Jarosław Tomasiewicz

Na posterunku. Życiorys niepodległościowego socjalisty [Adam Ciołkosz]

W długim szeregu bojowników PPS ostatnim chorążym Niepodległości, Demokracji i Socjalizmu był Adam Ciołkosz. Urodził się 5 stycznia 1901 r. w Krakowie, jednak jego dzieciństwo i młodość związane były z Tarnowem. Rodzina kultywowała patriotyczne i lewicowe tradycje. Matka była córką powstańca z 1863 r., ojciec – nauczyciel chłopskiego pochodzenia – członkiem PPS od 1918 roku. Dla Adama szkołą społecznego działania stało się harcerstwo, do którego wstąpił w wieku lat dziesięciu i któremu pozostał wierny na długo (będąc m.in. członkiem Głównej Kwatery ZHP).

Niebawem czas przyniósł trudniejsze próby. Pod koniec wojny Ciołkosz znalazł się w niepodległościowej Polskiej Organizacji Wojskowej, a jako 17-latek wstąpił na ochotnika do Wojska Polskiego. Już po roku zdobył szlify oficerskie, po dwóch został dowódcą kompanii ciężkich karabinów maszynowych. Walczył na froncie wschodnim o Lwów, Warszawę i Wilno, w bitwie nad Niemnem został ranny. Latem 1920 r. wziął udział w akcji plebiscytowej w Prusach Wschodnich, a kiedy rok później wybuchło III powstanie śląskie – pośpieszył tam jako dowódca pociągu pancernego.

Gdy Rzeczpospolita okrzepła w swych granicach, Ciołkosz rzucił się w wir działalności politycznej. Wobec zwycięstwa w ZHP żywiołów endecko-klerykalnych, jesienią 1921 r. zakłada lewicowe Wolne Harcerstwo – trzy lata później jednak tę inicjatywę przechwycili komuniści. Równocześnie wstąpił do PPS i został przewodniczącym Sekcji Akademickiej (studiował prawo na UJ) tej partii w Krakowie, działając zarazem w kierownictwie Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (tu poznał swą przyszłą żonę Lidię Kahn). Od 1924 r. był sekretarzem redakcji krakowskiego dziennika socjalistycznego „Naprzód”. Partia doceniła talent i zaangażowanie młodego działacza i wystawiła jego kandydaturę w wyborach w 1928 roku. Ciołkosz zdobywszy w rodzinnym Tarnowskiem 25 tys. głosów został – jako 27-latek – jednym z najmłodszych posłów, a potem sekretarzem klubu parlamentarnego PPS. W 1931 r. został wybrany do Centralnego Komitetu Wykonawczego partii.

Nie zapomina wszakże o swoich małopolskich wyborcach – jest tu na każdej demonstracji, przy każdym strajku. Zakładał związki nawet tam, gdzie słyszał od robotnic nieświadomych pochodzenia jego żony: Ale mamy do Was, towarzyszu Ciołkosz, prośbę: nie przysyłajcie nam na mówców żadnych Żydów, najlepiej niech zawsze przychodzi towarzyszka Ciołkoszowa. Do legendy przeszła historia, jak Ciołkosz w czasie strajku tarnowskich robotników cegielnianych rzucił się pod lokomotywę pociągu, zatrzymując łamistrajków. Żona wspominała, że Adam był naprawdę kochany przez robotników i sam był z nimi głęboko uczuciowo związany. Nic więc dziwnego, że w wyborach 1931 r. został ponownie wybrany do Sejmu (rekordową ilością głosów!) a gdy aresztowała go policja, w Tarnowie wybuchły rozruchy. Działalność opozycyjna wymagała samozaparcia: aresztowania, pobicie przez sanacyjną bojówkę w czerwcu 1931 r., wyrok trzech lat więzienia w procesie brzeskim… Represje jednak tylko hartowały kadrę socjalistów.

Kroczący autorytaryzm sanacji doprowadził do rozdźwięków w Polskiej Partii Socjalistycznej. Piłsudczycy pod wodzą Rajmunda Jaworowskiego wyodrębnili się w PPS – dawną Frakcję Rewolucyjną. Główny nurt (Tomasz Arciszewski, Mieczysław Niedziałkowski, Kazimierz Pużak, Norbert Barlicki, Zygmunt Żuławski) opowiadał się za parlamentarną opozycją w ramach Centrolewu; Arciszewski i Pużak później zaczęli szukać modus vivendi z sanacją. Natomiast radykałowie (Ciołkosz, Zygmunt Zaremba, Stanisław Dubois, Jan Stańczyk) woleli tworzyć klasowy blok wraz z socjalistycznymi partiami mniejszości narodowych.

Nie miało w nim jednak być miejsca dla komunistów! Jak mówiła Lidia Ciołkoszowa: Uważaliśmy, że komunizm jest sprzeczny z ideami socjalistycznymi, że niszczy wolność, demokrację, swobodę dyskusji i opozycji, szerzy terroryzm, prowadzi do masowego zniewolenia ludzi, do nędzy, a potem też do stworzenia wielkiego systemu pracy niewolniczej. /…/ Wiedzieliśmy, że komunistyczna Rosja jest wrogiem niepodległej Polski. Na popularne w latach 30. hasło jednolitego frontu antyfaszystowskiego odpowiadała: my uważaliśmy, że nie można przeciwstawiać się czarnemu czy brunatnemu totalitaryzmowi przy pomocy totalitaryzmu czerwonego. Raziło ją wreszcie oderwanie komunistów od codziennego życia proletariatu (Zawsze ma się wrażenie, iż poza zebraniami z robotnikami stykali się tylko wtedy, gdy zamawiali ubranie u krawca lub buty u szewca), wyrażające się w forsowaniu nierealistycznych celów kosztem bieżących interesów robotnika.

Z tego stanowiska wynikała nieustanna walka na dwa fronty: przeciw prawicy i przeciw kompartii. Z jednej strony, krakowska PPS uniemożliwiła marsz ONR na żydowski Kazimierz i wymusiła ustąpienie sanacyjnego wojewody Świtalskiego po masakrze w fabryce „Semperit”. Z drugiej, wystrzegała się jakichkolwiek kontaktów z komunistami – nawet wtedy, gdy chcieli udzielić pomocy finansowej robotnikom z „Semperitu”. Gdy komuniści i ich sympatycy zorganizowali jednolitofrontowy Zjazd Pracowników Kultury w Obronie Pokoju we Lwowie – PPS odpowiedziała Dniami Kultury Robotniczej w Krakowie. Walka ta przenosiła się w głąb PPS, gdzie Ciołkosz ścierał się tak z jednolitofrontowcami, jak i z żuławszczykami (zwolennikami centrowego Frontu Morges). Charakterystyczne dla Ciołkoszów było jednak, że politycznych zmagań nie przenoszono na płaszczyznę stosunków prywatnych. Ciołkoszowa wspominała wiceprezesa Stronnictwa Narodowego, Tadeusza Bieleckiego: Politycznie staliśmy na antypodach, ale osobista sympatia między nami pozostała na całe życie.

Gdy we wrześniu 1939 r. wybuchła wojna, Ciołkosz zgłosił się na ochotnika do wojska, ale jako czynny opozycjonista został odrzucony. Ucieka więc z Krakowa do Lwowa, gdzie wysłannik Pużaka nakazał mu przedostać się na Zachód. Przekroczywszy w bród graniczny Czeremosz, przez Bałkany dotarł do Paryża. Jak zawsze dwoi się i troi: jest członkiem Rady Narodowej (emigracyjnej namiastki parlamentu), sekretarzem Centralnego Komitetu Zagranicznego PPS, reprezentuje polskich socjalistów w międzynarodowym komitecie socjalistycznym. Na forum Rady domaga się reformy rolnej, zwalcza antysemityzm tygodnika „Jestem Polakiem”, a także… uniemożliwia nowelę konstytucyjną, która miała otworzyć księciu Kentu drogę do tronu Polski.

Niebawem Ciołkosz przesuwa się do opozycji wobec rządu Sikorskiego, którego polityki wobec ZSRR nie akceptuje. W liście do Oskara Lange z 3 maja 1940 r. pisał: Rosję Sowiecką uważamy za czynnik obiektywnie reakcyjny i najwyższy czas, aby poza symboliką jeszcze na pozór socjalistyczną dojrzeć prawdziwe oblicze Sowietów na wskroś imperialistyczne, a przez to i reakcyjne. /…/ Starcie niemiecko-sowieckie /…/ będzie niczym innym, jak tylko konfliktem dwóch imperializmów /…/. Krytykuje więc układ Sikorski-Majski, zbliżając się wraz z Zarembą do przedstawicieli prosanacyjnego skrzydła PPS (Arciszewski, Pużak, Adam Pragier, Tadeusz Tomaszewski). Choć większość CKZ pod kierownictwem Liebermana poparła Sikorskiego, to opozycyjna grupa socjalistów znalazła się w jednym antysowieckim froncie z sanatorami i endekami! Co ciekawe, nie przeszkadzało to Ciołkoszowi współpracować z trockistą Izaakiem Deutscherem, przed wojną członkiem PPS, który na propozycję przyjęcia obywatelstwa brytyjskiego, odparł: „Matki w nieszczęściu się nie opuszcza”. Przynależność do mniejszościowej frakcji uniemożliwiła jednak Ciołkoszowi przyjęcie stanowiska premiera po śmierci Sikorskiego. Premierem rządu londyńskiego został Stanisław Mikołajczyk, a gdy ten wybrał porozumienie z Gomułką – Tomasz Arciszewski.

Emigracyjną PPS rozdarł jednak w marcu 1945 r. rozłam – działacze tacy jak Stańczyk, Ludwik Grosfeld czy Julian Hochfeld opowiedzieli się za uznaniem Jałty i powrotem do kraju. Ciołkosz odbudowuje struktury partii na emigracji. Objął przywództwo organizacji partyjnej w Wielkiej Brytanii i stanowisko wiceprzewodniczącego CKZ; najwyższe funkcje objęli jego przyjaciele – Arciszewski został przewodniczącym CKZ, a Zaremba przewodniczącym Rady Centralnej. Ciołkosz jest wraz z Zarembą architektem polityki PPS. Na zjeździe partii w Pont-a-Lesse w maju 1947 r. podjęto uchwałę zalecającą: Prowadzić nieustępliwą walkę z imperializmem sowieckim i jego agenturami w imię odzyskania wolności Narodu Polskiego i włączenia go wraz z innymi ujarzmionymi dziś narodami sowieckiej strefy wpływów z powrotem do rodziny wolnych narodów świata…

***

Na emigracji Ciołkosz – dotąd raczej praktyk polityki – zaczął rozwijać talenty publicysty i ideologa, dostosowując niepodległościowy socjalizm PPS do nowych warunków. Co więcej, jako przedstawiciel Unii Socjalistów Europy Środkowo-Wschodniej, pracował w komisji, która przygotowała deklarację frankfurcką Międzynarodówki Socjalistycznej z 2 lipca 1951 roku!

Ciołkosz zaczyna dystansować się od marksizmu, podkreślając, że socjalizm może wynikać /…/ z naukowej analizy społecznej i gospodarczej, albo /…/ z zasad humanitarnych, etycznych, albo też /…/ z takiej czy innej religii. Dlatego akcentuje niespójność i ewolucję myśli Marksa, jako zasadniczą Marksowską wskazówkę przyjmując jego dewizę „de omnibus dubitare”. Podkreślając zasługi Marksa, nadaje im wymiar głównie historyczny: Można a nawet musi się zrezygnować dzisiaj z doktryn Marksa w rozwiązywaniu problemów społeczeństw współczesnych, lecz nie da się usunąć Marksa z historii socjalizmu. /…/ [ruch robotniczy] tylko dzięki Marksowi wszedł ostatecznie na tory organizacji masowej i działającej jawnie, /…/ występującej w polityce samodzielnie i wysuwającej na czoło zasadę, wedle której wyzwolenie robotników powinno być dziełem samych robotników. Zresztą, jak zwróciła uwagę jego żona, Popularność Marksa wśród polskich robotników wynikała nie z jego teorii ekonomicznych, ale z tego, że w 1864 r. zgłosił w I Międzynarodówce wniosek popierający niepodległość Polski w przedrozbiorowych granicach.

Pozwala to Ciołkoszowi z otwartą przyłbicą podnieść sztandar rewizjonizmu. Powołuje się tu na Eduarda Bernsteina i Ludwika Krzywickiego. Pierwszy miał dokonać rewizji marksistowskiej teorii ekonomicznej, zwracając uwagę na elastyczność kapitalizmu i wyciągając stąd wniosek, że /…/ przejście od ustroju kapitalistycznego do ustroju socjalistycznego drogą pokojową jest, po pierwsze, możliwe, po drugie, pożądane. Krzywicki natomiast – odchodząc od bezwzględnego determinizmu ekonomicznego – rzucił nowe światło na teorię rozwoju społecznego: /…/ związki przyczynowe, rządzące rozwojem społecznym, dotyczą tylko procesów masowych, a nie zachowania się poszczególnych jednostek. /…/ rozwój jest wypadkową nie tylko sił wytwórczych i powstałych pod ich wpływem idei społecznych, ale także podłoża historycznego, istniejącego w danym miejscu i czasie. Miało to niezwykle istotne konsekwencje: /…/ teoria Krzywickiego stanowi naukowe uzasadnienie dla poglądu, że w zależności od podłoża historycznego będą się wyłaniały różne formy ustroju socjalistycznego i że formy te będą się przeplatały, nawzajem na siebie wpływały i dopełniały się wzajemnie, że zatem istnieć będą różne drogi do socjalizmu i różne modele socjalizmu.

Określając się jako marksista nieortodoksyjny, Ciołkosz zarzuca zarazem komunizmowi, że jest… antymarksistowski. Lenin miał odwrócić Marksowski determinizm: o ile według Marksa socjalizm miał nadejść niejako automatycznie, gdy dojrzeją ku niemu warunki materialne, o tyle Lenin chciał przejąć władzę w celu stworzenia warunków do budowy socjalizmu. To był niejako grzech pierworodny leninizmu, gdyż aby przeprowadzić w szybkim tempie pierwotną akumulację kapitału, trzeba było ustanowić dyktaturę. W ten sposób zamiast socjalizmu pojawiła się „autarkia gospodarcza i kapitalizm państwowy”, a za parawanem władzy ludu usadowiły się rządy biurokracji i “aparatczyków” sprawującej władzę monopartii.

Logiczną konsekwencją takiej oceny komunizmu było odrzucenie wszelkich kompromisów z komunistami. Zgodnie z tradycją i wyczuciem ruchu robotniczego należy zawsze ustalać, kto jest wrogiem aktualnie najważniejszym i najgroźniejszym i tego wroga przede wszystkim zwalczać. Wrogiem naczelnym jest w obecnym okresie imperializm moskiewski i dyktatura komunistyczna – pisał Ciołkosz. Dlatego /…/ partia socjalistyczna współpracująca z komunistami bynajmniej nie jest robotnikom polskim potrzebna /…/. Robotnikom polskim potrzebna jest partia socjalistyczna walcząca z komunizmem. Co więcej: Nieustanne podtrzymywanie i zaznaczanie granicy, dzielącej socjalizm od komunizmu, jest dzisiaj główną przesłanką ocalenia przyszłości PPS. Istnieje tylko jeden rodzaj komunistów, z którymi socjaliści spod znaku PPS mogą wchodzić w porozumienia: mamy na myśli komunistów typu Milovana Dżilasa albo Imre Nagy’a, którzy przeszli na pozycje integralnej demokracji /…/. Gwoli prawdy odnotujmy jednak, że potrafił wypowiadać się też pozytywnie o Leninie (gdy ten bronił interesów małych narodów) czy Luksemburg (gdy krytykowała antydemokratyczne zapędy bolszewizmu).

Przy całym swym pryncypialnym antykomunizmie Ciołkosz pozostaje socjalistą. Socjalizm definiuje jako /…/ koncepcję ustrojową, która usunie wszelkie postacie wyzysku i ucisku człowieka przez człowieka, zlikwiduje podział społeczeństwa na klasy i zastąpi produkcję orientującą się na zysk jednostek produkcją orientującą się na zaspokojenie potrzeb ludzkich; ustrój ten podporządkuje społeczeństwu środki produkcji, transportu i wymiany oraz zastąpi ślepy bieg produkcji produkcją świadomą i planową. Gdy jednak przechodzimy do konkretów, Ciołkoszowa wizja socjalizmu rysuje się dość mgliście – to „niekończące się zadania” „powiększania dochodu społecznego” i „coraz bardziej egalitarnego podziału dochodu społecznego”. Skromny jest też program-minimum: republika parlamentarna, równość praw obywatelskich, reforma rolna, własność społeczna zakładów przemysłowych, „które zostały wzniesione kosztem i wysiłkiem całego narodu”. Jasno i jednoznacznie zarysowany został tylko stosunek do demokracji: /…/ socjaliści odrzucają wszelką dyktaturę, także dyktaturę proletariatu /…/ Socjaliści stoją na stanowisku demokracji politycznej, z równymi prawami dla wszystkich stronnictw politycznych i dla wszystkich obywateli, także dla przeciwników socjalizmu.

Szczególną rangę Ciołkosz przydaje wolności wyznania, z której wyprowadza stosunek do Kościoła: Socjaliści polscy zawsze uznawali wolność sumienia, prawo do wierzeń i przekonań religijnych za jedno z podstawowych praw człowieka i obywatela. Ilekroć zagrożone lub naruszone były prawa mniejszości wyznaniowych w Polsce międzywojennej, stawaliśmy w ich obronie. Dzisiaj stajemy w obronie praw większości [katolickiej – przyp. J. T.], w obronie jej przekonań i jej uczuć /…/.

Socjalizm musiał wszakże spełniać jeszcze jeden warunek: /…/ winien być niepodległościowy, to jest stać na gruncie praw Polski do niepodległego bytu państwowego /…/. Patriotyzm był dla Ciołkosza równie ważny, co socjalizm i demokratyzm. Wartości te postrzegał zresztą jako splecione w nierozerwalną całość: /…/ optymalny byłby stan rzeczy, w którym moglibyśmy na stałe pogodzić /…/ z sobą solidarność klasową proletariatu z /…/ miłością ojczyzny oraz miłością ludzkości. Tak jest w każdym razie w przypadku polskiego patriotyzmu: interesy Polski, co najmniej od stu pięćdziesięciu lat, były zawsze zgodne z interesami sił wolnościowych w świecie. Dlatego My w Polsce łączymy w jedną całość jedno i drugie: walkę z uciskiem narodowym i walkę z uciskiem społecznym i gospodarczym; walkę o wolność narodu i walkę o wyzwolenie gospodarcze i społeczne.

Na tej podstawie, powołując się na Stanisława Worcella i Louisa Blanquiego, konstruuje Ciołkosz teorię podwójnej przynależności: /…/ możliwy jest taki stan rzeczy, w którym pod pewnymi względami zachowujemy solidarność klasową wobec przynależnych do /…/ proletariatu, mimo że należą do innych narodowości, a jednocześnie odnosimy się /…/ pod pewnymi względami solidarnie do osób przynależnych do narodu, którego część stanowimy, choćby nawet te osoby należały do innych klas społecznych. Na tej podstawie konstatuje, że /…/ współczesne partie socjalistyczne /…/ prowadzą politykę podyktowaną własnym zrozumieniem interesów klasy robotniczej swego kraju, które nie zawsze są zgodne z interesami klasy robotniczej innych krajów [podkr. J. T.]. Okazuje się, że nie ma jednolitego interesu proletariatu, a interesy klas robotniczych różnych krajów są wbudowane w interesy ogólnonarodowe! Patriotyzm traci zarazem wymiar klasowy, jako że Nie ma socjalistycznej ojczyzny polskiej, jest tylko polska ojczyzna, jedna dla wszystkich, jedna od tysiąca lat.

Ba, Ciołkosz skłonny jest nawet patriotyzm stawiać wyżej od internacjonalizmu, gdyż /…/ aberracją byłoby /…/ odrzucenie miłości własnego narodu w imię solidarności proletariatu całego świata albo też umiłowania całej ludzkości. Własny naród nie jest bowiem abstrakcją, natomiast ludzkość jest abstrakcją. Patriotyzm Ciołkosza był głęboko emocjonalny: /…/ gdybym się nie był urodził Polakiem, chciałbym być właśnie Polakiem. Kocham mój kraj. Lgnę do niego – wołał do brytyjskich fabianów w 1943 roku.

Zarazem Ciołkosz podkreślał, że Socjalizm absolutnie nie da się pogodzić z krzywdą i sponiewieraniem czy to całych narodów, czy też grup narodowościowych, tzw. mniejszości narodowych. W stosunkach międzynarodowych Zabezpieczeniem może być tylko demokracja w stosunkach pomiędzy narodami, bezpieczeństwo zbiorowe i pomoc wzajemna. /…/ Stosunkami między narodami winna rządzić równość wobec prawa narodów /…/. Starannie odróżnia patriotyzm od nacjonalizmu: /…/ nacjonalizm zaślepia, nie pozwala dostrzegać i mówić prawdy o własnym narodzie, gdy ten naród schodzi na błędne drogi, /…/ natomiast patriotyzm nie tylko pozwala, ale i nakazuje to czynić. Z tych pozycji krytykuje obie skrajności: /…/ egoizm narodowy jest tak samo negacją zdrowego i koniecznego /…/ patriotyzmu, jak jest nią nihilistyczny kosmopolityzm, brak łączności duchowej z własnym narodem i obojętność na jego losy. Konkluduje: Będziemy bronili słusznych /…/ praw Polski do wolności i do niepodległego bytu, lecz biały sztandar nacjonalizmu nie jest nam do tego potrzebny. Wystarczy sztandar biało-czerwony.

Jak przekładało się to na sprawę polską w okresie zimnej wojny? Ciołkosz podkreśla, że Nie są nam wcale potrzebne pretensje do mocarstwowości /…/ ale nie możemy się zgodzić na rolę niemieckiego czy też rosyjskiego państwa wasalnego albo satelity albo kolonii (nazbyt optymistycznie uważał, że z przyczyn geograficznych takiego zagrożenia nie ma ze strony USA i Zachodu). Pryncypialnie broni granicy na Odrze i Nysie, spierając się o nią z narodowo nastawionym przywódcą SPD Kurtem Schumacherem (gdy zaś dowiedział się o wizycie przywódcy niemieckich „wypędzonych”, Czaji, domagał się, by go „zrzucić ze schodów”). Natomiast na wschodzie walczy o zwrot Kresów Wschodnich, podkreślając, że gdy /…/ piszę: “nasza ziemia”, mam na myśli wszystkich tych, którzy na niej mieszkają. /…/ ziemia ta rządzona będzie po tej wojnie przez wszystkich, którzy na niej mieszkają. Jego żona dawała nieco inną wykładnię tego stanowiska: /…/ dopóki trwa układ jałtański, trzeba bronić granicy ryskiej z 1921 roku. Gdy Jałta się zawali, a Ukraińcy, Białorusini i Litwini odzyskają niepodległość, wtedy sprawę granicy wschodniej trzeba będzie załatwić bezpośrednio z nimi.

***

Gdy w 1947 r. masoński (sic! – tak twierdziła Lidia Ciołkoszowa) spisek piłsudczyków uniemożliwił Arciszewskiemu objęcie stanowiska prezydenta i doprowadził do rozłamu w partii (Związek Socjalistów Polskich Pragiera i Tomaszewskiego) – PPS przeszła do opozycji. Wraz ze Stronnictwem Narodowym i lewicowo-piłsudczykowskim Polskim Ruchem Wolnościowym „Niepodległość i Demokracja” utworzyła Radę Polityczną, konkurencyjną wobec Rady Narodowej. W 1954 r. te dwie główne siły polskiej emigracji pojednały się, zaś Ciołkosz został wiceprzewodniczącym, a dwa lata później przewodniczącym Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego (co odpowiadało stanowisku premiera).

W PPS jednak narastał kolejny rozłam. Grupa Zaremby (dotąd najbliższego współpracownika Ciołkosza) i Jana Kwapińskiego (skonfliktowanego z Ciołkoszem od czasów wojny) kwestionowała legalizm – oparcie emigracyjnego życia politycznego na konstytucji kwietniowej – jako fikcję oderwaną od życia kraju („humorystyczne tytuły zastępczo-prezydenckie i ministerialne”). Bazą opozycji stała się francuska organizacja partii – silnie ukorzeniona wśród tamtejszej emigracji zarobkowej, powiązana z radykalnymi socjalistami francuskimi domagała się zerwania z polityką jedności narodowej. Konflikt zaostrzył się w 1955 r., gdy po śmierci Arciszewskiego jego miejsce w Radzie Trzech (kolektywnej „głowie państwa”) zajął gen. Bór-Komorowski, co socjaliści odebrali jako próbę wyeliminowania PPS. Ujawnił się wreszcie z całą mocą na tle stosunku do przemian Października 1956 r. w Polsce.

Wyjaśnić tu trzeba, że dojście Gomułki do władzy obudziło wśród polskiego wychodźstwa nadzieje na uniezależnienie i demokratyzację Polski. Juliusz Mieroszewski w imieniu paryskiej „Kultury” zadeklarował kredyt zaufania dla Gomułki; wtórowali mu zarówno politycy prawicy (np. Klaudiusz Hrabyk, zespół „Horyzontów”), jak i lewicy (m.in. Zaremba). „Narodowy komunizm” został uznany za najlepszą drogę ewolucji ustroju od totalizmu do demokracji, co pociągało za sobą otwarcie na rewizjonistyczne skrzydło PZPR. Wydarzenia Czerwca, a następnie Października potraktowano jako dowód, że punkt ciężkości ruchu niepodległościowego przesunął się z emigracji do kraju. Tym energiczniej więc zwalczano legalizm.

Ciołkosz nie dał się uwieść „naprawiaczom komunizmu”. Choć doceniał znaczenie przemian (pisał: /…/ w istniejących okolicznościach społeczeństwo polskie osiągnęło w październiku ub. r. maksimum swoich możliwości), to nie ufał Gomułce, uważając, że ten bynajmniej nie zamierza zrywać więzów, jakimi Polska przytroczona jest do Związku Sowieckiego, chce je tylko rozluźnić. Komunizm pozostał wrogiem – wedle słów jego żony, poszerzanie zakresu wolności w Polsce może odbywać się tylko na drodze walki przeciw PZPR i przeciw Gomułce. Uzasadniał to następująco: Zadanie lewicy antykomunistycznej nie może polegać na głoszeniu ideologii demokratyzacji, bo to nie jest ideologia, a tylko taktyka /…/. Ideologią jest demokracja i socjalizm demokratyczny. Kto z tych założeń ideologicznych rezygnuje /…/ ten sam się rozbraja i musi przegrać wszystko w starciu z dyktaturą komunistyczną /…/. Naszym celem nie jest reforma komunizmu, lecz likwidacja dyktatury komunistycznej. Dlatego bez entuzjazmu odniósł się też do partyjnych rewizjonistów: uznając wprawdzie ich poszukiwania za krok w dobrym kierunku, ale dalece niewystarczający, wymagał od nich stanięcia bez reszty na gruncie demokratycznego socjalizmu.

W szerszym kontekście Ciołkosz sceptycznie patrzył na możliwość wybicia się na niepodległość własnymi siłami – po wypadkach poznańskich żądał więc konferencji międzynarodowej w sprawie przywrócenia Polsce niepodległości. Dlatego uważał, że kładąc nacisk na klasę robotniczą w kraju, nie można lekceważyć wychodźstwa: Wyobcowanie się PPS z życia emigracji, dobrowolne wydanie emigracji w ręce polskiej prawicy – w imię czystości ideologicznej socjalizmu /…/ – byłoby błędem, który może się ciężko pomścić w przyszłości. /…/ Pozbawiony skrzydła socjalistycznego, ośrodek ten [emigracyjny – przyp. J. T.] automatycznie przesunie się na prawo, a tym samym następstwa secesji PPS będą odwrotne od zamierzonych. W przeciwieństwie do Zaremby nie widzi zagrożenia ze strony „reakcji i klerykalizmu”, taktyczny sojusz z siłami prawicowymi pragnie utrzymać do pierwszych wolnych wyborów.

IV zjazd PPS we wrześniu 1957 r. przyjął stanowisko bliskie Ciołkoszowi (który został przewodniczącym Rady Centralnej), jednak organizacja francuska partii nie złożyła broni. Pod jej naciskiem, w styczniu 1959 r. Rada Centralna PPS wezwała do stworzenia „silnego ośrodka ideologicznego” przeciwko „zarówno doktrynom totalistycznego komunizmu, jak i reakcji politycznej i klerykalnej” oraz do rewizji Aktu Zjednoczenia, stanowiącego fundament prawny władz emigracyjnych. Na znak protestu Ciołkosz ustąpił z Rady i złożył funkcję redaktora „Robotnika”. W grudniu wraz z większością klubu PPS odmówił podporządkowania się antylegalistycznej uchwale CKZ. Otwarty już konflikt próbowano zażegnać zawierając porozumienie w marcu 1960 r., ale przetrwało ono tylko cztery dni, zerwane pod naciskiem Rowmunda Piłsudskiego (przywódcy PRW-NiD – sojusznika PPS w antylegalistycznym froncie). Zaremba wprawdzie obawia się rozłamu, ale Kwapiński nie chce słyszeć o kompromisie. W pierwszej połowie kwietnia z partii zostali wydaleni m.in. Adam i Lidia Ciołkoszowie.

Usunięte osoby utworzyły 15 kwietnia 1960 r. Centralny Komitet Odbudowy PPS. Przeciw usunięciu ciołkoszowców protestują socjaliści z Niemiec (Michał Gamarnikow, Wawrzyniec Czereśniewski) i Związek Socjalistów Polskich w Ameryce, na znak protestu z PPS wystąpił Gustaw Herling-Grudziński. Rozłam miał jednak stosunkowo niewielki zasięg. Zarembę i Kwapińskiego poparły najsilniejsze organizacje partii we Francji, Belgii i… Wielkiej Brytanii. Ten ostatni przypadek może dziwić, ale na niekorzyść Ciołkosza zagrał tu fakt, że stosunkowo nieliczni socjaliści polscy w tym kraju czuli się marginalizowani przez „londyńską” prawicę. Oparciem Centralnego Komitetu Odbudowy stały się grupy socjalistów w Anglii i Niemczech, poparcia udzielał mu też amerykański ZSP. Jak napisał Stanisław Wąsik: Stanowiła ona [grupa Ciołkosza] mniejszość, ale mając poparcie władz emigracyjnych i dobre stosunki z rozgłośnią “Radia Wolna Europa”, znajdowała się w sytuacji uprzywilejowanej. W rezultacie nastąpił w praktyce rodzaj podziału funkcji między dwiema strukturami: w sferach zbliżonych do rządu emigracyjnego grupa A. Ciołkosza głosiła poglądy socjalistyczne, natomiast władze partyjne reprezentowały PPS w Międzynarodówce Socjalistycznej /…/.

Ciołkosz udziela się więc przede wszystkim na forum władz emigracyjnych – w 1963 r. ponownie stanął na czele EZN, którą to funkcję piastował przez trzy lata. Jako „premier” był inicjatorem dwóch wielkich imprez, które odbyły się w 1966 r.: Światowego Zjazdu Polski Walczącej oraz Kongresu Współczesnej Nauki i Kultury Polskiej na Obczyźnie. Był też przewodniczącym londyńskiej delegacji Zgromadzenia Ujarzmionych Narodów (ACEN). Przede wszystkim jednak wyżywa się w pracy pisarskiej i publicystycznej. W latach 1966-1970 wydaje wraz z Józefem Żmigrodzkim rocznik „Lewy Nurt”, a od 1970 r. kwartalnik „Zew”. Pisuje do nowojorskiego „Robotnika Polskiego” i londyńskiego „Orła Białego”, współpracuje z Radiem Wolna Europa. Publikuje książki: „Od Marksa do Chruszczowa” (1962), „Karol Marks a powstanie styczniowe” (1963), „Opór zbrojny w getcie warszawskim” (1963, wspólnie z Pełczyńskim), „Koniec monolitu” (1964), „Ludzie PPS” (1967), „Zarys dziejów socjalizmu polskiego” (wraz z żoną – t. I 1966, t. II 1972).

***

Żyje przy tym bardzo skromnie. Jak wspominała Lidia Ciołkoszowa: Pensje w Egzekutywie były arcyskromne i głównie pokrywały koszty podróży. /…/ Nasza sytuacja materialna była podła jak zawsze, ratowało nas radio i moje zarobki z przygotowania cudzych książek do druku i ze zwykłej drukarskiej korekty /…/. Mimo to Ciołkosz nie poddaje się, wierząc w nieuchronność przemian. W 1975 r. pisał: Nosicielami tej nadchodzącej rewolucji będą robotnicy /…/ nie dlatego, że są ludźmi ulepionymi z lepszej gliny, lecz dlatego, że warunki bytu zmuszają ich  do solidarności i walki. Spotkały go kpiny, pisano, że stracił kontakt z rzeczywistością. Rok później w Radomiu i Ursusie robotnicy zastrajkowali, wyszli na ulice. Ciołkosz znów rusza do walki. W październiku 1976 r. angażuje się w Obywatelski Komitet Zbiórki na Pomoc Ofiarom Wydarzeń Czerwcowych, który nawiązał współpracę z Komitetem Obrony Robotników w kraju. Wtedy KOR był bardzo bliski emigracyjnym socjalistom, z PPS związani byli jego współzałożyciele: Ludwik Cohn, Antoni Pajdak, Aniela Steinsbergowa, Adam Szczypiorski i Edward Lipiński. Po latach jednak Ciołkoszowa mówiła o Adamie Michniku: Z jego obecnymi poglądami politycznymi trudno byłoby mi się pogodzić; czasem z radością czytam jakieś jego oświadczenie lub artykuł przypominający dawnego Michnika.

Ciołkosz słabnie jednak coraz bardziej. Przeszedł kilka zawałów. W 1977 r. przekazał kierowanie partią Tadeuszowi Podgórskiemu, pozostając honorowym przewodniczącym PPS. Wciąż jednak nagrywa audycje dla RWE, pisze artykuły, przyjmuje gości z kraju. Umiera 1 października 1978 roku. Do końca na posterunku.

Jarosław Tomasiewicz

___________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Obywatel” nr 6(38)/2007.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *