Adam Ciołkosz

Ormiańska zagadka. Nowa ustawa samorządowa

[1933]

Sejm sanacyjny uchwalił dnia 18 lutego br. ustawę o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorialnego. Ustawa ta ma naturalnie dla klasy pracującej wielkie znaczenie, każdy bowiem chłop i robotnik styka się bezustannie z działalnością organów gminnych i powiatowych swego miejsca zamieszkania. Szkolnictwo i oświata przedszkolna, opieka społeczna, pomoc dla bezrobotnych, przedsiębiorstwa gminne, budowa dróg, szpitalnictwo itd. – to są rzeczy w wysokim stopniu dotyczące klas pracujących.

W jaki sposób patrzy na te rzeczy sanacja? Myśli ona tylko o tym, aby wszelkie możliwe posady obsadzić swoimi ludźmi.

Opozycja dzielnie broniła samorządu, dość wspomnieć, że posłowie socjalistyczni przy obradach nad tą ustawą wygłosili na pełnym Sejmie aż 16 przemówień. Jednak – jak było z góry do przewidzenia – ani mowy sejmowe, ani ostrzeżenia Związku miast, Związku gmin wiejskich i Związku powiatów nie przekonały sanacji i uchwaliła tę ustawę tak jak chciała.

Nowa ustawa obowiązywać będzie w całej Polsce, z wyjątkiem tylko Śląska, i w całym kraju gminy i powiaty mają być wzięte pod jeden strychulec. Już to uważali socjaliści za niepotrzebne, a nawet szkodliwe wprowadzanie zamętu w dobie straszliwego kryzysu, bo dlaczego ma być każda chałupa pomalowana na niebiesko? Ale sanacja tak postanowiła i skutkiem tego w całej Małopolsce oraz w Poznańskiem i na Pomorzu wprowadzone być mają w ciągu 30 miesięcy wielkie gminy zbiorowe, przeciw czemu jednomyślnie wypowiada się ludność województw południowych i zachodnich. Nadto około 200 miast, liczących poniżej 3000 mieszkańców, może być każdej chwili zwykłą uchwałą Rady ministrów zdegradowane do rzędu gmin wiejskich, co oczywiście odczułyby one boleśnie.

Kto będzie wybierał radnych gminnych i jak ich będzie wybierał? Sanacja i tutaj pokazała, czym jest, i wprowadza ordynację wyborczą niesprawiedliwą, zawiłą i niezrozumiałą dla ludności.

Przede wszystkim, powiadają sanatorzy, głosować może tylko ten, kto skończył 24 lata życia, radnym zostać może, kto skończył 30 lat. Dlaczegóż? Bo – powiada sanacja – dopiero kto odsłużył wojsko, ma dość rozumu w głowie, aby oddać głos przy wyborach. Myślałby kto, że od strzelania i maszerowania rozumu przybywa. W wojsku służy 211000 młodych mężczyzn. Pod tym pozorem odbiera sanacja milionowi siedmiuset tysiącom młodych ludzi prawo głosowania. Pracować wolno już od 15 lat życia, podatki płacić mogą, dzieci rodzić mogą, tylko głosować im nie wolno!

Aby zostać radnym trzeba nadto umieć czytać i pisać po polsku. Nikt tak, jak socjaliści, nie ubolewa nad ciemnotą ludu. Oświata to nasz sprzymierzeniec, analfabetyzm to nasz wróg, ale z drugiej strony zapytać musimy, któż to jest winowajcą, że pół miliona dzieci w Polsce nie chodzi do szkoły? Przecież winę ponosi tu nie klasa pracująca, ale ci, co nami rządzą i źle rządzą.

Aby zostać zawodowym burmistrzem czy prezydentem, trzeba będzie mieć skończone gimnazjum, a w sześciu największych miastach polskich – nawet uniwersytet. W robotniczej Łodzi albo w Sosnowcu czy Borysławiu robotnik, choćby najzdolniejszy i najuczciwszy, nie będzie mógł kierować losami miasta. Czy to jest sprawiedliwe?

Wybory w gminach są co pięć lat.

Gmina wiejska podzielona ma być na gromady (wsie). Gromada wybiera radę gromadzką, rada gromadzka wybiera sołtysa. Jakże się będzie wybierać radę gromadzką? Głosowanie jest jawne. Tu dodajemy, że jawne głosowanie istnieje jedynie w Rosji, Włoszech i na Węgrzech i uchodzi za hańbę XX wieku. Tylko na żądanie części wyborców może być wyznaczone głosowanie tajne.

Radni gromadzcy razem z sołtysami wybierają radę gminną, wybory do rady gminnej są zatem pośrednie.

Rada gminna może wybrać wójtem, burmistrzem czy prezydentem, kogo zechce. Może. Ale musi na osobę wybranego uzyskać zgodę starosty; w miastach trzeba uzyskać zgodę wojewody, względnie ministra na osobę burmistrza lub prezydenta. A jeżeli władze rządowe tej zgody odmówią? Rada ma wybierać po raz drugi.

A jeżeli się po raz drugi władza rządowa nie zgodzi? Wtedy gmina dostaje komisarza na rok i jeśli do roku nie wybierze tego, kogo chce rząd – będzie rozwiązana i będą nowe wybory.

Krótko mówiąc, w gminie musi być taki wójt, burmistrz czy prezydent – jakiego chce rząd. Inaczej gmina będzie miała komisarza. Ładna swoboda dokonania wyborów!

Jednym słowem gmina cała będzie zależna od władz rządowych, zarząd gminy od wójta czy burmistrza, rada gminna – od zarządu gminy, a obywatele będą płacić i cierpieć. Tego jednego prawa nikt im jakoś odbierać nie zamierza.

Dlaczego to wszystko razem nazywać się ma „samorządem”? Ja nie wiem. Jest taka zagadka ormiańska: „Co to jest? Jest zielone, wisi na drzewie i śpiewa”. Co to może być? Śledź. Dlaczego? Ja nie wiem. Taką samą zagadką jest sanacyjny samorząd. Dlaczego samorząd? Nikt nie wie…

Klasa pracująca rozwikła jednak i tę ormiańsko-sanacyjną zagadkę. Ta ustawa – to jest dalszy krok dla umocnienia dyktatury faszystowskiej.

Czy wolno patrzeć z założonymi rękoma na ten nowy zamach na najważniejsze prawo mężczyzn i kobiet urządzenia gminy wiejskiej czy miasta dla potrzeb ludności? Przecież ten samorząd ma wielkie znaczenie; przecież rada wybrana przez ludność musi mieć zrozumienie dla potrzeb dnia codziennego. Opieka nad dziećmi, matkami, biednymi starcami w rękach prawie że mianowańców, czy nie jest urągowiskiem z niedoli tych milionów mieszkańców miast i wsi?

Wierzymy, że i ten wysiłek sanacji nie pomoże. Wcześniej czy później, lud pracujący dojdzie do głosu i będzie decydował o swoim losie.

Adam Ciołkosz
______________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPS-owskim czasopiśmie „Głos Kobiet”, Warszawa, marzec 1933. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *