Aleksander Erlich

Otto Bauer

[1939]

Pod czarną banderą faszyzmu odpłynął w przeszłość rok 1938. Golgota hiszpańskiego i chińskiego ludu, zabór Austrii, rozczłonkowanie republiki czechosłowackiej – oto dziedzictwo, które miliony będą musiały przypieczętować swym dostatkiem, swą krwią i swoim życiem. Tak widzą, tak odczuwają rok miniony masy ludowe świata. Lecz dla tych spośród nich, którzy sięgają wzrokiem, poza najbardziej nawet wstrząsającą codzienność, istnieje w nim jeszcze jeden tragiczny fakt. Między 12 marca – dniem austriackiego Anschlussu – a 30 września – datą monachijskiej kapitulacji, tkwi w ich pamięci noc z trzeciego na czwarty lipca, kiedy w małym pokoiku skromnego paryskiego hotelu przestało na zawsze bić serce Otto Bauera.

***

  Od dziewięćdziesięciu lat leży marksowska koncepcja rozwoju społecznego u podstaw teorii i praktyki socjalistycznej awangardy. Ale tę kierowniczą rolę może ona spełnić tylko wówczas, kiedy będzie traktowana nie jako zbiór gotowych formuł i dogmatów, lecz jako metoda badania, twórczo i samodzielnie stosowana i przystosowana do nieustannie zmieniającej się rzeczywistości. Zdobycie się na takie wszechogarniające, syntetyczne prześwietlenie nowych faktów i nowych doświadczeń – to najwyższe, najbardziej odpowiedzialne zadanie dla myśliciela-socjalisty. I nigdy jeszcze spełnienie jego nie było trudniejsze niż obecnie. Zapewne: między epoką Marksa i Engelsa a okresem, kiedy idee, przez nich sformułowane, stały się wytycznymi wielkiego ruchu masowego; istniały głębokie podstawowe różnice, ale przepaści między nimi nie było. Pierwsza połowa XIX wieku stała pod znakiem dramatycznych zmagań między młodym mieszczaństwem a feudalizmem – ale również i nad burżuazyjną Europą na przełomie stuleci ciążyła chmurą gradową carska Rosja z błyskawicą rewolucji w swym łonie; jakobiński zryw 1848 i 1871 r. załamał się – lecz fala rewolucyjnego przypływu zostawiła trwały osad liberalno-demokratycznych instytucji u podstaw najbardziej nawet zmurszałych i reakcyjnych ustrojów; ćwierćwiecze poprzedzające wojnę światową było okresem bezprzykładnego rozkwitu – ale przecież i ostre kryzysy epoki wcześniejszej przechodziły automatycznie w nowe, potężniejsze od poprzednich wyładowania się energii rozwojowych nowoczesnego systemu wytwarzania, Dziś ciągłość historyczna, która wiązała wówczas dwie odmienne epoki, wydaje się być doszczętnie zburzona, żyjemy w świecie, gdzie po krótkich konwulsyjnych okresach sztucznie podsycanego wzrostu sił produkcyjnych następuje ich katastrofalny i długie lata trwający upadek, gdzie masowe bezrobocie i niewykorzystanie części aparatu wytwórczego istnieje nawet w okresach gospodarczego ożywienia. Na olbrzymich połaciach Europy naga przemoc miażdży rezultaty wielowiekowych walk wolnościowych, stanowiące przesłanki rozwoju materialnej i duchowej cywilizacji kapitalistycznej, ściera na miazgę potężne ruchy masowe, wdziera się brutalnie do subtelnego mechanizmu wielkoprzemysłowej gospodarki, narzucając mu samowolnie tempo i kierunek pracy, staje się jedyną rozstrzygającą siłą w stosunkach między państwami. Cóż dziwnego, że wielu z ongiś odważnych i nieugiętych rzeczników marksizmu zatraciło busolę orientacyjną w tym spiętrzonym chaosie zjawisk oraz potrafiło przeciwstawić triumfującej reakcji jedynie szlachetne, lecz bezsilne oburzenie? I cóż dziwnego, że wielu innych, mniej zahartowanych i wytrzymałych, dało się ponieść histerycznemu rewizjonizmowi, tratującemu w panicznym popłochu wszystko, co uchodziło dotąd za niewzruszalne, i otwierającemu na oścież drzwi przed bezideowym oportunizmem? Po tej linii najmniejszego oporu nie poszedł Otto Bauer. Nikt nie odczuł boleśniej i tragiczniej od niego straszliwych klęsk 1933 i 1934 roku. Lecz duch, wyostrzony jeszcze przed wojną we wspaniałych pojedynkach teoretycznych z czołowymi przedstawicielami antymarksizmu, znalazł właśnie w tych klęskach podnietę do nowego zrywu – do postawienia diagnozy skotłowanej rzeczywistości, do przedstawienia chaosu w usystematyzowanych i wymiernych kategoriach nauki. W swym dziele „Między dwiema wojnami światowymi” zanalizował Bauer czynniki, które przekształcają koniunkturalny kryzys w przewlekły stan zapalny, przedstawił łańcuch przyczyn, prowadzący od liberalnego wczoraj do faszystowskiego dziś, jako też opory stojące tu i ówdzie na przeszkodzie, wykazał, jak w krzywym zwierciadle „kierowanej gospodarki” załamują się odwieczne prawa i odwieczne sprzeczności kapitalizmu – by na terenie oczyszczonym w ten sposób z chwastów wykryć źródła przyszłych gospodarczych, społecznych i wojennych wstrząsów i naszkicować plan strategiczny zbliżających się rozgrywek między burżuazją a proletariatem. I ten sam zabór Austrii, który w tak tragiczny sposób przyśpieszył jego zgon, dźwignął raz jeszcze myśl jego ku tytanicznemu wysiłkowi – nie tylko po to, by ustalić nowe wytyczne dla swych młodych przyjaciół, austriackich Rewolucyjnych Socjalistów, lecz by raz jeszcze sformułować i pogłębić swą analizę faszyzmu, by uwydatnić jeszcze mocniej i wnikliwiej niż dotąd przeciwieństwa wewnętrzne, trawiące jego ustrój, i nakreślić – u skraju mogiły – wizję socjalistycznego zwycięstwa…

***

  Ale ruch socjalistyczny, toczący bój z faszyzmem, potrzebuje nie tylko jasnego planu strategicznego. Walka przeciwko totalnej niewoli wymaga wielkich wartości duchowych, które mogłyby uodpornić bojowników przeciwko miazmatom „czasów pogardy” oraz rozpalić płomień heroizmu w ich piersi. Także i pod tym względem dzieło Zmarłego jest sztandarem i drogowskazem. Nikt jaśniej od Bauera nie zdawał sobie sprawy z ograniczoności burżuazyjnej demokracji. Nieprześcignione są analizy, w których wykazuje, w jaki sposób klasy posiadające potrafią podporządkować sobie demokratyczne rządy i parlamenty, oraz udowadnia, że w chwilach gospodarczych lub społecznych kataklizmów system polityczny, łączący formalne ludowładztwo z faktycznym panowaniem garści wyzyskiwaczy, musi być rozsadzony przez przeciwieństwa klasowe. Co więcej – z tą samą odwagą, z jaką przyznawał, że faszyzm potrafi nie pokonać wprawdzie, lecz chwilowo odepchnąć trudności, z którymi nie może dać sobie rady liberalna gospodarka, nie wahał się stwierdzić, że fala barbarzyństwa duchowego, zalewająca Europę, ma jedno ze swych głównych źródeł w kryzysie kultury burżuazyjnej, której bezideowość i sceptycyzm wobec własnych twórczych osiągnięć nie mogą zaspokoić pragnienia wielkich przeżyć i czynnego kształtowania świata. Ale jeżeli tym niemniej był tak nieprzejednanym wrogiem „wodzostwa” wszelkiej maści i barwy – to nie tylko dlatego, że doceniał znaczenie demokracji jako terenu gospodarczego, społecznego i duchowego wzrostu klasy robotniczej w ramach kapitalistycznego społeczeństwa. Podobnie jak młody Marks snuł w pół wieku po wielkiej Rewolucji Francuskiej marzenie o nowej emancypacji, którą urzeczywistni proletariat i której rezultatem nie będzie już człowiek „w swej nieokrzesanej antyspołecznej postaci, człowiek w swej przypadkowej egzystencji, zepsuty przez całą organizację naszego społeczeństwa, pozbawiony władzy nad samym sobą, poddany panowaniu nieludzkich stosunków i żywiołów” – tak uczeń jego w 90 lat później wykuwał wizję socjalistycznej wolności, w której prawo ludzi do stanowienia o swym losie nie będzie ograniczone ani przez ślepe moce natury i brutalny przymus, ani przez ich własne energie twórcze, wydarte spod ich kontroli i przekształcone w niszczycielskie, wrogie im siły.

***

  Tym oto koncepcjom, tym ideom oddał Otto Bauer nie tylko swój zjawiskowy talent. Oddał im całego siebie, bez reszty – i tym samym opromienił je aureolą najwyższego piękna moralnego, do jakiego człowiek dźwignąć się potrafi. W ciągu 15 lat istnienia austriackiej Republiki był znanym wodzem jej potężnego ruchu socjalistycznego. Wszystkie osiągnięcia austriackiej Socjalnej Demokracji, jej imponujący dorobek organizacyjny, jej wspaniałe i zwycięskie boje związane są nierozerwalnie z jego imieniem. Lecz walcząc na czele wielkiej partii, otoczony miłością i czcią setek tysięcy proletariuszy, potrafił jednocześnie płynąć przeciwko prądowi we własnym ruchu i kiedy inni, olśnieni oszołamiającymi sukcesami, skłonni byli rozmienić wielki cel ostateczny na drobną monetę poszczególnych, stopniowo realizowanych reform – ani na chwilę nie tracił z oczu głębokich konfliktów, dojrzewających pod powłoką kapitalistycznej stabilizacji. Kiedy po zwycięstwie Hitlera w Niemczech niebezpieczeństwo faszystowskie zawisło nad ruchem robotniczym Austrii – długo ważył w sobie ostateczną decyzję: rachunek sił wykazywał przytłaczającą przewagę wroga, poczucie odpowiedzialności „przed matkami kraju” za krew i życie ich synów ciążyło na sumieniu. Ale skoro stało się widoczne, że istnieje jedynie wybór między kapitulacją na niemiecką modłę a rozpaczliwym oporem – dokonał wyboru. Na jego to inicjatywę komitet centralny partii powziął uchwałę o strajku generalnym i powstaniu. I kiedy na ulicach miast austriackich zaterkotały salwy schutzbundowskich kulomiotów, kiedy zbrojna elita austriackiego proletariatu stanęła do boju, by we krwi swojej odrodzić honor i chwałę Idei, by pokazać, jak potrafią socjaliści walczyć i umierać za sprawę – także i wtedy miała przy boku swego starego ukochanego wodza… A w kilka dni po stłumieniu powstania ogłosił broszurę, w której z bezlitosną otwartością stwierdził błędy dawnej partii i swoją za nie odpowiedzialność. Nieomylnym instynktem wiedziony, wyczuł, że nowy ruch wymaga nowych przywódców, nieobciążonych nawyknieniami przeszłości i odpowiedzialnością za klęskę – i wyciągnął z tego konsekwencje, stając przy boku młodych pionierów nie jako kierownik, lecz jako zawsze wierny i niestrudzony pomocnik i doradca.

***

  Takim był człowiek, który odszedł od nas rok temu w cichą noc lipcową. Odszedł w przekonaniu, że ofensywa kontrrewolucji faszystowskiej nie osiągnęła jeszcze swego punktu kulminacyjnego. Odszedł z bolesną świadomością, że ruch robotniczy w obu swych wielkich odłamach, które tak gorąco pragnął zjednoczyć, nie dojrzał jeszcze do zadań, jakie postawiła przed nim historia. Ale odszedł zarazem z niezłomną wiarą w ostateczny triumf. Tej samej wierze chcemy dać wyraz obecnie, chyląc czoło przed jego mogiłą. Wiemy: nadejdzie czas, kiedy wulkany, których miejsce z takim mistrzostwem wyznaczył, wybuchną. Kiedy pragnienie wolności, które płonęło w jego sercu, odżyje w piersiach milionów idących do ostatniego szturmu. I kiedy po obecnych systemach ucisku i ciemięstwa zostaną jeno dymiące się zgliszcza, a pamięć o ich „mężach opatrznościowych” przeminie jak koszmarny sen – w czci i uwielbieniu wolnych i szczęśliwych pokoleń będzie żyć wiecznie świetlany duch tego, co swym geniuszem, swym męstwem, swym samowyrzeczeniem bez granic przygotowywał dzień wyzwolenia.

 

Aleksander Erlich
_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Wolna Młodzież” nr 7(18)/1939, lipiec 1939 r. Pismo to było jednym z organów Cukunftu – młodzieżowej organizacji żydowskiej socjalistycznej partii Bund. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

 

Aleksander Erlich (1912-1985) – działacz lewicowej organizacji żydowskiej Związek Młodzieży Cukunft (Przyszłość) – oficjalnej młodzieżówki partii Bund. Redaktor i wydawca jej organu „Wolna Młodzież”. Syn lidera Bundu, Henryka Erlicha (Ehrlicha). Po wojnie na emigracji w Nowym Jorku, ekonomista, pracownik naukowy Uniwersytetu Columbia, autor m.in. pracy „The Soviet Industrialization Debate 1924-28” (1960).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *