Bronisław Siwik

Państwo anonimowe

[1923]

Raną najboleśniejszą i najniebezpieczniejszą Polski wyzwolonej jest „państwo anonimowe”, które rości sobie do niej niezaspokojone pretensje.

Państwo to nie uznaje ani narodu, ani ciał ustawodawczych, ani Konstytucji, ani rządu w Polsce, słowem, nie uznaje Rzeczypospolitej,

Polska – to my! – twierdzi „państwo anonimowe”. Wszystko, co nie jest nami, co nie z nas jest, nie nam służy, nie jest ani narodowe, ani polskie.

„Państwo anonimowe” nienawidzi Polski wyzwolonej i szkodzi jej wszystkimi dostępnymi środkami zarówno wewnątrz, jak na zewnątrz. Oczernia ją przed obcymi, zohydza w oczach własnego społeczeństwa.

Jest to zjawisko potworne i groźne. A jest ono tym potworniejsze i groźniejsze, że państwo to anonimowe składa się z Polaków. Państwo to jest zjawiskiem nienormalnym, chorobowym. Zrodził je nacjonalizm, przeszczepiony na naszą glebę, a wyhodowała niewola. Imię mu – narodowa demokracja.

Nacjonalizm zachodni miał w zmienionych przez Rewolucję Francuską i rozpoczynający się proces demokratyzacji warunkach służyć za nowy środek do starych celów władców, zaborców, miał skutecznie dzielić miliony, aby pozwolić mniejszości dalej panować.

Z Narodu, przejawu ograniczonego Ducha Społecznego, wyrazu i środka jedności i ciągłości – uczyniono środek dzielenia i panowania.

W taką oto „ideę” uzbroiła się narodowa demokracja, stronnictwo niewolnego i rozdartego narodu. Taką „ideę” wchłaniali za młodu różni Niewiadomscy.

Czy mogła ona natchnąć wiarą głęboką w przyszłość, niezniszczalność narodu? Czy mogła skierować do czynów ofiarnych? Czy mogła wychować, wzbudzić bohaterstwo?

Egoizm narodowy, przeszczepiony z Zachodu, to przede wszystkim egoizm sytego i broniącego własnej kiesy mieszczaństwa.

Egoizm wszelki – to zaprzeczenie miłości.

Hasło egoizmu zbiorowego, rzucone między społeczności wolne, to posiew gwałtu, przemocy, te posiew imperializmu.

Hasło egoizmu zbiorowego, rzucone miedzy niewolników, to posiew bezsilnej, znieprawiającej nienawiści.

Narodowa demokracja, która głosiła w niewoli hasło egoizmu narodowego, siała nie ziarna miłości twórczej i ofiarnej, lecz – bezsilnej nienawiści. A ta nienawiść była skierowana nie tyle przeciw zaborcom, bo egoizm jest tchórzliwy, ile przeciw tym, co byli słabi. Ta nienawiść była skierowana przeciw Ukraińcom, nazywanym hajdamakami, przeciw Litwinom, zwanym litwomanami, przeciw Żydom, wreszcie, co jest najcharakterystyczniejsze, przeciw wszystkim, inaczej myślącym Polakom.

Bo ideologia nacjonalizmu – to zarazem ideologia bestii drapieżnej, która chce panować i używać.

W czymże się miała wyrazić ta żądza wśród niewolników? Mogła się wyrazić tylko w żądzy ujarzmienia, opanowania własnego narodu.

Naród – to my! Kto nie z nami, ten nie jest Polakiem, ten nie jest narodowy.

Wszechpolacy powtarzali to z takim tupetem i uporem, że uwierzyli w to sami. Powtarzali w dodatku „naród”, „narodowy” w kółko, co było miłe sercu; szczuli przeciw słabszym tylko, co było bezpieczne; ujmowali jedność narodową w płaszczyźnie interesów możnych, co było materialnie wygodne.

Nic też dziwnego, że z latami na pustyni, jaką było życie polityczne i społeczne byłego zaboru rosyjskiego, i na pustyni, jaką było życie polityczne b. zaboru pruskiego, narodowa demokracja zatriumfowała.

Po kołtuństwa najłatwiej przemawiać w imię nienawiści i egoizmu.

Któż zaś mógł przelicytować narodową demokrację w schlebianiu słabościom, narowom, w podsycaniu instynktów drapieżnych, egoistycznych, w oportunizmie i bezideowości?

Po cóż było walczyć z zaborcą?

Narodowa demokracja reprezentowała niepodzielnie naród kołtunów, snobów, pieczeniarzy, dorobkiewiczów, egoistów, cyników, ugodowców, potulnych prostaków.

Wszyscy, co pragnęli żyć jeno dniem dzisiejszym, żyć spokojnie, wygodnie, bezmyślnie i mieć „czyste” sumienie narodowe, oddawali sprawy narodowe w pacht narodowej demokracji, do nich się nie mieszali. I jakże się tu dziwić, że narodową demokrację ogarnęła mania wielkości, megalomania?

Naród – to my! Potwierdzała to prasa, stwierdzały przedsiębiorstwa, stowarzyszenia, kluby. A że w podziemiach była jakaś tam opozycja, coś się działo, cóż to mogło obchodzić chwalących sobie dobrobyt i narodową demokrację kołtunów rabskich? Ot, jakieś bandy i bandyci!

A tu naraz… wszystko się zawaliło.

Nastąpiła wojna, a po wojnie powstała Polska niepodległa, której narodowi demokraci ani się nie spodziewali, ani nie przewidywali. W tej Polsce rządzą nie oni wyłącznie, nie „naród”!

Trzeba zrozumieć psychologię starych „ligowców”, którzy kierują narodową demokracją wraz z folwarkami.

Polska – nie w nich! Polska, w której oni nie są wszystkim!

Nie, to nie Polska! Tej Polski oni nie uznają, uznać nie mogą!

Trudno było, naturalnie, ludziom, którzy deklamowali długie lat dziesiątki: „Polska”, „naród”, „narodowy”, powiedzieć szczerze i otwarcie: my tej Polski nie uznajemy i my tej Polski nie chcemy! Lecz w duszy narodowych demokratów zakipiał bunt przeciw tej samozwańczej Polsce. Znienawidzili tę „obcą” Polskę całą potęgą długo tłumionej, bezsilnej nienawiści.

Lecz tu nasuwa się pytanie: dlaczego to lojalni dotąd względem zaborców wierni poddani „białego cara”, Wilhelma zdobyli się na taką furię względem własnej ojczyzny?

Jest to typowa psychologia niewolników.

Cara się bali; Wilhelma się bali, więc ich szanowali. A Polska? Cóż to była ta Polska? Ta Polska – to byli oni, niewolnicy carscy i cesarscy.

Ludzie, którzy nie mieli w duszy swej i w stosunku do zaborców godności narodowej, nie mogli uszanować Polski ani na zewnątrz, ani wewnątrz. Toteż w bezkarnej już nienawiści szkalowali ją i szkodzili jej, gdzie mogli i jak mogli, zarówno w kraju, jak za granicą.

Najniższy „stupajka” carski, najprostszy żandarm pruski – były to osoby bardziej wzbudzające szacunek w duszy narodowego demokraty, niż dziś najwyżsi dostojnicy polscy.

Przejrzyjcie stare gazety narodowo-demokratyczne: „Gazetę Warszawską”, „Gazetę Polską”, „Dwugroszówkę”. Czy znajdziecie w starych rocznikach choć blady cień tego aroganckiego, nieubłaganego stosunku do drobnych kacyków carskich, jaki dziś dźwięczy stale od lat 4 w stosunku do władz polskich, potulnych względem narodowej demokracji?

Współczesny narodowy demokrata tak samo w imię miłości Polski i narodu nienawidzi Polskę współczesną i instytucje narodowe, jak współczesny chrześcijanin w imię miłości Boga i bliźniego nienawidzi bliźniego. Trzeba posłuchać różnych ciemnych sklepikarzy i masarzy, stałych czytelników „Dwugroszówki”, z jaką ohydną nienawiścią i wzgardą mówią o urzędach i instytucjach polskich, aby zrozumieć, jak zbrodniczy jad trucizny sączy do duszy zbiorowej narodowa demokracja.

Narodowi demokraci przenieśli na Polskę współczesną całą nienawiść, jaką żyli długie lata, a przestali się bać bata, który jedynie szanowali.

Stąd – zamachy, stąd – spiski, stąd czyny Kainowe, stąd i pierwszy „bohater” narodowo-demokratyczny, Eligiusz Niewiadomski.

I łudzą się ci, co sądzą, że narodowa demokracja może się zmienić, może opamiętać. Ci ludzie, znieprawieni przez fałsz, nienawiść i niewolę, do żadnej pracy twórczej nie są zdolni.

Bronisław Siwik

__________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w centralnym organie prasowym PPS – dzienniku „Robotnik”, sobota, 10 lutego 1923 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

 

Bronisław Siwik (1876-1933) – działacz socjalistyczny od roku 1904, organizator nielegalnych struktur w Zagłębiu Dąbrowskim, za działalność zesłany na trzy lata w głąb Rosji. W czasie rewolucji październikowej przebywał w Sankt Petersburgu, gdzie stał się krytykiem bolszewików i ich rządów oraz całego internacjonalistycznego i marksowskiego nurtu w ruchu socjalistycznym. Po wojnie urzędnik Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, pełnił też funkcję dyrektora warszawskiego oddziału ZUS, radny Warszawy, ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej, publicysta prasy socjalistycznej, zasłużony działacz spółdzielczości spożywców, prezes Rady Nadzorczej Związku Robotniczych Stowarzyszeń Spółdzielczych, inicjatorów zjednoczenia „klasowego” ZRSS z „neutralną” spółdzielczością spożywców, w efekcie czego w 1925 r. powstał potężny Związek Spółdzielni Spożywców RP. U schyłku życia rozstał się z PPS-em wskutek różnic w ocenach J. Piłsudskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *