Lucjan Blit

Nie ma wyboru

Tak nie wygląda stan duchowy zwany psychozą wojenną. Nie ma nic z histerii tłumów, z egzaltacji jednostek. Ludność naszego kraju zdaje sobie świetnie sprawę, że zbliżająca się zawierucha przyniesie jej wiele tragicznych dni i miesięcy, że hojnie szafować będzie katastrofą i nieszczęściem. A jednak mimo to w najwyższym skupieniu dokonuje się mobilizacja psychiczna najszerszych warstw społecznych pod hasłem: Trzecia Rzesza nas nie pokona!

Że my, w Polsce, mamy szczególnie dużo przyczyn, by być gotowymi na wszystko – temu nikt na świecie nie zaprzeczy. Bo teraz przyszła kolej na „polski rozdział” programu narodowo-socjalistycznego. Byli w Polsce tacy, którzy nie brali tragicznie zapowiedzi i planów hitleryzmu z jego młodzieńczego okresu, zanim udało mu się zagarnąć władzę w Niemczech. Bezsprzecznie – wielka część przyrzeczeń faszyzmu niemieckiego była z góry sfabrykowana dla celów ściśle określonych w czasie i przestrzeni. Należą do nich hasła natury socjalnej. Były one żyzną glebą dla wyuzdanej demagogii społecznej, uprawianej przez hitlerowców, zanim ich wpuszczono do siedziby kanclerskiej. Ta część programu dyktatury faszystowskiej nie zasługiwała na poważne traktowanie. Zrozumieli to najlepiej wszyscy Kruppowie i Thyssenowie z ciężkiego przemysłu niemieckiego, którzy nie skąpili milionów ze swoich kas dla ruchu hitlerowskiego, by później przy jego pomocy dobrać się do jeszcze zasobniejszych kas państwowych…

Los ustrojów faszystowskich w tej chwili zależy od takiego lub innego rozwoju stosunków międzynarodowych w Europie. Mówiąc ściślej: istnienie faszyzmu w każdym kraju, w którym znajduje się u władzy, jest nierozerwalnie związane z imperialistycznymi zdobyczami i podbojami. One to są jednym z głównych momentów uzasadniających istnienie faszyzmu w oczach warstw posiadających, one tworzą psychozę histerii nacjonalistycznej wśród pewnych grup inteligencji i drobnomieszczaństwa, a dla klasy robotniczej trzymają w pogotowiu żelazną maczugę nieustannego stanu wojennego. A poza tym działa jak bumerang w rękach nieporadnego strzelca cały system autarkii gospodarczej, który pcha kraje faszystowskie do podbojów, mających je uratować od krachu gospodarczego. I dlatego osławiona „dynamika faszyzmu” jest niczym innym jak ślepym pędem ku krwawemu kataklizmowi.

Nawet bez uciekania się do przykładów z historii nietrudno było przewidzieć, że droga ekspansji nowoczesnego imperializmu niemieckiego pójdzie starym szlakiem, której wymownym jest slogan – „Drang nach Osten”. I dlatego właśnie my z kolei jesteśmy na „porządku dziennym”…

Ale świat pali się w wielu punktach. W Chinach czerwony odblask pożogi niebo w szkarłat zamienia. W Hiszpanii i Czechach tli niezgaszony płomień oporu przeciwko zwycięskim chwilowo najeźdźcom, świadomość niebezpieczeństwa OGÓLNEGO zmusza wszystkie narody i państwa, zagrożone przez agresję „osi” międzynarodowego faszyzmu, do stworzenia nowej zbiorowej organizacji obrony.

My, socjaliści, nie mamy wcale zamiaru zamykać oczu na przeciwieństwa natury gospodarczej, „ideologicznej”, istniejące w tzw. bloku państw pokoju. Nie wykluczamy bynajmniej możliwości, że również i w toku wojny, podobnie jak w przeddzień Monachium, poczucie solidarności klasowej z faszyzmem okaże się u wielu z nich silniejsze od mocarstwowych interesów, których bronią. Ale w chwili obecnej wszystkim im zagraża zagłada w dosłownym znaczeniu tego słowa, jeśli nie zdobędą się na twardą, męską decyzję obrony. Chwila jest już późna. Przedtem, chociażby jeszcze przed zagrabieniem Czech i Hiszpanii, decyzja ta mogła uratować świat w drodze pokojowej. Dziś szanse uratowania go drogą wojny są, niestety, bardziej realne. Ale innej drogi już nie widzimy.

Różne są interesy narodów i państw zagrożonych. Ale ta różnorodność motywów nie może osłabić – za cenę ich istnienia – wspólnego frontu obronnego. I nikomu nie wolno tego frontu osłabić. Rozumiemy doskonale uzasadnioną nieufność kierowników ZSRR do Chamberlainów wszelkiego rodzaju. Ale wydaje nam się, że ociąganie się Rosji z przystąpieniem do bloku państw antyosiowych wzmacnia tupet państw faszystowskich i idzie na rękę kapitulanckim grupom w państwach zachodnioeuropejskich. W ten sposób egoistyczna polityka w stylu „moja chata z kraja” trafia – jak zawsze zresztą – tych, którzy ją uprawiają…

***

Gdy piszemy te słowa, agentury telegraficzne przynoszą wiadomość o oświadczeniu, które Bonnet w imieniu rządów Francji i Anglii złożył ambasadorowi Niemiec w Paryżu. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że Gdańsk może się stać Sarajewem naszego pokolenia. Coraz ciszej brzmią glosy małoduszności ideowej, pytające, czy warto „mourir pour Danzig”. Dziś tylko głupcy lub zdrajcy śmią tak stawiać sprawę oporu przeciwko zachłanności faszyzmu.

Na karcie stanęły: niepodległość krajów, godność narodów i wolność warstw pracujących. O tym pamiętać będziemy, gdy wzmacniając front walki z faszyzmem, ani na chwilę nie stracimy jednak nadziei, że pokonamy go bez katastrofy wojennej. Ale o tym nie zapomnimy także wtedy, gdy nadejdą dni pożogi i zniszczenia, gdy wytężymy wszystkie nasze siły, by powalić napastników faszystowskich i na miejsce ucisku i niewoli zbudować świat swobodnych narodów i wolnych ludzi.

Lucjan Blit
_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Wolna Młodzież” nr 7(18)/1939, lipiec 1939 r. Pismo to było jednym z organów Cukunftu – młodzieżowej organizacji żydowskiej socjalistycznej partii Bund. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Grafika wykorzystana w tekście pochodzi z PPS-owskie pisma „Tydzień Robotnika”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *