Edmund Chojecki

Ogólny rzut oka na rewolucję

[1849]

Ze wszystkich działań zjazdu frankfurckiego, oto jedyny ważny wynik, jaki „Times” dla ludzkości wyciągnął, co do nas którzy odmiennymi od organu polityki angielskiej rządzimy się przekonaniami, nie możemy i w tym razie przyznawać sejmowi jakiejkolwiek ważności, tym bardziej że nie tyle obwiniamy zasiadających w nim ludzi, jak ogólne stanowisko Niemców, plemienia umierającego jeżeli już na pół nieumarłego a które we dwa ognie między szczepy romański i słowiański wzięte, do małego nader znaczenia co do granic, do żadnego prawie co do siły sprowadzonym zostanie. Tymczasem musimy być widzami tego powszechnego u nich rozkładu i gnicia, równie jak współuczestnikami powszechnego przeradzania Europy. Wszakże w rozmaitości duchowej plemion i ich posłannictw, w różnorodności dzisiejszych rewolucji, jasno, jaśniej nad wszelki wyraz spostrzegamy fakt jeden: solidarność ludów; obok tego czujemy że ludziom dobrej woli serca się rozrosły, że duch człowieczy w strefy wyższe wstąpił, że dzień związku narodów nadchodzi. Słyszym jak godzina wybawienia bije a to dla wszystkich utrapionych, słyszym jak huragan burzyciel starości i spróchnienia od Gibraltaru do Kamczatki się podrywa, słyszym dokoła konwulsyjną niespokojność oczekiwania i mówimy do tych którzy oczy mają a nie widzą: „Chrońcie się dopóki czas, gdyż skoro huragan was uniesie, na próżno będzie wzywać ratunku”. Tymczasem trapi nas zawiłe pytanie: jako Polacy, jako ci którzy nie stracili w sobie ducha społecznego, co poczniemy? Pytanie to łatwiejszym do rozwiązania jest dla naszego, jak dla któregokolwiek innego rodu, ale trzeba pamiętać że w tym, co w nas jest zewnętrzną oświatą, trzy niemal części są rzeczą napływową, obcą, jeżeli zaś u cudzoziemców rewolucja trzęsie posadami społecznego gmachu, jeżeli u nich oświata umiera, wtedy to, co w nas jest francuskiego, angielskiego, niemieckiego, bez niebezpieczeństwa zgnilizny lub śmierci, przeciwnie, gwoli warunkom bytu, wykorzenionym być musi; trzeba pamiętać, iż znów to, co być powinno, jest tak dalece przez to, co jest zgłuszonym, uciśnionym, że samo tego ostatniego pojęcie, pojęcie rdzennych, treściwych w nas żywiołów, przywykliśmy uważać już nie jako oderwane od rzeczywistości, nie jako świadomość realną, lecz niemal jako poetyczno-idealne wspomnienie, jako mit. Stąd też praca naszego przerodzenia, naszej rewolucji jest niesłychanie bolesną, musimy bowiem płomieniem wybuchłym z rodowego zarzewia, ogniem wewnętrznym ducha, zewnętrzny nasz kształt rozłamać i skorupę na nas narosłą spopielić, musimy święty pożar rozpłomienić, ażeby ze zgliszczy naszej formy Feniksem się wypierzyć, musimy rozbudzić palne żywioły najgłębszych warstw i wyprowadzić na wierzch w czynie to, co w nas jest i być powinno.

Słowiańszczyzna jak to już powiedzieliśmy, z potężną odradzającą siłą wystąpi w rozbłysłej nam epoce dziejów nowożytnych. Słowiańszczyzna, której Polska jest ogniskiem świętych żywiołów, biegunem światła i wolności, arką wątków dla przyszłości płodnych, bo poświęceniem okupionych, równie jak caryzm moskiewski jest źródłem szatańskich sił, biegunem ciemnoty i niewoli, wiązką literacką rózg zużywanych na uzwierzęcenie człowieka. Dziś Słowiańszczyzna ma tylko nazwę i przyszłość przed sobą; działalność jej historyczna rozpocznie się dopiero wskutek ostatecznej, czynnej walki światła z ciemnotą, wskutek rdzennej a zawieszonej już nad nami socjalnej rewolucji w Rosji, wskutek wyswobodzenia Polski, to jest dopełnienia osiowego warunku bytu społeczeństwa. Wtedy to olbrzymie moce, jakie Polska dziś zużywa na wewnętrzny bój przeciw zbawieniu powszechnej sprawy ludzkości, porwą za sobą potęgi jej pobratymców ukryte pod materializmem, cudzoziemszczyzną i jarzmem, jakie Waregi i Niemce od wieków na nią nałożyli. Żywioły budownicze w ludzkości, towarzyskość, wspólność, gwoli uorganizowanej w społeczeństwie zachodnim walce pracy z przywilejem, zatopione w krwi, zabite w duchu i abstrakcyjne, ledwo objawiające się w literze braterstwa, wzajemności itd. w formie, która na próżno woła o rzeczywistość i wcielenie, żywioły te powtarzamy w Słowiańszczyźnie przede wszystkim twierdzące i twórcze, żyją w niej dotąd, żyją w duchu bardziej niż w formie, gdyż formy słowiańskie jakkolwiek z pierwiastków gminnych wyrosłe, wielce atoli uległy wpływowi ducha indywidualizmu germańskiego jako też romańskiej metodycznej centralizacji i martwej unitarności, czyli z jednej strony swawoli i dowolności, z drugiej zaś literze i metodzie. Duch słowiański jako syntetyczny dla thesis romańskiej i antithesis germańskiej, czyli dla równości centralizacyjnej i osobistej wolności (a więc i własności), za słowo swoje postawi wolności i równości we wspólności, ciałem zaś tego słowa będzie stan, antynomią wolności z równością rozwiązujący w trzeciej zasadzie, to jest we wspólności, a to według niepożytych prawd dialektyki, według istoty rzeczy, według rzeczywistości i czynu.

Tymczasem, witając z każdym dniem nowe a coraz potężniejsze objawy powszechnego rozkładu, te kilka ogniw nieskończonego łańcucha, które podjęliśmy w przeszłości, upuszczamy w otchłań wypadków, jakie przyszłość nam zapowiada.

Edmund Chojecki

___________________________

Powyższy tekst Edmunda Chojeckiego to fragment rozdziału „Ogólny rzut oka na rewolucję” z książki „Rewolucjoniści i stronnictwa wsteczne”, wydanej w Berlinie w 1849 r. nakładem księgarni Behra. Od tamtej pory nie była wznawiana, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i opracował Piotr Kuligowski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *