywane w poczuciu równości płci oraz obowiązków chłopców i dziewczynek. Niektóre uchwały walnych zebrań wskazują, że dzieci rozumieją niesłuszność przydzielania jedynie dziewczętom czynności natury gospodarczo-kuchennej. Taki charakter ma np. uchwała zebrania z dn. 7 II 1926 r., w której „postanowiono, żeby wszyscy obierali kartofle” lub też uchwała z dn. 18 IX 1927 r., w której „postanowiono, że chłopcy mają sami sobie cerować pończochy”.

Pomimo tych uchwał w życiu codziennym – przy krzyżowaniu się rozmaitych wpływów w zakładzie i z zewnątrz zakładu – w wyrokach sędziów w psychice dzieci występują cechy antagonizmu pomiędzy chłopcami i dziewczętami w samem pojmowaniu ich roli i przeznaczenia. Stąd wynika ostry podział rodzajów prac i czynności zakładowych na męskie i niemęskie. Stąd w konsekwencji cerowanie pończoch i obieranie kartofli w stosunku do chłopców figurują najczęściej jako kary. Charakterystyczne jest również ukaranie chłopców za wyjście do kąpieli bez pozwolenia przebraniem chłopca w sukienkę (sąd z dn. 9 VII 1926 r.).

Na terenie zakładów bywają od czasu do czasu przeprowadzane ankiety. Tematy ankiet są następujące: „Czym chciałbym zostać”, „Obowiązki dzieci względem zakładu”, „Ideał wychowawczyni”, „Co to znaczy ukraść”, „Czy potrzebna karność w zakładzie” i inne. Niektóre odpowiedzi dzieci na ankietę zastanawiają po prostu swą subtelnością i inteligencją. Np. w ankiecie „Ideał wychowawczyni” pisze jedna dziewczynka: „Chciałabym, ażeby panie wychowawczynie nie używały słowa »ja ci każę«. To słowo bardzo mi się nie podoba, traci wtedy dziecko ochotę do tej roboty”.

Musimy tu zwrócić uwagę na to, że w ogóle wśród dzieci zakładowych przeważają pozbawione rodziców. /…/ z liczby 53 dzieci w zakładzie warszawskim tylko 1 miało ojca i matkę, natomiast półsierot było 32, sierot 16, dzieci zagubionych rodziców 4. Toteż w ankietach dzieci nie zdradzają tęsknoty za domem.

Pomimo że dzieci zakładowe są po większej części oderwane od swych rodzin, personel wychowawczy zakładu umie kultywować w dzieciach poczucie bliskości z klasą robotniczą, z której wyszły, oraz chęć służenia tej klasie. Jedna z dziewczynek w odpowiedzi na ankietę „Czym chciałabym być?”, wyraźnie mówi: „Chcę dzieci wychowywać na młodzież robotniczą, nie na burżujów”. Druga odpowiedź zdradza doskonałą znajomość warunków bytu rodziny robotniczej. Kilku chłopców deklaruje swą chęć pozostania giserem, tokarzem, metalowcem, inny natomiast chce być doktorem, ale takim, który będzie „leczyć dzieci i rodziny robotników bez pracy, nie mających czym płacić lekarzom”.

Tym sposobem dzieci osierocone przez ojców i matki, często tragicznie zmarłych lub bohatersko poległych, czasem dzieci niewiadomego pochodzenia lub dzieci repatriantów robotników itd. łączą się w zakładzie w młodą wielką rodzinę robotniczą. Bardzo znamienne jest, że dzieci zakładów w ankiecie pt. „Czym chciałbym być” zdradzają duże napięcie uczuć i nastrojów patriotycznych.

Odpowiedzi niektórych dzieci w poszczególnych ankietach zdradzają dojrzałość umysłu i rozwinięty instynkt społeczny. Tak np. w ankiecie na temat „Czy potrzebna jest karność w zakładzie i jak ją osiągnąć?” są dwie odpowiedzi chłopców, którzy dowodzą, że karami nie dopnie się posłuszeństwa, i zalecają zastosować wybór dziesiętników, odpowiedzialnych za swe dziesiątki oraz wskazują na konieczność prowadzenia w dziesiątkach pogadanek na tematy społeczne dla wyrobienia poglądu dzieci na współżycie w gromadzie.

Dzieci zakładów grupują się podług upodobań w kółka o określonym zakresie działalności. Istnieją kółka: społeczno-literackie, dramatyczne, zdobnicze, higieniczne, robót kobiecych, ogrodnicze, biblioteczne i in.

Kółko społeczno-literackie należy bodaj do najbardziej popularnych i najliczniej uczęszczanych. Członkowie kółka kolejno podejmują się opracowywania rozmaitych referatów na tematy społeczne, polityczne i literackie; referaty te zazwyczaj zostają przygotowane na piśmie a po wygłoszeniu ich odbywa się dyskusja nad poruszonym w referacie zagadnieniem. Tematy referatów są następujące: „Kwestia narodowościowa w Polsce”, „Ideał socjalisty a życie jego”, „Żydzi w Polsce” i inne. Trudno jest od wychowanków zakładów naszych, ze względu na ich wiek, żądać samodzielności myśli społeczno-politycznej i oczekiwać całkowicie oryginalnych poglądów lub wniosków; niemniej szereg referatów cechuje powaga stawiania kwestii i niewątpliwa dążność do pogłębienia zagadnień.

Przy dużym udziale członków kółka społeczno-literackiego w zakładzie czerniakowskim wychodzi pisemko zakładowe pt. „Młoda myśl”. Jak dotąd pisemko to opiera się przeważnie na pracy chłopców.

Duże znaczenie kulturalne (jakkolwiek w odmiennym od poprzedniego kółka zakresie i znaczeniu) ma w życiu zakładu praca higienistów. Do higienistów należy troska o czystość i higienę zakładu, jak również czystość i higiena samych wychowanków. Higieniści ustanawiają i ogłaszają taki np. obowiązek dla wychowanków, jak mycie rąk przed jedzeniem, zmianę butów na pantofle przy wchodzeniu do sypialni, wyznaczają dnie obcinania paznokci, rejestrują dzieci nie posiadające szczoteczek do zębów, dbają o ciepłą wodę do płukania zębów oraz o czystość stołów w jadalni, pilnują przewietrzania pokoi itd.

Niewątpliwie praca higienistów jest nie tylko nadzwyczaj pomocną dla personelu pedagogicznego, ale poza tym ma duże znaczenie jak wychowawcze tak propagandowe.

Do kompetencji kółka zdobniczego należą takie czynności, jak troska o estetyczny wygląd wnętrza zakładu, o przyozdobienie pokoi bibułkowymi firankami, kolorowymi szlakami itp.

Takie zdarzenie jak zapowiedziane zwiedzanie zakładu np. przez wycieczkę wywołuje oczywiście wzmożoną działalność kółka zdobniczego, gdyż dzieci samorzutnie chcą zaprezentować zakład jak najlepiej.

Kółko robót kobiecych znalazło sobie zastosowanie w wykonywania ubrań i bielizny dla zakładów oraz rozmaitych robótek w postaci haftowanych poduszek, serwetek, zakładek do książek itd.

Kółko miłośników ogrodnictwa troszczy się o zasadzenie w ogródkach przy zakładach rozmaitych warzyw, jak również i kwiatów.

Kółko biblioteczne opiekuje się biblioteczką zakładu, dba o porządek w niej i o jej rozwój.

Poza tym istnieje jeszcze kółko introligatorskie, związane zresztą z pracą warsztatu introligatorskiego w zakładzie. Wszystkie książki do biblioteki są oprawiane przez dzieci własnoręcznie.

Różnorodność i bogactwo przejawów życia gromadnego w zakładach naszych, przy ich ograniczonych i nikłych środkach technicznych jest w niewątpliwym związku z tym ożywieniem, jakie do życia zakładu wnosi samorząd dziecięcy, to jest wcieleniem w życie zasady, że dziecko jest współtwórcą, ma prawo inicjatywy i głosu w sprawach, dotyczących go osobiście i jako członka gromady.

Pod względem społecznym i obywatelskim dzieci Robotniczego Towarzystwa są przygotowane do pożytecznego udziału w życiu i zdolne nawet do takich heroicznych decyzji, jak w dniu 16 maja 1926 roku postanowienie walnego zebrania w zakładzie czerniakowskim o dostarczaniu żywności i papierosów wojskom marszałka Piłsudskiego. Nie tylko starsze dzieci zakładu, ale nawet młodsze ofiarowywały w tym wypadku swoje usługi.

Dom Dziecka w Helenowie

Dom Dziecka im. Heleny Dłuskiej, w którym wychowują się dzieci w wieku od 3 do 14 lat, znajduje się w Helenowie pod Warszawą, w bardzo ładnej okolicy przy kolejce wawerskiej, w odległości dwóch kilometrów drogi od stacji Anin.

Dom Dziecka w Helenowie urządzony został w 1922 roku w posiadłości pod Aninem, oddanej Towarzystwu na dogodnych warunkach przez dra Kazimierza i dr Bronisławę Dłuskich w celu uczczenia pamięci jedynej córki, tow. Heleny Dłuskiej, przedwcześnie zmarłej na placówce pracy oświatowej wśród robotników polskich w Ameryce.

Najbliższe otoczenie zakładu ze wszystkich stron stanowią lasy. Przy zakładzie jest ogród owocowy. Tuż przy domu znajduje się duży plac, służący za teren do gier ruchowych i gimnastyki. Poza tym w pobliżu zakładu znajduje się przeznaczona do gier i gimnastyki podczas niepogody duża weranda na środku stawu; w zimie na stawie tym urządza się ślizgawkę.

Zabudowania zakładu stanowią 2 domy: jeden murowany, piętrowy z gankiem i balkonem oraz drugi, drewniany, dwupiętrowy z czterema werandami. W domu drewnianym, który jest obszerniejszy i liczy więcej pokojów, niż murowany, koncentruje się całe życie zakładu. Znajdują się w nim sala jadalna, rekreacyjna, uczelnie, przedszkole, sypialnie dla dziewcząt i dzieci z przedszkola, zaś kuchnie, piekarnia, łazienki i pralnia w suterenach murowanych. W murowanym domu znajdują się sypialnie chłopców oraz izolatki. Cały zakład ma elektryczne oświetlenie, wodociągi i kanalizację. Przy zakładzie istnieje niewielki folwark, w którym utrzymuje się 6 krów, 3 konie i chlewnia.

Dzieci w zakładzie podzielone są na dwie grupy: pierwszą grupę stanowią dzieci w wieku od 3 do 8 lat, drugą – dzieci w wieku od 8 do 14 lat.

Ze względu na to, że rozpiętość wieku dzieci jest znaczna i że wskutek tego wymagają one większej uwagi, personel wychowawczy w zakładzie jest stosunkowo liczny. Zakład liczy oprócz kierowniczki pięć osób personelu wychowawczego, a mianowicie: 1 wychowawca, 2 wychowawczynie, 1 ochroniarka oraz 1 higienistka.

Dla pierwszej grupy dzieci prowadzone jest na miejscu przedszkole pod kierunkiem wykwalifikowanej ochroniarki.

Tryb życia dzieci z przedszkola jest różny od trybu życia dzieci pozostałych. Dzieci małe wstają o godzinę później niż starsze, kładą się o godzinę wcześniej, po obiedzie obowiązuje je leżenie od godziny drugiej do trzeciej popołudniu.

Codziennie od godziny 9 rano do 12 w południe ochroniarka prowadzi z dziećmi różne zajęcia. Rodzaj zajęć oraz ich przebieg, jak również wszelkie spostrzeżenia i uwagi dotyczące dzieci ochroniarka notuje w dzienniku. Pokój, w którym mieści się przedszkole, jest obszerny; niskie stoły i krzesełka, dostosowane do wzrostu dzieci, stanowią ładne jego umeblowanie; ściany są ozdobione robotami starszych dzieci, jak witraże na szybach, firanki bibułkowe, pająk na suficie, kwiaty w oknach itp.

Małe dzieci w ogólnych pracach gospodarczych zakładu na ogół udziału nie biorą, co najwyżej asystują przy niektórych robotach, jak np. przy pieleniu, sadzeniu kartofli na folwarku, po czym ochroniarka miewa zwykle z dziećmi pogadanki na te tematy. Natomiast włożone są na małe dzieci pewne obowiązki w ochronce, a mianowicie pełnią one dyżury przy sprzątaniu stołu, przygotowują ręczniki do mycia rąk. Aby wykonywanie obowiązków związanych z pełnieniem powyższych dyżurów dzieci nie nudziło, wprowadzono zmianę dyżurnych co każde dwa dni. Jako metodę wychowawczą stosuje się w zakładzie system opieki starszych nad młodszymi, a więc np. sześcioletnie dziecko ma w opiece dziecko trzyletnie. Opieka w tym wypadku polega na tym, że dziecko starsze czuwa nad tym, aby dziecko pozostające pod jego opieką było czyste oraz nad tym, ażeby go nikt nie skrzywdził.

Ochroniarka w końcu każdego dnia przy współudziale dzieci ustala opinię o sprawowaniu każdego dziecka. Opinia ta jest notowana na specjalnych kartach, które wiszą na ścianie na takim poziomie, żeby każde dziecko mogło je dobrze widzieć. Małe dzieci nie umiejące czytać i pisać obierają sobie symbole dla oznaczenia swego imienia (np. trąbkę, konika itp.) i co dzień w odpowiedniej kratce nalepiają przy swoim symbolu kółko jasne lub ciemne, zależnie od swego sprawowania. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że przy ustalaniu tych opinii dzieci na ogół bardzo trafnie oceniają swoje zachowanie.

Notowanie sprawowania ma ogromne znaczenie wychowawcze. Każde dziecko dąży do tego, aby mieć tylko jasne kółka, nabiera przy tym umiejętności sądzenia o sobie krytycznie i stara się podciągnąć, jeżeli widzi, że inne dzieci mają lepszą opinię.

Dzieci z przedszkola cieszą się ogólną sympatią wśród swych starszych kolegów i koleżanek, którzy bardzo często oddają im wiele drobnych usług. A więc np. w czasie zimy chłopcy robią dla swych młodszych kolegów saneczki, dziewczynki natomiast stale pomagają swym małym koleżankom w udekorowaniu ich pokoju, wszystkie zaś starsze dzieci w wolnych chwilach bawią się z młodszymi, pomagają im ubierać się, myć się itp.

Dzieci, które mają ukończone 7 lat, pozostają jeszcze w ciągu roku pod opieką ochroniarki przez cały dzień, jedynie rano opuszczając przedszkole na 4 godziny, podczas których mają lekcje. Dzieci te uczą się w zakładzie w zakresie programu pierwszego oddziału szkół powszechnych. W roku 1926 dzieci takich było w zakładzie 6, w 1927 roku – 12, w 1928 roku – 11.

Lekcje dla dzieci tych odbywają się systematycznie. Oprócz lekcji odbywają się pogadanki historyczne, z geografii, przyrodnicze oraz z zakresu etyki.

Na ogół większość dzieci stoi na jednym poziomie umysłowym: w latach 1926-27 wśród dzieci zakładowych troje kwalifikowało się do oddania do zakładów specjalnych, w tym 2 do zakładów dla dzieci trudnych do prowadzenia i 1 do sanatorium dla gruźliczych.

Należy zaznaczyć, że rezultaty nauki w zakładzie są dobre. Wszystkie dzieci, które przechodziły kurs pierwszego oddziału w zakładzie w 1926/27 roku szkolnym, bez trudności zdały egzamin do drugiego oddziału szkoły powszechnej w Aninie.

Dzieci od drugiego oddziału wzwyż stanowią drugą grupę znacznie liczniejszą od pierwszej. Dzieci te uczą się w szkole powszechnej w Aninie.

Nauka w szkole powszechnej niektórym dzieciom nastręcza jednak znaczne trudności, a to z tej przyczyny, że część dzieci była znacznie zapóźnioną w nauce z powodu ciężkich warunków materialnych przed przybyciem do zakładu.

Poza nauką w zakresie szkoły powszechnej, dzieci mają możność nauczenia się introligatorstwa i stolarstwa, a dziewczynki robót ręcznych, gdyż w zakładzie prowadzone są dwa warsztaty, stolarski i introligatorski, oraz pracownia robót ręcznych. W warsztacie stolarskim uczy się 11 chłopców, w warsztacie introligatorskim – 12 chłopców, w pracowni robót ręcznych – 18 dziewczynek.

Na ogólną liczbę 23 chłopców uczących się introligatorstwa i stolarstwa, sześciu bardziej wyrobionych nazywają w zakładzie majstrami. Chłopiec, który występuje w roli takiego majstra, ma jednego lub dwóch pomocników, obowiązkiem takiego chłopca jest wydanie roboty pomocnikowi, udzielanie mu wskazówek itp.

Uzyskać nazwę „majstra” może każdy po zdaniu egzaminu, który polega na oprawieniu samodzielnie książki lub na wykonaniu niewielkiej roboty stolarskiej. Wśród „majstrów” jest jeden najstarszy; starszeństwo jego polega na tym, że niekiedy zastępuje on wychowawcę podczas zajęć w warsztatach.

Chłopcy robią roboty przede wszystkim dla zakładu: w zakresie robót introligatorskich oprawiają książki z biblioteki zakładowej i podręczniki, w zakresie robót stolarskich wykonują drobne reparacje, robią kufereczki, ramki itp.

Dziewczynki mają swoją pracownię robót ręcznych. Stanowiący tę pracownię mały, schludnie utrzymany i ozdobiony przez dziewczynki pokoik, czyni miłe wrażenie. Dziewczynki uczą się w tej pracowni haftu, robót z rafii, wyrobu guzików, w które zaopatrują cały zakład, wiązania swetrów itp.

Podobnie jak i w innych instytucjach prowadzonych przez Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, życie wewnętrzne dzieci zakładu helenowskiego regulowane jest przy udziale samorządu dziecięcego. Utrzymanie porządku w zakładzie należy oczywiście do dzieci starszych, które po kolei wykonują te prace, występując w roli pełniących obowiązki dyżurnych. Czuwanie nad porządkiem w zakładzie (zamiatanie, odkurzanie, słanie łóżek) należy do obowiązku zarówno dziewczynek, jak i chłopców. Dyżury w kuchni natomiast przy szykowaniu śniadań, obiadów załatwiają dziewczynki. Do pracy przy obieraniu kartofli obok dziewcząt stają również i chłopcy. Pielenie i sadzenie kartofli wykonują wszystkie dzieci z wyjątkiem najmłodszych.

Odpowiedzialność za wykonanie dyżurów ponoszą tzw. gospodarze i gospodynie. Gospodarzy wybierają dzieci same spośród siebie. Obowiązkiem gospodarzy jest kontrola nad wypełnianiem dyżurów, przestrzeganie higieny dzieci młodszych itd.

W ogóle higiena osobista dzieci jest w zakładzie starannie dopilnowywana. Dzieci przedszkola mają co tydzień wannę, starsze – gorące natryski. Wszystkie dzieci myją się dwa razy dziennie do pasa. Małe dzieci zmieniają bieliznę dwa razy w tygodniu.

Poza zajęciami i obowiązkami współżycia gromadnego mają dzieci także wiele przyjemności, zależnie od pory roku. Np. na wiosnę dzieci dużo czasu poświęcają swoim zagonkom, które same uprawiają, podlewają; poza tym dzieci hodują kwiaty, którymi potem upiększają sypialnie oraz pomagają w robotach ogrodniczych.

W ogóle dzieci mają wiele przyjemności: ogród owocowy, staw w lesie, gry ruchowe, jak piłka latająca, krokiet, biegi i rzuty (sporty uprawiane przeważnie przez chłopców).

W zimie ulubionym sportem dzieci jest ślizgawka oraz saneczkowanie.

Do najbardziej ulubionych przez dzieci rozrywek należą wycieczki do Warszawy i pobliskich okolic, w szczególności odwiedzanie dzieci w zakładzie „Dom Dziecka” w Warszawie. Wycieczki odbywają się przeważnie podczas ferii świątecznych i wakacyjnych.

Dzieci w Helenowie posiadają własną biblioteczkę, założoną i systematycznie uzupełnianą przez tow. Teresę Perlową. Biblioteczka w końcu 1928 roku liczyła ponad 300 książek. Czytają dzieci dość chętnie.

W początkach 1927 roku dla przechowania pieniędzy przysyłanych dzieciom przez rodziny, względnie otrzymywanych za oprawienie książek czy inne podobne robótki, wykonane dla osób spoza zakładu, została założona kasa oszczędności. Do prowadzenia tej kasy został przez ogólne zebranie dzieci wybrany kasjer. Kasjer zapisuje wszystkie wpływy i prowadzi książkę kasową. Kasa jest czynna w pewne ściśle określone godziny. Kasa ma ogromne znaczenie wychowawcze. Wobec istnienia tej kasy dziecko wydaje pieniądze po naradzeniu się z wychowawcą. W tych warunkach udało się zebrać o tyle pokaźne oszczędności, że chłopcy mieli np. możność kupienia sobie kilkunastu par łyżew, właśnie za oszczędzone w ten sposób pieniądze.

Od 1926 roku dzieci zakładu zaczęły wydawać swoje pisemko pn. „Głos lasu”. Komisja redakcyjna tego pisemka składa się z 4 osób, które rozdzieliły między siebie funkcje redaktora, sekretarza i 2 pracowników administracji.

Materiał do pisemka zbiera się z dzienników, które prowadzą w tym celu niektóre dzieci. Trzeba zaznaczyć, że dzieci piszą bardzo chętnie do pisemka, a jeszcze chętniej wykonują dla pisemka rysunki.

Od czasu do czasu personel wychowawczy zarządza wśród dzieci zakładu ankiety. Odpowiedzi dzieci na ankiety na ogół są bardzo lakoniczne i zawierają wiele cennego dla charakterystyki dzieci materiału. Na postawione np. w jednej z ankiet pytanie „Czym chcę być?”, dziewczynki przeważnie odpowiadały, że chcą być ochroniarkami, nauczycielkami, chłopcy zaś, że chcieliby zostać robotnikami.

Poza ankietami innym źródłem, które rzuca nieco światła na charaktery dzieci, a niekiedy i na warunki, w których się one kształtowały, są wspomnienia z dzieciństwa pisane przez niektóre dzieci. We wspomnieniach swych dzieci piszą przeważnie o powrocie z Rosji, o głodzie w okresie wojny, o chlebie na kartki, o zagubionym rodzeństwie.

Na ogół ze wspomnień dzieci widać, że we wczesnym dzieciństwie miały one więcej chwil smutnych niż jasnych. Dlatego też gorącym pragnieniem Towarzystwa jest stworzenie dzieciom w zakładzie jak najlepszych warunków życia, aby zakład w miarę możności zastąpił im do pewnego stopnia rodzinę. Dobre samopoczucie dzieci wewnątrz zakładu uwidocznia się w swobodzie i niewymuszonej prostocie, z jaką dzieci przyjmują gości zakładu, będąc jako prawdziwi mali gospodarze względem gości bardzo uprzejmymi i serdecznymi. Brak właściwego większości zakładów zamkniętych zalęknienia dzieci, skrępowania, sztywnej koszarowej tresury uderzał od razu wszystkich odwiedzających zakład. Równie swobodnie witają dzieci Pana Ministra Pracy i Opieki Społecznej, który przybył do zakładu w charakterze gościa, jak członków zarządu Towarzystwa lub inne osoby zwiedzające zakład.

Jak dalece osiąga wpływ na psychikę dzieci dążenie wychowawców do zaszczepienia dzieciom zasad współżycia w gromadzie oraz poczucia równości i braterstwa, świadczy o tym fakt, że dzieci posiadające krewnych i obdarzone przez nich podarkami, z własnej woli dzielą swą własność pomiędzy kolegów.

Oczywista, że tryb życia chłopców w bursie, jak również rozkład dnia i regulamin, są zupełnie inne niż w zakładach wychowawczych Towarzystwa, gdzie przebywają dzieci młodsze.

Chłopcy, pracujący w fabrykach, zaraz po śniadaniu wychodzą do zajęcia i wracają do bursy wieczorem, przy czym obiady jadają na mieście.

Chłopcy uczący się w szkołach wracają do bursy po lekcjach i popołudnie spędzają w bursie na przygotowaniu lekcji.

Chłopcy ze szkół jadają obiady w gospodzie, znajdującej się w tym samym domu, co bursa.

Personel bursy stanowi 1 kierownik-wychowawca, któremu powierzona jest całkowita opieka nad chłopcami. Do kierownika należy między innymi umieszczanie chłopców w fabrykach oraz informowanie się o ich zachowaniu i postępach w pracy.

Służby w bursie nie ma. Chłopcy w bursie sami sprzątają, sami gotują sobie śniadania i kolacje, wyznaczając między sobą kolejno dyżury.

Na ogół chłopcy przebywający w bursie mają czas bardzo wypełniony pracą, ale poza pracą mają również przyjemności. Bywają w teatrach oraz na zabawach urządzanych przez stowarzyszenie „Szklane Domy” w świetlicy na Żoliborzu. Wszyscy chłopcy mają możność wypożyczania książek z czytelni stow. „Szklane Domy”, mieszczącej się w tym domu, co bursa.

W niedziele i święta chłopcy mają możność swobodnie odpocząć, dłużej wtedy śpią, po obiedzie zaś, który jadają w gospodzie [spółdzielczej] na Żoliborzu, zazwyczaj odwiedzają swych krewnych, jak również swych kolegów i koleżanki w zakładach w Warszawie i Helenowie.

___________________________

Powyższy tekst stanowi fragment książki „Społeczne wychowanie dziecka robotniczego w Polsce 1919-1928”, wydanej przez Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci (Warszawa 1929) i stanowiącej sprawozdanie z jego prac. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Z przyczyn technicznych pominięto tabele i wykresy, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. 

3 komentarzy nt. “Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci

  1. Dziwi mnie fakt, że w powyższej historii RTPD ani razu nie wymienia się Wrocławia, gdzie było kilka placówek RTPD a od 1949 r – TPD.
    Od kilku tygodni pracuję nad tym.

  2. Graficznym symbolem TPD czy RTPD były dwie stylizowane główki dzieci. Dlaczego nigdzie tego nie mogę znaleźć? Czy ktoś ten znak posiada i może mi go przymailować?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *