Tomasz Nocznicki

Przemówienie w sprawie zabójstwa prezydenta Narutowicza

[1923]

Wysoki Sejmie! Wypadki, które dziś zmuszeni jesteśmy omawiać, są wypadkami tego rodzaju, że przeszłością swoją sięgają bardzo daleko; bardzo, że tak powiem, odległych czasów bezpieczeństwa naszej ojczyzny. Mówiąc dzisiaj o tych wypadkach, których byliśmy świadkami, chciałbym, ażeby to, co mówimy, było może ostatnią o tych wypadkach mową – ostatnią ze względu na to, że doprawdy, chyba zgadzamy się na to wszyscy tu obecni w tym Sejmie, że te wypadki, jakie zaszły, tak jak je historia zapisała, nikomu w Polsce zaszczytu ani honoru nie przynoszą, ani powagi państwu polskiemu nie przyczyniają. I dlatego proszę Szanownych Panów, ażeby tę sprawę smutną niezmiernie raz skończył, pozwolę sobie ja tutaj, rozumie się w granicach przyjętego w parlamentaryzmie obyczaju, wszechstronnie oświetlić i wyczerpująco omówić.

Proszę Szanownych Panów, to, co się stało w dniu 11 grudnia, miało początek w Polsce nieco dawniej, jeszcze w samym zaczątku budowania państwa polskiego; miało początek jeszcze w grudniu 1918 i styczniu 1919 r. I przez cztery lata ciągnie się ta nić polskiego, że tak się wyrażę, zmartwychwstałego warcholstwa. Powstał z martwych naród polski i zajął swoje dziejowe stanowisko tak na karcie geograficznej Europy, jak też w dziedzinie wolnych Europy ludów; oby nie było powiedziane, że razem ze zmartwychwstaniem narodu polskiego powstał z martwych nieśmiertelny w Polsce warchol.

Wypadki, jakie miały miejsce po ukonstytuowaniu się obecnego Sejmu zwyczajnego, wypadki, jakie miały miejsce w dniu 9 grudnia, wskazują na to, że nie były to wypadki odruchowe, lecz przygotowywane i przygotowane; że w Polsce pracowano i pracowano wydatnie nad tym, aby takie wypadki mogły właśnie mieć miejsce. W dniu 9 grudnia, po obiorze prawomocnym tu w tej sali pierwszego Prezydenta Rzeczypospolitej, wieczorem, Warszawa stała się widownią zgorszenia publicznego, albowiem ci sami ludzie, którzy mieli przecież wszelką możność i tej możności użyli, ażeby przeprowadzić swoich kandydatów, ci sami ludzie nie zadowolili się tym, ale wyszli na ulice Warszawy, wyszli na ulice stołecznego miasta i tam w swoich podburzających mowach, nie mających nic wspólnego z budownictwem w Polsce praworządności, wzywali nieodpowiedzialne czynniki do gwałtów. Nazwisk nie potrzebuję przytaczać, w swoim czasie przytoczyła je prasa – wszystkie one są znane. Ten cały przeciąg czasu, te kilka dni, kilkadziesiąt godzin były poświęcone na to, ażeby w dniu 11 grudnia r. ub. nie dopuścić wybranego elekta, śp. Gabriela Narutowicza, do złożenia przysięgi.

Jesteśmy często świadkami, bardzo często powtarza się ten argument w prasie prawicowej, że Konstytucja jest rzeczą świętą, że Konstytucja jest matką prawa polskiego i że Konstytucję należy szanować. Jestem razem z Panami akurat tego samego zdania, nigdy nie pozwoliłbym myśleć sobie czego innego. Uważam, że Konstytucję szanować należy, bo jeżeli będziemy ją łamali, jeżeli ją przewrócimy, to wkroczymy na drogę anarchii, na drogę nieporządku, gwałtów, które się bardzo źle skończyć mogą. Ale, proszę Obywateli Szanownych, właśnie tu, z prawej strony Izby, gdzie żeście Panowie byli 11 grudnia, kiedy nie uznaliście Konstytucji i kiedy święciliście nieobecnością w czasie zaprzysiężenia pierwszego Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? To był, proszę Panów, wyłom w prawie polskim, to było usuwanie kamienia węgielnego z fundamentu polskiej Konstytucji, polskiego prawa.

Przedmówca mój mniej więcej szczegółowo opowiedział o wypadkach, jakie miały miejsce tu, w Warszawie, w dniu 11 grudnia. Były to wypadki niezmiernie smutne, były to wypadki, które bodaj by się w Polsce nigdy nie powtórzyły, bodaj byśmy nigdy, proszę Panów, nie doczekali się tego, żeby tłum ulicy, żeby młodzież niedorosła miały rozstrzygać sprawę państwowej doniosłości, sprawę, która w tej Wysokiej Izbie definitywnie została załatwiona. Sprawa ta, jak powiedziałem, załatwiona w tej Wysokiej Izbie przez Zgromadzenie Narodowe, miała swój smutny koniec 11 grudnia, kiedy się poważono bezbożnie pierwszego w Polsce Prezydenta, wybranego po stu kilkudziesięciu latach niewoli, na ulicach Warszawy, powtarzam raz jeszcze, bezbożnie znieważyć i kiedy w Polsce cała prawa strona społeczeństwa, jak ona tam duża, nie wiem, uznała ten czyn za czyn, który zasługuje na pochwałę.

Rozumie się, że w takiej atmosferze nienawiści do elekta, w atmosferze nienawiści do prawnego porządku w państwie i w atmosferze przygotowywanego konfliktu i odprawianych nabożeństw żałobnych w b. zaborze pruskim, jakich nie odprawiano za czasów panów Wilhelmów, w takiej atmosferze mógł się zrodzić, wyhodować, wzrosnąć i dokonać ów haniebny czyn, morderstwo pierwszego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. I proszę Panów, jesteśmy zdumionymi, zgorszonymi i rozżalonymi widzami tych wszystkich przejść i nieprawości myśli, tego znieprawienia uczuć i znieprawienia polskiego ducha, jaki od tej pory zagnieździł się w państwie polskim, a specjalnie w tym stołecznym mieście – Warszawie.

Proszę Szanownych Panów, mam tutaj przed sobą proces Eligiusza Niewiadomskiego, proces napisany specjalnie ze stenogramu. Ów wielki bohater narodowy, jak napisano na jego pomniku, w obronie swojej nie miał nic do powiedzenia, tylko pluł na Polskę przez dwie godziny i za to został „bohaterem narodowym”.

Kiedy przedtem, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, ludzie ginęli za Polskę, kiedy ginęli ludzie tej miary, co młodzieniaszek co do ciała, ale mąż wielki co do ducha, Stefan Okrzeja, który zginął na stokach cytadeli z okrzykiem: „Niech żyje niepodległa Polska”, to do tej pory nie jest uczczony grób jego i nikt nie znalazł się, kto by napisał na jego grobie „bohater narodowy”. Kiedy przedtem jeszcze ginął na szubienicy moskiewskiej inny bohater proletariatu, Józef Mirecki, również z takim samym okrzykiem: „Niech żyje niepodległa Polska”, którego mowa była oskarżeniem dla najeźdźców, a chwałą i gloryfikacją dla Polski, to o nim się nie mówi, nie stawia się pomników i nie pisze się, że tam leżą w prochach wielcy mężowie polscy. A taki właśnie zaszczyt spotkał pierwszego w Polsce politycznego mordercę, mordercę człowieka szlachetnego, człowieka zacnego, człowieka, co był z pewnością i pozostałby na wysokości swego stanowiska chwałą Polski. Dla człowieka, który w sposób skrytobójczy, w sposób nikczemny zgładził tego człowieka, dla człowieka, kt6óry się do tego bezwstydnie przyznaje, dla człowieka, który powiedział, że kulę swą gotował dla Józefa Piłsudskiego, dla człowieka, który nie okazał ani żalu, ani skruchy, dla tego człowieka znalazło się w Polsce zaszczytne miano „bohatera narodowego”. Dla tego człowieka znalazły się kwiaty na grobie, dla tego człowieka otumanieni rozmaici ludzie wznoszą hymny pochwalne i nikt przeciw temu w Polsce nie protestuje, przynajmniej z prawej strony Izby, i nikt w społeczeństwie rozbitym, rozdzielonym, w społeczeństwie, które naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tragizmu tych wszystkich wypadków, szczególnie na prawej stronie tego społeczeństwa i tej Wysokiej Izby, nikt nie ma ani słowa potępienia dla tych tak bardzo smutnych i obciążających imię Polski wypadków.

Proszę Szanownych Obywateli, przeszedł ten czas i Sejm i Senat przez usta swoich marszałków potępiły tę zbrodnię, jak tego dowodzą sprawozdania stenograficzne z 5 posiedzenia Sejmu z dnia 21 grudnia i z 5 posiedzenia Senatu także z dnia 21 grudnia. A kiedy składano do krypty ciało zamordowanego śp. Prezydenta, to kościół rzymskokatolicki przez usta swego kaznodziei, kanonika Szlagowskiego, również potępił tę zbrodnię i powiedział, że ten zabójca i morderca, jakkolwiek nasz jest co do ciała, jednak nie nasz co do ducha. Nic to nie pomogło. I tak chwalba pośmiertna, i te publiczne modły, i katafalki ustrojone w kir i zieleń, i to mnóstwo świateł, i te wszystkie rzeczy ku zgorszeniu i bluźnierstwu i naigrawaniu się z wiary świętej, to wszystko w Polsce miało miejsce i tego, wszystkiego Polska jest żywym świadkiem.

Szanowni Panowie, dokąd idziemy? Łatwo jest bardzo zamącić zdrowe pojęcie ludzi o cnocie, łatwo jest bardzo powiedzieć na wywrót, że to, co jest sprawiedliwością, to jest bezprawiem i odwrotnie. Ale, proszę Panów, jeżeli się raz zatruje duszę ludzką, jeżeli się raz zrobi straszne przestępstwo przeciw sprawiedliwości, to niełatwo jest wejść z powrotem w odpowiednie karby i niełatwo jest z powrotem wytyczyć drogę dla sprawiedliwości i prawidłowego pojmowania, co jest zbrodnią, a co cnotą, co jest występkiem szkaradnym, niegodziwością publiczną, a co jest zasługą i co czcią powinno być otoczone w ojczyźnie.

I dlatego omawiając, bodajby po raz ostatni, ten smutny bardzo wypadek naszych dziejów, mam zaszczyt zwrócić uwagę na to, że te rzeczy dziać się nie powinny, że jest tak straszne zamącanie pojęć, że np. ja sam osobiście słyszałem po straceniu wyrokiem sądu zbrodniarza, że pewne sfery w Warszawie powiedziały: „Czyż my wszyscy jesteśmy godni uczcić należycie tego zbawcę ojczyzny?”. Proszę Panów, jeżeli czyn Niewiadomskiego był zbrodnią, to takie pojęcie o tym czynie jest siedem razy większą zbrodnią, jest nieskończoną zbrodnią i w żadnym państwie, w żadnym społeczeństwie, nie mówiąc już o społeczeństwie chrześcijańskim, ale nawet w społeczeństwie pogańskim takie rzeczy nie mogłyby mieć miejsca. To był, zdaje mi się, szczyt polskiego nieszczęścia, ale jednocześnie i polskiej ohydy. I dlatego, proszę Szanownych Panów, musimy sobie raz powiedzieć, a w szczególności musi sobie to powiedzieć ta prawa strona Izby, musi uderzyć się w piersi i powiedzieć: Niech nam to Bóg przebaczy i niech nam to ludzkość przebaczy, albowiem grzechy nasze i zbrodnie nasze są wielkie, i bardzo wielkie.

I cóż możemy powiedzieć, dlaczego się to wszystko działo, gdzie jest przyczyna, gdzie jest korzeń tego zła, kamień węgielny, na którym to zło zostało zbudowane i na którym wyrosło? Korzeniem tego wszystkiego złego, musimy to przyznać, jest to, że tu, w tej Wysokiej Izbie, gdzie my wszyscy zasiadamy, jest to, że na zasadzie pięcioprzymiotnikowego prawa glosowania zwołany był pierwszy Sejm Ustawodawczy i drugi zwyczajny Sejm. I proszę Szanownych Panów, przyczyną tego wszystkiego jest Konstytucja polska, która się wielu ludziom nie podoba. Wielu ludzi bardzo chętnie powołuje się na to paragrafy Konstytucji, które w danym wypadku im przysługują, ale Konstytucja jako całość nie ma moralnego poparcia u prawej strony Izby i tak zwanej prawicy społecznej poza tą Wysoką Izbą. Nad takimi mniemaniami musimy przejść, że tak powiem, do porządku dziennego. Musimy sobie powiedzieć, że Konstytucja w Polsce obowiązuje, musimy sobie powiedzieć, że społeczeństwo polskie tak dobrze po lewej stronie tej Wysokiej Izby, jak i po prawej, nie ma innych słów, jak słowa potępienia dla mordercy, który dokonał czynu haniebnego dla Polski; nie możemy stanąć na innym stanowisku, jak tylko powiedzieć: od wszystkich nieszczęść i od takiego nieszczęścia, jakeśmy przeżyli, oby Polskę losy zachowały. Musimy sobie powiedzieć, że ten Ukrzyżowany, który tu jest nad nami i o którego zawieszenie ludzie z prawej strony tak bardzo gwałtowali, że ten Syn Boży potępił zbrodnie i zabójstwa. Musimy sobie to powiedzieć, że nam nie wolno gloryfikować zbrodni, że my nie możemy chwalić czynu karygodnego; czynu takiego, za który hańba spadła na Polskę, tę, która ten czyn pochwala i chwałą go otacza, która o zbrodniarzu powiada, że to jest bohater narodowy, która grób jego zarzuca kwiatami, która stwarza w Polsce cześć dla zbrodni i cześć dla morderstwa.

Tomasz Nocznicki

____________________________________________

Powyższy tekst to stenograficzny zapis przemówienia Autora na 48. posiedzeniu Sejmu RP w dniu 19 czerwca. Następnie zamieszczono go w książce Tomasz Nocznicki – „Wybór pism”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1965, za którym to źródłem go przedrukowujemy. Tytuł pochodzi od redakcji Lewicowo.pl.

 

Tomasz Nocznicki (1862-1944) – jeden z twórców ruchu ludowego w Polsce i jeden z jego liderów w zaborze rosyjskim. Pochodził z ubogiej chłopskiej rodziny, rodzice zmarli wcześnie, zarobkował jako fornal, furman, pracownik poczty, później został oficerem carskiego wojska, ale zrezygnował z tego intratnego zajęcia po zetknięciu się z literaturą niepodległościową. Początkowo związany z ruchem spółdzielczym (był współtwórcą wzorcowej spółdzielni mleczarskiej) i nielegalnymi inicjatywami oświatowymi dla chłopów, przez pewien okres sympatyzował z Narodową Demokracją, jednak na fali rewolucji 1905 przeszedł radykalizację poglądów. Wszedł w krąg współpracowników pisma „Zaranie”, akcentującego niezależność warstwy chłopskiej od ziemiaństwa i kleru oraz głoszącego radykalne postulaty socjalne. Wybrano go prezesem Towarzystwa Kółek Rolniczych im. S. Staszica, utworzonego przez ludowych radykałów w opozycji wobec kółek stworzonych i opanowanych przez ziemiaństwo. Aktywny także w ruchu antyalkoholowym, w 1911 r. wybrany wiceprezesem Towarzystwa Trzeźwości. Po wybuchu I wojny światowej opowiedział się za nurtem piłsudczykowskim, był także współtwórcą lewicującego Polskiego Stronnictwa Ludowego, z jego ramienia wszedł do Centralnego Komitetu Narodowego i do prezydium Polskiej Organizacji Wojskowej. Był ministrem bez teki w rządach Daszyńskiego i Moraczewskiego, na jego ręce – jako najstarszego – ślubowanie złożyli premier i wszyscy ministrowie pierwszego rządu niepodległej Polski. W latach 20. wiceprezes lewicowego PSL „Wyzwolenie”, od 1922 r. poseł tego ugrupowania. Po przewrocie majowym krytyk władz sanacyjnych, w 1928 r. wybrany senatorem, m.in. odważnie potępiał prześladowania opozycji i domagał się uniewinnienia osób oskarżonych w tzw. procesie brzeskim. Po zjednoczeniu ruchu ludowego był członkiem Rady Naczelnej Stronnictwa Ludowego, jednak z uwagi na stan zdrowia nie brał już w latach 30. aktywnego udziału w działalności politycznej. Członek-lokator Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, członek trzyosobowego Sądu Polubownego WSM, przekazał bibliotece WSM księgozbiór liczący 10 tys. tomów. Kawaler Orderu Odrodzenia Polski, Krzyża Niepodległości, Złotego Krzyża Zasługi i Orderu Polonia Restituta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *