Julian Maciej Goslar

Odezwa do chłopów

[1845]

Ludzie! Pracujecie od świtu do nocy – nic to złego, bo do pracy pan Bóg wszystkich ludzi stworzył. Ale pracujecie od świtu do nocy, a nic nie macie z waszej pracy. Pracujecie, a nie macie zawsze ani chleba na opędzenie głodu ani zgrzebnego płótna na okrycie waszych nagich dzieci! Wy robicie chleb dla wszystkich, a sami go nie jecie, wy hodujecie owce, sporządzacie len i konopie, a nie macie czym odziać waszych członków zbolałych! Wy robicie cegły, budujecie miasta, a sami z wolem leżycie w barłogu. Wy wszyscy ludzie uciśnieni, którzy w poddaństwie żyjecie!

O Boże! czemuż się tak dzieje? Czy to Bóg postanowił, żeby jedni próżnując opływali w zbytkach, a inni pracując usychali z głodu! Czy to Bóg postanowił, żeby tysiące byli niewolnikami jednego! Wszak Chrystus Pan powiedział, że wszyscy ludzie są dziećmi jednego Boga, a braćmi sobie. Ludzie, co byście powiedzieli na ojca, który swoim wszystkim dzieciom kazałby pracować dla dziecka jednego, i temu jednemu dziecku dozwoliłby w próżniactwie i zbytkach pracę wszystkich braci przepijać i przejadać? Nieprawdaż ludzie, byłby to ojciec najniesprawiedliwszy i okrutny? A nasz ojciec niebieski miałby być gorszy od najgorszego z ziemskich rodziców? O ludzie, nie bluźnijmy, nie przypisujmy Bogu czynów złośliwych! Nasz dobry Bóg nie postanowił i nie chce pańszczyzny. Czyjaż ta rola z której odrabiacie pańszczyznę – czy dziedzica? Czy cesarza, jak wam powiadają? Czy dziedzic, król lub cesarz kupili tę ziemię od Pana Boga? Czy ją pracą zarobili? Czy chociaż jeden zagon wasz obrobił pan lub cesarz własnymi rękoma? O ludzie, wasz kąsek ziemi jest najprzód boski, a potem tego, kto na nim pracuje. Każdy dar boski tylko własną pracą możemy dla siebie zarobić. Wyście wasze grunta już dawno krwawo przepłacili. Każdą bryłę ziemi waszej waszymi wyściskaliście rękoma, skropiliście waszym potem i łzami waszymi! Dlaczegóż jeszcze odrabiacie pańszczyznę. Skąd powstało poddaństwo? Jakiż go szatan sprowadził na ziemię? Posłuchajcie powiem wam! W dawnych, w dawnych bardzo czasach na tej polskiej ziemi żyli Polacy, wszyscy równi sobie. Nie było szlachty ani poddanych. Kto więcej pracował miał więcej. Kto był rozumniejszy i lepszy, więcej był szanowany. Kto najwięcej ludziom dobrze robił tego najbardziej kochali. Kto był najrostropniejszy i najsprawiedliwszy, ten rządził i sądził tego wszyscy dobrowolnie słuchali. Sami Polacy obierali sobie sędziów i dobrze im z tym było, bo wiedzieli kogo obrać mieli. I wszyscy byli szczęśliwi. Było pod dostatkiem chleba, miodu i wszystkiego co potrzeba. Była zgoda, przyjaźń i miłość. Wszyscy Polacy jedną duszą żyli. Sąsiednie narody, Niemcy, Moskale i Tatarzy, pozazdrościli szczęścia Polakom. Nie mieli się czym żywić, bo ich ziemia nie była tak urodzajna, jak w Polsce, nie umieli ją dobrze uprawić, a nie chciało się im ciężko pracować. Wpadali więc znienacka hurmami w polską ziemie, zabierali zboże i co dopaść mogli, nawet samych Polaków bezbronnych pędzili do swych krajów, i tam jako niewolników używali do robót, a czego nie mogli zabrać, to palili i niszczyli, kto nie chciał iść z nimi, tego zabijali. Polacy słysząc, że wróg ojczyznę pustoszy, zbierali ze wszystkich stron, gonili wroga, a gdy go dopędzili, odebrali wszystko co zrabował. Lecz nie wszyscy Polacy zbierali się do boju, tylko ci, co najprędzej posłyszeli o wrogu, co byli najbitniejsi, i co najwięcej mieli ochoty do wojny. Ci bili wroga, odbierali polski majątek i Polaków uwięzionych. Co to za radość, gdy się brat z bratem, kochanek z kochanką, syn z ojcem i matką witali, tak rzewnie, jakby z tamtego świata wrócili! Wszyscy dziękowali rycerzom, którzy taką przysługę ojczyźnie zrobili, którzy tysiącom braci wrócili majątek, życie i wolność i całą ojczyznę oczyścili z okrutnego wroga. Nie wiedzieli jak się mieli wywdzięczyć tym walecznym braciom. Bo jakże wywdzięczyć się temu, kto własną krew dla nas przelewa i życie poświęca? Polacy więc z wdzięczności obdarzyli walecznych Polaków majątkiem, czcią i synowską miłością. Dla nich uprawiali ziemię i robili im co mogli. Nietrudno było kilkuset ludziom zapracować dla jednego, bo ten jeden nie miał innych potrzeb jak wszyscy jego bracia, to samo jadł, pił, taką sukmana się odziewał, i w takiej chacie mieszkał jak wszyscy jego wdzięczni rodacy. Rycerze cieszyli się, że bracia taką czcią ich obdarzają, pragnęli zawsze na taką wdzięczność rodaków zasługiwać, i zawsze będąc gotowi do boju, często walcząc, zwyciężali wroga, i co raz więcej majątku i części skarbili dla siebie. Widząc, że im z tym dobrze, także swoje dzieci ćwiczyli do wojny, sami byli stróżami ojczyzny, bronili ją od każdego wroga, a reszta Polaków spokojnie sobie płodną ziemię obrabiając, używali szczęścia domowego. Tak powstał osobny stan rycerski, i osobny stan wieśniaków. Z początku wszystkim tak było dobrze, bo wieśniacy bez wielkiej pracy dobrowolnie żywili swych obrońców, a rycerzom wdzięczność i miłość reszty braci wynagradzała hojnie wszystkie trudy i niebezpieczeństwa wojenne. Ale po niejakim czasie zaczęło się wszystko odmieniać. Rycerze odzwyczaili się od innej pracy – oprócz wojennej, inną pracę za hańbę sobie poczytując. A że wojna nie trwa zawsze, więc przez cały czas wolny od bitwy próżnowali rycerze. A że próżniactwo początkiem wszystkiego złego, więc i rycerze polscy mieli czas myśleć o złem, wymyślili zbytki, żądali więcej pracy i daniny od wieśniaków, myśleli nad tym, jakby dla swoich dzieci, wnuków i wszystkich potomków na zawsze zapewnić te korzyści, których sami używali. Połączyli się z księżmi, przyjęli ich do spółki, obrali sobie króla. Król potwierdzał wszystko, co rycerze postanowili, a księża nauczali, że co król nakaże, to tyle znaczy jakby sam Bóg nakazał, nauczali, że dla rycerzy inni ludzie powinni pracować. Poczciwi wieśniacy wierzyli, bo nie znali kłamstwa; jeszcze chętnie robili wieśniacy i dawali daniny, bo rycerze jeszcze często walczyli z wrogami ojczyzny. A chęć jeden i drugi wieśniak poznał, że złe wkrada się do kraju, nie mógł temu zaradzić, bo nie mógł porozumieć i połączył się z wszystkimi, bo wieśniacy nigdy nie schodzili się razem: rycerze zaś wszyscy często zgromadzali się na wroga, mogli się więc wspólnie naradzić i wspólną siłą poskromić wieśniaków, którzy by w jakiej wsi sprzeciwiali się woli jakiego rycerza. Tak chociaż rycerzy sto razy mniej było aniżeli wieśniaków, byli przecie sto razy mocniejsi, bo się naradzali i działali wszyscy razem, a wieśniacy nie robili tego.

Na taki sposób z obrazą Boga powstało poddaństwo. Rycerze nazwali się szlachtą, a wieśniaków chłopstwem i poddaństwem swoim; sami na tych poddanych podług woli nakładali powinności i różne ciężary – coraz to więcej, aż do tego przyszło, że wieśniak choć wszystko robił nie miał nic, a szlachcic, choć nic nie robił miał wszystko. Lecz wtedy Bóg sprawiedliwy spuścił karę, bo ci panowie w próżniactwie i zbytkach tak bardzo zgłupieli i zgnuśnieli, że już ani walczyć jak dawniej nie umieli, nie mogli i nie chcieli, tylko w każdym niebezpieczeństwie oglądając się na obcą pomoc, uciekali się często pod opiekę samych wrogów i siebie sami wraz z poddanymi i całą ojczyzną Niemcom i Moskalom zaprzedali. Otóż widzicie jak wasza niewola powstała! Kiedyż ona ustanie? Chcecie się dowiedzieć? Posłuchajcie!

Od kogóż spodziewacie się wolności? Żeby Panowie sami wyrzekli się dobrowolnie pańszczyzny, to wam nigdy na myśl nie przyszło, chociaż prawdziwie niektórzy Panowie radzi by jak najprędzej zwalić kamień ze swego sumienia, i oddać wolność ludowi, bo poznali już, że poddaństwo grzechem jest, poznali, że wasz grunt powinien być i jest już od dawna waszą zupełną czystą własnością, z którego nikomu nic nie winniście, tylko Panu Bogu podziękę w modlitwie. Lecz takich przyjaciół między Panami jest mało; i oni sami nie zdołają wrócić wam wydartej wolności, oni zostają także pod rozkazami cesarza, i bez jego woli żadnej ważnej zmiany zaprowadzić nie mogą. Prędzej spodziewacie się, że cesarz skasuje pańszczyznę; ale bardzo mylna ta wasza nadzieja. Cesarz nigdy nie uwolni was od ciężarów, nigdy nie uczyni was ludźmi wolnymi. Czy nie wiecie, że panowie waszą pracą muszą się dzielić z cesarzem? Wszak on sobie drogo każe panom płacić za to, że pańszczyznę i wszelkie poddaństwo utrzymuje pod swoją opieką. Czy nie wiecie, że wojsko cesarskie na śmierć zabija wieśniaków, którzy nie chcą odrabiać pańskiego? O bracia kochani cóż was to zaślepiło, że od tego cesarza oczekujecie zbawienia? Cóż on wam kiedy dobrego uczynił? Myślicie, że was broni od tyranii Panów, że na waszego pana wolno wam skargę podać do Cyrkułu? Cóż komu kiedy ta skarga pomogła? Biedny chłop skrzywdzony od dziedzica traci pieniądze na stempel, na pisarza, na drogę, a Pan wypije butelkę wina z panem komisarzem, i chłopa jeszcze bardziej każe wychłostać. Kruk krukowi oka nie wykole. Cesarz umyślnie utrzymuje pańszczyznę, jątrzy chłopów na panów, a panów na chłopów, bo myśli sobie „Jakby poddaństwa nie było, nie mieliby co skarżyć na siebie, chłopi staliby się panami, pobrataliby się z nimi, a połączywszy się razem wypędziliby z swego kraju moich urzędników, którzy mi stamtąd tyle pieniędzy przysyłają. Ale dopóki poddaństwo trwa, będzie drażnić chłopów z panami i nie pozwoli im się na mnie połączyć”. Tak myśli cesarz i jakże ma myśleć inaczej. Cóż niemieckiego cesarza gdzieś tam daleko w Wiedniu może obchodzić los chłopa polskiego? Aby tylko jemu dobrze było, o resztę nie stoi. Albo on was zna? Albo on wam ojcem bratem przyjacielem albo kumem, żeby się miał o was starać? On się stara, aby was z ostatniego obdarł szeląga, niejeden z was może ani suchego kawałka chleba nic skosztował, a niesie biedak kilkanaście cwancygerów za ostatnią jałówkę do kasy cesarskiej! I na cóż te podatki płacicie? Oto, żeby cesarz ze swą rodziną miał co używać, żeby miał czym płacić urzędników, którzy wasze głowy, wasze ziarna rachują i zapisują, by wiedzieli, ile wam zostawić prawie byście z głodu nie wymarli, żeby miał płacić czym wojsko z kijami na waszą skórę, na to dajecie podatki. Cesarz ani tyle o was się nie stara, ile wy o wasze bydlęta. Wy z bydlęciem dzielicie się strawą, chatą i pościelą, Cesarz pożyczy chłopu pieniędzy, ale dopiero wtedy, gdy już ma z głodu umierać, i to pożycza nie z litości, ale dla zysku własnego, bo chłop odda tysiąc za jeden. Cesarz wam nawet waszej soli i waszych liści zazdrości – waszą własną sól z Bochni i Wieliczki drożej wam sprzedaje, niźli Niemcom, a słoną wodę wlewa do kanałów, aby ubogi nie zmaczał w niej chleba niesłonego. Liście do fajki, które by w każdym ogródku róść mogły, drogo kupować musicie; i wy myślicie, że wam cesarz daruje pańszczyznę?

Któż więc zniesie to ohydne poddaństwo? Kto was wybawi z niewoli?

Bóg wszechmocny nasz ojciec najlepszy niebieski. Wszak ten ojciec swego syna najmilszego ukrzyżować pozwolił, dla kogo? Czy dla panów? Nie, dla ciebie ludu uciśniony. „Kochaj Boga nade wszystko, a bliźniego jak siebie samego, a twym bliźnim jest każdy człowiek”. To nauczał Chrystus i za to zamęczyli go królowie, i możni bogaci faryzeusze, bo oni nie chcieli być braćmi biedaków, nie chcieli wyrzec się panowania nad ludem, nie chcieli poprzestać uciemiężenia ludu. Tak bracia! Chrystus za to był zamęczon, bo chciał, żeby nie było poddaństwa. A księża wam tego nie powiadają, bo się boją cesarza, i on im płaci za to, żeby was tak uczyli, abyście byli posłusznymi cesarzowi i panom, abyście jak barany aż do samej skóry pozwolili im się ostrzygać. Każdy ksiądz woła: „Oddaj Bogu co jest boskiego a cesarzowi co cesarskiego”. Ale jeszcze żaden nie zawołał: „Oddaj chłopu co jest chłopskiego”. Cóż jest boskiego? Wy sami, dusza wasza! Pielęgnujcież tę duszę, zachowajcie ją od wszelkiej niewoli, abyście ją czystą i godnie mogli oddać kiedyś ojcu niebieskiemu! Cóż jest cesarskiego? Cesarskiego może być to, co jest cudzoziemskie. A więc oddajcie cesarzowi niemieckich urzędników jego, zapędźcie ich wszystkich z waszego kraju do Wiednia. Oddajcie ich cesarzowi, niech więcej żadnego nie przysyła na wasze karki! Cóż jest chłopskiego? Wasze grunta, które obrabiacie, wasze bydlęta, które hodujecie; wasze dzieci, któreście zrodzili i które żywicie; waszymi są wasze ręce, nogi, plecy, wy sami jesteście swoimi! Odbierzcież co wasze, kiedy wam tego sami dobrowolnie oddać nie chcą! Wasze grunta, i całą chudobę zróbcie waszą dziedziczną własnością, waszych dzieci nie dajcie krępować golić i pędzić w dalekie kraje na żołnierza; waszych rąk i nóg używajcie dla siebie i dla kogo dobrowolnie z łaski czy za pieniądze używać zechcecie. Waszych pleców nie podstawiajcie pod kije tyrana. Nie wierzcie wszystkim księżom, bo gdyby oni was to tylko nauczali, co Chrystus nauczał, już byście dawno nie znali poddaństwa, i bylibyście szczęśliwymi obywatelami szczęśliwej ojczyzny! Tylko ten ksiądz, który was nie zdziera za chrzty śluby i pogrzeby, z wami jak braćmi postępuje, i który wam – gdy czas przyjdzie – ogłosi z ambony, że pańszczyzny robić ani żadnej daniny dziedzicowi płacić nie będziecie, że powinniście wypędzić cudzoziemca, który pod swoją opieką utrzymuje poddaństwo, taki tylko będzie księdzem prawdziwym, prawdziwym uczniem Chrystusa, bo jak Chrystus działa dla ludzi. Którzy tego nie zrobią i którzy nie po bratersku żyją z ludem, są fałszywymi księżmi, są poganami, bo chcieliby niewolę ludu utrzymać, chociaż Chrystus dlatego umarł na krzyżu, aby wszelką niewolę zgubić. Chrystus nie chodził do pałaców, tylko do chatek ludu. Lud płakał za Chrystusem, gdy go faryzeusze na śmierć prowadzili.

Nauczają was: Zbawiciel zstąpił na ziemię, aby nas od zatracenia wiecznego odkupił, ale nie, żeby ludowi na ziemi nadał szczęście doczesne! Boże kochany! Jakże człowiek w niewoli zdoła zasłużyć na niebo! Jakże zdoła wypełnić dziesięcioro Bożego przykazania! Jak może ten nie przeklinać matki, że go zrodziła, i Boga, że mu dał duszę, nad którym nieustannie wisi bat ekonoma, polowego albo kaprala? Który swemu bydlęciu szczęścia zazdrości! Jakże się obejdzie bez obrazy Boga. Jak on może kochać bliźniego, kiedy ten bliźni za krwawą pracę pluje mu w oczy i depcze po karku! Kiedyż on ma czas oświecić ducha, posłużyć Bogu i myśleć o zbawieniu, kiedy zaledwie zostaje mu czasu dla siebie i dla swoich dzieci zarobić na żur bez chleba, a wypocząć nie może! Tak, bracia, gdyby zbawiciel wam tylko chciał dać niebo, a nie chciał znieść waszej doczesnej niewoli, to by tyle znaczyło, jak gdyby komu, co ma związane nogi, obiecał piękną dać kamienicę na drugiej stronie ziemi, jeżeli ze związanymi nogami do niej przybiegnie. A przecie nasz Bóg nie może tak strasznie żartować ze swoich dzieci! Zbawiciel umarł, żeby was wybawił od niewoli doczesnej, i wiecznej zatraty. A czemuż nie wybawił do tych czas? Słuchajcie!

Bóg nie jest rycerzem, żeby wojował z waszymi wrogami, ani nie jest adwokatem, żeby w sądzie bronił waszej sprawy, ani nie jest sługą, żeby wam pot z czoła ocierał. I wy nie jesteście robakami, ale jesteście na podobieństwo Boga stworzeni i sami sobie dopomóc możecie. Bóg śmiercią syna swego najlepszego dowiódł wam tylko, że pragnie waszego zbawienia. Bóg dał wam silne ramie i ostre żelazo, żebyście sami rycerzami byli i dał wam rozum, żebyście sami waszej sprawy bronili, „Pieczone gołąbki nie idą same do gąbki”, a wy chcecie, żeby się wam wolność sama wpraszała. Bóg nam daje wszystko, ale tylko wtedy, gdy sobie zasłużymy na to. Człowiek sieje i orze, a Bóg spuści deszczyk i słoneczkiem wygrzeje piękną pszeniczką. Lecz kto nie sieje i nie orze, dla tego nie rośnie pszenica. Tak, bracia kochani! Wy sami, sami tylko możecie się uwolnić od poddaństwa, a Bóg pobłogosławi wam z góry, gdy się uwalniać będziecie! Was jest tak wiele, że gdyby każdy z was tylko jeden kamyczek rzucił na tych, którzy was ciemiężą, na trupach waszych wrogów powstałyby góry kamienne! Bracia kochani, wy macie mniej nieprzyjaciół niż się wam zdaje. Waszymi nieprzyjaciółmi są tylko: rząd austriacki, moskiewski i pruski. Oni pod swoją opieką utrzymują poddaństwo. Wasi dziedzice w pewnej części już pragną połączyć się z wami, bo i oni jęczą w niewoli. Oni muszą płacić wielkie podatki i akcyzę za waszą pańszczyznę. Wielu z nich kazał zamknąć do więzienia monarcha niemiecki i moskiewski, dlatego że chcieli wam dać wolność i Ojczyznę z cudzoziemców oczyścić. Oni tyle cierpią od wrogów i od sumienia że się im nie opłaci poddaństwo. Oni chcą już wynagrodzić krzywdę, którą ich przodkowie waszym przodkom uczynili. Tylko urzędnicy moskiewscy i niemieccy w polskim kraju są wrogami waszymi! Jakże łatwo roztłuc ich na miazgę. A choć monarcha niemiecki i car moskiewski przyśle na was żołnierzy, waszymi kosami posiekacie ich na drobną kapustę. W rewolucji przed czternastoma laty mało było kosynierów, bo nikt ludowi wolności nie dawał, a przed tą garstką uzbrojonych chłopów w kosy, drżeli ze strachu Moskale. A za czasów Kościuszki sam Bartłomiej Głowacki z małą gromadką chłopów dwanaście strzelających dział w samem ogniu odebrał. Cóż to będzie, gdy wszystek lud polski za swoją wolność wystąpi do boju. Wtedy nieprzyjaciel na sam widok ludowej potęgi struchleje! Tak silnymi jesteście, tak słabymi nieprzyjaciele wasi! I dlatego jeżeli sami nie przyłożycie się, nie podniesiecie oręża na wroga, Bóg nie uwolni was z poddaństwa, bo Bóg nie może chcieć waszego szczęścia, jeżeli wy sami go nie chcecie. Bóg nie podchlebia gnuśności człowieka. Jednak nie bądźcie za nadto dumnymi, bo sami przez się całkiem bez pomocy Boga, waszego oswobodzenia ani zacząć nie możecie! Bo choć jedna i druga wieś powstanie, Cesarz przyśle wojsko, które całą wieś otoczy, chłopów połapie, i będzie ich choćby na śmierć mordować – jak się to już często działo – dopóki ci chłopi dawnego posłuszeństwa nie zaprzysięgną.

We wszystkich wsiach w całej Polsce w jednym dniu wszyscy ludzie sami nie powstaną, bo nie wiedzą o sobie, bo się ani porozumieć, ani połączyć nie mogą, bo wszyscy nawet nie wiedzą, że ich niewola jest niesprawiedliwością, że lud wolnym być powinien, że chłopi jak wszyscy ludzie do równego szczęścia są stworzeni. Tak to pokutować musicie za waszych przodków, którzy pozwolili, że spomiędzy nich powstał osobny stan rycerski, a potem szlachecki, bo wszystkim nie chciało się bronić ojczyzny. Tak to, że wasi przodkowie nie walczyli na wrogów, tylko się na rycerzy spuszczali, popadli w niewolę, która przeszła na was, i z której się wam trudno wychrapać, bo przykuci do jednego miejsca sami przez się wszyscy ani porozumieć ani połączyć.

Czyli na wieki lud w niewoli pozostanie? O już się Pan Bóg zlitował nad wami, i czas zbawienia waszego bliski jest, bo widzi ojciec niebieski wasze łzy i nieszczęście wasze, widzi, że już macie dosyć odwagi walczyć za wolność, walczyć dla Boga, dla szczęścia waszego i dla szczęści waszych dzieci. Dla Boga mówię, bo kto dla tych maluczkich co robi, to tyle znaczy podług nauki Chrystusa, jakby dla samego Boga robił. A wy, gdy się oswobodzicie z niewoli, tym samym całe potomstwo wasze oswobodzicie! Zlitował się Bóg nad wami! Lecz Bóg już nie zstąpi na ziemię, jak niegdyś w Zbawicielu zstąpił. Ale Bóg zsyła do ludu mężów, których jak niegdyś apostołów i uczniów Zbawiciela natchnął dobrem duchem, i ci w imieniu Boga pracują dla waszego doczesnego i wiecznego zbawienia. Bo jak już wiecie, wiecznego zbawienia bez doczesnej wolności i swobody, bardzo trudno a często niepodobno osiągnąć.

Posłuchajcie! Powiem wam, jacy to mężowie!

Gdy bardzo źle na świecie, gdy lud bardzo uciśniony, i Bóg chce go wybawić z niewoli, wtedy niektórym ludziom daje Bóg takiego ducha i rozum, że poznają jak jest, a jak być powinno, i daje im takie serce, że nieszczęście ludu czują jak własne; czują, iż są braćmi wszystkich ludzi, i nie mogą tego ścierpieć, że ich bracia są tak upodleni. Boleść ludu ściska im serce, a każde westchnienie biednego człowieka osiada im na piersiach. Oni nad niewolą ludu mocniej boleją, niżeli Lud sam, bo lud uciśniony w ciemnocie nie zna się, nie umie ocenić tego, że jest dzieckiem Boga. Owi mężowie zaś widzą i czują że ich bracia uciśnieni, powinni na podobieństwo Boga żyć wolni, swobodni, a żyją jak bydlęta w niewoli. Jeżeli który z was widzi brata, w ciemnym dole leżącego, czyż nie poda mu ręki, by go wyprowadzić stamtąd. Wy sami nie widzicie i nie wiecie, w jak okropnej ciemności wasze dusze zostają, nie wiecie, że niewola jest największą ciemnością i największym nieszczęściem, bo w niewoli urodzeni jesteście i zdaje się wam, że lepiej być nie może. Ale ci mężowie widzą, czują to wszystko. Oni pragną zrzucić jarzmo z karku wszystkich ludzi, i za natchnieniem Boga wstępują do Ludu, nauczają Ludzi, czym są a czym być powinni, przypominają im wszystkich wspólne pokrewieństwo z nieba, budzą w nich boską godność człowieczeństwa, pragną wszystkich oświecić i połączyć, aby razem powstali i zrzucili bydlęce jarzmo z siebie i zaczęli być ludźmi wolnymi. A chociaż niejeden mąż taki zdradzony był od ludzi, którym dobrze życzył i których chciał wybawić z niewoli, chociaż od nich samych był zdradzony i w ręce nieprzyjaciół oddany, przecie inni mężowi, równie od Boga miłością ludu natchnieni, nie odstraszają się tym, boleją tym więcej nad ciemnotą ludzi, którzy własnego szczęścia nie znają i swoich zbawców krzywdzą haniebnie. Owszem ci mężowie wołają do nieba modląc się za ludem: „Ojcze nasz! odpuść im bo nie wiedzą, co czynią!” i znowu nauczają, cierpią trudy, głód i prześladowanie, wszystko to chętnie znoszą dla miłości ludu. Ci mężowie połączą was wszystkich. O Bracia, słuchajcie ich głosu, a niewola wasza przepadnie na wieki! Lecz wszyscy walczyć musicie. Bez tego nie bylibyście godni wolności i nie mielibyście jej nigdy! Co waszych przodków wprowadziło w niewolę? To – jak już wiecie – że własnymi piersiami nie zastawili ojczyzny! Co was utrzymuje w niewoli? To, że nie jesteście wojownikami!

Ale gdy wszyscy staniecie do boju, gdy wypędzicie cudzoziemca z kraju i z bronią w ręku wrócicie do zagrody, któż wtedy, któryż szlachcic odważy się pomyśleć, by was pędzić do pańszczyzny i znowu w poddaństwo ujarzmiać. Ażeby on za pierwszym słowem od zbrojnego i wolnego Ludu na miejscu zaraz rozsiekanym poległ. Teraz jesteście jak owce, z którymi jeden pastuch robi co mu się podoba. Gdy wywalczycie wolność sobie i Ojczyźnie waszej będziecie rycerzami, i każdy uszanuje was. Gdyby was mała liczba stanęła do boju, nieprzyjaciel nabrałby otuchy, walczyłby odważnie, dużo by krwi płynęło, wielu ludzi padłoby trupem, a zwycięstwo byłoby niepewne. Ale gdy wszyscy staniecie do boju, nieprzyjaciel struchleje, przywalicie go od razu, mało kto z was padnie, a wszyscy szczęśliwymi będziecie, i wasze dzieci, wnukowie i wnukowie wnuków waszych po wieczne czasy błogosławić was będą, żeście im wolność, swobodę i doczesne szczęście nadali, i tym samym stworzyli bezpieczną pewną drogę do wiecznego zbawienia. I ci wszyscy potomkowie wasi będą co rano i wieczór zasyłać modły do Boga, za wami będą wołać: „O Boże wszechmocny miłosierny, dziękujemy ci, żeś nam przez ręce ojców naszych wolność zgotował i szczęście doczesne i wieczne. Wejrzyj łaskawym okiem miłosierdzia twojego na tych wszystkich, którzy wojowali w obronie Ojczyzny. Przyjmij ich dusze do królestwa Twego. Nie racz pamiętać ich win, które popełnili na ziemi, boć oni te winy w walce za swobodę ludu krwią swoją mazali. Panie! Panie! Przyjmij wszystkich naszych przodków dobroczyńców do Królestwa Twego!”.

Tak, bracia kochani! Gdy wywalczycie wolność, będziecie szczęśliwymi na ziemi, a potem będą Was błogosławić i za wami się modlić wszyscy potomkowie wasi po wieczne czasy! Amen.

 

 

Julian Maciej Goslar
__________________

Powyższy tekst stanowi całość odezwy, w oryginale niezatytułowanej, napisanej latem 1845 i kolportowanej w zachodniej Galicji w ręcznych odpisach przez brata autora – Jana. Odezwy tej, o ile wiadomo, nie zachowały się żadne egzemplarze czy to w zbiorach prywatnych, czy bibliotekach publicznych – przypuszczalnie zniszczono wszystkie krążące kopie z samego lęku przed grożącymi represjami ze strony władz austriackich. Cztery egzemplarze odezwy trafiły do akt sądowych procesu obu braci; w 1867 r. austriacki kronikarz Maurycy Sala sporządził przekład niemiecki, niezbyt jednak wierny oryginałowi. Przekład ten stał się podstawą tłumaczenia polskiego opublikowanego we fragmentach przez Stefana Kieniewicza w antologii „Rewolucja polska 1846 r.” (Warszawa 1946), a następnie w całości przez Mariana Tyrowicza w jego biografii Goslara („J. M. Goslar. Zarys życia i materiały biograficzne”, Warszawa 1953). Dopiero pod koniec lat 50. radzieccy historycy W. A. Borys i I. M. Niefiedow odnaleźli we lwowskim archiwum historycznym oryginał odezwy, przytaczając go in extenso w artykule poświęconym polskiemu rewolucjoniście („K żyzni i diejatalnosti Juliana Goslara (1820-1852)”, „Sławianskij Archiw”, Moskwa 1959). Przedruk za tym ostatnim źródłem. Na potrzeby Lewicowo.pl przygotował oraz opatrzył powyższym komentarzem Wojciech Goslar (informacje o losach odezwy za artykułem M. Tyrowicza – „Z najnowszych badań radzieckich nad Julianem M. Goslarem”, „Małopolskie Studia Historyczne”, nr 3-4, 1960).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *