Adam Ciołkosz

Najważniejszy sprzymierzeniec. Socjalizm polski a dysydenci w Związku Sowieckim

[1974]

Znakomity literat rosyjski, laureat nagrody Nobla, Aleksander Sołżenicyn wystosował w dniu 5 września 1973 roku list do przywódców sowieckich, zawierający analizę sytuacji, w jakiej znajduje się Związek Sowiecki i wskazujący drogę do ocalenia Rosji przed grożącą jej katastrofą wojny z Chinami. W przekładzie na język angielski list Sołżenicyna ukazał się w londyńskim „Sunday Times” z dnia 3 marca 1974 roku. List Sołżenicyna był wydarzeniem na miarę historyczną. Data jego opublikowania będzie z pewnością uznana za datę historyczną.

„Opium dla ludu”, ignorancja i złudzenia

Prac, wykazujących ciągłość i analogie między Rosją carską a Rosją leninowską (należałoby powiedzieć: bolszewicką, ale wyraz ten wyszedł z użycia i uchodzi obecnie za niezbyt przyzwoity…) było wiele. Na poczesnym miejscu należy postawić czterotomowe dzieło Jana Kucharzewskiego „Od białego caratu do czerwonego”, wydane w Warszawie w roku 1931. Dla socjalistów, a zwłaszcza dla marksistów, szczególnie cenne były prace wykazujące, że leninizm jest antytezą, zaprzeczeniem, a nie kontynuacją marksizmu. Wymienimy tu dwie książki. Jedna to „The Russian Menace to Europe”, zbiór wypowiedzi Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na temat Rosji z bardzo cennymi komentarzami i przedmową dwóch autorów, ich nazwiska: Paul W. Blackstock i Bert F. Hoselitz, miejsce i data wydania: Londyn 1953. Druga, to podobny zbiór pod tytułem „Karl Marx, la Russie et l’Europe” z równie cennymi komentarzami i przedmową, autor: Benoit P. Hepner, miejsce i data wydania: Paryż 1954.

Wiadomo jednak, że prace uczonych miewają tylko znikomy wpływ na wielkie ruchy polityczne – znaczenie „Kapitału” Marksa dla rozwoju ruchu robotniczego było i jest znikome. Ważniejsze jest tedy ujawnianie prawdy o praktyce bolszewizmu, a więc o rzeczywistości mas robotniczych i chłopskich w Rosji i w Związku Sowieckim. W tym zakresie uczyniono na Zachodzie bardzo wiele, zaczynając od książek rozczarowanych komunistów, takich jak Antoni Ciliga i Panait Istrati, a kończąc na „Wielkiej czystce” Aleksandra Weissberg-Cybulskiego z roku 1951 i „Wielkim terrorze” Roberta Conquesta z roku 1968. Przyczynki polskie do tej ponurej wiedzy były liczne i ważne. Należy między nimi wyszczególnić trzy książki: „Sprawiedliwość sowiecka”, w opracowaniu Kazimierza Zamorskiego i Stanisława Starzewskiego, Rzym 1945; dalej, Józefa Czapskiego „Na nieludzkiej ziemi”, Paryż 1949; dalej, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego „Inny świat”, Londyn 1951.

Nie negując znaczenia literatury dokumentarnej i w ogóle tzw. sowietologii, wiedzy o Sowietach i o komunizmie, musimy też uwzględnić tutaj dwa szeroko rozpowszechnione złudzenia, z których oba nie negują faktów ustalonych i przekazanych literaturą dokumentarną i wspomnieniową, wnoszą jednak do nich poprawkę emocjonalną. Jedno złudzenie mówi, że z upływem czasu dziki, okrutny i bezlitosny bolszewizm Lenina i Stalina „ucywilizuje się”, złagodnieje, zrezygnuje ze środków masowego terroru i w ogóle terroru. Drugie złudzenie mówi, że na Zachodzie Europy, na podłożu historycznym odmiennym od rosyjskiego, bolszewizm przyjmie postać bezbolesną, zgodną z tradycjami zachodniego humanizmu. Jedno i drugie złudzenie jest bezpodstawne, zwodnicze, tym samym szkodliwe. Lecz gdyby tych złudzeń nie było, nie mielibyśmy przed sobą faktu masowych partii komunistycznych właśnie w najbardziej łacińskich krajach, które tyle dały z siebie cywilizacji europejskiej: we Włoszech i we Francji. Te złudzenia pełnią rolę „opium dla ludu”.

Nie zawsze jednak potrzebne są złudzenia. W jakimś odsetku rzecz sprowadza się do przekonania, że nie sposób brać się w aksamitnych rękawiczkach do egoistycznej, nikczemnej burżuazji francuskiej lub włoskiej, że więc bolszewicy rosyjscy dobrze robili, stosując „czerwony terror” i że gdyby nie ten terror, powróciłyby rządy obszarników i kapitalistów rodzimych i cudzoziemskich. W jeszcze większym odsetku rzecz sprowadza się do przeświadczenia, że to wszystko nieprawda, cała ta „czarna” literatura, nawet relacje naocznych świadków, ludzi, którzy jakimś niezrozumiałym cudem przeżyli osiem, dziewięć, dwanaście lat w łagrach za kołem podbiegunowym – to wszystko kłamstwo, przekupna propaganda reakcjonistów, posiadaczy i wyzyskiwaczy, ze swej klasowej natury nienawidzących kraju o rozwiniętym ustroju socjalistycznym, jak się Związek Sowiecki oficjalnie określa. Wystarczy wskazać na wzruszenie ramion, jakim komuniści polscy kwitują cztery wyrazy, jakie zazwyczaj zamykają żywoty polskich komunistycznych przywódców i działaczy: „zginął jako ofiara prowokacji”. Czasem jeszcze podana data roku 1937 łączy „prowokację” z okresem stalinowskich „błędów i wypaczeń” oraz „kultu jednostki”. Gdzie drwa rąbią, tam drzazgi lecą, pomyłki są w wielkich historycznych przemianach nieuchronne, tak brzmi komentarz współczesnych komunistów. Usprawiedliwienie to nie przynosi jednak pociechy pomordowanym, a co jeszcze ważniejsze, nie daje gwarancji, że podobne „pomyłki” nie powtórzą się nigdy więcej.

Wypijmy do końca kielich goryczy. W świadomości robotników (i nie tylko robotników) na Zachodzie pozostał mocno wyryty fakt, iż Związek Sowiecki poniósł ogromne ofiary w walce z hitlerowską Trzecią Rzeszą niemiecką i że przyczynił się w wielkiej mierze do zwycięstwa nad państwami „osi”. W zestawieniu z tym faktem, jak gdyby nietaktem jest przypominanie zbrodni bolszewizmu. Sojusz Związku Sowieckiego z hitleryzmem, wspólny rozbiór Polski, a potem ujarzmienie Polski i sprowadzenie jej do rzędu państw satelickich, wszystko to albo całkowicie zatarło się w pamięci, albo też zostało zredukowane do rzędu przejściowych epizodów bez większego znaczenia (sojusz sowiecko-hitlerowski) lub nieuchronnych procesów historii (satelizacja Polski). Co prawda pozostały prace tak znakomite, jak dzieła socjalisty włoskiego nazwiskiem Angelo Tasca, pseudonim pisarski André Rossi, zwłaszcza „Deux ans l’alliance germano-sovietique 1939-1941”, Paryż 1949. Jak już jednak wspomnieliśmy, prace tego rodzaju nie mogą stanowić lektury wielomilionowych mas, ich wpływ jest ograniczony. Co najważniejsze, prace tego rodzaju są niedostępne dla ludności Związku Sowieckiego, tym samym nie mogą mieć wpływu na umysły ludzkie w tym kraju. Ludność Związku Sowieckiego znajduje się pod nieustannym obstrzałem propagandowego kłamstwa.

Cztery tendencje

A jednak, pomimo istnienia „żelaznej kurtyny”, a raczej kilku kurtyn: jednej, oddzielającej nowe nabytki terytorialne Związku Sowieckiego z okresu od roku 1938 od ziem Związku Sowieckiego ukształtowanego w roku 1923, drugiej, oddzielającej Związek Sowiecki w jego obecnym kształcie terytorialnym od reszty świata, nawet od krajów satelickich, trzeciej, oddzielającej od świata imperium sowieckie włącznie z krajami satelickimi – ludzie poza tymi kurtynami nie przestali myśleć. Ich pole widzenia ograniczone jest do świata sowieckiego, do Związku Sowieckiego i do krajów rządzonych przez partie komunistyczne orientujące się na Moskwę. Nawet to wystarcza jednak, by ocenić krytycznie rzeczywistość sowiecką, zwłaszcza w zestawieniu z dokumentami takimi, jak sowiecka konstytucja i zapowiedziami takimi, jak nowy program Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego z roku 1961. Niezależnie od tych dokumentów i wypowiedzi oraz możliwości ich konfrontowania z rzeczywistością, wyłoniły się i rosną w Związku Sowieckim cztery spontaniczne tendencje.

Pierwszą z nich jest pragnienie wiedzy. Narasta ono wśród klasy robotniczej Związku Sowieckiego tak samo nieuchronnie, jak narastało i narasta w krajach prywatnego kapitalizmu. Przemiany technologiczne, które są konieczne tak samo w Związku Sowieckim, jak i w każdym innym państwie uprzemysłowionym, stworzyły zapotrzebowanie na wyższy, światlejszy typ robotnika, zbliżony do typu inżyniera. Pragnienie wiedzy, charakteryzujące ten nowy typ robotnika, nie zatrzymuje się w granicach wiedzy czysto technicznej, domaga się udostępnienia mu wiedzy ogólnej na poziomie zbliżonym do poziomu robotnika francuskiego, angielskiego, zachodnioniemieckiego. Wielokrotnie przeżuwana papka oficjalnej propagandy już nie może tego głodu wiedzy zaspokoić. Chodzi tu przede wszystkim o środki masowego przekazu, a także o możność poruszania się w świecie w okresach urlopowych, nabywania czasopism zagranicznych, kontaktowania się z szerokim światem.

Drugą tendencją, równie spontaniczną, jest pragnienie swobody ekspresji, właściwe tzw. inteligencji twórczej. Chodzi o wolność słowa mówionego i drukowanego, swobodę wypowiadania się w sztukach plastycznych i w muzyce. Literatura i sztuka nie znosi policyjnego nadzoru i partyjnego kierownictwa. Tendencja ta nie kłóci się z założeniem, że produkcja literacka i artystyczna ma być przeznaczona dla najszerszych mas robotniczych. Przypuszczenie, że potrzeby estetyczne robotników najlepiej zaspakaja np. architektura typu warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, jest obrazą dla klasy robotniczej; należy pozostawić robotnikom prawo wyboru i decyzji, rezygnując z zasady, że „władza wie najlepiej”.

Trzecią tendencją jest postulat swobody wierzeń religijnych. Początkowe przekonanie, że potrzeby religijne będą w miarę budowania i utrwalania się ustroju „socjalistycznego” więdły i wietrzały, nie sprawdziło się i po pięćdziesięciu latach należy z tego oczywistego faktu wyciągnąć wnioski, zezwalając na wszystkie wierzenia i praktyki religijne, zachowując jedynie zasadę rozdziału kościoła od państwa.

Czwartą tendencją jest postulat swobody narodowej. Sformułowany najpierw przez Chruszczowa, potem powtórzony przez Breżniewa obraz przyszłości, w której przysłowiowe „sto narodów” ZSRR stopi się w jeden naród „radziecki”, jest w gruncie rzeczy tylko zapowiedzią powszechnej rusyfikacji. Nie ma pod tym względem analogii pomiędzy Związkiem Sowieckim a Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Stany Zjednoczone powstały jako państwo i naród sztuczny, stworzony w całości i wyłącznie przez emigrantów. Ich pierwsze fale przywiozły z sobą język angielski, ale nie przywiozły z sobą przywiązania do Anglii i do ówczesnego angielskiego sposobu życia. Wychodźcy z Anglii szukali za oceanem swobody wyznań religijnych, której im odmówiono w „starym kraju”. Przywieźli z sobą zarzewie buntu przeciwko Anglii, rewolucja amerykańska skierowana była przeciwko Anglii. Język angielski przyjął się tylko jako język porozumiewawczy, swoiste amerykańskie esperanto, lecz nie oznaczał połknięcia przez naród angielski. Dzisiaj określa się język, powszechnie w Stanach Zjednoczonych używany, nie jako język „angielski”, lecz „amerykański”. Inaczej jest w Związku Sowieckim. Narody, wtłoczone w ramy ZSRR, mają swoje odwieczne siedziby, swą własną historię, własną tradycję i własną świadomość odrębności narodowej. Wspólne od kilku dziesiątków lat przeżycia w ramach Związku Sowieckiego nie potrafiły stłumić przywiązania do własnych odrębności i ambicji narodowych, tak samo jak wspólne przeżycia w ramach monarchii austriacko-węgierskiej nie potrafiły stłumić poczucia odrębności i ambicji narodowych Polaków, Czechów, Słowaków, Rumunów, Ukraińców, Słoweńców, Chorwatów i Włochów, co się najdobitniej okazało w roku 1918. Prawda, że procesy wynaradawiania w państwie totalitarnym są szybsze i groźniejsze niż w państwach choćby tylko na pół liberalnych, jak monarchia habsburska, toteż szczerby są duże. Znikła całkowicie sowiecka republika fino-karelska, pochłonięta przez federację rosyjską. Na drodze do stworzenia przewagi liczebnej etnicznego elementu rosyjskiego są Kazachstan i Łotwa. Lecz są to straty marginesowe, naród ukraiński i narody zakaukaskie są trudniejszym orzechem do zgryzienia. Niektóre narody podsowieckie walczą o uzyskanie statusu prawdziwie federacyjnego, inne walczą o oderwanie się od Rosji i pełną niepodległość państwową.

Tak czy owak, problem jest wielki i rzeczywisty, toteż daje raz po raz znać o sobie. Szczególną odmianą tego problemu jest pęd do wyemigrowania z Rosji do własnych formacji państwowych za granicami ZSRR. Mowa o Żydach, emigrujących do Izraela i o Niemcach, emigrujących do Niemieckiej Republiki Federalnej. W obu wypadkach prąd emigracyjny daje sygnały swego istnienia różnymi formami walki, często – cierpieniami i ofiarami, co jednak najważniejsze i najbardziej dla zmienionych czasów charakterystyczne – w obu tych wypadkach prąd ten odnosi zwycięstwa.

Wszystkie te cztery prądy i odcinki walki: (1) robotników, (2) inteligencji twórczej, (3) wyznań religijnych, (4) narodów nierosyjskich, są samorzutne, żaden z nich nie ma swego kierownictwa centralnego, a także nie ma pomiędzy nimi żadnego porozumienia, żadnej koordynacji. Brak ten w pewnej mierze utrudnia i osłabia ich walkę, lecz jednocześnie utrudnia partii i organom państwowym, zwłaszcza Komitetowi Bezpieczeństwa Państwowego, zwalczanie tych prądów. Jest to istotnie hydra stugłowa: w miejsce jednej odciętej głowy odrastają dziesiątki innych. Per saldo, rozproszenie poczynań jest więc elementem siły „dysydentów” (termin ten przyjął się na określenie wszystkich ruchów odśrodkowych jako termin dający większą swobodę ruchów niż termin „opozycja”). Natomiast elementem słabości tego ruchu był brak określonego programu politycznego, wspólnego dla wszystkich odmian tego ruchu.

Program Sołżenicyna i poprawki Sacharowa

Pierwszą próbę zarysowania takiego programu przynosi list Aleksandra Sołżenicyna do najwyższych przywódców Związku Sowieckiego. Jego minimalizm polega na wyrażeniu zgody na zachowanie obecnego ustroju Związku Sowieckiego, to jest systemu rządów jednopartyjnych. Jego maksymalizm polega, po pierwsze, na wezwaniu do całkowitego porzucenia skostniałej ideologii marksizmu-leninizmu („rozdział marksizmu od państwa”) i do przywrócenia swobody wierzeń religijnych, po drugie, na wezwaniu do zwolnienia z więzów przynależności do ZSRR narodów, które pragną się od Związku Sowieckiego oderwać i do rozmontowania imperium sowieckiego, po trzecie, na wezwaniu do prowadzenia polityki pokojowej i do porzucenia myśli o wojnie prewencyjnej przeciwko Chinom. Jest to program merytorycznych zmian politycznych na olbrzymią skalę – przy równoczesnym zrezygnowaniu ze zmian formalno-ustrojowych w Rosji.

Znaczenie koncepcji Sołżenicyna dla nas Polaków polega na tym, że po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat stwarza nam na terenie rosyjskim sojusznika. Nie mogła być sojusznikiem Polaków „biała” emigracja rosyjska; uzgodnienie jej dążeń, z natury rzeczy reakcyjnych, z dążeniami polskiej emigracji politycznej, z natury rzeczy demokratycznej, było niepodobieństwem i nikt po stronie polskiej nie podejmował nawet próby znalezienia wspólnego języka z „białymi” Rosjanami. Pojawienie się Sołżenicyna ze śmiałym, a zarazem realistycznym programem gruntownej odmiany w Rosji zmienia całkowicie sytuację. Rosjanie, którzy podzielają sposób myślenia Sołżenicyna, mogą być sojusznikami demokracji polskiej, a w każdym razie demokracja polska winna im okazać życzliwość i pomoc w tej mierze, w jakiej pomoc nasza może im być potrzebna. Sołżenicyn i ludzie podobnie jak on myślący są patriotami rosyjskimi, lecz ich program jest pierwszym od pięćdziesięciu lat programem rosyjskim, który wyrzeka się przemocy w stosunku do narodów nierosyjskich i nie chce na ich krzywdzie i nienawiści budować przyszłości Rosji. Na tym polega przełomowe znaczenie tego programu.

Program Sołżenicyna spotkał się w miesiąc po jego ujawnieniu częściowo z potwierdzeniem, częściowo z zaprzeczeniem ze strony Andrieja Sacharowa, członka rzeczywistego Akademii Nauk ZSRR, profesora fizyki teoretycznej, zwanego ojcem sowieckiej bomby wodorowej. Sacharow podał w dniu 15 kwietnia br. w Moskwie do wiadomości prasy zagranicznej oświadczenie, stanowiące polemikę z listem Sołżenicyna do najwyższych przywódców Związku Sowieckiego. Oświadczenie Sacharowa ukazało się drukiem w londyńskim „The Times” z dnia 16 kwietnia br. Sacharow usystematyzował program Sołżenicyna, ujmując go w dziesięciu punktach. Sacharow wyraża swą pełną zgodę na punkty 1, 2, 3, 4, 7, 8 i 9, postulujące (1) zniesienie oficjalnego utożsamienia się państwa z marksizmem, (2) zaniechanie poparcia dla rewolucjonistów, nacjonalistów i partyzantów całego świata, (3) rezygnację z patronatu nad Europą wschodnią, zaniechanie zatrzymywania przemocą republik narodowych w ramach ZSRR, (4) reformę rolną na wzór Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, czyli przejście do indywidualnych gospodarstw chłopskich, (7) rozbrojenie w granicach, na jakie pozwala zagrożenie przez Chiny, (8) swobody demokratyczne, tolerancję, zwolnienie więźniów politycznych, (9) wzmocnienie rodziny, większą troskę o wychowanie dziecka, wolność nauczania religii.

Co do punktu (1), zgadzając się w zasadzie z Sołżenicynem uważa Sacharow, że przecenia on rolę czynnika ideologicznego w życiu współczesnego społeczeństwa sowieckiego, a podobnie przecenia ujemne skutki gigantyzmu jako przyczyny trudności w świecie współczesnym. Zdecydowanie odmawia Sacharow zgody na punkt (5), rozwój północno-wschodniej części Rosji, tj. Syberii na gruncie nowoczesnej technologii, przy zaludnianiu jej przez kolonistów-ochotników, oraz na punkt (6), zaniechanie wysprzedawania za granicę bogactw naturalnych takich jak gaz ziemny, drzewo itd. Sacharow uważa izolacjonizm gospodarczy za równie niewykonalny i szkodliwy jak izolacjonizm ideologiczny, polityczny i militarny: „ani jednego doniosłego, kluczowego zagadnienia nie da się rozwiązać w skali jednego tylko narodu” – zauważa Sacharow i wymienia rozbrojenie, technologię, ograniczenie wzrostu ludności i przemysłu; wszystkie te zagadnienia współczesności da się rozwiązać jedynie w skali globalnej.

Najważniejsza jest krytyka punktu (10) w programie Sołżenicyna. Sołżenicyn daje zgodę na dalsze istnienie monopolistycznej partii komunistycznej, żąda tylko wzmocnienia roli wybieralnych rad (sowietów), większej praworządności i swobody sumienia. Na to powiada Sacharow: „W tym coraz bardziej skomplikowanym świecie, naród może rozwijać charakter dostosowany do rozsądnego bytowania tylko w warunkach demokratycznych”. Sacharow odrzuca pogląd, jakoby niepowodzenia w budownictwie ustroju socjalistycznego w Rosji były wynikiem specyficznej natury rosyjskiej i braku demokratycznych tradycji, odrzuca też pogląd, jakoby demokracja w ogóle nie mogła zakwitnąć w Rosji. W szczególności zwraca Sacharow uwagę na postulat zwolnienia narodów wtłoczonych przemocą w ramy ZSRR z przynależności do tego państwa. Demokratyczne rozwiązanie tego problemu – twierdzi Sacharow – wymaga likwidacji wszystkich antydemokratycznych instytucji w ZSRR, a także wyrównania poziomu życiowego z poziomem zachodnim.

Nie wszystko w poglądach Sacharowa jest trafne. Zwolnienie Ukrainy, narodów nadbałtyckich, narodów turkmeńskich i narodów zakaukaskich z ram państwowych ZSRR jest samo w sobie postulatem demokratycznym. Zaakceptowanie i wykonanie tego postulatu niekoniecznie wymaga uprzedniego ustanowienia instytucji demokratycznych w całości życia Związku Sowieckiego. Również nie wymaga ono uprzedniego podniesienia poziomu życiowego i wyrównania go z Francją, Belgią, Holandią, krajami skandynawskimi, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych Ameryki. Z tym zastrzeżeniem, poprawki wniesione przez Sacharowa do punktów 5, 6 i 10 programu Sołżenicyna wydają nam się uzasadnione i słuszne. Nie naszą jest rzeczą decydować w tym sporze, spór rozstrzygnąć muszą Rosjanie sami między sobą. Naszą natomiast jest rzeczą stwierdzić, czy i o ile program demokracji rosyjskiej zgodny jest z postulatami demokracji polskiej, a w szczególności z postulatem zwolnienia Polski z kleszczy sowieckiego wyzysku i ucisku. Pod tym względem Sołżenicyn i Sacharow zgodni są między sobą i zgodni są z nami.

Rosyjskie przedwiośnie

Opublikowanie programu w oparciu o konkretny obraz przyszłości i dyskusja nad nim, to dopiero zapoczątkowanie walki o przeobrażenie Rosji. Jest jednak rzeczą oczywistą, że program Sołżenicyna nie wyskoczył jak Minerwa z głowy Jowisza. Myśli, wyrażone w tym programie, musiały dojrzewać przez czas dłuższy i to w szerszych kręgach, Sołżenicyn jest tylko ich katalizatorem.

Okres obecny w Rosji można porównać z okresem „wiosny sewastopolskiej”, latami 1855-1868, kiedy to sztandar wolności Rosji podnieśli najpierw najznakomitsi rosyjscy intelektualiści. Hercen, Czernyszewski, Serno-Sołowiewicz, później zaś tajna organizacja, której nazwa „Ziemla i Wola” (Ziemia i Wolność) sama przez się była programem. Porównanie to – jak wszystkie porównania – jest jednak tylko częściowo trafne, a to dlatego, że tempo przemian jest obecnie dużo szybsze niż było przed stu laty, a przede wszystkim przepływ myśli jest – pomimo wszystkich „żelaznych kurtyn” – dużo powszechniejszy.

W ciągu ostatnich 25 lat załamały się rozliczne dźwignie polskich nadziei, pozostawiając w naszych ustach posmak goryczy. Toteż nie chcielibyśmy sztucznie rozdymać nadziei, związanych z wystąpieniami Sołżenicyna i Sacharowa. Przy całej jednak ostrożności stwierdzić musimy, że w Rosji wyrasta sojusznik demokracji polskiej i socjalizmu polskiego, oczywiście – socjalizmu niepodległościowego i demokratycznego. Jest to fakt o wyjątkowym znaczeniu. Nie zwalnia nas on od trosk, związanych z sytuacją w Polsce – zwracamy uwagę na niepokój, z jakim mówi o niej prof. Jan Drewnowski w broszurce „Miejsce Polski w Europie”, Londyn 1974. Walkę o wolność Polski musimy wygrać przede wszystkim na polskiej ziemi, polskimi rękami i mózgami. Nie potrafimy jej jednak wygrać w izolacji od innych, a zwłaszcza sąsiedzkich i pobliskich narodów. Po uznaniu przed dwoma laty przez kanclerza Willy Brandta granicy Odry – Nysy Łużyckiej, wypowiedzi Sołżenicyna i Sacharowa stwarzają dalszą przesłankę dla naszych nadziei, ściągając je z obłoków utopijnej wiary i zbliżając je do realnego gruntu rzeczywistości. Sprzymierzeniec rosyjski jest dla nas sprzymierzeńcem najważniejszym. Jego pojawienie się jest wydarzeniem na miarę historyczną.

Adam Ciołkosz
_________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Zew”, zeszyt V, nr 2-3, Londyn, czerwiec-lipiec 1974. Następnie zamieszczono go w zbiorze tekstów Autora pt. „Walka o prawdę. Wybór artykułów 1940-1978”, Polonia Book Fund, Londyn 1983. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

 

Warto przeczytać teksty Adama Ciołkosza na podobne tematy:

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *