Ksiądz Eugeniusz Okoń

Przemówienie w dyskusji nad projektem ustawy o ustroju władz szkolnych

[1920]

Wysoki Sejmie!

Żadna warstwa naszego narodu nie garnie się tak do szkoły i oświaty, jak warstwa wieśniacza, warstwa chłopska, przez tyle wieków trzymana w ciemnocie i wskutek tej ciemnoty wyzyskiwana, krzywdzona i ciemiężona. Ale lud wiejski i my, posłowie chłopscy, rozumiemy doskonale, że kiedy oświata zatoczy jak najszersze kręgi w całej Rzeczypospolitej, w najdalszych zakątkach, w najuboższych wsiach, gdzieś tam za lasami, kiedy szkolnictwo stanie na wyżynie szkolnictwa angielskiego, francuskiego czy niemieckiego, to lud nasz nie tylko osiągnie oświatę, ale szczęście, potęgę i władzę.

Dlatego my, posłowie chłopscy, z żalem musimy zaznaczyć, że debata nad sprawą ustroju szkolnictwa polskiego, nad sprawą oświaty naszej wsi polskiej, po raz pierwszy toczy się w tym Wysokim Sejmie. My dziś, widząc, że oświata nas zbawi, wołamy słowami Goethego: „Więcej światła!”. W naszej Polsce było za dużo ciemnoty. Powtórzę słowa, które wypowiedział wielki Staszic: „Nieszczęściem Polski największym jest jej ciemnota”.

Ustawa przedłożona przez p. Ministra Oświaty i Wyznań Religijnych nas, posłów chłopskich, zadowolić nie może: po pierwsze, jest za mało postępowa, po drugie, za mało ludowa. Zwłaszcza uwaga nasza skierowana jest w stronę szkoły ludowej, bo ona jest mistrzynią wychowania mas ludowych, tego fundamentu i podstawy narodu naszego. Szkoła ludowa jest dla nas czymś najdroższym, nie tylko najbliższym. Chcielibyśmy ją widzieć na najwyższych wyżynach, na najgórniejszym szczycie.

Ze smutkiem dowiedzieliśmy się, że w samej b. Kongresówce przeszło milion dzieci nie uczęszcza do szkoły, a zarzuty posypały się nie tylko w prasie, ale także i od posłów socjalistycznych, mianowicie p. Smulikowskiego, że jest wielka obojętność i że wina obojętności leży po stronie włościan. Na to odpowiem, że winy na włościan, na chłopów, składać nie można, bo na to nieszczęście złożyły się całkiem inne przyczyny. Pierwszy czynnik, to wiekowe zaniedbywanie chłopów przez wyższe warstwy społeczne, przez obszarników, przez część inteligencji bardzo znaczną; bo tylko garstka inteligencji zrozumiała, czym będzie lud w nowej Polsce, i ta mała garstka poświęciła swoje siły i zdrowie, ażeby nieść kaganiec oświaty, ale większa część, służąca wielmożom tego świata, umyślnie ten lud w ciemnocie trzymała. Panowie, przypominacie sobie słowa, które was będą drażniły, a które wypowiedział hr. Badeni, pewno w kuluarach, gdyż nie wiem, czy by to był publicznie powiedział: „Na co tak dużo szkół w Galicji; jeśli będziemy mieli tak dużo chłopów oświeconych, to skąd ja wezmę parobków?”. Tak myślących ludzi ze sfer arystokracji było bardzo dużo. Winien więc nie jest chłop, tylko ta warstwa, która swoich braci ujarzmionych umyślnie w ciemnocie trzymała, bo myślała, że dopóki chłop będzie ciemny, póty będzie go za nos wodzić i ciągnąć, gdzie zechce.

Druga przyczyna, to niewola, trzymanie w tym jarzmie niewoli. Trzecią przyczyną braku obecnie liczniejszej frekwencji w szkołach, to nędza przerażająca, panująca wśród dzieci wiejskich. Czy, Panowie, zdajecie sobie sprawę z tego, czy znacie okolice, gdzie więcej niż połowa dzieci nie chodzi do szkoły dlatego, że obuwia i ubrania nie ma, bo matka się siliła, aby dzieciom dać kawałek suchego chleba do ust? Dzieci garnęły się do szkoły, lecz ubrania, obuwia, książek nie miały. Toteż nie dziw, że szkoły świecą pustkami. Dzieci chciały chodzić do szkoły, lecz nie mogły, bo Rząd, bo społeczeństwo z pomocą im nie pospieszyły. A ile wskutek tego braku środków materialnych marnuje się geniuszy na wsi? Dam jeden przykład: w pewnej wsi był syn biednego szewca, który miał talent rzeźbiarski. Nie miał na to, żeby kształcić się, więc jako samouk wykształcił się tak, iż cudne rzeczy wyrabiał. Zwrócił na to uwagę pewien inteligent, który następnie udał się do marszałka powiatowego; ten powiedział: „Przecież to genialne dziecko”. I posłano go na dalsze studia do Zakopanego i stał się wielkim rzeźbiarzem. To był jeden taki wypadek, ale ileż to marnieje talentów wskutek tego, iż nie może dojść do źródła oświaty? Ileż to marzeń w rozpalonej główce dziecka, które myśli o tym, ażeby do źródła tego dotrzeć, ale nikt nie daje dziecku pomocy, gdy rączkę do społeczeństwa, do warstw bogatych wyciąga.

A czwartą przyczyną opuszczenia szkoły w obecnych stosunkach wojny jest zabieranie młodzieży zdolnej do pracy na front; bierze się pod karabin, nie uwzględniając najczęściej reklamacji bardzo słusznych. Ministerstwo Spraw Wojskowych tego nie uwzględnia i zabiera nawet jedynaka, jedynego żywiciela licznej rodziny. Dlatego to dziecko małe na wsi, ów chłopak 8- czy 10-letni musi pracować za starszych braci, których nieraz trzech na froncie walczy i piersią swoją Ojczyznę zasłania. To dziecko, które musi na 20 np. morgach pracować, musi szkołę opuścić, musi wszystko stracić i tylko pracować na tym zagonie, bo jeśliby nie pracowało, to rola zmarniałaby.

Ten projekt p. Ministra, względnie system budowania szkół l-klasowych, dla nas, posłów chłopskich, jest nie tylko nie do przyjęcia, ale do odrzucenia absolutnego. Chcemy widzieć po wsiach szkoły doskonałe, nie chcemy widzieć po wsiach polskich szkół jednoklasowych. Szkoła jednoklasowa jest tylko surogatem szkoły, jest tylko zawiązkiem szkoły, bo w takiej szkole nie można dać dzieciom niezbędnej im nauki. Chcemy widzieć po wsiach przynajmniej czteroklasowe szkoły, a po większych gminach szkoły siedmioklasowe, odpowiadające szkołom wydziałowym miejskim, ażeby tam dzieci włościańskie mogły zaczerpnąć oświatę taką, jak dzieci po miastach.

Domagamy się, aby w każdym powiecie były zakładane po jednej lub dwie szkoły rolnicze. Czy u nas z włościan kto ma pojęcie o ogrodnictwie, pszczelnictwie, o sadownictwie? Czy dziecko, kończąc tylko jednoklasową szkołę, które jeszcze pisać i czytać nie umie, może mieć pojęcie o ogrodnictwie lub sadownictwie?

Domagamy się dlatego szkół rolniczych, a nawet akademii rolniczej. Domagamy się odbudowy budynków szkolnych, ponieważ te budynki, nie dokończone wskutek deszczu i zimy, niszczeją i państwo będzie musiało wykładać nowe miliardy. Trzeba spieszyć się z budową budynków szkolnych, bo są budynki przed 6 laty rozpoczęte, a dotąd nie wykończone. Budowę tę trzeba zacząć, zanim się budynki rozlecą. W sprawie tej odbudowy budynków szkolnych dyskutują na komisjach i spisują protokoły, ale nic się nie robi. Dlatego domagamy się, ażeby budowę szkolnych budynków już rozpocząć.

Nadto żądamy, by zreorganizować seminaria nauczycielskie. Nauczanie w seminariach musi być przedłużone przynajmniej o rok. Na nauczycieli powinni iść ludzie idei i poświęcenia. Nauczyciel powinien być wysoce szanowany, bo nauczyciel jest największą figurą w społeczeństwie. I Bismarck słusznie powiedział, że nauczyciel ludowy wygrał bitwę nad Francuzami, zwycięstwo dał Prusakom. My wierzymy, że nauczyciel da zwycięstwo idei ludowej. Ale my te szkoły ludowe chcemy widzieć prawdziwie demokratyczne, bez przymieszki reakcjonizmu, bo już dzisiaj do szkół tych zaczyna zakradać się reakcja. Nauczyciel powinien być wolnym człowiekiem, nieskrępowanym żadnymi więzami, bo wtedy może udzielać czystej nauki.

Domagamy się co do szkół średnich zreorganizowania ich i ograniczenia liczby gimnazjów. Tych gimnazjów mamy za dużo, np. we Lwowie istniało przed wojną 8 gimnazjów i dwie filie, a zaledwie 2 szkoły zawodowe. Tymczasem przeciwny stosunek jest w Niemczech. W Lipsku było 10 szkół zawodowych, a 2 gimnazja.

Trzeba zakładać szkoły realne, szkoły zawodowe, rzemieślnicze, handlowe, przemysłowe, szkoły dla telegrafistów, telefonistów, monterów itd., bo u nas do tego dochodzi, że mamy hiperprodukcję  urzędników, biurokracja panoszy się w Polsce, biedni urzędnicy cierpią z nędzy i wprost głodem przymierają, a my nie mamy swoich monterów i musimy z Niemiec i Francji ludzi wypożyczać. Musimy dlatego główny nacisk położyć na szkoły zawodowe. Liczbę urzędników musimy ograniczyć, bo jeżeli będziemy mieli mniej urzędników, to będzie i dla nas lepiej i dla tych urzędników, bo jeśli ten biedny urzędnik wyśle swojego syna do szkoły nie na urzędnika, a do szkoły zawodowej, to się przekona, że będzie jego synowi lepiej niż jemu, temu biednemu urzędnikowi, który się morduje, pracuje, a na którego Sejm nawet karę śmierci uchwalił.

Sprzeciwiamy się też instytucji kuratorów okręgowych. To jest instytucja przestarzała, jakby jeszcze ze średniowiecza. Kurator, obdarzony taką nieograniczoną wprost władzą, wyrośnie na jakiegoś kacyka wojewódzkiego czy okręgowego.

Powinni być inspektorzy okręgowi, nad inspektorami okręgowymi – inspektorzy krajowi, ale kuratorów okręgowych być nie powinno, bo to na dobre społeczeństwu i państwu nie wyjdzie.

Szkoła powinna mieć 3 cele: 1) głównie rozpowszechnianie i wszczepianie wiedzy prawdziwej w szerokich warstwach ludu naszego, 2) wyrobienie samodzielności w jednostkach, 3) wyrobienie charakterów. Brak nam charakterów. Szkoły nasze powinny głuszyć to, co jest wadą polską. Powinny wykorzeniać wady polskie, a więc lekkomyślność, kłótliwość, samolubstwo i przekupstwo. Powinien wyjść z tej szkoły człowiek nowożytny, powinien wychodzić Polak, który dla idei postępu i rozwoju państwa polskiego i cywilizacji gotów życie złożyć w ofierze. Uznajmy zasadę ks. Konarskiego, starą zasadę: „szkoła nie dla szkoły, tylko dla życia”.

Jeśli dziś żądamy oświaty, to prosimy Wysoki Sejm i żądamy od Rządu, ażeby ułatwił dostęp do szkół dzieciom włościan i robotników. Dziś dostęp do nauki jest utrudniony gorzej jak w b. Kongresówce i w Warszawie za czasów rosyjskich. Szkoły dziś są dostępne chyba tylko dla milionerów i paskarzy. Dziś szkoły prywatne uprawiają przedsiębiorstwo, uprawiają pasek [paskarstwo] na naukę, dziecko chłopa czy robotnika nie jest w stanie do szkoły chodzić, dlatego Rząd powinien szkoły upaństwawiać, nauka powinna być za darmo, dla biednych dzieci powinny być podręczniki dawane darmo, następnie powinny być zakładane bursy i udzielane stypendia, ażeby z ludu wychodzili geniusze, którzy byliby chlubą narodu naszego. Wierzymy, że oświata ludu dokona cudu. Powiedział Słowacki, że mają Polacy duszę anielską, a więzimy ją w czerepie rubasznym. Trzeba za pomocą szkoły, za pomocą oświaty ten rubaszny czerep usunąć i tej duszy polskiej, szlachetnej nadać wspaniały wygląd, a ten wygląd osiągniemy za pomocą oświaty pojętej w duchu czasu; za pomocą tej oświaty demokratycznej, ludowej, doprowadzimy do cudu, przez ten cud oświaty – do zjednoczenia ludu i cudu, że do rządów ludowych w Polsce wkrótce dojdziemy.

Ks. Eugeniusz Okoń

________________________

Powyższy tekst to stenograficzny zapis przemówienia na 153. posiedzeniu sejmu w dniu 4 czerwca 1920 r. Następnie zamieszczono go w aneksie do książki Tadeusz Rek – „Ksiądz Eugeniusz Okoń 1881-1949”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1962. Przedruk za tym ostatnim źródłem, pominięto przypisy wydawcy.

 

 

Eugeniusz Okoń (1881-1949) – pochodził z rodziny chłopskiej z Podkarpacia, ukończył gimnazjum w Rzeszowie, a następnie Seminarium Duchowne w Przemyślu. W roku 1906 otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę jako wikary w parafiach na Rzeszowszczyźnie. Początkowo sympatyzował z endecją, jednak od roku 1912 ewoluował stale w lewo, najpierw jako sympatyk księdza Stojałowskiego, później galicyjskich ludowców. U progu niepodległości zintensyfikował zaangażowanie polityczne, głosząc radykalne hasła społeczne. Wraz z Tomaszem Dąbalem, populistycznym ludowcem, był liderem „Republiki Tarnobrzeskiej”, powstałej w listopadzie 1918 r. po usunięciu urzędników przez zrewoltowanych chłopów, którzy rozpoczęli niszczenie własności szlacheckiej i parcelację ziemi dworskiej. W efekcie został aresztowany oraz zawieszony w czynnościach kapłańskich przez kurię biskupią. Po zwolnieniu zdobył mandat posła do Sejmu Ustawodawczego z listy PSL-Lewica. W sejmie wstąpił do klubu poselskiego PSL „Wyzwolenie”. Pod koniec 1919 r. wraz z Dąbalem utworzył Chłopskie Stronnictwo Radykalne, był jego prezesem i wydawcą organu prasowego „Jedność Chłopską”, a po związaniu się Dąbala z komunistami rozpoczął edycję pisma „Chłopska Sprawa”. W 1922 r. ponownie wybrany posłem. Słynął z licznych radykalnych wystąpień na wiecach, które zwoływał m.in. przy okazji chłopskich jarmarków. Głosił poglądy radykalnie prospołeczne i demokratyczne, połączone z odwołaniami do chrześcijaństwa, akcentując konieczność prymatu chłopów w państwie i likwidacji obszarniczej własności rolnej, dystansował się od socjalizmu, a zwłaszcza od bolszewizmu. Pozostawał w konflikcie z władzami państwowymi (kilkakrotnie stawał przed sądem) i kościelnymi. W roku 1928 został aresztowany miesiąc przed wyborami, wznowiono przeciwko niemu proces z początku lat 20., pod zarzutem „wystąpień antypaństwowych”. W czasie aresztowania inspirowano rozłamy w ChSR. Przetrzymywany w więzieniu ponad miesiąc, brutalnie traktowany i zastraszany, złożył obietnicę rezygnacji z działalności politycznej i pod tym warunkiem wypuszczono go na wolność. Po rocznym „karnym” pobycie w klasztorze w Dukli przywrócono mu prawo posługi kapłańskiej, powrócił do rodzinnego Radomyśla, gdzie nauczał religii w szkole. W czasie II wojny światowej był kapelanem lokalnych oddziałów Armii Krajowej, zaangażował się w pomoc Żydom, od 1942 r. zmuszony do ukrywania się przed Gestapo. Po zakończeniu wojny proboszcz parafii na Podkarpaciu, a następnie na Dolnym Śląsku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *