„Robotnik Śląski”

Pod batem Gottwalda

[1936]

Dlaczego „Głos Robotniczy” zaatakował publicznie Polską Socjalistyczną Partię Robotniczą? Nie jest dziełem zwykłego przypadku, że w ostatnim numerze „Głosu Robotniczego” pojawił się artykuł, srogo zatytułowany „Pod pręgierz publiczny”, z oskarżeniami naszej partii o „sabotaż obrony ludu śląskiego”.

Nie dlatego, że faszyzm rośnie, że Narodni Sdrużeni taką lub owaką szykuje akcję i nie dlatego, że PSPR tak czy owak na propozycje komunistyczne reaguje, nie to skłoniło kierownictwo „Głosu” do oddania PSPR „pod pręgierz”. Redakcja tego pisma kierowała się tu zupełnie innymi pobudkami. Chodzi o nowy kurs, jaki zapanował w Komunistycznej Partii Czechosłowacji.

Dzięki amnestii, mógł powrócić do republiki Klement Gottwald, przywódca partii, który ścigany sądownie, schronił się na jakiś czas do Moskwy. O powrocie Gottwalda dowiedzieli się wszyscy, a odczuli to zwłaszcza funkcjonariusze KPCz. W centralnym organie zamieścił on olbrzymi artykuł przedzjazdowy i ponoć dyskusyjny, który w formie dodatku zamieścił również „Głos Robotniczy”. Dzisiejszy wódz KPCz podyktował w nim nową orientację, której podporządkować muszą się wszyscy, jeśli nie chcą narazić się na miano oportunistów i ponieść konsekwencje stąd wypływające.

Kierownictwo KPCz – powiada Gottwald – prowadziło politykę złą, szkodliwą, zaniedbało konkretny bój, wiązało sobie ręce, uciekało od samodzielnej polityki, dezorientowało masy; w centralnym organie „Rudym Pravie” wykoślawiono zasady partii, w redakcji zasiedlił się sabotażysta, szkodnik, element obcy, śmierdzący oportunizm: na odpowiedzialnych miejscach KPCz cierpiano ludzi niegodnych, nieoddanych, partii obcych.

Zdaniem Gottwalda partia dopuściła się grubych błędów: że głosowała za budżetem państwowym i na prezydenta dra Beneša; redaktor „Rudego Prava” dopuścił się wykoślawienia zasad partii, ponieważ pochwalał politykę rządu w zakresie zbrojeń; KPCz zaniedbała konkretny bój, bo przechodziła na pozycje soc.-demokratyczne, a niekiedy i mobilizację mas zamieniała na parlamentarne kombinacje. Zamiast wyzwać masy – mówił Gottwald – kierownictwo partii ubiegało się o względy Hamplów, zapominając na jedną starą rzecz:

„Że proletariat aby mógł wpływać na rozwiązanie odnośnej kwestii politycznej na swoją korzyść, musi w pierwszym rzędzie wystąpić ze swoją samodzielną masową akcją u dołu, a zwłaszcza na kopalniach, we fabrykach, w organizacjach i na ulicach”.

To ostatnie uważać należy jako wskazanie na przyszłość, siłą rzeczy obowiązujące także naszych sekretarzy komunistycznych. Odnosi się ono do wszelkich zagadnień politycznych, przy czym słowo „proletariat”, przeznaczone na zewnątrz, zastąpi się wewnętrznym „komuniści”. W myśl tej zasady będzie rozwiązywana np. kwestia jednolitego frontu, a więc dla swojej, to jest komunistów, korzyści. Jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że taka taktyka musi doprowadzić do odgrodzenia się od socjalistów, albowiem nie będą oni tworzyli jednolitego frontu dla korzyści Gottwalda. Naturalnie, także PSPR nie poświęci swych członków i robotników polskich dla korzyści takich panów, a zgodnie z uchwałami zjazdu, w przyszłości tym więcej baczną uwagę poświęcać musi wszelkim manewrom, podawanym w różnej formie, mniej lub więcej zachęcającej.

Wskazania Gottwalda wywołały istny popłoch. Pierwszy odezwał się Jan Sverma, wódz KPCz podczas nieobecności Gottwalda. Sverma przyznaje się do popełnionych błędów i przypisuje je na swoje konto. Na usprawiedliwienie przytacza, że nie można mu przypisać złych zamiarów wciągnięcia partii do bagna oportunizmu. Głosowanie za budżetem – powiada – działo się w sytuacji nienormalnej, jak również wybory prezydenta. Ludowi pracującemu groziło wielkie niebezpieczeństwo ataku reakcji, które wszyscy odczuliśmy. Z tych względów postanowiliśmy czynnie wesprzeć partie socjalistyczne przeciwko reakcji. Przez głosowanie to – mówi dalej – chcieliśmy u góry zademonstrować, dla otwarcia nowej drogi szybkiemu zbliżeniu się z robotnikami socjalistycznymi. Przez głosowanie na prezydenta pokrzyżowaliśmy plany reakcji. Kierownictwo partii zadecydowało, że PRZY POMOCY PARLAMENTARNYCH POCIĄGNIĘĆ U GÓRY TRZEBA STWORZYĆ WARUNKI DO JEDNOLITEGO ANTYFASZYSTOWSKIEGO WYSTĘPOWANIA. A dalej: „DUŻO ROBOTNIKÓW SOCJALNO-DEMOKRATYCZNYCH POCHWALAŁO NASZĄ PARTIĘ ZA TO GŁOSOWANIE”.

Oczywiście, Sverma po tym zeznaniu schyla pokornie głowę, twierdząc: robiliśmy źle, „moja wina, moja wina”.

Co tymczasem się dzieje? W dniach 24 do 26 lutego Centralny Komitet KPCz zajmował się błędami oportunistycznymi. Sverma otrzymał rozgrzeszenie, został jednak odwołany z funkcji członka sekretariatu partii. Ten sam los podzielił Slansky oraz Oton Synek, którego usunięto z sekretariatu. Redaktora naczelnego „Rudego Prava” St. Budina wyrzucono z partii. Wreszcie utworzono „komisję do czyszczenia”, a uchwalono następującą rezolucję:

„Najbliższym zdaniem komisji będzie bezzwłoczne zbadanie centralnego aparatu, redaktorów wszystkich pism partyjnych (!!!), komunistycznych klubów w sejmie, senacie, członków zastępstw krajowych, krajowych kierownictw partii oraz delegatów na VII zjazd KPCz”.

Dodać tu trzeba, że wspomniany Jan Sverma jest ten sam, którego w ubiegłym roku Międzynarodówka Komunistyczna mianowała za delegata do rokowań z Międzynarodówką Socjalistyczną w sprawie wytworzenia jednolitego frontu. Był więc pełnowartościowym mężem zaufania Moskwy – obecnie jednak popadł niełaskę.

Nowe tezy Gottwalda rozpraszają nadzieje, żeby komuniści poparli socjalistów w rządzie lub współdziałali w utworzeniu rządów dla okrążenia agrariuszów. Z punktu widzenia lokalnego nie pozostaną one bez wpływu na naszych działaczy komunistycznych, nad których głowami powiewa żelazna miotła Gottwaldowej „komisji wypędzania oportunizmu”. A niebezpieczeństwo nie jest płonne. Polscy komuniści na Śląsku też ulegli oportunizmowi, kiedy dla wyrobienia sobie dobrego oka u czeskich faszystów uważali za najważniejsze swe zadanie zwalczanie faszyzmu w Polsce, urządzając w tym celu manifestacje, na które sprowadzali wodzów oportunizmu z Pragi: Šmerala i innych.

Jest dość widocznym, że odtąd proces zbliżeniowy obu obozów robotniczych zostanie zerwany. Taktyka naszej partii pozostaje niezmieniona. Pójdziemy swoją drogą samodzielnej polityki i niezależności organizacyjnej, nie wyrzekając się przy tym możności i potrzeby współdziałania w wypadkach, gdzie w grę wchodzić będą nie same tylko interesy, zależnych od Gottwalda, działaczy komunistycznych.

am.
_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Robotnik Śląski. Organ Centralny Polskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej w Czechosłowacji”, nr 10, 7 marca 1936.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *