Aleksander Erlich

Powstanie Styczniowe

[1938]

22 stycznia bieżącego roku minęło 75 lat od chwili, kiedy na ulicach Warszawy rozbrzmiał okrzyk „do broni!” i kiedy tysiąckrotne jego echo zatargało kajdanami, od pół wieku bez mała skuwającymi wielomilionowy naród. System gwałtu i przemocy zatrząsł się w posadach, płomień buntu, od trzydziestu przeszło lat tłumiony przez kaźnie, turmy i zesłania, wybuchnął z podziemi – i na oczach oniemiałego ze zdumienia świata, rozgorzała bezprzykładna w swym zapamiętaniu i zaciekłości walka nielicznej, na wpół uzbrojonej awangardy uciemiężonego ludu przeciwko potędze militarnej, przed którą drżały największe mocarstwa Europy.

22 stycznia bieżącego roku minęło 75 lat… I oto jeden z najwyższych dostojników państwowych stwierdza z przerażeniem, że młodzież – i to właśnie ta rzekomo patriotyczna, polska, narodowa – nie zauważyła jak gdyby wcale tej daty, że nie uczciła jej żadnym obchodem, żadnym przemówieniem lub demonstracją.

Nas nie dziwi to jednak wcale. Gdyż – w rzeczy samej – trudno piękniej uczcić pamięć bohaterów 1863 roku, trudno bardziej dobitnie podkreślić istotne znaczenie ich dzieła, niż to uczynili przez swoje milczenie ci, co 365 dni do roku handlują patriotycznym frazesem!

Jedną z decydujących przyczyn klęski powstania był – niewątpliwie – splot warunków międzynarodowych, żelaznego pierścienia trzech autokracji, zwierającego się dookoła walczącej Polski, nie rozluźniały żadne wstrząsy socjalne. Liberalna burżuazja Zachodu, która jeszcze niedawno zapowiadała szumnie wyprawę krzyżową przeciw „żandarmowi Europy”, zdążyła już majestatycznie spocząć na laurach zwycięskich rewolucji lub sowicie opłaconych kompromisów z wczorajszym wrogiem – reakcją feudalną, spoglądając z pobłażliwą ironią na „niepoprawnych polskich romantyków”. I jedynie z podziemi rewolucyjnej Rosji, Węgier i Włoch, jedynie ze zgromadzeń robotniczych Zachodu, zakładających pierwsze zręby samodzielnego ruchu klasowego, dochodziło ku zroszonym krwią polom bitewnym dawne zawołanie bojowe  rewolucji europejskiej: „Niech żyje wolna Polska!”.

Lecz powstanie było nie tylko rozpaczliwą próbą rozkołysania stojącego błota „równowagi międzynarodowej” i apelem do sumienia Europy. Jego istotą i siłą dynamiczną było szarpnięcie się najlepszych, najbardziej postępowych elementów młodej inteligencji ku żywym siłom Polski. Patrioci polscy rozumieli: bez uruchomienia najszerszych warstw ludowych nie można nawet marzyć o zmierzeniu się z przytłaczającą przewagą wroga.

Zarówno klęska dotychczasowych powstań, jak i świetne tryumfy rewolucji europejskich uczyły ich: wyzwolenie pełni energii bojowej z uciemiężonych mas możliwe będzie jedynie wówczas, gdy powstanie narodowe pójdzie w parze z przewrotem społecznym, przemieniającym chłopa pańszczyźnianego w wolnego gospodarza ziemi, którą orze, łamiącym polityczny przywilej szlachty wobec  mieszczaństwa i zrównującym w prawach i obowiązkach wszystkie bez wyjątku narodowości kraju. Rzeczywiście – zapowiedź głębokich przemian społecznych poderwała do czynu tysiączne rzesze chłopskie, wykrzesała ducha jakobińskich sankiulotów z ludu miejskiego, rozwaliła mury żydowskiego getta, wyprowadzając i stamtąd liczne zastępy bojowników. Ale wysiłki „czerwonych”, zmierzające do jak najdalszego pogłębienia tego procesu, miały przeciwko sobie nie tylko mury rosyjskich bagnetów, nie tylko podejrzliwą nieufność większości włościaństwa, dla której bat ekonoma był rzeczywistszą realnością niż płomienna obietnica, lecz przede wszystkim – zacięty opór „tradycyjnej warstwy narodu”. Ona to – poprzez swych „białych” rzeczników – przeciwstawiała się stanowczo masowemu powołaniu ludu pod broń, ona to rzuciła na szalę wszystkie siły dla sparaliżowania akcji reformatorskiej – by później carat, realizując krwawymi rękoma Murawiewych i Bergów strzępy haseł Manifestu Rządu Narodowego, mógł zmobilizować masy włościańskie po swojej stronie i dla swoich celów…

Tak padło powstanie styczniowe – zdławione przez carską przemoc, opuszczone przez sprzymierzeńców, na których liczyło, zasztyletowane przez klasowy egoizm rodzimej szlachty. I cóż dziwnego, że na wspomnienie o tym niejednemu dobrze sytuowanemu i wysoko postawionemu patriocie naszych dni robi się nieco nieswojo i niemiło? „Carska przemoc”… – niewątpliwie, naturalnie; ale – czyż nie uznajemy sami zbawienności „rządów silnej ręki” oraz ich prawa do „dynamicznych” podbojów? „…Opuszczone przez sprzymierzeńców…” – to już jawna przesada: jak mogły szanujące się mocarstwa puścić się na doktrynerską politykę „bloków ideologicznych”? „Klasowy egoizm szlachty” – ależ to jawny marksistowski wymysł! Powinne były poczciwe kmiotki skonsolidować się narodowo z panami dziedzicami – i basta!

Dlatego dobrze czynią patentowani „patrioci”, kiedy nakładają pieczęć milczenia na swe wymowne usta. Lecz młodzież socjalistyczna Polski nie ma potrzeby milczeć. Z podniesionym czołem, z radosną dumą przysięga poległym bohaterom: nie zapomnimy nauk płynących i z Waszych walk, nie ugniemy czerwonego sztandaru przed „białymi” naszych dni – i nie pójdą nigdy w zapomnienie słowa Mierosławskiego: „Polska cała – przez rewolucję społeczną i powstanie!”.

Aleksander Erlich

_______________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w polskojęzycznym piśmie „Wolna Młodzież” nr 2/1938, będącym jednym z organów Cukunftu – młodzieżowej organizacji Bundu. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.
Aleksander Erlich (1912-1985) – działacz lewicowej organizacji żydowskiej Związek Młodzieży Cukunft (Przyszłość) – oficjalnej młodzieżówki partii Bund. Redaktor i wydawca jej organu „Wolna Młodzież”. Syn lidera Bundu, Henryka Erlicha (Ehrlicha). Po wojnie na emigracji w Nowym Jorku, ekonomista, pracownik naukowy Uniwersytetu Columbia, autor m.in. pracy „The Soviet Industrialization Debate 1924-28” (1960).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *