Zygmunt Zaremba

Prasa PPS pod okupacją

[1947]

Natychmiast po opanowaniu Polski przez Niemców zginęła wszelka wolna prasa. Pojawiły się gadzinówki niemieckie, redagowane zresztą w polszczyźnie najgorszego gatunku i zawierające materiał starannie dobrany w myśl interesów niemieckich. Natychmiast też więc zjawiła się potrzeba informacji rzetelnej i niezależnej. Posiadanie aparatów radiowych zostało jednak zakazane Polakom. Innych sposobów osiągnięcia wiadomości ze świata nie było. Pierwszą więc potrzebą stało się zdobycie i zainstalowanie nielegalnego aparatu radiowego i zorganizowanie stałego podsłuchu. Zadanie to udało się nam rozwiązać dość szybko dzięki pomocy pracowniczek Radia Polskiego i już w końcu października rozporządzaliśmy systematycznym podsłuchem radiowym, pozwalającym uruchomić stały biuletyn informacyjny pod nazwą „Informator”. Z początku był on przepisywany na maszynie w kilku, a potem kilkudziesięciu egzemplarzach dla kierowników powstających komórek organizacyjnych. Zasadą, której trzymaliśmy się ściśle, było dostarczanie jednego tylko egzemplarza na komórkę, z tym, że otrzymujący miał obowiązek informowania swego otoczenia bez pokazywania komukolwiek samego egzemplarza i bez powoływania się na źródło.

Tymczasem bowiem na tle kolosalnej potrzeby informacji zaczęło się w Warszawie i na prowincji roić od najrozmaitszych biuletynów. Rozumieliśmy, że Niemcy rzucą wszystkie siły na zduszenie tej akcji. Zdawaliśmy też sobie sprawę, że przy metodzie powszechności i prawie jawności w wydawaniu i kolportażu musi przyjść katastrofa. Sieci niemieckie istotnie się zaciągały. Aby nie dostać się w ich zasięg, nie przerywając wydawnictwa, zmienialiśmy jego szatę zewnętrzną. Wyrzekliśmy się tytułu, by nie stwarzać widomej łączności między poszczególnymi numerami. Kontentowaliśmy się suchą datą, oznaczającą okres objęty materiałem informacyjnym. Potem przez pewien czas używaliśmy tytułu „Tydzień Od… Do…”. Następnie znów bez tytułu. Kiedy gestapo uderzyło w prasę nielegalną, dziesiątki, jeśli nie setki różnych biuletynów i podsłuchów radiowych, znalazły się w ich rękach. Nasze ośrodki wydawnicze pozostawały poza zasięgiem niemieckich sieci.

Dopiero po roku okupacji, w sierpniu 1940 r. zdecydowaliśmy się nadać naszym wydawnictwom stały znak rozpoznawczy w postaci trzech liter, symbolizujących nasze hasło w walce z okupacją WRN (Wolność-Równość-Niepodległość). Od tej chwili stopniowo wszystkie wydawnictwa PPS tym znakiem wyróżniały się z gromady innych wydawnictw konspiracyjnych. Przez ten rok bowiem nastąpiło już znaczne dostosowanie się społeczeństwa do warunków konspiracji, wytworzyły się dosyć zamknięte w sobie koła konspiracyjne, nauczono się rozumieć, że konspiracja nie może być improwizacją, stworzył się już typ zawodowych, że tak powiem, konspiratorów, którzy zastąpili dość lekkomyślnych przeciwników „romantyzmu” konspiracyjnego, płacących najczęściej głową lub pobytem w obozie za swą nieostrożność. Jednocześnie też wzrosła potrzeba wydawnictwa, bowiem zbyt często wydawcy różnych biuletynów i ulotek myśleli więcej o podniesieniu serc niż o prawdziwości podawanej informacji. Trzeba było wydzielić się z tej gromady i wyrobić sobie zaufanie dla wydawnictwa, które niezależnie od tego, czy wiadomości były złe, czy dobre, zawsze mówiło prawdę, chociaż często redaktor spotykał się z zarzutem: czemuż to w naszych wydawnictwach nie ma tych pocieszających wiadomości, jakie fabrykują inni! Wreszcie w ciągu tego roku wyrosła wielka organizacja, z którą łączność polegała przede wszystkim na systematycznym dostarczaniu wydawnictw. Wydawnictwo było wyrazem tej łączności, jednolita symbolika stała się więc koniecznością.

W jednym z pierwszych, jeśli nawet nie w pierwszym numerze „Informatora” w końcu października albo w listopadzie 1939 roku, zamieszczona została deklaracja polityczna PPS. Zawierała ona ocenę sytuacji, stworzonej przez przegranie wojny i okupację niemiecko-sowiecką ziem polskich; stwierdzała winę systemu sanacyjnego za zupełne nieprzygotowanie kraju do wojny i całkowitą niemożność powrotu do czasów przedwrześniowych; ostrzegała przed rozróżnianiem jednej i drugiej okupacji, przed wybieraniem „między hitlerowskim diabłem i sowieckim Belzebubem”; formułowała hasła walki o przywrócenie Niepodległości i zbudowanie Polski robotniczo-chłopskiej. Rozwinięcie tych zasad zostało dokonane w kilka miesięcy później w specjalnej broszurce pod dziwnym tytułem: „Sprawozdanie Warszawskiego Rodzicielskiego Nadzoru”. Tytuł ten w skrócie dawał sprawozdanie WRN. Było to chyba pierwsze wydawnictwo z tym symbolem. Broszurka ta ukazała się drukiem jako jedno z pierwszych wydawnictw nielegalnych drukowanych. W ślad za nią wszystkie nasze wydawnictwa przenieśliśmy do drukarni.

Przejście na tę technikę masowego już kolportażu nakazał wielki rozwój sieci organizacyjnej. W maju 1940 roku posiadaliśmy już około 2500 komórek organizacyjnych, rozrzuconych po wszystkich zakątkach Polski. Niezbędnym stało się wydawnictwo niewielkie, łatwe do ukrycia w dużej nawet ilości w podwójnym dnie walizki lub jakimś innym przedmiocie nie wzbudzającym uwagi gestapowców pilnie śledzących specjalnie na dworcach kolejowych i na stacjach. Te warunki mogła dać tylko bibuła drukowana. Załatwienia wszystkich związanych z tym kwestii podjął się towarzysz Ferdynand Sarnowski, członek Pogotowia Bojowego PPS z roku 1918, zecer z drukarni „Robotnika”. Podjął się i wykonał tę pracę wraz ze swoją żoną do samego końca, bo nawet w czasie powstania warszawskiego, już ciężko chory, jeszcze krzątał się przy wydawnictwie „Robotnika”.

Co tydzień, a potem, gdy wzrosła ilość wydawnictw partyjnych, i częściej, spotykał się w różnych fantastycznych nieraz miejscach z sekretarkami redakcji, przyjmował rękopis, czasem zakamuflowany w bochenku chleba, czasem ukryty w wiązance kwiatów, a czasem wprost z ręki do ręki i niósł do sobie tylko wiadomej i paru towarzyszom drukarni. Nazajutrz szedł z żoną i zabierał paczki gotowych druków, niósł na umówione „biuro” (nieraz słowo to miało czysto symboliczne znaczenie, bo zdarzało się z powodu braku lokalu, że przekazanie druków odbywało się wprost na jakiejś spokojniejszej ulicy), by za parę dni powtórzyć wszystko tak samo wśród ciągłego niebezpieczeństwa wpadnięcia na gestapo czy wyszpiclowania równego zastrzeleniu na miejscu lub co jeszcze gorsza torturom najwyszukańszym przed śmiercią w celu wydobycia wiadomości skąd, gdzie, od kogo, dla kogo…

Od pierwszego naszego spotkania w cukierni Kleszcza na Marszałkowskiej i długiej rozmowy w Ogrodzie Botanicznym, gdzie ustalaliśmy wszystkie szczegóły techniczne i zawarli zasadniczą ugodę współpracy, do samego końca nie było jednej przerwy w wydawnictwie, wszystko funkcjonowało jak w zegarku, co było najważniejszym warunkiem powodzenia i bezpieczeństwa. „Ferdek”, jak zwaliśmy Go popularnie, był bodaj najbardziej skrupulatnym i wydajnym pracownikiem konspiracji. Jemu zawdzięcza prasa PPS w czasie okupacji chyba najwięcej. W czasie powstania rozchorował się. Ciężka choroba raka opanowała jego organizm. Zmarł w Krakowie po operacji w 1945 roku.

Drugim po „Sprawozdaniu” znacznie już większym wydawnictwem broszurowym była „Obrona Warszawy”. Napisałem ją bezpośrednio po kapitulacji na podstawie prowadzonych z dnia na dzień w czasie obrony miasta notatek. Nadaliśmy tej broszurze pozory wydawnictwa dokonanego jeszcze zanim Niemcy weszli do stolicy. Legendę tę sformułowaną w posłowiu broszury podtrzymywaliśmy dość długo, aż do całkowitego rozkolportowania nakładu, wynoszącego bodaj 3000 egz. A było to zadanie niemałe. Trzeba było nakład przenieść w bezpieczne, jeśli takowe w ogóle istniało wówczas, miejsce i popakować w paczki stosownie do wielkości odbierającej organizacji od 10 do 100 egz. każda. Do tego „punktu” nikt nie miał dostępu prócz członków techniki centralnej. Następnie paczki były przenoszone do biur okręgowych, skąd dopiero zabierali je łącznicy i rozwozili po Polsce. I znów wszystko musiało się odbywać punktualnie, sprawnie, bez zatrzymywania w miejscu ludzi i bibuły. 1 wszystko też szło prawie bez naruszenia tych podstawowych zasad konspiracji i dlatego też nie znaliśmy ani jednej „wsypy” centralnej przez cały czas okupacji. Pierwszym kierownikiem wydziału technicznego był Antoni Purtal (Szczerba z 1918 roku), który spełniał tę czynność aż do chwili aresztowania i osadzenia na Majdanku, później w Oświęcimiu, gdzie został zamordowany. Z wydziałem tym współpracowała gromada kolporterów i łączniczek dokonujących nieraz cudów pomysłowości i odwagi. Oni to stanowili unerwienie całego ruchu.

Rozpoczęty wspomnianymi wydawnictwami dział broszurowy rozwijał się odtąd stale. We wrześniu 1940 roku wydana zostaje również 32-stronicowa „Trybuna Ludów”, zapoczątkowująca wydawnictwo poświęcone poważnej publicystyce, ukazującej się odtąd stale co dwa-trzy miesiące pt. „Wolność”. W dziale broszur ukazały się: Ludwika Landaua (Wacław Lipski) „Kapitalizm”, popularny wykład socjalizmu przeznaczony dla kół samokształcenia, Rozłuckiego-Wertheima „O przyszłym Wojsku Polskim” jako wyraz ideowy oddziałów wojskowych PPS, Natalii Zarembiny „Obóz śmierci”, rzecz o obozie oświęcimskim, napisana na podstawie relacji więźniów tego obozu (r. 1942 – jedna z pierwszych publikacji szerzej mówiąca o Oświęcimiu), „Program Polski Ludowej” (pierwsze wydanie w 1941, drugie w 1943), „Rola ZSRR w obecnej wojnie” (kwiecień 1941 roku), „Nowy program brytyjskiej Partii Pracy” i wreszcie w końcu 1944 roku Wita Smreka (Z. Zaremby) duża książka, co było szczytem sprawności drukarskiej i kolporterskiej, pt. „Demokracja społeczna”.

Osią jednak działalności wydawniczej był zawsze periodyk, o którym pisaliśmy na początku. Ukazywał się systematycznie co tydzień, okresami co dziesięć dni, to znów co tydzień, to znów jako dwutygodnik. Aby tylko zmylić czujność gestapo, aby przerwać regularność druku i ekspedycji, wysyłania z Warszawy i odbioru na prowincji. Periodyk ten od sierpnia 1940 roku przybiera jako tytuł „WRN” i w tej postaci ukazuje się do czasu wznowienia „Robotnika” ze starą winietą, w której ornament symbol WRN zostaje wpleciony jako znak epoki walk z okupacją.

Potrzeby rozrastającego się ruchu wymagały też zróżnicowania wydawnictw partyjnych. Obok WRN powstaje więc do życia w r. 1940 periodyk specjalnie poświęcony sprawom wiejskim pt. „Wieś i Miasto”. Dla oddziałów wojskowych PPS powołano do życia w 1941 r. specjalne wydawnictwo pt. „Gwardia”, które następnie zmieniło nazwę na „Gwardia Ludowa”; potrzeby szerszej informacji działaczy lokalnych i centralnych nakazują wydawanie specjalnego roneografu zawierającego różne „Dokumenty i Materiały”. Prace komisji programowej ujawniają się w wydaniu czterech zeszytów „Materiałów do Programu Polski Ludowej”. Wydział młodzieży posiadał własny organ pt. „Młodzież Socjalistyczna”.

Wszystkie te wydawnictwa były pieczołowicie rozprowadzane po kraju i co może najdziwniejsze w dużej mierze opłacane przez czytelników. Nie wiem, czy jakakolwiek organizacja mogła się tym poszczycić. Ale też wydawnictwa nasze były ściśle dostosowane nakładem do najbardziej ścieśnionych i rygorystycznie ograniczanych potrzeb organizacji. Gdy nakład WRN doszedł do 8000 egzemplarzy, centralne kierownictwo zastosowało zasadę, iż każda organizacja okręgowa otrzymać może tylko po dwa egzemplarze na każdą „piątkę”. Przeprowadzenie tej zasady pozwoliło utrzymać nakład na tym poziomie przez cały czas i nie dopuścić do przeciążenia aparatu kolporterskiego a specjalnie dromaderek przewożących bibułę kolejami, co groziło tragicznymi konsekwencjami. Było to tym ważniejsze, że obok WRN w każdym transporcie od 1941 roku zwykle była także przesyłka któregoś z pism dodatkowych. Tej zasady ograniczania nakładu trzymaliśmy się aż do końca prawie 1943 roku, kiedy dla Warszawy i okręgu warszawskiego uruchomiliśmy dwutygodnik „Robotnik w Walce”, kolportowany bez ograniczeń. Mimo wąskiego zasięgu terytorialnego nakład wyniósł po paru numerach 12 000 egz. Z racji ważniejszych wydarzeń wydawaliśmy też odezwy i ulotki. Bodaj pierwsza została wydana w 1940 r. z powodu rocznicy wojny. Nie potrafię dziś z pamięci wymienić wszystkie, ale przypominam ukazanie się w osobnych ulotkach: Manifestu do Ludów Świata (r. 1941), odezwy o rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej, o utworzeniu getta, o braniu na roboty, o walce w getcie, o upadku Mussoliniego oraz odezw pierwszomajowych.

Mimo restrykcji, ogólna ilość centralnych wydawnictw PPS w ciągu czterech pierwszych lat okupacji osiągnęła 1 500 000 egzemplarzy. Trzeba niewiele nawet wyobraźni, by zrozumieć, jaka to masa energii, jaki bezmiar ofiarnej pracy setek i tysięcy pepeesowców mógł doprowadzić do takich rezultatów. Te półtora miliona egzemplarzy prasy socjalistycznej rozpowszechnionej w czasie okupacji wyżłobiło głębokie, niezatarte ślady w duszy polskich mas pracujących.

Socjalistyczna prasa prowincjonalna wymaga specjalnego omówienia.

Zygmunt Zaremba

_______________________________

 Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Światło” nr 2, 1947, wydawanym w Paryżu przez środowisko polskich emigrantów-socjalistów. Następnie przedrukowano go w: „Polska Partia Socjalistyczna w latach wojny i okupacji 1939-1945”, tom 2, Polska Fundacja Upowszechniania Nauki, Warszawa 1995. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

 

 

Zygmunt Zaremba (1895-1967) – wybitny działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, jej radykalnego skrzydła, w międzywojniu kilkakrotnie poseł na Sejm, ceniony publicysta i redaktor prasy lewicowej (m.in. „Robotniczego Przeglądu Gospodarczego”), działacz spółdzielczości robotniczej, teoretyk polskiego socjalizmu. We wrześniu 1939 r. pomysłodawca i organizator Robotniczych Batalionów Obrony Warszawy. W czasie okupacji współtwórca PPS – WRN (Wolność, Równość, Niepodległość), antyhitlerowskiej i antysowieckiej. Współautor Programu Polski Ludowej – wizji przemian ustrojowych w Polsce powojennej. Od początku roku 1944 jeden z przedstawicieli socjalistów w podziemnej Radzie Jedności Narodowej. Uczestnik Powstania Warszawskiego w Śródmieściu, redagował w jego trakcie dziennik „Robotnik”. Po kapitulacji pozostał w podziemiu, nie ujawniając się również po wkroczeniu Sowietów i ustanowieniu władz komunistycznych. Od roku 1946, zagrożony aresztowaniem przez komunistów, na emigracji politycznej we Francji, gdzie współtworzył zagraniczny ośrodek socjalistów polskich oraz prowadził ośrodek wydawniczy, propagujący za pomocą czasopism i książek ideały lewicy antykomunistycznej. Nie powrócił do kraju, zmarł na emigracji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *