Józef Macierzanka

Polska droga

[1958]

Niezwyczajnym jesteśmy pokoleniem. Dane nam było przebyć sprawy i zdarzenia, o których pokoleniom minionym się nie śniło, bowiem w tych kilku latach wojny, latach zbrodni, cierpienie tylko miało swą groźną rzeczywistość dla wielkich rzesz ludzkich i jeszcze świeże są rany zadane poczuciu człowieczeństwa. W biegu wspomnianych lat godność ludzka, człowieczeństwo stały się wspomnieniem tylko. Bowiem nigdy jeszcze człowiek człowiekowi nie zadał tak dotkliwych ciosów i ran, jak za dni naszych. Bo też nigdy jeszcze nie był on tak okrutny.

Kult pieniądza, kult bożka narodu czy państwa, kult krwi i rasy cofały ludzkość w epokę jaskiniową. Dorobek duchowy i moralny tysiącleci usiłowano wykreślić z sumień ludzkich. Tak odsłonił się i zdemaskował świat stary i wyrok wydał na siebie w sumieniu ludzkim. Przeczuwają narody, iż jest już coś w świecie na ukończeniu i że się w nim coś nowego poczyna. Gdy jedni mają poczucie, że idzie coś wielkiego, co pchnie ludzkość na nowe tory, drudzy widzą przed sobą idący zły los. Każda wielka epoka historii ma swą szczególną nazwę dla oznaczenia sprawy, która tworzy jej dziejowe zadanie. Nasz czas żyje pod znakiem kwestii socjalnej. Wielki kryzys współczesności wyrósł z tej sprawy, z przeciwieństwa i walki między starym światem i światem nowym idącym. To czyni kryzys ten najostrzejszym wstrząsem historii. I rodzi się dzisiaj w wielu sercach wołanie: nowe przyjść musi, dobro przyjść musi. W wielkim zamęcie naszego czasu staje przed nami pytanie: dokąd zmierzamy? Chodzi tu o nowy cel ludzkości, godny największych wysiłków i ofiar. Bowiem wielkości wczorajszego i także dzisiejszego zła i cierpień odpowiedzieć winna możliwie wielka miara dobrego. Półśrodki nie rozwiążą kryzysu naszych dni. Niedawno premier hinduski Nehru powiedział, iż ludzkość dzisiejsza świadomie lub nieświadomie zmierza ku socjalizmowi. To prawda! A socjalizm ten ogarnia i ogarniać pragnie wszystko nowe i dobre i twórcze. Ogarnia on sobą także jeszcze niejasne u wielu pragnienia, wskazując wielki dalekosiężny cel. Socjalizm, to dziejowe zadanie czasów naszych. I nikt ujść nie zdoła duchowi idącego czasu.

A Polska? W rezultacie drugiej wojny światowej i przemian z nią związanych weszła Polska na nową drogę. Przemiany te wyraziły się w ustroju „demokracji ludowej”. Drogą wiodącą do socjalizmu stała się przemoc jako system rządzenia nie liczący się z opinią i wolą narodu. System ten, łamiący minimalne zasady demokracji i praworządności, stał się systemem panowania bezprawia. Usiłowano nawracać ludzi na socjalizm posiewem strachu. A ten budził powszechną wzajemną nieufność człowieka do człowieka. System ten doprowadził do rozluźnienia międzyludzkich stosunków, do zrywania stosunków koleżeństwa i przyjaźni. Gdyż donosicielstwo stało się plagą. Obowiązkiem młodzieży szkolnej było denuncjowanie swych nauczycieli, czy prawomyślnie pełnią swój obowiązek. Młodzież miała też „uważać” na swych rodziców. Gdyż według wskazań systemu młode pokolenie winno wpływać na starsze i je niejako wychowywać w duchu wiadomej „ideologii”. Tak dokonywało się rozbicie, atomizacja społeczeństwa. Rodziła się jakaś wrogość człowieka wobec człowieka, której dawniej nie było. Jakże często na zebraniach PZPR jeśli ktoś z prezydium zebrania oskarżał członka partii o byle głupstwo, jakby na dane hasło zaczynało się atakowanie człowieka, osaczano go złośliwą plotką, oszczerstwem, wkraczano w jego rodzinne i osobiste życie, choćby był najuczciwszy. Byle przypodobać się władzy wszechmocnej i nieodpowiedzialnej! Zadawano ludziom pytania, których bez rumieńca wstydu niejedna kobieta znieść nie mogła. Obnażano często człowieka, robiono zeń widowisko, pośród łez bezbronnego wobec napaści. To się nazywało „samokrytyką” towarzysza czy towarzyszki i „pomocą partii” dla wejścia na dobrą drogę. W tym klimacie człowiek stawał się gorszy, zgorzkniały i zawistny. System udręki, łamania charakterów, gaszenia sumień!

Obok lęku, kłamstwo jako metodę propagandy wprowadził system „demokracji ludowej” w życie polskie. Jeden z groźnych przejawów naszego życia polskiego, to etatyzacja myśli ludzkiej, przystosowanie jej do danego systemu rządzenia. Tu kłamstwo stało się przemożne. Nauka przestała być wolna, gdyż poszła w służbę kłamstwa, tak jak to było za czasów hitleryzmu i faszyzmu, za czasów ich „radosnej twórczości”. Przede wszystkim historia padła ofiarą jako najwrażliwsza na wpływy polityczne. I łatwo, zbyt łatwo stała się narzędziem w ręku niesumiennych. Nie zawsze młodzież reagowała i mogła reagować zbiorowym śmiechem na pewne ,,prawdy” historyczne, głoszone przez młodych adeptów historii, przeszkolonych „ideologicznie”, fałszowanie historii, fałszowanie dokumentów historycznych, dowolne zmiany wypowiedzi pewnych osobistości historycznych – cóż łatwiejszego dla pracowników „naukowych”, wyznawców „systemu”? Gdy się zważy, jak wielkie wychowawcze znaczenie ma historia ojczysta, zrozumiemy niebezpieczeństwo grożące w tej dziedzinie młodemu pokoleniu. Fałszując systematycznie historię przekreślił „system” zasadę niezbędną dla kultury narodu i jej przyszłości: pasję i entuzjazm w szukaniu prawdy. Nie tylko historia stała się terenem, na którym cynizm kłamstwa doprowadzono do doskonałości. Wszystkie niemal dziedziny życia zostały zakłamane. Słowu „urzędowemu” i słowu drukowanemu już nikt nie wierzył. Prasa stawała się pośmiewiskiem. Gdyby to trwać miało dłużej a społeczeństwo reagowałoby na to biernością, byłby to początek zbarbaryzowania narodu. Kierownictwo PZPR nie miało odwagi mówić prawdy z lęku przed klasą robotniczą. Zaczęło ono swe rządy od straszenia narodu terrorem, by w końcu ulec powszechnemu lękowi.

Życie publiczne wymaga prawdy. Ludzie w Polsce wołali o nią. Przed stuleciem napominał Mickiewicz swój naród, iż

„złych chwytamy się broni, wojując kłamstwem i potwarzą … W gotującym się porządku Europy, najstraszniejsza będzie dyplomatyka narodu, który ją na prawdzie osadzi. Nic tak nie osłabiło mocy druku jak kłamstwo. Czy nie warto by rehabilitować styl dziennikarski, parlamentarstwo i całą politykę?”.

Młodzież szczególnie okazała się wrażliwa na sprawę moralności w polityce. Nie mogła zrozumieć władzy, używającej bez skrupułu zasady, iż „cel uświęca środki” choćby i najgorsze. I jak można realizować socjalizm antysocjalistycznymi środkami?

„Władca nie musi obawiać się okrucieństwa, by utrzymać swych poddanych w posłuszeństwie i jedności. By utrzymać swe miejsce władca musi często działać przeciw wierności, przeciw miłości człowieka, przeciw ludzkości, przeciw religii… Władcy tedy potrzeba grać rolę to człowieka to znów zwierzęcia…”.

Powyższa wskazówka, dawana władcom pięć wieków temu przez Machiavella, ożyła za dni naszych i w kraju naszym. W tym ujęciu, polityka państwowa stoi poza dobrem i złem. Tu jedyną miarą oceny danej polityki jest rezultat. Punktem wyjścia tej amoralnej postawy politycznej jest pesymizm, niewiara w człowieka, niewiara w naród. Poczucie moralne młodzieży i narodu protestuje przeciw temu w imię przeświadczenia, iż polityka to zadanie moralne, oparte na wierze w człowieka, w naród, w ich popędy społeczne, w ich współdziałanie. Poczucie znieważonej godności narodowej też upomniało się o swe prawo. Gdyż prasa codzienna stała się jakby ściekiem odruchów służalstwa wobec wschodniego sąsiada. Oficjalne wypowiedzi też pełne były niegodnej czołobitności. Bo częścią składową „systemu” był stosunek poniżającego wasalstwa, wyzutego z poczucia godności narodowej. To była droga przenikania w duszę młodego pokolenia uczuć poddaństwa. Cały aparat propagandy służył sprawie duchowej rusyfikacji młodzieży: radio, kino, prasa, publicystyka obfita, podręczniki historii, pieśń sowiecka, tańsza od polskiej książka rosyjska, apoteoza nieustanna Związku Radzieckiego.

Dużo rozgoryczenia i gniewu wniosła w życie polskie sprawa wewnętrznej prawdy człowieka, sprawa światopoglądu. Zdawało się, że sprawa wolności myśli jest dla socjalisty raz na zawsze rozstrzygnięta. Omyłka! Prawo stanowienia o sobie, o swym duchowym wnętrzu zostało zakwestionowane. Człowiek w Polsce musiał walczyć o prawo do szacunku dla niej. Etatyzacja bowiem myśli ludzkiej i ludzkich uczuć sięgnęła aż tutaj, w dziedzinę poglądów na sens życia i świata. Niezbędne się okazało przyznanie każdemu człowiekowi w Polsce prawa nie tylko do wątpienia czy religijnej niewiary, lecz także do wierzenia w różne koncepcje religijne czy filozoficzne hipotezy. Uznanie wieloświatopoglądowości to nie tylko postulat sprawiedliwości, ale i rękojmia, że myśl ludzka nie skostnieje w martwy szablon, lecz wciąż będzie szukała i dążyła do prawdy.

Czy w atmosferze lęku i kłamstwa, w klimacie terroru i bezprawia, mógł się kształtować nowy, naprawdę socjalistyczny człowiek, budowniczy nowej, sprawiedliwej Polski? Tradycja wolności i walki o nią zbyt żywa jest w Polsce, by mogła ona trwać w stanie biernego znoszenia tyranii i nieustannego deptania praw człowieka i jego godności. Tradycja politycznej kultury narodu nie zamarła w naszym kraju. Poznań przemówił. Musiał przemówić. A gdyby on milczał, przemówiłaby Łódź, powstałaby Warszawa i Wrocław. Powstałaby Polska. Gdyż dłużej nie można już było tak żyć. Był już nie do zniesienia stan, w którym prowincjonalne UB mogły urządzać na swych podwórkach autonomiczne cmentarze, gdzie grzebano mordowanych po cichu; po październiku rozpoznawano odkopane świeże jeszcze zwłoki. Po dwunastu latach lęku i poniżenia naród po raz pierwszy przemówił. Poznań, jego protest krwawy przeciwko systemowi nieodpowiedzialnych rządów w Polsce, to wyraz gotowości walki i śmierci w imię wolnego, lepszego życia. Poznań dał wyraz powszechnemu poczuciu narodu, iż ważny jest chleb, ale niemniej ważna jest wolność. Po dwunastu latach milczenia społeczeństwo zabrało głos. Podjęło ono próbę nadania socjalizmowi żywej, istotnej treści. Hasło demokratyzacji całości życia polskiego ogarnęło naród. Wstąpiliśmy za dni października na polską drogę do socjalizmu. To droga licząca się z historią narodu, z jego tradycją polityczną, z jego obliczem duchowym, wypracowanym przez wieki. To droga wolności i zarazem współodpowiedzialności za losy narodu. Za dni października naród po raz pierwszy od czasu drugiej wojny światowej poczuł się w jestestwie swoim. Zmusił on kierownictwo PZPR do cofnięcia się z pozycji mafii nieodpowiedzialnej przed społeczeństwem a odpowiedzialnej tylko „przed historią”. Bo też poczucie wolności jest jedną z cech politycznej kultury społeczeństwa. „Nie ma dla narodów żadnej możliwości życia w myśleniu i sztuce, bez wolności” uczył Mickiewicz. ,,W Polsce wszystko dąży do wolności” – stwierdzał on. Taka też była jej droga dziejowa. Byliśmy wszędzie tam, gdzie się tworzyła walka o wyzwolenie, głosząc zawołanie, iż „wolni ludzie są braćmi”. Wszak koniec XVIII i cały XIX wiek wypełniał nasz protest zbrojny przeciw wszelkiej przemocy i krzywdzie na świecie. Tym sprawa Polski wiązała się ściśle ze sprawą postępu powszechnego, wolności powszechnej. Dzięki temu sprawa polska była żywa i górująca nieraz wśród narodów. Za dni Poznania i października imię Polski znów zjednoczyło się ze sprawą walki o wolność, o prawo człowieka i obywatela. Wszak walczymy w imię stworzenia wielkiej syntezy dziejowej: socjalizmu i wolności. Podjęliśmy walkę w imię pojednania rewolucji socjalnej z prawem człowieka i obywatela. Naród polski ma tę wielką ambicję budowania domu Ojczyzny pod znakiem sprawy humanizmu, człowieczeństwa – i to jest nasza polska droga do socjalizmu.

Józef Macierzanka
________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik”, centralnym organie PPS, wydawanym wówczas jako miesięcznik przez Centralny Komitet Zagraniczny PPS, redaktor naczelny Adam Ciołkosz, w numerze 2 z roku 1958.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *