„Równość”

Prasa, agitacja i organizacja

[1901]

Prasa – agitacja – organizacja!

Oto trzy nierozłączne siostrzyce, które zawsze razem chodzą, jedna drugą wspierając, z których żadna bez pomocy drugich żyć ani należycie rozwijać się nie może, a jeżeli tylko jedna z nich chroma, to wszystkim trzem grozi zagłada. Nowożytna organizacja nie ostoi się ani dwudziestu czterech godzin bez energicznej agitacji, popieranej przez dobrą prasę. Prasa na odwrót – zwłaszcza prasa partyjna – tylko wówczas może zakwitnąć, jeżeli ma poparcie silnej organizacji i dobrze, celowo zorganizowanej agitacji. Nie ma zaś lepszej i skuteczniejszej agitacji jak za pomocą prasy, tj. za pomocą gazet, broszur, odezw i innych pism ulotnych.

Znaczenie prasy partyjnej dla ruchu socjalno- demokratycznego było już tyle razy omawiane, a nadto jest ono tak dla każdego zrozumiałem i wprost w oczy bijącym, że po prostu… musimy koniecznie znowu parę słów o tym napisać.

Tak jest niestety, właśnie dlatego twarda konieczność zmusza nas do poświęcenia tej kwestii kilkudziesięciu wierszy druku. Natura ludzka jest bowiem taka dziwna, że właśnie to, co jest najprostsze, samo przez się rozumiejące się, tego olbrzymia większość obywateli ziemskich ani rusz zrozumieć nie chce, i to, co się wydaje rozumnemu człowiekowi koniecznością, bez której on wprost życia nie zna i bez której się nie obejdzie, oni, to jest owa większość naszych poczciwych bliźnich, lekceważą sobie i zaniedbują.

Nie chcemy jednak powtarzać oklepanych i pospolitych frazesów. Chodzi nam dzisiaj o to, aby wskazać, jaki związek istnieje pomiędzy prasą, agitacją a organizacją.

Ruch socjalistyczny pomiędzy polskim ludem pracującym rozrósł się w ostatnich latach już tak bardzo, że po prostu prześcignął siły naszej młodej jeszcze partii. Nie jesteśmy w stanie nadążyć zewsząd nadchodzącym żądaniom o referentów, organizatorów, agitatorów, redaktorów, instruktorów, a wreszcie o urzędników dla rozmaitych kas chorych itp. Brak ludzi odpowiednio przygotowanych do zajęcia wielu ważnych stanowisk partyjnych daje się dotkliwie odczuwać całemu ruchowi. Najbardziej dokucza nam brak dobrych mówców na zgromadzenia, agitatorów i organizatorów. A jednak – przy energii i dobrej woli towarzyszów – ten brak moglibyśmy łatwo usunąć albo przynajmniej skutki jego znacznie złagodzić.

Dobry mówca, zwłaszcza mówiący prawdę i od serca, ma zadanie znacznie łatwiejsze aniżeli taki sam dobry pisarz, autor czy też redaktor. Działa on na słuchaczy nie tylko treścią swej mowy, nie tylko jasnością wykładu i siłą przekonującą swych argumentów. Mówca może działać na słuchaczy swoją osobą, swym zewnętrznym wyglądem, wiekiem i stanowiskiem (np. jako poseł), ale nadto modulacją i siłą głosu, prawdziwym lub udanym zapałem, odpowiednią gestykulacją itp. może on słuchaczy formalnie zahipnotyzować i porwać za sobą. Wobec dobrego i ciętego mówcy słuchacze, choćby nawet najbardziej krytyczni, nie połapią się zaraz, zapał drugich częstokroć i im się udziela i gotowi nawet bić brawo mówcy, którego mowy – czytając ją wydrukowaną – nie podpisaliby nigdy. Lecz wrażenie mowy jest też przemijające. Zwłaszcza jeżeli mowa była długa, to słuchacze na samym końcu najczęściej mało co pamiętają.

Wprost przeciwnie ma się sprawa z książką, broszurą lub gazetą. Wielka masa czytelników, podobnie jak poważni krytycy, najczęściej wcale nie pyta się o nazwisko autora, tak samo jak nie zwraca zbytniej uwagi na zewnętrzną stronę czytanego druku. Książkę, broszurę lub gazetę czyta każdy, a szczególnie robotnik lub chłop znacznie powolniej, aniżeli zwykli mówić na zgromadzeniach mówcy. Za to jednak umysł czytającego może lepiej przetrawić to, co czyta; może on nad każdym zdaniem zastanowić się, ustępy ciekawsze lub ważniejsze może przeczytać dwa razy albo i więcej, a jeśli czego nie zrozumie, może drugich zapytać o wyjaśnienie. Gazeta, broszura lub książka mają jeszcze i tę wyższość nad mową, że trudniej jest to, co one zawierają, przekręcić lub sfałszować i że nauki zawarte w nich mogą w niezmienionej formie przechodzić przez tysiące rąk nawet do najbardziej zapadłych zakątków kraju, zawsze tak samo jasne i czyste, przekonujące głowy a rozpalające i porywające serca czytelników.

Nie chcemy przez to wcale obniżać wartości ustnej agitacji, lecz uważamy za obowiązek nasz poważnie i stanowczo upomnieć naszych towarzyszy na Śląsku i w ostrawskiem, aby co najmniej zdwoili swe usiłowania co do rozszerzania prasy partyjnej.

Nasza polska prasa partyjna jest dość obfita i dobra, tak że mogłaby ona w zupełności zaspokoić wszystkie wymagania partii, gdyby tylko ogół towarzyszy bardziej dbał o jej rozszerzenie. Niestety, z przykrością przychodzi nam skonstatować, że ogół naszych towarzyszy nie troszczy się wcale o rozwój pism partyjnych. Wiele nieraz bohaterskich wprost poświęceń, wiele pracy i zdrowia, jakiego zaparcia się wymaga wydawanie tych pism od redaktora i wydawcy, o czym najczęściej ogół towarzyszy ani pojęcia nie ma, o tym wszystkim przemilczamy tutaj, ale zwracamy uwagę, że jeżeli towarzysze nie popierają należycie swoich własnych pism partyjnych, to szkodę ponoszą przez to nie tylko te pisma, lecz jeszcze większa szkoda wynika z tego dla agitacji, dla organizacji i dla całego ruchu robotniczego.

Pod słowami „popieranie pism partyjnych” rozumiemy wiele rozmaitych rzeczy. Przede wszystkim chodzi o to, aby pisma rozszerzać, zdobywać nowych czytelników i przedpłacicieli, tworzyć grupy nowych odbiorców. Obowiązkowe zaprowadzenie naszych pism w stowarzyszeniach wyrobiło u wielu towarzyszy błędne przekonanie, że kto chce np. „Równość” czytać, ten powinien należeć do organizacji, i drugie, jeszcze błędniejsze pojęcie, że zorganizowany towarzysz nie powinien trudnić się rozszerzaniem pisma pomiędzy niezorganizowanymi, bo przez to odbiera członków organizacji. Otóż zdanie takie jest wprost szkodliwe nie tylko dla naszych pism, ale przede wszystkim dla organizacji samej. Im pilniej bowiem zorganizowani będą się starali o rozszerzanie naszych pism, tym lepszą będzie agitacja i tym prędzej też będzie wzrastała organizacja. Organizacja nie wzrośnie, jeżeli ogół robotników będzie ciemny, nieuświadomiony i wrogo dla tej organizacji usposobiony. Trzeba go więc koniecznie oświecić i pozyskać, a to można najlepiej uczynić tylko za pośrednictwem daleko rozszerzonej prasy robotniczej.

We wszystkich restauracjach i piwiarniach, u każdego fryzjera i golarza, i w ogóle wszędzie, gdzie chodzą robotnicy, powinny się znajdować robotnicze pisma. Mamy własny nasz dziennik polski socjalno-demokratyczny „Naprzód”, który wychodzi w Krakowie i umieszcza często korespondencje ze Śląska i z Ostrawy. „Naprzód” powinien obok „Równości” znajdować się w każdym publicznym lokalu, do którego chodzą polscy robotnicy. Oprócz tego nie powinno być ani jednej rodziny robotniczej, ani jednego domu przynajmniej, w którym by nie trzymano i nie czytano „Naprzodu” i „Równości”. Wydatek na pisma robotnicze – jeżeli się zbierze trzech lub czterech razem, to wypadnie na jednego ledwie koronę miesięcznie – powinien być stałym wydatkiem w budżecie każdego porządnego robotnika-socjalisty. Człowiek wykształcony nie może się obejść bez swojej gazety tak samo jak bez soli, wody lub chleba. Żołnierz bez karabinu i nabojów nic nie znaczy… robotnik bez pism socjalistycznych jeszcze mniej!

Ale na tym nie dosyć. Aby praca mogła należycie odpowiedzieć swoim zadaniom, trzeba, aby ogół, a zwłaszcza mężowie zaufania, starali się o dostarczanie jej wiadomości prawdziwych o wszystkim, co się dzieje w kopalniach, fabrykach, warsztatach, w gminie itp. Ogłaszanie drukiem nieszczęśliwych wypadków przy pracy, nadużyć i gwałtów wszelkiego rodzaju, jakich się dopuszczają na nas nasi wrogowie, uważamy jako konieczne nie tylko ze względów na samoobronę, nie tylko dla ukarania winnych i zapobieżenia powtórzeniu się podobnych faktów na przyszłość, ale przede wszystkim jako materiału dowodowego przeciw gospodarce kapitalistycznej. Piszcie więc korespondencje, dostarczajcie nam dowodów, dostarczajcie nam broni i pocisków w śmiertelnym boju przeciwko kapitalizmowi!

Na zakończenie zwracamy uwagę na inseraty, czyli ogłoszenia. Ogłoszenia przynoszą pieniężny dochód wydawnictwu, przez co pismo – jeżeli ogłoszeń jest dużo – może być tańsze i lepsze. Nie kupujcie ani za grosz u kupców, którzy ogłaszają w pismach burżuazyjnych, czyli wrogich wam, a nie chcą ogłaszać w pismach robotniczych. Żądajcie stanowczo i wyraźnie od kupców, u których kupujecie, aby ogłaszali się w „Równości”!

____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Równość. Pismo poświęcone sprawom zawodowym, społecznym i politycznym ludu pracującego. Organ Polskiej Partii Socjalno-demokratycznej” nr 6/1901, 23 lutego 1901 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. „Równość” była jednym z kilku organów prasowych PPS-D, obejmując zasięgiem Śląsk Cieszyński i okolice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *