Szmul Zygielbojm

Nie zapomnimy, nie wybaczymy

[1943]

Henryk Erlich i Wiktor Alter… Ręka mi drży, gdy piszę nazwiska tych ludzi. Każdy nerw burzy się na myśl o przyczynach i warunkach ich tragicznej śmierci.

Podczas najgłębszej nocy carskiej reakcji, po wielowiekowej wegetacji w gettach Europy, bez praw, pod jarzmem, uciskiem prześladowań, nastąpiło odrodzenie się nowego pokolenia żydowskich robotników. Na wskroś idealistyczni i pełni wiary w człowieka, wyszli oni z getta – duchowo i fizycznie – by stać się cząstką obcego dotąd im świata. Ofiarowali swą krew i swe życia, by razem z uciskanymi innych narodów zbudować nowy świat wolności, sprawiedliwości i socjalizmu. Tym uchem żydowskich robotników był Bund. Erlich i Alter – to jego najpiękniejsi reprezentanci.

Bund nigdy nie był w stanie stać się odskocznią „błyskotliwych karier”. Będąc na wskroś partią robotniczą, prześladowany przez reakcję rządzącą i namiętnie zwalczany przez żydowskie wstecznictwo i nacjonalizm inteligencji, która się z wstecznictwem związała, Bund mógł zaofiarować tylko życie pełne cierpień, trosk i prześladowań. Dlatego przyciągał on do siebie tylko tych inteligentów, którzy umieli wszystko dać z siebie, którzy wyrzekli się wszelkich karier, dobrobytu, często – swoich rodzin i wolności, aby w pełni zespolić się z masami robotniczymi, by żyć ich życiem i ich walką.

Erlich i Alter należeli do tej grupy idealistycznej inteligencji, która od najwcześniejszej młodości poświęciła wszystko, co posiadała, sprawie wyzwolenia żydowskich mas pracujących, powiązania ich losu z wielkim ruchem odrodzeńczym socjalizmu. Obdarzeni nieprzeciętnymi zdolnościami, poświęcili je w całości żydowskiemu ruchowi robotniczemu. I stąd to uwielbienie, którym ich darzyły masy żydowskiego proletariatu.

Przez dziesiątki lat – skromni, głęboko ludzcy – kroczyli na czele żydowskich mas pracujących. Pełni głębokiego patosu, w słowie i piśmie bronili codziennych interesów „szarego człowieka”, uczyli go walczyć o wielką sprawę, która czyni życie pełnowartościowym. Uczyli oni żydowskich robotników pogardy dla snobizmu swego mieszczaństwa, wstydzącego się języka swych mas, „żargonu”. W piśmie i słowie uczynili z tego języka najsubtelniejszy instrument kultury swego ludu. Uczyli oni żydowskie masy walczyć na równi o swe narodowe i społeczne prawa. Krzewili oni wśród nich miłość dla swego kraju i narodu, z którym wspólnie dzielą dobre i złe losy. Pogłębili oni rozbudzone w tych masach uczucie ludzkiej i narodowej godności, a równocześnie wzmacniali więzi najbardziej braterskiej solidarności z masami polskiego ludu pracującego.

Jako mówcy, jako publicyści, jako przedstawiciele Bundu niejednokrotnie stykali się blisko z polskimi masami robotniczymi, u których zyskali sobie szacunek i głęboką sympatię. Niejednokrotnie w Warszawskiej Radzie Miejskiej, jak i na rozmaitych terenach życia społecznego w Polsce, starli się oni ostro z żydowskimi i polskimi przeciwnikami klasowymi. I mimo że walczyli z całą zawziętością ludzi wierzących głęboko w swoją prawdę, umieli zmusić przeciwników do uznania wielkości, która z nich promieniowała.

I tak samo wyróżniali się oni na arenie międzynarodowego ruchu robotniczego. Obaj należeli do najbardziej wybitnych postaci w tym ruchu. Ich głębokie ujmowanie zjawisk społecznych i politycznych postawiło ich w pierwszym rzędzie mężów kierujących tym ruchem.

I nie chce się wierzyć, że na naszych kongresach i zgromadzeniach, w dniach smutku i radości, nie będzie wśród nas pięknej postaci Erlicha, nie będziemy mogli spotkać się z błyskiem oczu Altera.

***

Od czasu, gdy niebo Europy pokryło się ciężkimi chmurami faszyzmu i hitleryzmu, Erlich i Alter należeli do najbardziej przewidujących bojowników o zagrożoną wolność. Należeli do najbardziej namiętnych przeciwników wszelkiego rodzaju współpracy z hitlerowskimi Niemcami i wypowiadali pogląd o konieczności znalezienia z Rosją Sowiecką wspólnej linii postępowania w stosunku do sąsiada zachodniego, mimo wszystko, co ich dzieliło od wewnętrznego reżymu w ZSRR. Erlich był autorem płomiennej odezwy KC Bundu z dn. 2 września 1939, w której robotnicy żydowscy zostali wezwani do poświęcenia zdrowia i życia w walce przeciw hitlerowskim Niemcom. Wkrótce zostali obaj aresztowani przez sowiecką policję, Erlich w Brześciu nad Bugiem, Alter w Kowlu. Nie bacząc na niezmiernie ciężkie przejścia podczas swego dwuletniego więzienia, nie bacząc na ruinę zdrowia, nazajutrz po wyjściu z Butyrek moskiewskich wybaczyli wielkodusznie tym, którzy ich do więzień zamknęli. Co więcej, gotowi byli oddać wszystkie swe siły do wspólnej walki przeciwko niemieckim najeźdźcom.

„Jesteśmy razem z wami w walce przeciwko faszyzmowi i hitleryzmowi. Wierzymy w zwycięstwo ludzkości nad barbarzyństwem” – tak dosłownie brzmiały słowa ich telegramu, wysłanego tuż po przejściu progu więziennego na wolność do Zagranicznej Reprezentacji Bundu w Nowym Jorku.

Przedstawiciele Rządu Sowieckiego prosili ich o zapomnienie doznanych krzywd, które „były rezultatem pomyłki”… Zaproponowali im, by pomogli ZSRR w walce przeciw Niemcom hitlerowskim. Zgodzili się na to. Zajęli się natychmiast w porozumieniu z Ambasadą Polską i władzami sowieckimi tworzeniem programu i form organizacyjnych żydowskiego Komitetu antyhitlerowskiego. Nie podejrzewając w najmniejszym nawet stopniu grożącego im niebezpieczeństwa, z zapałem wzięli się do przygotowania odezw, w których wzywali żydowskie masy do poparcia wszystkimi siłami wysiłku tych, co walczą z barbarzyńskim hitleryzmem. Ale niespodziewanie zostali podstępnie znów aresztowani.

W początku 1942 r. przedstawiciele władz sowieckich na interwencje naszej Ambasady odpowiadali, że o wszystkim zadecyduje dochodzenie i że wyniki tegoż niezwłocznie zostaną podane do wiadomości Ambasadzie Polskiej… Ale zaraz po tym odesłano Ambasadzie polskiej paszport Erlicha z oświadczeniem, że jest on sowieckim obywatelem. Ani słowem się nie zdradzono, że sowiecka „sprawiedliwość” już się dokonała. Dopiero teraz rząd sowiecki zdecydował się na ujawnienie prawdy, że Erlich i Alter zostali natychmiast po areszcie, w grudniu 1941 r., zamordowani.

Czemuż to rząd sowiecki dotąd ukrywał przed światem fakt odbycia rzekomego „sądu” i krwawej egzekucji nad tymi dwoma ludźmi, oskarżonymi o nie mniej, niż o „agitację wśród żołnierzy Czerwonej Armii za oddzielnym pokojem z Hitlerem”.

Przyjdzie czas, by zająć się przyczynami egzekucji dokonywanych przez NKWD. Ale dziś już stwierdzamy z całą mocą, że podłe oszczerstwa rzucane przez sprawców na groby ich ofiar nie pomniejszą wielkości ich postaci, nie splamią ich świetlanej pamięci.

Żydowskie masy ludowe zostały pozbawione swoich najbardziej wybitnych przywódców. Polski i międzynarodowy ruch robotniczy stracił dwóch ze swoich najwybitniejszych działaczy. Wiemy, że żydowskie masy w Polsce, te, nad którymi bezustannie unosi się widmo najstraszniejszej śmierci, te, które jednak dalej trwają, wychowane w duchu walki Erlicha i Altera – odczują wiadomość o mordzie dokonanym na Erlichu i Alterze jako okrutny, niezrozumiały cios. Bojownicy podziemi w getcie nigdy nie przestaną czcić pamięci tych dwóch kryształowo czystych przywódców, nauczycieli i towarzyszy broni, nigdy nie wybaczą tym, co popełnili ten krwawy mord.

Szmul Zygielbojm

___________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w emigracyjnym PPS-owskim piśmie „Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii”, nr 6, Londyn 15 III 1943. Następnie przedrukowano go w książce „Żydzi Polscy w służbie Rzeczypospolitej”, tom II, opracował Andrzej Krzysztof Kunert, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Warszawa 2002. Przedruk za tym ostatnim źródłem.

 

 

Szmul Zygielbojm (1895-1943) – pochodził z bardzo ubogiej żydowskiej rodziny, już jako 10-latek musiał pracować w fabryce. Jako nastolatek wstąpił w szeregi żydowskiego ugrupowania socjalistyczno-demokratycznego Bund. Dał się poznać jako utalentowany działacz, co zaowocowało przyjęciem go w skład najwyższych władz partii. Był sekretarzem generalnym Sekcji Żydowskiej Centralnej Komisji Związków Zawodowych oraz redaktorem naczelnym pisma „Arbeiter Fragen”. W 1927 r. wybrany radnym Warszawy, a po przeprowadzce do Łodzi w 1936 r. – radnym tego miasta. Po agresji hitlerowskiej brał udział w obronie Warszawy na czele żydowsko-robotniczego batalionu, który utworzył. Po kapitulacji przystąpił do organizowania podziemnych struktur na bazie członków Bundu. W roku 1940 zorganizowano jego ucieczkę z Polski i przez Belgię dotarł do Londynu. Wszedł tam w skład emigracyjnej Rady Narodowej RP. Na podstawie informacji od struktur podziemnych z okupowanego kraju, nagłaśniał problem eksterminacji Żydów i apelował o wszelką możliwą pomoc u władz alianckich i międzynarodowych organizacji żydowskich. Te dramatyczne apele pozostały – w jego ocenie – bez właściwej reakcji. Po upadku powstania w getcie warszawskim, 12 maja 1943 r. w Londynie popełnił samobójstwo na znak protestu wobec obojętności na los mordowanych Żydów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *