Bolesław Limanowski

Mowa nad zwłokami Adama Mickiewicza z powodu uroczystego ich przewiezienia do Krakowa

[1890]

Wielki nasz wieszcz, nad zwłokami którego smętnie stoimy, woła przez usta Konrada w znakomitej „Improwizacji”: „Jam cierpiał, kochał, w mękach i miłości wzrosłem”. Cierpiał, bo kochał, a kochał tym silniej, że całym swoim jestestwem wcielił się w swoją ojczyznę nieszczęśliwą, rozdartą, ujarzmioną, że jego własne ja i ojczyzna to było jedno. Cierpiał strasznie, patrząc na niedolę i nieszczęścia ojczyzny, „jak syn na ojca wplecionego w koło”. A ojczyzna – to nie była dla niego tylko ta ziemia ukochana z dolinami kwiecistymi, ze strumieniami o dnach złocistych i niebieskich licach, z szumiącymi puszczami jodłowymi, z błyszczącymi środkiem lasów białymi jeziorami. Ojczyzna – to nie była dla niego także tylko ta wybrana garstka narodu, która opływała w szczęśliwe dostatki, chociaż sam geniusz wskazywał mu w niej jedno z miejsc pierwszych. Dla niego ojczyzna był to cały naród, jego głębie z ogniem nie dającym się wyziębić, z jego wszystkimi przeszłymi i przyszłymi pokoleniami, z jego grzechami i zasługami, z tym, co budziło wstyd i upokorzenie, i z tym, co przejmowało chlubą i napawało dumą, z tym, co rozdzierało piersi okrutnym żalem, i z tym, co wzniecało i krzepiło nadzieję. Kochał naród cały tym uczuciem silnym, głębokim i powszechnym, jak kocha matka dzieci swoje. On chciałby naród swój „dźwignąć, uszczęśliwić i tą szczęśliwością jego cały świat zadziwić”; on wierzył, że narodowi polskiemu dane jest dziedzictwo przyszłej wolności świata, którym on obdzieli inne narody.

Gorąca ta miłość i płynące z niej pragnienie szczęścia powszechnego w narodzie uczyniły naszego poetę prawdziwie narodowym, kochanym i cenionym przez wszystkie dzielnice dawnej Rzeczypospolitej, przez wszystkie warstwy narodowe, można powiedzieć – przez ogół ludzi piśmiennych w Polsce, i im ten ogół staje się liczniejszy, tym cześć dla poety coraz rozleglejsze kręgi ogarnia, i już dzisiaj słowo Mickiewicza przeniknęło pod słomiane strzechy i roznieca w piersiach braci wieśniaczej szlachetne uczucia miłości ojczyzny i poświęcenia się.

Z gorącą miłością ojczyzny w sercu i z pragnieniem szczęścia powszechnego poeta nasz wzniósł się na wyżyny prawdziwego wieszczenia. Odczuwał on i głosił, że obecny porządek polityczno-społeczny, w którym tyle ludzi jest nieszczęśliwych i pokrzywdzonych, stoi jeszcze, ale jest jak dom podkopany w fundamentach i runie za pierwszym silnym powiewem burzy rewolucyjnej, a na gruzach jego wzniesie się nowy, wspaniały gmach, oparty na granitowej podstawie braterstwa ludzi i ludów.

To, co w swych pieśniach i utworach głosił nasz wieszcz, to stwierdzał czynami, i oddajemy mu cześć nie tylko jako genialnemu wieszczowi, lecz także jako wielkiemu obywatelowi. W latach młodzieńczych rozmyślał i pracował nad przyszłością ojczyzny jako spiskowiec, jako filaret, utajając swe plany i czyny przed najazdem spiskującym na zagładę naszej narodowości; kiedy rozpoczęła się wielka walka narodowa o niepodległość, podążył ku krajowi, by pieśnią, radą, ramieniem wreszcie służyć sprawie powstania; kiedy następnie z nagromadzonych chmur rewolucyjnych zaczęły wypadać pioruny i Włochy upomniały się o swe prawa narodowe, pospieszył on im na pomoc z zastępem republikańskim i socjalistycznym – jak sam pisał w liście do Mazziniego, a w 1849 r., kiedy jeszcze Francja niezupełnie się zrzekła swej przewodniej roli rewolucyjnej, stanął on na czele dziennika francuskiego i w nim prowadził gorliwą propagandę nowej, rewolucyjnej, prawdziwie socjalistycznej polityki, podstawą której powinna być braterska solidarność ludów przeciwko ujarzmicielom, ciemięzcom i wyzyskiwaczom wszelkiego rodzaju; podczas wojny wschodniej, kiedy mocarstwa zachodnie sprzymierzyły się z Turcją przeciwko Rosji, myśl niepodległości ojczyzny pociągnęła go na Półwysep Bałkański, ażeby czynnie – podług możności – jej współdziałać.

Tobie, wielki wieszczu i gorliwy obywatelu, składamy wieniec, nie taki okazały i piękny, jaki byśmy pragnęli sobie, bośmy ubodzy pielgrzymi, rozbitkowie na brzegu cudzym, ale przynosimy z gorącą miłością i głęboką czcią dla Ciebie i dla tego, coś ukochał nade wszystko: dla sprawy wolności ojczyzny naszej. Tyś kochał pielgrzymów, bo pielgrzymem dla Ciebie był ten, co uczynił ślub wędrówki do ziemi świętej, ojczyzny wolnej, i ślubował wędrować poty, aż ją znajdzie.

Wędrówka nasza jest ciężka i nie wiemy, kiedy się skończy, ale nie narzekamy i nie wątpimy, my wierzymy w zmartwychwstanie Polski, w niepodległość ojczyzny naszej, w przyszłą wielką Rzeczpospolitą, która jaśnieć będzie promienistym światłem wolności, równości i braterstwa.

Drogi nasz Pielgrzymie! Zwłoki Twe wrócą na ziemię ojczystą, lecz nie jest ona wolna, nie należy do własnego tylko narodu. Pielgrzymstwo Twoje nieskończone jeszcze. Ty wszakże i po śmierci jesteś czynny. Czynny miłością ojczyzny i duchem poświęcenia się, któreś złożył w swych dziełach, a teraz niech Twe zwłoki wołają do rodaków z Wawelu:

„Zasiewajcie miłość ojczyzny i ducha poświęcenia się, a bądźcie pewni, iż wyrośnie Rzeczpospolita wielka i piękna”.

***

Socjaliści narodowi włożyli na mnie zaszczytny i miły mnie obowiązek, ażebym w ich imieniu także złożył wieniec na trumnie wielkiego naszego poety.

Składamy nasz wieniec nie tylko jako Polacy, którzy miłujemy i rozumiemy ojczyznę, tak jak ją kochał i rozumiał nasz Adam, i którzy chcemy wespół z całym narodem uczcić jego wielkie zasługi jako wieszcza i obywatela, ale nadto pragniemy mu oddać hołd uznania i czci jako swemu poprzednikowi i mistrzowi.

Nazywamy go swoim poprzednikiem, bo wielki poeta nie tylko rozniecał w sercach naszych uczucia braterstwa powszechnego, lecz w stanowczej chwili dziejowej otwarcie stanął pod sztandarem socjalistycznym.

Miano mistrza przyznajemy mu szczególnie w tym znaczeniu, że ze wszystkich współczesnych mu socjalistów najlepiej on zrozumiał, jakim powinien być prawdziwy socjalizm międzynarodowy, potępiający egoistyczne odosobnianie się narodów, lecz szanujący wolność i samodzielność każdego z nich i uważający wszystkie narody jako jedną rodzinę, w której pomoc wzajemna jest obowiązkiem.

My chcemy niepodległości ludów polskiego, litewskiego i ruskiego tym goręcej, że pojmujemy dobrze, iż dopóki te ludy nie odzyskają wolności, despotyzm i militaryzm panować będą w Europie i wszelkie społeczne zmiany strasznego wroga w nich znajdą.

W dniach ciężkiej naszej niewoli poznaliśmy, czym jest ubóstwo i nędza. Skoro więc wrócimy do wolnego i niepodległego kraju, rzekniemy wraz z naszym wieszczem: Ubodzy i nędzarze współdziedzicami naszymi są i postaramy się urządzić tak naszą Rzeczpospolitą, ażeby nie istniały w niej nędza i wyzyskiwanie i ażeby wszystkie jej dzieci czuły się braćmi wolnymi i równym.

Bolesław Limanowski

_________________________________

Mowa wygłoszona 28 czerwca 1890 r. w Montmorency nad zwłokami Adama Mickiewicza z powodu uroczystego ich przewiezienia do Krakowa. Przedrukowano ją w aneksie do III tomu (1870-1907) „Pamiętników” Bolesława Limanowskiego, Książka i Wiedza, Warszawa 1958. Przedruk za tym ostatnim źródłem, na potrzeby Lewicowo.pl przygotowała Aleksandra Zarzeczańska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *