Stanisław Młodożeniec

Optymizm w dziejach i cywilizacji

[1937]

Patrząc na rozwaliska teraźniejszej rzeczywistości, na tę tytłaninę spraw, na powszechny zamęt, można by ulec zwątpieniu i zniechęceniu, gdybyśmy się uważnie poddali sugestiom obecnego momentu, a zwłaszcza oficjalnym, górującym chwilowo doktrynom. Natomiast gdy się wsłuchamy czujnie w tętno zbiorowego życia mas ludowych, gdy wnikniemy w ich pragnienia i odczucia, gdy zarazem popatrzymy na bieg ludzkich dziejów – odnajdujemy radosną wiarę w człowieka i w jego historię.

Stwierdzamy, że ludzkość jest niewysychającym nigdy źródłem sił, które nieraz wpadają w wir chaosu, jednakże zasadniczo wykreślają linię cywilizacyjnego postępu. Siły ludzkie, przybierając najrozmaitsze formy w działaniu, ulegają nieraz zahamowaniu, zużyciu lub rozkładowi, przecież na ich miejsce po momentach zastoju wytryska nowa, świeża energia, aby przeobrażać naturę rzeczy i formować ją w doskonalszym kształcie.

Człowiek zdobywa świat!

Znajdując się w nieustannym pochodzie i w walce musi nieraz zabłądzić. Kiedy indziej spadnie na niego znużenie. To znów niebaczny i rozzuchwalony powodzeniem daje się ponosić szaleństwom, za które potem drogo płaci.

Tak bywa z pojedynczym człowiekiem, to się przytrafia poszczególnym narodom, tak się zdarza z całą ludzkością.

Dlatego też na przestrzeni całych dziejów będziemy trafiali niejednokrotnie na ciemne karty, które nie przeszkodzą jednakże twierdzić, że dziedzictwo historii coraz bardziej się pomnaża. Świat dla nas przez pracę narodów i pokoleń stał się szerszy, ogromniejszy i pełniejszy.

Rozszerzyliśmy horyzonty naszego poznania, coraz skrupulatniej wnikamy w jego budowę, poddając mozolnym i zwycięskim badaniom najmniejsze drobiny materii.

Zogromniała świadomość ludzka. Wypełniła się mnogością elementów. Coraz subtelniejszej analizie towarzyszy rozleglejsza synteza.

I o ile ogromniej się stało na świecie i pełniej, o tyle jaśniej, ruchliwiej i żywiej.

Upowszechnia się wiedza o rozszerzonym i pomnożonym świecie. Ludzkość cała jednoczy się zarazem w swym rozeznaniu. I co ważniejsze, że dla tego rozeznania i dla tego jednoczenia zdobywa środki techniczne, dokumentujące tryumf geniuszu ludzkiego.

Niektóre odwieczne tęsknoty zostały wspaniale zrealizowane. Przyśpieszyliśmy rytm komunikacyjny, który właśnie stanowi wyraz ogarniania świata przez człowieka.

Pragnienia poznawcze, jak i wszelka tęsknota do rzeczy obcej, innej, dalekiej, mają do swej usługi siłę błyskawicznych motorów. Rozciekawiony znowuż zmysł oka znajduje zadośćuczynienie w swoim miejscu, dzięki taśmie kinematografu, która przesuwa przed nim obrazy najodleglejszych miejsc. A nawet dzięki synchronizacji łącznie z obrazem chwytliwy zmysł słuchu wnika w pogłos i muzykę najbardziej egzotycznych krain.

Najdosadniej w chwili obecnej zaznacza się jednoczenie świata przez radio. Wielkie wydarzenia, tryumfy czy katastrofy, które zachodzą w jakimkolwiek punkcie kuli ziemskiej, w jednym nieomal momencie stają się udziałem wszystkich krajów i wszystkich miejsc.

Z tej jednoczesności, z tej możności powoływania przez radio wszystkich do współudziału w tym, co jest ważne, wielkie, piękne, radosne, groźne, wspaniałe czy podłe, rodzi się wspólny rytm żyjących pokoleń, wibrujący w olbrzymiej skali takt odczuć i uniesień.

Świat staje się jedną wielką wsią. Świat, dzielony wodami i górami, pocięty granicami ras i języków, wraca do gromadzkiego życia, do cudownej epiki, do naoczności swoich spraw wobec wszystkich współmieszkańców.

Życie we wsi – to właśnie życie w pospólnej znajomości. To życie pod kontrolą oczywistych praw gromady, to życie w ciągłej łączności z ludźmi, którzy nas znają bezpośrednio.

Teraźniejsza technika najdobitniej wykazuje tendencje do bezpośredniego łączenia ludzi ze sobą, do nawiązywania węzłów najbliższego kontaktu między tymi, co są oddzieleni przestrzenią.

Taka technika utwierdza impulsy zbiorowego życia, jakie od wieków kierowały bytem gromady wiejskiej i dlatego też musi być ona radośnie przyjęta, zaakceptowana i sprowadzona na drogę pospólnej usługi przez człowieka wiejskiego.

Wszak ta technika stanowi tylko udoskonalony, wspaniale rozwinięty kształt jego odczuć i wiekowych nawyknień. Ona wyszła na spotkanie pragnień prawdziwie społecznych, pragnień, którymi oddycha wieś.

Przez tę technikę świat się uspołecznia w ścisłym tego słowa znaczeniu, przywracając sobie poczucie jedności i bezpośredniej obecności w niej różnorakiego człowieka.

I jeżeli mimo właśnie tych tendencji jesteśmy teraz w straszliwym i pełnym niepokoju zamęcie, to tylko dlatego, że świeże zdobycze cywilizacyjne znalazły się we władaniu zdegenerowanych, zużytych, wypaczonych sił, które nie są w stanie wypełnić techniki tchem twórczej wiary, iskrą człowieczego powołania.

Do nowej rzeczy potrzebny jest człowiek nowy. Nie ulega wątpliwości, że nasza ludzka rzeczywistość dzięki technicznym przemianom różnostronnie się przeobraża. Twierdzimy też z całym radosnym przekonaniem, że to przeobrażenie idzie po linii postępu.

Rozszerzenie, wypełnienie i rozjaśnienie zdobytego przez nas świata zostało umocnione rytmem najrozmaitszej komunikacji. Ale ze smutkiem stwierdzamy też, że obieg krwi w tym wynowiałym organizmie doznaje bolesnego zahamowania, trafiając na sklerotyczne schorzenia w płucach czy może nawet w samym sercu.

Trzeba je usunąć! Trzeba zastąpić świeżymi siłami, stęsknionymi do rzetelnej pracy.

Te świeże siły wniosą swój poryw, wiarę, powołanie, ale też i swoją metodę pracy, która akurat odpowiada przeznaczeniom techniki.

A przede wszystkim zbiorowość chłopska, nieustannie i namacalnie odczuwająca sens życia ludzkiego jako tworzenie chleba, który karmi i daje moc, najwalniej może usłusznić sens wynalazków, powołując je do tworzenia różnorakiego chleba, który naprawdę karmi i daje moc.

Stwierdzając istotną styczność dążeń technicznych z nawykami wiejskiego człowieka, żyjącego w gromadzie, podkreślając paradoksalną zbieżność tego, co jest odwiecznie tradycyjne, z manifestacją nowości, umacniamy się w optymizmie dla idących czasów, gdyż z zamętu dzisiejszych dni wydobywamy elementy dynamiczne, twórcze, zdolne pracować dla konstrukcji, dla wspanialszego, niźli kiedykolwiek był, ładu.

O ile zastanawiamy się nad cywilizacją kształtowaną pod znamieniem zasad chrześcijańskich, w której całkowicie zamykają się polskie dzieje, możemy dostrzec dotychczas w niej dwie epoki: średniowiecze i czas rozpoczęty ruchem humanistycznym, czas, jaki jeszcze dotąd nie został całkowicie wykończony.

Układ średniowiecznego życia polegał na wszechstronnym uzależnieniu od autorytetu kościoła. Prawdy były dawane ludziom do wierzenia z góry i były przyjmowane bez dyskusji jako objawione.

Świat wyraźnie dzielił się na zbawiających i zbawianych. Świat był mały i nikły w ludzkim poznaniu, ale mocny i surowy w odczuciach, łączony jednością religijną.

Epokę pośredniowieczną znamionuje dążenie do wyzwalania się z bezceremonialnej opieki i dyktatury duchowieństwa. Zbawiani chcą sami znajdować dla siebie drogi do szczęścia. Jednostki domagają się wolnej gry w żywiole, łamią narzucone im okowy, wykazują rozpęd poznawczy.

W walce tej używają najskuteczniej oręża w postaci druku i papieru. Najrozmaitsza, coraz upowszechniająca się literatura, staje się znamieniem tej epoki.

Jak średniowiecze było czasem religii i religiantów, tak od odrodzenia zaczęła dominować filozofia, która posiadała dużą dynamikę w przygotowywaniu umysłów do przemian.

Obalano dawne autorytety, w zdobywczym pochodzie nauki ogarniano szersze horyzonty świata, wnikano głębiej w jego strukturę, nie mniej jednak indywidualistyczny pęd do wolnej gry przeobrażał się w pragnienie wszelakiego użycia.

W twórczym ziarnie tego pędu były już zarodki rozkładu. Ale najistotniejsza racja tej całej epoki mieściła się w tym, że rozbudzała ona i upoważniała prawo do samozbawiania, że szerzyła krytyczne myślenie, że dawała każdej jednostce podstawy do kąpania się w ożywczych źródłach wyzwalającej się myśli.

Ta epoka przygotowała przez upowszechnioną oświatę grunt dla nowego czasu, kiedy rozbudzone w myśleniu masy same wystąpią z twórczą inicjatywą kierowania życiem, kiedy w poczuciu swojej jedności same zechcą się zbawiać.

Masy i wszelaka maszyna – oto główne znamiona czasu, w który wchodzimy, który radośnie już odczuwamy w cierpkim smaku wczesnej wiosny.

Łączność mas przez technikę, przyśpieszony puls odświeżonego życia, wypełnianie twórczą pracą każdego zakamarka ziemi, oczywista przytomność wszystkich w dziejach ludzkich, szybka wymiana najrozmaitszego dobra i możliwość korzystania z powabów dalekiej odmienności – to ten bochen chleba, co jeszcze jest w zakwasie.

Ale zdaje się, że dużo papieru trzeba będzie spalić, by wytworzyć atmosferę potrzebnego ciepła, bez której ciasto się nie uda.

A palić go wypadnie także po to, żeby usunąć góry przegród, jakie stanęły między jednym a drugim człowiekiem, żeby obalić zmartwiałe posągi fałszywych doktryn i nawyków. Chłop, twórca chleba, twórca najistotniejszego użytku, będzie miał odwagę i musi się na nią jak najrychlej zdobyć, bo nikt inny, jak głównie on, powołany jest do rozpoczęcia nowej epoki.

Jest on masą, która nie zagubiła instynktu ziemi. Musi więc dać duszę maszynie!

Stanisław Młodożeniec

___________________________

Powyższy tekst Stanisława Młodożeńca pierwotnie ukazał się (z podtytułem „Dalszy ciąg rozważeń napoczętych w artykule pt. »Kończymy cywilizację papieru«”) w piśmie „Młoda Myśl Ludowa” („miesięcznik poświęcony sprawom ruchu ludowego”) nr 2/1937. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *