Lidia i Adam Ciołkoszowie

Ksiądz Piotr Ściegienny

[1966]

Ksiądz Piotr Ściegienny [1], przywódca niepodległościowej i powstańczej konspiracji chłopskiej, sam był pochodzenia chłopskiego. Po ukończeniu szkół wrócił do wsi rodzinnej i pracował tam przez kilka lat jako nauczyciel. Przerzucił się potem do pracy urzędniczej w Kielcach, lecz wkrótce z niej zrezygnował i wstąpił do kolegium oo. Pijarów w Warszawie, na Żoliborzu. Jako kleryk uczył łaciny i języka francuskiego u oo. Pijarów w Opolu Lubelskim. W roku 1832 otrzymał święcenia kapłańskie, a w rok później, po rozwiązaniu zakonu przez władze carskie, został wikarym w Wilkołazie, w powiecie janowskim, zaś po dziesięciu latach – proboszczem w Chodlu, również w Lubelszczyźnie. W czasie pobytu w Wilkołazie zaczął prowadzić wśród swych parafian agitację rewolucyjną, z której około roku 1842 wyłoniła się tajna organizacja chłopska na terenie Lubelszczyzny i Kielecczyzny; wpływ tej organizacji dotarł później także w Sandomierskie. W sieci spisków ogarniających Polskę w tym okresie była to jedyna konspiracja złożona z chłopów i na tym polega jej wyjątkowe znaczenie [2].

Organizacja przygotowywała powstanie chłopskie przeciw caratowi; na rzucone przez ks. Ściegiennego hasło oddziały chłopskie miały uderzyć na najbliższe miasta, zdobyć w nich broń i przeciągnąć żołnierzy na swą stronę, po czym zasiliwszy się nowymi ochotnikami – zająć miasta wojewódzkie, a wreszcie ruszyć na Warszawę i po jej opanowaniu powołać rząd rewolucyjny. Pomimo ucisku policyjnego, pomimo ogromnych trudności w pracy konspiracyjnej, spisek przetrwał kilka lat, objął setki chłopów i zdobył sobie wpływy także wśród rzemieślników, oficjalistów dworskich, młodzieży szkolnej i radykalnej szlachty [3]. Jako przywódca spisku chłopskiego nawiązał ks. Ściegienny kontakty z działaczami Związku Narodu Polskiego, najpierw w Lublinie, a potem także w Warszawie, przede wszystkim z Władysławem Dzwonkowskim. Wszedł też w bliską współpracę z adwokatem Leonem Mazurkiewiczem, przywódcą Związku w Radomiu i przyjacielem Edwarda Dembowskiego. Nie ma natomiast dowodu, by sam Dembowski odwiedził księdza Ściegiennego w Chodlu, jak to podała paryska „Pobudka” we wspomnieniu pośmiertnym po zgonie ks. Ściegiennego [4]. Współpraca ks. Ściegiennego ze Związkiem Narodu Polskiego miała na celu synchronizację przygotowań powstańczych i wspólne uderzenie na Rosjan w ustalonym terminie – na jesieni 1844 roku. Powstanie miało się rozpocząć w nocy z 26 na 27 października i przerzucić się przed dniem 1 listopada na Litwę i Wołyń, do Galicji i Poznańskiego.

W dniu 24 października, na dwa dni przed wyznaczonym terminem powstania, odbył się w lesie we wsi Krajno w Kieleckim zjazd sprzysiężonych, na którym ks. Ściegienny odebrał od nich przysięgę i udzielił im informacji o ostatecznych przygotowaniach do powstania. Jednakże na skutek zdrady jednego z uczestników zjazdu, żandarmeria carska rozgromiła spisek; następnego dnia po zjeździe ujęto ks. Ściegiennego w Kielcach; aresztowano również Michała Lewickiego, który stał na czele Związku Narodu Polskiego w Lublinie. Aresztowania posypały się także w Warszawie i Radomiu; jednakże niektórym przywódcom spisku, jak Mazurkiewiczowi i Dzwonkowskiemu udało się zbiec. Po wsiach, zwłaszcza na Lubelszczyźnie, na chłopów-spiskowców i ich rodziny spadły wielkie represje. Ks. Ściegienny załamał się w śledztwie; ujęty pozorami przyjaźni i życzliwości gubernatora kieleckiego Białoskórskiego odsłonił kulisy spisku. Przewieziony do cytadeli warszawskiej przeżywał gorzko tę chwilę słabości, przy czym spotykały go wyrzuty ze strony współwięźniów. Choć potem odwołał swe zeznania, choć brał całą winę i odpowiedzialność na siebie, niewiele to już pomogło. Przed sądem wojennym w Warszawie zasiadło na ławie oskarżonych 25 spiskowców z ks. Ściegiennym na czele. Władze rosyjskie zaskoczone rozmiarami spisku i liczbą sprzysiężonych chłopów, postanowiły odstraszyć ich od tajnych organizacji. Toteż wyroki były surowe: spiskowców skazano bądź na zesłanie do kopalń syberyjskich lub na Kaukaz i przepędzenie przez kije (włościanie Baltazar Susło i Teofil Stójkowski zostali przepędzeni przez tysiąc pałek), bądź na wcielenie do wojska lub więzienie w kraju i rózgi; rózgi nie ominęły nawet kobiet powiązanych z konspiracją. Ks. Ściegiennego przewieziono do więzienia w Kielcach, skąd w dniu 7 maja 1846 roku wyprowadzono go pod szubienicę. Po odczytaniu wyroku kurii biskupiej w Lublinie, pozbawiającego go na zawsze godności kapłańskiej, zdjęto z niego suknię duchowną, nałożono śmiertelną koszulę i zarzucono pętlę na szyję. Potem przy biciu w bębny odczytano mu wyrok sądu wojskowego, skazujący go na pozbawienie wszelkich praw stanu i karę śmierci z zamianą na dożywotnią katorgę na Syberii. W oczach ks. Ściegiennego skatowano jego braci, Karola i Dominika, obydwóch czynnych spiskowców od zarania konspiracji, obydwóch tak jak i on skazanych na katorgę na Syberii.

Na Syberii spędził ks. Ściegienny dziesięć lat na ciężkich robotach w kopalniach Aleksandrowska, po czym został przeniesiony na osiedlenie do okręgu nerczyńskiego. Na podstawie amnestii pozwolono mu w roku 1857 zamieszkać w Permie, w Rosji europejskiej, skąd w roku 1871 powrócił do kraju i osiadł w Tarnawie, powiecie krasnostawskim. W dwanaście lat później, w roku 1883, car Aleksander III z okazji swej koronacji ułaskawił ks. Ściegiennego, a władze duchowne przywróciły go do stanu kapłańskiego; został kapelanem w szpitalu Bonifratrów w Lublinie. Żadnych przejawów działalności rewolucyjnej ks. Ściegiennego w owych latach być już nie mogło; zarówno wiek jak i przeżycia w katordze już mu działać nie pozwoliły. Zmarł ks. Ściegienny w Lublinie w roku 1890, w wieku lat dziewięćdziesięciu.

Socjalizm ks. Ściegiennego nosił wszystkie rysy ówczesnego socjalizmu romantycznego. Był to socjalizm chrześcijański, z wiary w sprawiedliwość boską i z nauk ewangelii wyprowadzający nakaz zniesienia krzywdy i ucisku i zastąpienia go ustrojem opartym na równości i wzajemnej pomocy. Na kształtowanie się poglądów ks. Ściegiennego w tym kierunku wielki wpływ miały dzieła księdza Lamennais. W roku 1842 napisał ks. Ściegienny słynną odezwę w formie rzekomej bulli papieża Grzegorza XVI (5); stanowiła ona główny dokument ideologiczny spisku chłopskiego. Znana pod nazwą „Złotej Książeczki” albo „Złotej Bulli”, utrzymana w stylu listu pasterskiego, zawierająca szereg przypowieści, grożąca nieposłusznym karami kościelnymi, była świadectwem zdolności agitatorskich autora i jego doskonałej znajomości psychologii i umysłowości chłopa polskiego (6). Odezwa zwracała się jednak nie tylko do chłopów, albowiem rzekomy Grzegorz XVI pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie przesyłał „wszystkiemu ludowi, a osobliwie rolnikom i rzemieślnikom, nieszczęśliwym oficjalistom i żołnierzom”, którzy głosu jego słuchać będą. „Złota Bulla” przeczyła, jakoby niewola, nędza, głód i zimno, wyzysk i ciemnota, w jakich ludzie żyją, były dziełem Boga. Nie pochodzą one z woli Boga, ale są dziełem złych ludzi; Bóg bowiem – pisał rzekomy papież – „stworzył ludzi, a zatem i was, abyście wolni używali wszystkich darów boskich, nie żyli w niedostatku i nędzy, nie cierpieli głodu i zimna, pracowali jedynie dla siebie, dla starców, kaleków, umieli czytać i pisać”. Panowie są sprawcami głodu i nędzy chłopskiej, bo chłopską krwawą pracę „za czynsz, za podatki, dziesięciny, pańszczyzny, darmochy, kwaterunki zabierają”, a przecież „pan taki człowiek jak chłop, ma nogi, ręce, zdrowie i siłę od Boga, może sobie sam i powinien na utrzymanie życia zapracować”. Bóg stworzył ludzi, aby wolni używali wszystkich jego darów, dał człowiekowi ziemię i pozwolił używać wszystkich jej owoców, pracą wydobytych, jednakże człowiek ani za ziemię ani za płody ziemi, którymi się żywił, nie płacił. Źli i okrutni ludzie ziemię słabszym wydarli i przywłaszczyli ją sobie, potem „niby jako ze swej własności porozdzielali biedniejszym ludziom po kawałku ziemi przywłaszczonej sobie nieprawnie i kazali sobie pańszczyzny i darmochy odrabiać, daniny dawać, czynsze płacić, podatki składać”. Wszystko, co Bóg stworzył i postanowił, jest doskonałe i sprawiedliwe i ludzie powinni to zachować. Natomiast wszystko, co później ludzie na szkodę swych bliźnich wymyślili, jest niesprawiedliwe i nie powinno być utrzymane. W imię więc sprawiedliwości, nakazanej przez Boga – pouczał rzekomy papież – „powinniście odebrać wydartą wam ziemię i żadnej powinności z niej dla królów i panów ani opłacać ani odrabiać”. Żołnierze sami są chłopami i mieszczanami, więc nie panów i królów, ale chłopów i mieszczan, od których mają wszystko dobre, bronić powinni. Wzięci do wojska, niechaj nie pomagają panom i monarchom w uciemiężaniu ludu, lecz niech trzymają jego stronę: „niech biedny biednego broni od nieprzyjaciół”. „Bulla” wzywała do niedawania posłuchu monarchom i zaprzeczała, jakoby byli oni przez Boga ustanowieni, wszakże działają na szkodę bliźniego; chłopi i mieszczanie nie powinni bić się z chłopami i mieszczanami innego narodu na pożytek panów i królów, natomiast obowiązkiem ich jest wspólnie i solidarnie uderzyć na tych, którzy się z nimi jak z bydłem obchodzą.

W dalszym ciągu „Złota Bulla” przynosiła potępienie wojny, jako najgorszego zła na świecie i zapowiedź, że wojny niedługo się skończą, a człowiek przestanie zabijać człowieka. Nim to jednak nastąpi, „jeszcze jedną wojnę odbyć będziecie musieli – pisał dalej rzekomy papież – wojnę sprawiedliwą, bo w obronie życia i wolności swojej i bliźnich podniesiecie ją, w obronie praw i pracy waszej prowadzić ją będziecie… Wojna ta będzie z woli Boga, by lud odbierał prawa od Boga sobie nadane. Tej wojnie Bóg będzie błogosławił – ta wojna zapewni wam na wieki szczęście – należy abyście się do tej wojny przygotowali”. Będzie to wojna „nie chłopów z chłopami, nie ubogich z ubogimi, ale chłopów z panami, ubogich z bogatymi, uciśnionych i nieszczęśliwych z ciemięzcami i w zbytkach żyjącymi”. W przeszłych wojnach było inaczej, chłopi i mieszczanie bili się z chłopami i mieszczanami w interesie królów i panów. Panowie polscy kazali wojsku z chłopów i mieszczan polskich złożonemu bić się z wojskiem rosyjskim, a panowie rosyjscy kazali swoim chłopom i mieszczanom bić wojsko polskie. „Zabijało się wojsko, a panowie z daleka patrzyli. W przyszłej zaś wojnie staną chłopi i mieszczanie polscy i rosyjscy z jednej strony, a panowie i królowie polscy i rosyjscy z drugiej strony, chłopi będą strzelali nie do chłopów, ale do panów. Wasza, bracia wieśniacy i mieszczanie będzie wygrana, bo was daleko więcej, czapkami panów zarzucicie, a po wojnie nie będzie, kto by was na pańszczyznę pędził, kto by się nad wami i nad waszymi dziećmi znęcał”. Ta wojna ostatnia, wojna sprawiedliwa – pisał ks. Ściegienny w rzekomej bulli – toczyć się będzie o porządek społeczny, oparty na wolności, równości i braterstwie; po wojnie tej ziemia, uprawiana przez chłopów, przejdzie w ich ręce, ustaną pańszczyzny, czynsze i opłaty kościelne, zaś dzieci chłopskie bezpłatnie uczyć się będą; „na taką wojnę idźcie, a idźcie wszyscy, bo taka wojna będzie o wasze szczęście”. „Bulla” wskazywała, kto w tej ostatniej walce będzie nieprzyjacielem, zaliczała do nich monarchów, panów, urzędników, nawet księży. Ale zastrzegała jednocześnie: „Są jednak mniejsi panowie, urzędnicy i księża, którzy pragną waszego szczęścia … Dobrych panów, moje dzieci, kochajcie i słuchajcie ich jak siebie, bo oni wiele dobrego dla was robią. Brońcie ich od złych panów i rządu, nie dajcie ich zabierać, więzić lub zabijać. A jeślibyście, czego Bóg uchowaj, dopuścili którego z dobrych panów prześladować, więzić lub zabić, bądźcie pewni, że na was spadnie przekleństwo boskie, ściągniecie na siebie gniew Boży, wpadniecie w daleko gorsze nieszczęście. Panowie i królowie co dzień was więcej uciskać, obdzierać i katować będą”. Te słowa ks. Ściegiennego rzucone w konspiracji chłopskiej, na cztery tylko lata przed rzezią Jakuba Szeli, były przesłanką, na której opierała się współpraca ks. Ściegiennego ze szlachecką konspiracją – ze Związkiem Narodu Polskiego.

Na koniec bulla przynosiła wskazówki postępowania. Wojna ostatnia, wojna o szczęście ludu, nastąpić będzie mogła dopiero wtedy, gdy wszyscy niemal chłopi i mieszczanie, a o ile można i żołnierze, uświadomią sobie, że to będzie ich wojna i że należy w niej solidarnie wystąpić; do tego czasu rzekomy papież nakazywał „mieszczanom, aby niesprawiedliwe podatki i wszelkie inne ciężary spokojnie opłacali, włościanom, aby spokojnie obrabiali uciążliwą pańszczyznę i darmochy, opłacali czynsze i podatki i wszelkie niesprawiedliwie nałożone powinności odbywali, aby panom nie dać poznać, iż się przygotowujecie do zrzucenia raz na zawsze okrutnego, na barki wasze wtłoczonego jarzma niewoli”. Takich praktycznych wskazań, mających na celu utrzymanie przygotowań konspiracyjnych w tajemnicy, rozszerzenie i zabezpieczenie spisku, „Złota Bulla” zawierała więcej. Przyrzekała 40 dni odpustu każdemu, kto ją drugiemu odczyta lub odczytaną z uwagą wysłucha, siedem lat odpustu – gdy ją przepisaną odda drugiemu, zaś zupełny odpust każdemu, kto pytany nie wyda i nie zdradzi. „Choćby was nawet do więzienia brano, choćby was bito, choćby wam przysięgać kazano, nie wydajcie listu ani tego, kto by go miał”. Dzięki takim oto metodom spisek ks. Ściegiennego mógł utrzymać się w tajemnicy przez kilka lat.

Z pouczeniami, mającymi na celu zabezpieczenie tajności spisku, łączyła rzekoma bulla wskazania, mające na celu podniesienie etyczne i kulturalne ludu polskiego. I tak wzywała, aby do czasu zwycięstwa nad nieprzyjaciółmi wstrzymać się całkowicie od picia gorzałki, przyrzekając siedem lat odpustu za wyrzeczenie się „diabelskiego trunku, który dusze wasze na wieczne potępienie prowadzi”, a klątwę wieczną temu, kto nadal pić będzie. Chłopu, który nauczy się czytać i pisać, przyrzekała „że nagłą śmiercią nie umrze i zła przygoda go nie spotka”, rodzicom zaś, którzy chłopca na naukę oddadzą, zapowiadała błogosławieństwo boskie, a każdemu, kto się przyłoży do nauk chłopca swoją pomocą, 100 dni odpustu.

„Złota Bulla” krążyła w odpisach między chłopami przez lata całe, nawet po rozgromieniu spisku, upowszechniając w tej osobliwej formie program wyzwolenia politycznego i społecznego. Jak z tekstu „bulli” wynika, w umyśle ks. Ściegiennego rysował się obraz społeczeństwa podzielonego na dwa obozy: z jednej strony monarchowie i panowie, urzędnicy i oficerowie, wielu nawet księży, którzy nie chcą chłopów i mieszczan widzieć wolnymi i równymi im ludźmi, z drugiej – rolnicy, rzemieślnicy, oficjaliści i żołnierze, a razem z nimi mniejsi panowie, urzędnicy i księża, którzy pragną szczęścia ludu. Przewidywał walkę tych dwóch obozów, całym sercem stał po stronie ludu. Nawoływał też do solidarności ludu polskiego i rosyjskiego przeciw polskim i rosyjskim królom i panom. Był w tym kontynuatorem myśli o sojuszu sił rewolucyjnych polskich i rosyjskich, przewijającej się przez pewne kierunki demokracji polskiej, począwszy od Towarzystwa Patriotycznego i manifestacji ku czci dekabrystów w czasie powstania listopadowego. Program przeobrażeń ustrojowych rzekomej bulli nie wychodził poza zniesienie pańszczyzny i czynszów oraz uwłaszczenie chłopów, nie był to zatem program odpowiadający ówczesnym dążeniom socjalistycznym. Można by tedy sądzić, że ks. Ściegienny został socjalistą znacznie później. Jednakże z tego samego roku co rzekoma bulla pochodziło pisemko ks. Ściegiennego pt. „Aforyzmy o życiu wspólnym”, w którym sformułował on socjalistyczny program rolny. Stąd przyjąć należy, że umiarkowanie ks. Ściegiennego w „Złotej Książeczce” podyktowały mu bezpośrednie interesy powstania, dla którego powodzenia najważniejszą rzeczą było pozyskanie sobie chłopów-gospodarzy.

„Aforyzmów o życiu wspólnym” nie zachował się ani jeden egzemplarz, ich treść znana jest tylko z aktów sprawy sądowej. Ks. Ściegienny głosił w nich wspólną własność ziemi, z której każdy chłop otrzymać miał 30 morgów gruntu pod uprawę. W każdej wsi czterech dyktatorów ma kierować życiem gospodarczym; urzędników powinno być jak najmniej, a ich uposażenia nie będą przekraczały dochodów wieśniaka. W każdej wiosce powinna być szkoła i kościół, całe zaś życie zarówno na wsi jak i w mieście winno rozwijać się na zasadach braterstwa, równości i ducha ewangelii (7). W zestawieniu ze „Złotą Bullą”, która zapowiadała oddanie chłopom uprawianej przez nich ziemi na własność – przydział równych działów ziemi dla każdego wieśniaka, o czym mówiły „Aforyzmy”, stanowił krok w kierunku socjalizmu agrarnego.

Na Syberii poglądy socjalistyczne ks. Ściegiennego skonkretyzowały się do tego stopnia, że podjął on próbę powołania do życia wspólnoty, w której współtowarzysze jego żyć mieli na zasadach równości i braterstwa, wspólnie pracując i dzieląc się owocami swej pracy. Próba ta po pewnym czasie zawiodła całkowicie. Z rozmów ks. Ściegiennego z Agatonem Gillerem, z którym zetknął się na Syberii oraz z artykułów i pism pochodzących z tego okresu lub opracowanych w kraju po powrocie z zesłania, wysnuć można główne zarysy ustroju, wymarzonego przez ks. Ściegiennego. Zacznijmy od kwestii własności. Własność ziemska, osobista, nie byłaby zupełnie zniesiona, a tylko ograniczona, zrównana. Ziemia miała pozostawać pod rozporządzeniem zarządu gminnego, który każdemu z członków gminy przydzielałby równą ilość gruntów pod uprawę. Ks. Ściegienny uwagę swą skoncentrował na zagadnieniu agrarnym, ale zastanawiał się także nad całością życia gospodarczego i społecznego. W pracy pt. „Społeczeństwo a społeczność, czyli życie obyczajowe” (1876 r.) kreśląc obraz społeczności opartej na bezwzględnej równości, przewidywał, że zyski z rzemiosł, fabryk, handlu, z całego przemysłu, pójdą do wspólnej kasy na wspólny pożytek (8). Jak i inni socjaliści polscy tego okresu, chciał całość ustroju społecznego i politycznego oprzeć na gminie; w niej widział główny interes narodu, ona miała być „przybytkiem doskonałości, duszą ustroju państwowego, nie mającego innych zadań jak zabezpieczenie tego szczęścia, które Bóg człowiekowi przeznaczył” (9). Wybieranym przewodnikiem i naczelnikiem gminy miał być proboszcz. Elementy teokracji mieszały się w koncepcjach ks. Ściegiennego z elementami demokracji politycznej. „Nic bardziej, srożej i systematycznej – pisał on w pracy pt. „Aforyzmy, czyli rzucone myśli do odszukania i oznaczenia źródła nieszczęść ród ludzki trapiących” (1857 r.) – nie chłoszcze rodu ludzkiego, jak rząd nie spomiędzy narodu wybrany, nie z woli narodu, a więc z woli Boga, pochodzący” (10). Ustrój państwowy – zdaniem jego – oparty być winien na reprezentacji pośredniej: gminy wybierać będą swych przedstawicieli do sejmów powiatowych, te – do prowincjonalnych, te zaś z kolei – do sejmu ogólnokrajowego, stanowiącego naczelną władzę Rzeczypospolitej. Miała ona być „rzeczpospolitą wolną, a zabezpieczoną od przewagi arystokratów, od samowoli bogatych i od samowładztwa pojedynczych ludzi” (11).

Agaton Giller dał w następujących słowach syntezę poglądów ks. Ściegiennego: „Teoria jego socjalna acz nie praktyczniejsza od innych, była nie pożyczoną, nie z obcego drzewa zerwaną, ale jego własną, zupełnie samodzielną, była rzec można chłopską. Wszystko dał w niej ze swojej duszy, z tego co wyczytał w ewangelii i czego się nauczył z tradycji chłopskich. Różniła się zaś tym od francuskich, angielskich i niemieckich, że nie niszczyła Kościoła Katolickiego ale go demokratyzowała i przeważną rolę w Rzeczypospolitej mu nadawała” (12). Istotnie, ks. Ściegienny pragnął, by duchowieństwo katolickie odgrywało w życiu społecznym rolę odpowiedzialną i kierowniczą. Tym niemniej dostrzegał i piętnował zjawiska ujemne w dziejach Kościoła Katolickiego, a szczególnie ubolewał nad wojnami religijnymi, fanatyzmem wyznaniowym i obojętnością duchowieństwa na cierpienia ludu. U schyłku swego życia w rękopisie pt. „O miłości chrześcijańskiej” (około 1885 r.) raz jeszcze powrócił ks. Ściegienny do myśli, że kler katolicki powołany jest do urządzenia społeczeństwa wedle zasad Chrystusowych, podkreślał jednak, że – jeśli ma spełnić to zadanie – powinien stanąć na najwyższym poziomie moralnym i intelektualnym.

Jednym z zasadniczych motywów ideologii ks. Ściegiennego, powtarzającym się we wszystkich jego pismach, od rzekomej bulli Grzegorza XVI poczynając, był pacyfizm, potępienie wojen jako największego nieszczęścia i najohydniejszego pod każdym względem rzemiosła. Przewidywał, że wojny wiecznie trwać nie mogą, muszą się skończyć, a skończą się, gdy miłość chrześcijańska „z człowieka – zwierza, pragnącego dla swego zysku zaburzeń i wojen, zrobi człowieka – ludzkość, pragnącego dla dobra i szczęścia powszechnego trwałego spokoju i pomyślności we wszystkich zacnych zajęciach każdego człowieka” (13). Nie poprzestając na tej ogólnej prognozie, usiłował sformułować konkretnie przesłanki położenia kresu wojnom. Ujął je w pięciu punktach; wojny ustaną – utrzymywał ks. Ściegienny – gdy ludzie przez naukę dojdą do rozpoznania: 1. że Bóg nikogo nie przeznacza ani na rolnika, rzemieślnika lub fabrykanta, ani kupca, bankiera lub ministra, ani na księcia, króla lub cesarza, 2. że nikt się nie rodzi z koroną na czole, 3. że nikt nie powinien przywłaszczać sobie samowładztwa, czyli panowania z łaski boskiej nad innymi ludźmi, 4. że człowiek udoskonalony pracą i nauką, rozumem i uczuciem, doświadczeniem, powinien dochodzić do wyższych stopni w ludzkości, 5. że tylko prawo postanowione z miłością i sprawiedliwością może urządzać wszelkie stosunki społeczne (14).

Ks. Ściegienny wierzył, że zrozumienie i przyjęcie tych zasad będzie nie tylko końcem wojen, ale i początkiem lepszej doli całej ludzkości. Szukając środków dla wytępienia wojen i urzeczywistnienia myśli o wiecznym pokoju wyznaczał duchowieństwu rolę przewodnią w tym zadaniu. Przewidywał powstanie Europejskiego Towarzystwa Wiecznego Pokoju pod przewodnictwem papieża, „głowy widomej Kościoła, na miłości zbudowanego”. Miało być ono zorganizowane w ten sposób, że w Towarzystwie obejmującym państwo przewodniczyć będzie arcybiskup „jako naczelnik duchowieństwa narodowego”, a w Towarzystwach diecezjalnych – biskupi (15). Ks. Ściegienny wielką wagę przywiązywał do oświaty i szkolnictwa, żądał bezpłatnej szkoły w każdej wsi, ciemnotę i analfabetyzm chłopów uważał za krzywdę niezgodną z wolą Boga i za hamulec w walce o wyzwolenie. W nowym społeczeństwie pragnął widzieć szacunek dla nauki, rozumu i oświecenia, bez których nie będzie braterstwa, sprawiedliwości i wolności.

Postać ks. Ściegiennego jako obrońcy uciśnionych i krzywdzonych, jako bojownika o lepszy, sprawiedliwszy ustrój społeczny, otoczona była w późniejszym ruchu socjalistycznym szacunkiem i podziwem. Toteż nic dziwnego, że szukali z nim kontaktów młodzi działacze socjalistyczni z pierwszego okresu ruchu robotniczego. I tak w roku 1875 Jan Hłasko, wysłannik polskich kółek socjalistycznych na uniwersytetach rosyjskich, wracając ze spotkania z gen. Walerym Wróblewskim w Londynie i Bolesławem Limanowskim we Lwowie, odwiedził ks. Ściegiennego w Lubelskiem. Zesłany potem na Syberię, utrzymywał z ks. Ściegiennym korespondencję aż do czasu swej nagłej śmierci w Krasnojarsku. Bolesław Limanowski podaje, że w roku 1880 czy też 1881 kilku socjalistów odwiedziło ks. Ściegiennego w Lublinie, prosząc o dokładniejsze wiadomości o spisku chłopskim z 1844 roku. Ks. Ściegienny bardzo życzliwie przyjął przybyłych i powiedział im, że ma spisane pamiętniki o owych czasach. Limanowski wzywał, by zająć się ich poszukiwaniem i by – jeśli się znajdą – wydrukować je w całości (16). Do tej pory nie udało się jednakże na ślad tych pamiętników natrafić.

W lipcu 1887 roku pojechał do ks. Ściegiennego Ludwik Kulczycki, wówczas młodzieniec 21-letni, jeden z organizatorów tzw. Drugiego Proletariatu w Warszawie. W sprawozdaniu z tego spotkania pisał Kulczycki (17), że ks. Ściegienny „nie mówiąc zupełnie wyraźnie o swoich poglądach, wskazywał jakby na to, że my młodzi działacze jesteśmy w warunkach bez porównania korzystniejszych od niego w latach 1831 i 1844. Widocznie liczył na przyszłość, przywiązując wielką wagę do socjalnej demokracji i do międzynarodowości ruchu”.

Po śmierci ks. Ściegiennego postać jego często powracała na karty popularnych wydawnictw i prasy socjalistycznej. Oddźwięk tego nazwiska był tak duży, że Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich w Londynie posłużył się nim w roku 1892 jako nazwiskiem autora odezwy, wydrukowanej pod tytułem: „List otwarty do polskiego ludu roboczego”, prawdopodobnie napisanej przez Stanisława Przybyszewskiego. W związku z przedrukowaniem tej odezwy przez berlińską „Gazetę Robotniczą”, jej wydawca i redaktor odpowiedzialny postawieni zostali przed sądem w Berlinie, zapadł jednak wyrok uniewinniający. Polska Partia Socjalistyczna niejednokrotnie organizowała uroczystości ku czci ks. Ściegiennego, np. w dziesiątą rocznicę jego zgonu.

Jest rzeczą godną uwagi, że w szeregu pierwszych socjalistów polskich znaleźli się zarówno ludzie poróżnieni z Kościołem Katolickim, nawet nowatorzy religijni, jak i wierni synowie Kościoła, a między nimi ksiądz katolicki – Ściegienny. Ks. Ściegienny godził swój socjalistyczny radykalizm z naukami Kościoła, a nawet wyznaczał duchowieństwu kierowniczą rolę na wszystkich szczeblach przyszłego, sprawiedliwego społeczeństwa. Pozostał jednak w tej koncepcji odosobniony w polskiej myśli socjalistycznej i nikt już po nim tego socjalistycznego teokratyzmu nie podejmował na nowo. Zawsze jednak sutanna kapłańska ks. Ściegiennego, księdza-socjalisty przemawiała do wyobraźni i do uczucia mas ludowych, zwłaszcza w połączeniu z niezwykłością jego losów – poczynaniami powstańczymi, cierpieniami katorżnika i zesłańca syberyjskiego.

Lidia i Adam Ciołkoszowie

________________________________

Powyższy tekst jest rozdziałem książki Lidii i Adama Ciołkoszów – „Zarys dziejów socjalizmu polskiego”, tom I, Gryf Publications Ltd., Londyn 1966. Na potrzeby Lewicowo.pl przygotował Piotr Kuligowski.

 

Przypisy:

1. Urodzony w roku 1800 w Bilczy, gmina Dyminy koło Kielc, zmarł dnia 6 listopada 1890 roku w Lublinie.

2. Spisek ks. Ściegiennego miał poprzednika w spisku Franciszka Gorzkowskiego, przy czym jednak Gorzkowskiego – inaczej niż ks. Ściegiennego – nie można uważać ani za socjalistę, ani nawet za prekursora socjalizmu. Gorzkowski, urodzony w Warszawie, syn zubożałego szlachcica z Warmii, za młodu studiował w Paryżu nauki przyrodnicze i matematykę. Porównując skutki działań Konwencji francuskiej i Sejmu Czteroletniego nabrał przekonania, że i u nas nie ma innego sposobu, jak przy powstaniu ogłosić: „każdy chłop jest właścicielem tego, co posiada, jest równy szlachcicowi” i oddać chłopom w używanie ziemię bez pańszczyzny, bez propinacji, bez opłat, danin lub powinności jakiegokolwiek rodzaju. W czasie powstania w Warszawie w 1794 roku był Gorzkowski jednym z najczynniejszych przy oszańcowaniu stolicy; później Kościuszko powierzył mu misję rozniecenia powstania na Warmii, w Toruniu i Gdańsku, ale po przegranej pod Maciejowicami cały plan upadł.

W roku 1796 Gorzkowski pracował jako geometra we wsi Cisza, powiatu lisowskiego, i wtedy zawiązał spisek chłopski na obszarze pomiędzy Wisłą a Bugiem, który przypadł pod austriackie panowanie. Dewizą spisku było: „Nieodstępne zniszczenie szlachectwa. Dóbr właścicieli wytępienie, a wolność i równość bez różnicy dla wszystkich Polski mieszkańców”. Posługując się tabliczkami znaczonymi różnokolorowymi punktami Gorzkowski obmyślił system propagandy tak prosty i jasny, że go bez trudu jeden chłop drugiemu powtarzał. Tłumaczył chłopom, że gdy wszyscy razem jednej nocy powstaną, „taka wolność pomiędzy ludem nastąpi, jakiej nigdy nie znano… Gdy wszyscy wezmą się za ręce, powiedzcie mnie, czy jest gdzie jaki pan, król, cesarz, który by co potrafił naprzeciw 3 000 000 odważnych… Jednej nocy we wszystkich wsiach uderzymy we dzwony, zapalimy drzewa po lasach;… a tak w jednym dniu ogłosimy wolność po całym kraju i zaraz się z sobą połączymy. Któż nam co zrobi, gdy wszyscy weźmiemy się za ręce, z kosami, z cepami, z siekierami, a kto ma z bronią palną… Nie jest sprawiedliwe, żeby kilkaset panów złych miliony dobrego ludu trzymali w niewoli, żeby lud i jego dzieci oraz cały kraj nieszczęśliwymi co dzień robili. Wilczy ród musi być wygubiony, aby szkody nie czynił…”. Spisek rozszerzał się z dnia na dzień, jednak został przez przypadek wykryty. Gorzkowski przebył trzy lata w podziemnym lochu więziennym w Krakowie, sąd austriacki skazał go na szubienicę, jednak cesarz go ułaskawił, skazując tylko na bezzwłoczne wygnanie z kraju. Gorzkowski udał się do Warszawy, gdzie oddał się całkowicie nauce matematyki, ale i stamtąd został przez rząd pruski wydalony. Pojechał do Lipska; po utworzeniu Księstwa Warszawskiego powrócił do Warszawy, gdzie żył na skromnej posadzie, w dalszym ciągu snując plany zniesienia pańszczyzny i uwłaszczenia chłopów, chociaż już nie na drodze spisku chłopskiego. Zmarł w nędzy na krótko przed nocą 29 listopada. Do końca życia nie przestał mówić: „Delenda nobilitas”, należy zniszczyć szlachtę.

Gorzkowski był założycielem pierwszej w Polsce rewolucyjnej organizacji chłopskiej. Podstawową jego myślą było, „że brak sił w narodzie pochodzi z przyczyny niewoli i ubóstwa chłopów”. Nie dostawało mu jednak zdolności strategicznych; po latach wytknął mu Leonard Chodźko, że zapomniał, iż „będzie miał opór nie tylko ze strony panów ale i ze strony najezdników, to jest będzie miał do zwalczenia dwóch nieprzyjaciół zamiast jednego”.

3. Według raportów księcia Paskiewicza do cara i protokołów Stałej Komisji Śledczej, w spisek ks. Ściegiennego zamieszane były 152 osoby, w tym 45 chłopów, 40 urzędników wszelkich stopni, 17 księży, 11 ziemian i dzierżawców, 5 nauczycieli, 2 adwokatów, 2 geometrów, 1 student, 1 inżynier, 1 aptekarz, 1 leśniczy i 1 osobnik narodowości francuskiej, zresztą natychmiast zwolniony z aresztu; przy 25 nazwiskach zawodu nie podano. W rzeczywistości w spisku brało udział o wiele więcej chłopów, niż to wykazują akty urzędowe. Zob. Zygmunt Młynarski: „W kręgu sprawy ks. Piotra Ściegiennego”, Warszawa 1961, str. 83.

4. „Pobudka”, nr 10, 11, 12 z roku 1890.

5. Po raz pierwszy przedrukowana w całości z Aktów Komisji Administracyjnej Królestwa Polskiego w artykule M. Murawskiego w „Robotniku” warszawskim z dni 14-19 czerwca 1925 roku, nr 162-167. Zygmunt Młynarski (Wincenty Banaś) w książce „W kręgu sprawy ks. Ściegiennego”, Warszawa 1961, zakwestionował autorstwo ks. Ściegiennego w odniesieniu do rzekomej bulli. Argumentacja Młynarskiego nie jest jednak przekonywująca, a powołane przez niego dowody nie popierają tej hipotezy.

6. Agaton Giller pisał w „Historii powstania narodu polskiego”, tom III, Paryż 1870, str. 515: „Jakkolwiek ubrany w suknie księdza, Ściegienny nie przestał być chłopem – nawet co do obyczajów. Cała też rodzina jego, prócz jednego brata, który został geometrą, nie opuściła stanu kmiecego. Nowy więc reformator liczył na to, że kmiecie nie odepchną go od siebie, że na chłopski głos »w wielkiej ojczyźnie od morza do morza, zbrojnie i tłumno stanie wiara Boża«” (Wincenty Pol). We wspomnieniu pośmiertnym o ks. Ściegiennym, pióra P. N., czytamy w paryskiej „Pobudce” (nr 10-11-12 z roku 1890): „Ksiądz – rewolucjonista z kazalnicy zrobił polityczną trybunę, a przemawiając do ludu w fanatyczno-religijnej formie, rzucał ziarna politycznej i społecznej rewolucji. W polu przemawiał przypowieściami – wystarczała mu garść wymłóconej pszenicy. »Ziarno – mówił do ludu – to wy, chłopi. Panowie – to plewy« i dmuchnąwszy pokazywał zgromadzonym włościanom dłoń, z której plewy uleciały a pozostało ziarno”.

7. Dr Marian Tyrowicz: „Sprawa księdza Ściegiennego”, Warszawa 1948, str. 72-73.

8. Tamże, str. 104.

9. Agaton Giller: „Historia powstania narodu polskiego 1861-1864”, Tom III, Paryż 1870, str. 513.

10. Dr Marian Tyrowicz, dz. cyt., str. 149.

11. Agaton Giller, dz. cyt., str. 513-514.

12. Tamże.

13. „Aforyzmy czyli rzucone myśli do odszukania i oznaczenia źródła nieszczęść ród ludzki trapiących”. Napisane w roku 1857. Zob. dr Marian Tyrowicz, dz. cyt., str. 127.

14. „Zakon chrześcijański”. Napisane po roku 1882. Zob. dr Marian Tyrowicz, dz. cyt., str. 167-168.

15. Tamże, str. 173.

16. Bolesław Limanowski: „Historia demokracji polskiej”, Tom II, Warszawa 1946, str. 43.

17. Prof. Ludwik Kulczycki: „Moja rozmowa z ks. Ściegiennym z lipca 1887 r.”, „Niepodległość”, Warszawa, Tom I, rok 1929, str. 169.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *