Piotr Kuligowski

Ponadczasowość buntu i niedoli

W czasie, gdy społeczeństwa Maghrebu posyłają na polityczną emeryturę – i zarazem na śmietnik historii – kolejnych północnoafrykańskich dyktatorów, wielu być może nachodzi refleksja na temat ucisku i walki z nim. Na muzyczną oprawę takowych rozmyślań świetnie nadaje się album „GORE – Pieśni buntu i niedoli XV–XX w.” formacji R.U.T.A., który ujrzał światło dzienne 5 marca.

„Chłop przez wieki niewolny, w jednym był zawsze wolny – w słowie” (Wiesław Myśliwski)

R.U.T.A. to – jak tłumaczą twórcy projektu – skrót od „Ruchu Utopii, Transcendencji, Anarchii” bądź „Reakcyjnej Unii Terrorystyczno-Artystowskiej”. Inicjatorem formacji jest Maciek Szajkowski, znany z etno-punkowej Kapeli ze Wsi Warszawa. W tworzeniu nagrań wzięli udział muzycy takich grup, jak: Orkiestra Rivendell, Mosaic, Maćko Korba i Kapela Ze Wsi Warszawa. Jako wokaliści natomiast wystąpili gościnnie znani liderzy grup punk rockowych i alternatywnych: Paweł „Guma” Gumola (Moskwa), Robert „Robal” Matera (Dezerter), Nika (Post Regiment) oraz Hubert „Spięty” Dobaczewski (Lao Che).

„Pieśni buntu i niedoli” to pozycja o tyle ciekawa, że teksty chłopskich lamentów i przyśpiewek antyszlacheckich, na których opiera się płyta, okraszono folkowo-punkową nutą. Okazuje się zatem, że – pomimo upływu kilku wieków – pewne kwestie pozostają niezmienne, a od czapki krakuski do głowy z irokezem jest tylko jeden krok. Oto bowiem archaiczne instrumenty (lira korbowa, piła, kontrabas czy fidel płocka) tworzą żywą kompozycję, przypominającą momentami do złudzenia gitarowe riffy lub dźwięki perkusji. Zresztą samo słowo „punk”, oznaczające coś bezwartościowego, jako żywo pasuje do sposobu postrzegania chłopstwa przez szlachtę. „Kto by chłopa zabił, jakoby też psa zabił” – pisał w 1551 roku Andrzej Frycz Modrzewski. I choć autor „O poprawie Rzeczypospolitej” nie aprobował tego stanu rzeczy, to fakt pozostawał faktem. Za zabicie chłopa szlachcic nie ponosił praktycznie żadnych konsekwencji. Chłop zaś za pozbawienie życia szlachcica był karany śmiercią.

Ta rażąca nierówność wówczas wydawała się czymś normalnym, na stałe wpisanym w realia codzienności. Z tego też powodu nie było nigdy w historii Polski – poza rabacją galicyjską – radykalnych powstań chłopskich przeciwko uciskowi feudalnemu. Poniekąd wynikało to z konserwatywnego usposobienia chłopów, a poniekąd z faktu, że Kościół aprobował i konserwował taki stan rzeczy. A przecież do dziś ksiądz na prowincji cieszy się dość powszechnym autorytetem.

Nie oznacza to jednak, że chłopi nie czuli niesprawiedliwości i tragizmu swego położenia. O ile jednak rzadko chwytali za oręż (powszechniej stosowanym środkiem oporu wobec szlachcica było jedynie masowe zbiegostwo), o tyle cząstka tkwiącego w ich sercach i umysłach buntu została zachowana do naszych czasów dzięki przyśpiewkom, które R.U.T.A. przypomina.

Ich teksty kreślą obraz włościańskiego świata, który częstokroć ograniczał się jedynie do okolic własnej chaty, dworu, kościoła i karczmy. Innymi słowy, najważniejszymi dla chłopa osobami byli ksiądz, karbowy (nadzorował pracę chłopów zatrudnionych w folwarku), pisarz, ekonom, znany z literatury Żyd-karczmarz i oczywiście jaśniepan. O ile jednak arendarz był lubiany („Hej, co gore? Jeśli karczma, daj nam znać, pójdziewa ją ratować. Bo bez karczmy, bez Żyda byłaby wilga bida”), o tyle nienawiść chłopa najczęściej obracała się wprost przeciw dziedzicowi („Jeśli dwór, nie mów nic, bo tam barzo biją rzyć”). Niejednokrotnie jednak obrywało się także ekonomowi i karbowemu, którzy w oczach włościanina stanowić musieli najwidoczniej uosobienie ciężarów pańszczyźnianych. Ekonom był zatem krytykowany za to, że „ludzi katuje” i „nie puszcza w czas do dom”, a karbowy – bo „dziewki całuje”.

W swych piosenkach chłopi zapowiadali często bezlitosną zemstę na znienawidzonych personach. Najczęściej przewijającą się w tekstach karą dla nich jest po prostu powieszenie – czy to na szubieniczce za dworem, czy na skraju lasu. Innym rodzajem wymierzenia sprawiedliwości miało być pognanie szlachty do pracy („Panem by ci orał, okunomem włóczył, a pisarzem radlił”). Nie zawsze jednak ich nastawienie było tak radykalne. Najpowszechniejsze „Lamenty na panów”, z których jeden znalazł należne miejsce także na krążku, są po prostu opowieścią o biedzie i ucisku, który trzeba znosić w oczekiwaniu na raj po śmierci.

Najbardziej bodaj uderzająca jest jednak krytyka księży. W jednej z przyśpiewek chłopi oburzali się: „Ksiyże, ksiyże, cóż to za kazanie, jak zobaczysz ładne dzwiywcze, ciugle patrzysz na nie”. W innej z kolei bulwersował ich fakt uprzywilejowanej pozycji kleru („Ty wielebny bracie! Jesteś nietykalny, bo w ornacie?”). Niemniej w przypadku kleru nie proponowano tak radykalnych rozwiązań. Włościanom wystarczyłoby zwyczajne zagonienie księdza do pracy.

Wielka pochwała należy się formacji R.U.T.A. nie tylko za odgruzowanie tej mało dotąd znanej części polskiego folkloru i podanie jej w tak przystępnej formie, ale także za absolutnie kapitalny teledysk do kawałka „Z batogami na panów” . Jego autorem jest znany opolski rysownik Łukasz Rusinek, zdaniem którego „przekaz piosenki z dnia na dzień staje się coraz bardziej aktualny”. Pewnie z tego powodu zbrojna w bagnety armia została zestawiona z wyposażoną w pałki i tarcze policją, a rebelia gniewnych chłopów – ze współczesną manifestacją. W pewnym momencie martwy na ziemię pada zarówno jeden z włościan, jak i protestujących. Ich życie i poświęcenie są jednakowo cenne, a śmierć – jednakowo bestialska. Po raz kolejny górą jest aktualność przekazu krążka.

Innym plusem płyty jest dodany doń załącznik, w którym przeczytać można nie tylko teksty piosenek czy imiona i nazwiska artystów, ale także krótki tekst wstępny Ewy Chomickiej, która – podpierając się Heglowską teorią dialektyki – wyjaśnia odbiorcy, dlaczego przekaz płyty jest aktualny do dziś. Poza tym twórcy opatrzyli album wieloma cytatami na temat chłopstwa i ciekawymi rysunkami sprzed wielu lat, wśród których znaleźć można choćby zabawną karykaturę księdza. Ze wszystkich tych powodów krążek to coś więcej niż 31 minut buntowniczego folku.

Ruta w dawnej Polsce była rośliną, której przypisywano właściwości magiczne. Miała moc odwracania czarów i odpędzania zła. Energiczne brzmienie kapeli R.U.T.A. działa na odbiorcę podobnie. W dobie, gdy wielu pracuje na tak zwane „umowy śmieciowe”, a rozwarstwienie społeczne wręcz kłuje w oczy, rytmy z „czeluści świata feudalnego, który przeminął, zmienił oblicze, ale się nie skończył” są artystycznym dowodem nie tylko na możliwość, ale także konieczność radykalnych przemian. Ucisk – czy to pana z przyrodzenia, czy z „wyboru” – zawsze rodzi walkę. Z tego też powodu przekaz krążka formacji R.U.T.A. jest ponadczasowy i stanowi emanację nastrojów społecznych spracowanego chłopa, wyeksmitowanego lokatora i zwolnionego pracownika.

Piotr Kuligowski

_________________________

Powyższy tekst, autorstwa stałego współpracownika Lewicowo.pl, pierwotnie ukazał się na internetowej witrynie „Czasu Kultury”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *